wtorek, 15 października 2013

Chapter 33: Little Things

-Co się stało?- Zayn spytał, idąc za mną i Liamem do kuchni. Danielle wciąż pocierała twarz Eleanor wilgotną ściereczką, mówiąc jej by robiła wdech i wydech, tak jak do rodzącej kobiety. 
-Ma atak paniki- Louis odpowiedział za mnie, nawet się do nas nie odwracając. Delikatnie odepchnął Danielle, cicho dziękując jej za pomoc. Włożyła ręcznik do zlewu i podeszła do Liama, by stanąć w jego uścisku.
Obserwowaliśmy jak Louis owinął ramiona wokół Eleanor i ciasno ją trzymał. Podniósł ją z blatu i dał jej zwinąć się przy jego piersi jak małe dziecko.

You can’t go to bed,
Without a cup of tea.

And maybe that’s the reason,
That you talk, in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep,
Though they make no sense to me.
I know you’ve never loved,

The sound of your voice on tape.
You never want,
To know how much you weigh.
You still have to squeeze,
Into your jeans.
But you’re perfect, to me.

Zaczął jej śpiewać, na wprost nas wszystkich. Widziałam, że Liam i Zayn wymienili spojrzenia, ale nikt nic nie powiedział. Danielle obserwowała go ze strachem, jej usta kołysały się do wymyślonego rytmu. Jedyne co mogłam zrobić to stać tam zmieszana.
Co się dzieje?
Czemu Eleanor ma atak paniki?
Louis śpiewa?
Naprawdę jeszcze nigdy nie wiedziałam tej strony Louiego. To znaczy wiem, że kocha Eleanor, ale zawsze myślałam, że to ona dba o niego. Gotuje dla niego. Sprząta też dla niego. Daje mu powód, dla którego warto wracać do domu.
Ale teraz widzę to, że potrzebuje go tak samo tak samo jak on potrzebuje jej. 
-No dalej, kochanie. Wiem, że znasz tekst. Nie przerwę mojego okropnego śpiewania dopóki nie zaśpiewasz ze mną.- nalegał, robiąc krótką przerwę w środku piosenki. Nie wiedziałam o jakim 'okropnym śpiewaniu' mówił, bo jak na członka ulicznego gangu brzmiał jak profesjonalista. 
 
I won’t let these little things,
Slip, out, of my mouth.
But if it’s true,
It’s you,
It’s you,
They add up to.

And I’m in love with you,
And all these little things.

Spojrzałam na Zayna, żeby zobaczyć jego reakcję. Miał zmarszczone w skupieniu brwi, gdy przyglądał się rozwinięciu tej sceny. Chyba nigdy nie widział swojego, zachowującego się tak, kumpla z gangu.

You’ll never love yourself half as much as I love you.
And you’ll never treat yourself right,
Darling,
But I want you to.
If I let you know,
That I’m here,
For you. 

Louis kołysał się w tył i przód ze swoją dziewczyną w ramionach.

Maybe you’ll love yourself,
Like I,
Love you.

Tym razem Eleanor do niego dołączyła. Jej głos nie był tak perfekcyjnie dopasowany, albo tak dobrze skontrolowany jak Louisa, ale ta lekkość i delikatność dawała idealny kontrast.
Jeśli sprawy z gangiem nie wypalą, Louis i Eleanor powinni wydać album jako duet czy coś.
-Już kochanie, już- wyszeptał, uśmiechając się do dziewczyny, która zatopiona była w jego ramieniu. Powoli zostawił ją na blacie, gdzie ją znalazł i pocałował w nos.
-Cóż, ktoś musiał sprawić, żebyś się zamknął- zachichotała. Zaśmiał się razem z nią, widocznie zadowolony, cokolwiek się działo, jest już skończone. I zupełnie jakby nic się nie stało, Louis pocałował ją jeszcze raz, tym razem w usta i obrócił się do wyjścia.
-Pośpiesz się kobieto! Umieram z głodu!- zawołał z uśmiechem w głosie. Zaśmiała się z niego, kręcąc głową i zeskoczyła z blatu. Liam i Zayn rzucili na nią okiem, ale po tym podążyli za swoim kumplem do salonu, bez wątpienia gotowi do zadawania pytań.
Eleanor z powrotem odwróciła się do kuchenki i zaczęła mieszać to coś co było w wielkim garnku.  
-Hej, El?- zawołałam ją, rzucając Danielle przezorne spojrzenie. Obie podeszłyśmy do niej bliżej.
-Hmm?
-Mogłabyś... jest jakaś szansa żebyś powiedziała nam co dopiero się stało?- Danielle zapytała ją nieśmiało. Widziałam, że ramiona Eleanor zesztywniały, a szyja się zaróżowiła. Najwyraźniej była zawstydzona.
-Albo i nie. Nie musisz.- Danielle dodała szybko, spoglądając z poczuciem winy w dół. Nie jest taka jak ja; nie lubi zbyt naciskać na ludzi.
-Nie, jest okej.- Eleanor wymamrotała, obracając się do nas.
-Ja, uh, mam czasami ataki paniki, a Louis mnie uspokaja.- podsumowała szybko.
-Dlaczego?- zapytałam bezwstydnie. Eleanor przez chwilę wyłapała moje spojrzenie, ale zdecydowała się kontynuować.
-Erm, cóż. To dość długa historia.- urwała, a jej wzrok spoczął na blacie.
-W porządku- Danielle starała się ją pocieszyć. 
-Mamy czas- powiedziałam w tym samym czasie. Obie dziewczyny spojrzały na mnie i zachichotały.
-Nie jesteś zbyt nachalna?
-Nic nie powstrzyma Hany.
-Możesz po prostu zacząć?- warknęłam, krzyżując ręce na piersi. Eleanor przytaknęła, biorąc głęboki oddech i oparła się na blacie.
-Cóż, moi rodzice zmarli gdy byłam bardzo młoda, więc umieszczono mnie w domu zastępczym. Moja rodzina zastępcza nie traktowała mnie dobrze. Kiedy miałam szesnaście lat, Louis i Niall obserwowali jak moja przybrana matka wypędziła mnie z domu przy użyciu pasa. Zanim zdołała mnie uderzyć, on już tam był. 
Wspominała, nie wyłapując spojrzenia ani mojego ani Danielle.
-Odepchnął ją ode mnie i zaczął mnie pocieszać. Mój przybrany ojciec wyszedł i zaczął się wydzierać i mi grozić. Louis po prostu mu się odgryzł. Uciekłam, gdy go bił. Nie jestem do końca pewna co się z nimi po tym stało, ale niedługo potem Louis i Niall znaleźli mnie i przyprowadzili do chłopców. Mówcie o nich co chcecie, ale są dobrymi ludźmi. Robią tylko złe rzeczy. Pewnie... pobijali ludzi już wcześniej, ale nie znoszą bezustannego znęcania się. Są dobrymi ludźmi...- zaczęła majstrować przy jednej z bransoletek na jej nadgarstku.
-Liam powiedział, że powinni mi pomóc. Współczuli mi, bo byłam taka młoda. Louis natychmiast się zgodził i zaczął się mną zajmować. Nie byliśmy osobno od tamtego momentu, trzy lata temu. To w sumie dość dziwne, bo Louis jest ode mnie pięć lat starszy. Ten dwudziestoletni chłopak chciał się mną zająć. Szczerze- uśmiechnęła się lekko.
-Reszta chłopców też mi pomogła, ale Louis i ja mieliśmy inną więź. Czasami mam przebłyski mojego dzieciństwa i nie umiem tego powstrzymać, dlatego Louis jest zawsze przy mnie i mi pomaga. On, uh, dla mnie śpiewa... to jedyna rzecz, która działa. To jak, robi te wszystkie małe rzeczy, żeby udowodnić jak bardzo mnie kocha. Może i jest szorstki na zewnątrz, ale w środku dalej jest delikatny.- zarumieniła się. Obie z Danielle chciałyśmy coś powiedzieć, ale Eleanor odwróciła się do kuchenki.
-Możemy już o tym nie gadać?- zapytała cicho.
-Pewnie- zgodziłam się, chwytając szklankę wody. Danielle zaczęła gadać bezsensownie z Eleanor, ale ja pozostałam cicho, gdy się im przyglądałam. 
Wielcy i straszni One Direction, którzy rządzą Londynem nie są takimi draniami na jakich wyglądają.
Gdy gadały dalej, wpatrywałam się w przestrzeń. Zayn rzuciłby wszystko i śpiewałby dla mnie przed jego znajomymi? Na to pytanie nie znałam odpowiedzi. Szczerze nie miałam pojęcia. Wiedziałam, że Zayn się o mnie troszczy, to oczywiste, ale lubi też utrzymywać jego mężność. Nie lubił okazywać słabości przy swoim gangu i nie lubił mojego nastawienia w stosunku do jego gangu.
-O czym tak myślisz, yankee-doodle?- Danielle zapytała, szturchając mnie w ramię, by zwrócić moją uwagę. Odwróciłam się do niej i zaczęłam się śmiać z tego jak mnie nazwała.
-Yankee-doodle?
-No cóż, jesteś Amerykanką, nie? Z północy? Czyli Yankesem?- zmarszczyła brwi, zastanawiając się rzeczywiście była w błędzie czy nie.
-Ta, to ja. Typowy yankee-doodle.- dalej się śmiałam. Eleanor przewróciła na nas oczami i zaczęła przygotowywać warzywa. 
-Danielle, mogę zadać ci osobiste pytanie?- spojrzałam na nią raptownie, wciągając moją niepewność w rozmowę.
-Coś mi mówi, że zapytasz mimo wszystko, więc śmiało.- zgodziła się, wyglądając na zdenerwowaną.
-Czy Liam… czy on… traktuje cię dobrze?- wyjąkałam, nie bardzo wiedząc jak sformułować to pytanie. Mimo to El i Dani załapały od razu. Dobrze wiedziałyśmy o co mi chodzi.
-Tak, jest dobrym chłopakiem- przytaknęła, przygryzając wargę.  
-No weź. Wyduś to z siebie.- Eleanor wytknęła w nią łyżką.
-Co?
-Jest dobrym chłopakiem, ale…- Eleanor naciskała, a Danielle spojrzała w dół na jej stopy.
-No dalej. Wszyscy tu wiedzą, pomimo tego, że u Lou i u mnie wszystko w porządku, ale są chwile, kiedy robi rzeczy, których jestem pewna, że doświadczyłyście. Wszyscy wiemy o Zaynie i Hanie, bo oboje twardo stawiają przy swoim. Teraz dowiedzmy się czegoś o was.- Eleanor zachęcała ją, a ja przytknęłam głową na potwierdzenie.
-Cóż, er, Liam nie lubi, gdy z kimś rozmawiam- wymamrotała delikatnie.
-Ta, zauważyłam- odpowiedziałam sarkastycznie, wnioskując to po wcześniejszej sytuacji.
-Albo jeśli go znieważę...wtedy staję się trochę zły. Często traci nas sobą panowanie, ale nie nadużywa przemocy. Potrząśnięcie mną i uderzenie raz czy dwa to wszystko do czego się posunął. Przeważnie Liam się uspokaja.- Danielle wzruszyła ramionami, kradnąc marchewkę z deski do krojenia. 
-On po prostu się uspokaja? Tak po prostu? Nawet Lou tak nie potrafi i Zayn z pewnością też nie.- Eleanor rozmyślała na głos, gdy zaczęła przerzucać sałatkę.
-Nie wiem. Robi taką słodką rzecz, kiedy zaciska pięści, marszczy twarz i wstrzymuje oddech, podczas gdy liczy do dziesięciu. Jego złość po tym znika i przeważnie zostawia mnie tylko z ostrzeżeniem.- Danielle wyszeptała. Zdecydowanie miała lepiej od tego z czym ja musiałam się zmierzyć.
No ale ona nie wygląda na osobę, która celowo nie posłuchałaby niebezpiecznego członka gangu/chłopaka. Takie rzeczy tylko ja.
-A jak z Zaynem? Eleanor odwróciła uwagę od niezręcznie czującej się Danielle na mnie.
-Eh, parę gwałtownych momentów, ale to nic czego bym nie zniosła.- wzruszyłam ramionami. Wiedziałam, że z trzech z nas... cieszyłam się, że byłam tą, która była z Zaynem. Kocham go i w ogóle... żadna z nich nie przetrwałaby dnia po 'karze' od niego. 
-Wiemy, że potrafisz znieść dużo, Han, ale wiemy też, że często go prowokujesz.- Eleanor zmarszczyła brwi, oczekując czegoś więcej.  
-Nie wiem co mam wam powiedzieć. Ostatnio było dużo sporów, ale większość słownych. Eleanor i Danielle wymieniły spojrzenia.
-Co to było?- rzuciłam oskarżającym tonem, wytykając w ich stronę mój palec wskazujący. Spojrzały po sobie jeszcze raz zanim zaczęły chichotać.
-Oooch, Hannah uspokaja szaleńca!
-Hannah i Zayn, siedząc na drzewie, c-a-ł-u-j-ą s-i-ę!
-W porządku, wystarczy już! Jak długo zajmuje ci zrobienie pieprzonego lunchu, El?- mruknęłam, starając się udawać, że moje policzki nie były pokryte szkarłatną czerwienią, a ja nie jąkałam się niezręcznie. Obydwie zachichotały ponownie jak jakieś pieprzone dzieciaki.
-Jesteście takie irytujące.- zaczęłam narzekać, krzyżując ręce na piersi.
-Och przestań się dąsać i idź pousadzaj chłopaków w jadalni. Lunch gotowy. 

niedziela, 13 października 2013

Chapter 32: Panic

Obudziłam się chwilę później. Światło słoneczne przedzierało się przez szpary w żaluzjach. Promienie słońca uderzały w moją twarz i ocieplały gołą skórę. Byłam uwięziona w łóżku przez Zayna.
Leżał tuż obok mnie. Jego naga klatka piersiowa była przyciśnięta ku mojemu boku. Jedyną cienką rzeczą, która nas oddzielała był mój stanik. Jego nogi zaczepiły się o moje, oplatając je i jednocześnie sprawiając by się nie ruszały.
 Jedną ręką trzymał moją talię w żelaznym uścisku, wbijając palce w moje ciało. Druga ręka była na mojej klatce piersiowej, a dłoń była przyciśnięta do mojego ramienia. Odwróciłam delikatnie głowę by na niego spojrzeć.
Jego twarz wyglądała tak spokojnie... rozzłoszczone rysy twarzy, które myślałam, że są już stałe, zniknęły. Lekkie pochrapywanie wyszło z jego ust. Uśmiechnęłam się do siebie.
Próbowałam wyślizgnąć się z łóżka i założyć jakieś ubrania, ale byłam zablokowana przez niego zablokowana. Jego uścisk był silny i nieco bolesny, gdy zaczęłam się poruszać. Wciąż spał. To tak jakby Zayn nieświadomie potrzebował mnie przy sobie cały czas.
-Zayn..- szepnęłam, próbując go odsunąć. Wbił swoje palce w moje ciało i przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej tak mocno jak tylko mógł. Jego oddech wciąż był wolny i równy, co oznaczało że wciąż spał.
Nie chcę by się obudził i znalazł mnie w swoim łóżku, w bieliźnie, bo nie chciałam żeby myślał, że nasz związek będzie łatwy.
Znaczy, chciałam z nim być, ale są pewne rzeczy, nad którymi trzeba było popracować. Albo możemy robić to co robimy zawsze i to ignorować. 
Poddałam się i po prostu ułożyłam głowę na jego wytatuowanej klatce. Chyba widok naszych splecionych nagich ciał nie jest najgorszą rzeczą, jaką Zayn widział przez wszystkie jego lata.
Ułożyłam moje ręce wokół jego brzucha, a moje oczy powoli zaczęły się zamykać i odpłynęłam w śnie.
-Kochanie- ktoś gruchał nade mną. Udawałam, że nie słyszę, ktokolwiek to był i odwróciłam głowę w bok.
-No dalej, Hannah wstawaj- ktoś zachichotał. Poczułam rękę na moim policzku, więc w nią uderzyłam
 -Nie- wymamrotałam nie chcąc otwierać oczu.
 -Jest za piętnaście trzynasta, kochanie. Eleanor poobcina nam głowy jeśli się spóźnimy- delikatnie pociągnął mnie za ramiona, a ja otworzyłam lekko oczy.
 -Co- przetarłam oczy i powoli usiadłam. Ubrany Zayn siedział naprzeciwko mnie, zdobił go piękny uśmiech.
-Musisz się przebrać. Nie dam ci wyjść z mieszkania ubrana...tak- spojrzałam mu w oczy które wpatrywały się w moje ciało z pożądaniem. Przewróciłam oczami i wyczołgałam się z łóżka.
Westchnęłam, kiedy chwycił moją kostkę i przyciągnął do siebie. Patrzyłam z wielkimi oczami, jak się do mnie przysuwał i nachylił nad moją twarzą.
-Myślę że mamy kilka minut wolnego...- uśmiechnął się. Skorzystałam z szansy i wyślizgnęłam się mu z prawej strony i rzuciłam na podłogę, a gdy wychodziłam z jego sypialni on szedł tuż za mną.
-Musisz zacząć starać się bardziej Zaynie- poklepałam go po poliku i ruszyłam do miejsca w którym znajdowały się moje ubrania.
-Masz szczęście, że wyglądasz tak cholernie dobrze w tych majtkach albo przełożyłbym cie sobie przez kolano za nazywanie mnie tak- warknął. Wzięłam ubrania i zaczęłam iść w kierunku pokoju gościnnego.
-Co, nie lubisz jak nazywam Cię Zaynie?- zapytałam z niewinnym uśmiechem.
-Przestań mnie prowokować- ostrzegł, ale mogłam powiedzieć, że żartował przez jego głupkowaty uśmieszek na twarzy.
Więc zgaduję, że to tak? Po prostu zignorujemy kolejny nasz problem?
 Szybko narzuciłam na siebie ubrania i umalowałam się. Stwierdziłam, że moje włosy są dobre takie jakie są, przeczesałam je nie robiąc nic innego. Mam proste włosy od strony mojego ojca, wszystkie jego siostry mają takie same włosy i nigdy nie musieliśmy ich prostować czy rozczesywać.
Z drugiej strony moja mama i siostra miały piękne kręcone włosy, ale to zawsze był bałagan, z którym musiały się uporać. Łazienka prawie zawsze pachniała spalonymi włosami, prostownicą i odżywkami. 
Kiedy wyszłam, Zayn do kogoś pisał. Mijając go weszłam do kuchni, zaczęłam grzebać w szafkach i lodówce, ale przestałam, gdy poczułam za mną jego obecność.  
-Co robisz?- spytał, patrząc ze zmarszczonymi brwiami znad telefonu. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do moich poszukiwań.
-Czuję, że muszę przynieść coś El, wiesz... ludzie przypadkiem nie przynoszą deserów czy coś? Może butelkę wina albo bukiet kwiatów. Pamiętam, że zawsze jak moi rodzice gdzieś wychodzili, zawsze przynosili coś takiego jako prezent do osób, które ich zapraszają.
Zayn zachichotał za mną co sprawiło, że zaczęłam myśleć inaczej.
-To miłe, ale myślę, że Eleanor wolałaby raczej żebyś nic nie przynosiła.
-A to dlaczego?- zmarszczyłam brwi, patrząc na niego.
-Bo deser byłby spalony, wino kwaśne, a kwiaty zdechłe.
-Ej!-wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w ramię, -Nie jestem AŻ taka zła!- zaśmiał się i wsunął telefon do kieszeni.
 -Kochanie, nie poradzisz sobie z tym domowym gównem, nawet jeśli próbujesz- potrząsnął głową i złączył nasze ręce.
-No dalej. Musimy już wychodzić.
 Dotarliśmy do Eleanor i Louisa około czternastej trzydzieści, czyli najwidoczniej o czasie.Jak już mieliśmy zapukać, Zayn przyciągnął mnie do siebie i przysunął usta do mojego ucha.
-Zachowuj się- zażądał z pokorą. Odsunęłam się od niego i zapukałam do drzwi.
-Nie z tym z tym kręcono włosym skurwysynem.
 -Jak dobrze!Wszyscy już są!- Eleanor klasnęła w dłonie, gdy tylko otworzyła drzwi. Od razu weszłam do środka z Zaynem tuż za mną. Spojrzałam przez ramię, łapiąc jego spojrzenie, które rzucił na mój komentarz, ale to zignorowałam.
-Wszyscy?- zapytałam, zerkając w stronę salonu gdzie siedziały trzy osoby.
Louis rozłożony był na fotelu, z nogami zwisającymi na podłokietnikach i głową w ruchu, gdy mówił o czymś z podekscytowaniem. Naprzeciwko niego był Liam, który siedział na kanapie całkowicie swobodnie w tym otoczeniu, jego nogi były wyciągnięte w sposób w jaki każdy facet siedzi, z ręką na tyle kanapy. Danielle była wtulona w jego bok, jej włosy były roztrzepane, ale piękne, a jej makijaż był nienaganny. Wciąż wyglądała na zdenerwowaną i pełną obaw, ale myślę, że tak będzie już zawsze. To może być niepokojące, będąc otoczonym wieloma członkami gangu.
-No- Eleanor posadziła mnie na miejsce obok Danielle. -Będziemy robić rzeczy jako pary. To jak potrójna randka. Teraz, gdy Danielle tu jest, a ty się trochę uspokoiłaś to wreszcie mam dziewczyny z którymi mogłabym się spotykać! Postanowiłam zignorować jej obrazę wobec tego jak zachowywałam się przy Zaynie. To jest Eleanor, chce dobrze ale nie zawsze wychodzi jej to tak uprzejmie.
Eleanor zniknęła w kuchni i zaczęła dokańczać obiad. Splotłam palce z Zaynem, gdy tylko usiadł obok mnie.
-Więc co u Nialla i Haza? Słyszałeś coś od nich ostatnio?- Liam zapytał Zayna i Louisa. Zaczęli dyskutować, a ja milczałam.
Może dziś będzie miło. Jeśli tylko bylibyśmy normalną parą, moglibyśmy iść do domu innej pary i się spotkać z przyjaciółmi.
-Ta, wiem, że musimy pogadać o jakiś, um, rzeczach, ale Eleanor powiedziała, że woli siedzenie w domu by zjeść lunch dla par niż dla nas wszystkich - Louis wyjaśnił niezręcznie. Danielle napotkała moje spojrzenie, obie wiedziałyśmy o co mu chodzi. Eleanor nie chciała Harry'ego w swoim domu.
-Nie dziwię je się- mruknęłam. Zayn spojrzał w moim kierunku i zmrużył oczy. Wiedziałam, że stąpałam po cienkim lodzie.
-Ja też nie- Danielle dodała cicho. Natychmiast odwróciłam głowę w jej kierunku. To jest pierwsze słowo, które Dani wypowiedziała w obecności chłopców.
-Co ty właśnie powiedziałaś?!- Liam warknął na nią, unosząc głos. Na dźwięk głosu Liama, Eleanor wyszła z kuchni
-Nic- Danielle wyszeptała drżącym głosem.
-Tak jasne, to było nic. Nie chcę byś tak rozmawiała z innymi chłopakami. Louis może na to pozwalać, Zayn może na to pozwolać, ale ja nie będę tolerować braku szacunku. Rozumiesz?- Złapał Danielle za ramiona i potrząsnął nią. Łzy spłynęły jej po policzkach, ale tylko skinęła głową.
-Ej! Louis też nie pozwala na brak szacunku w jego domu. Jeśli zamierzasz tak rozmawiać z kobietą, to nie pod moim dachem- Eleanor wtrąciła, patrząc uważnie na Liama. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na Louisa.
-Słucham?- wstał. Zayn i Louis wymienili spojrzenia zanim nasz gospodarz wstał z jego wygodnej pozycji.
-Wystarczy. Odpuśćmy sobie ten temat. Eleanor, wróć do tej cholernej kuchni, bo jeśli będę musiał cię tam zanieść, to będziemy mieć problem- nakazał. Przewróciła oczami, ale odwróciła się i wróciła skąd przyszła. Liam wrócił na miejsce, ale wciąż trzymał Danielle w ciasnym uścisku.
 Subtelnie przeleciałam wzrokiem przez jej ciało, jej nagie ramiona i nogi nie były pokryte siniakami, co oznaczało, że do tej pory Liam traktował ją dobrze. Ale wciąż rzeczy mogą się pozmieniać...
-Jeszcze jeden taki komentarz, a dostaniesz za swoje, Danielle- wyszeptał, tak że nie powinnam tego usłyszeć. Spojrzałam w przód i zastanawiałam się co powinnam zrobić. Ta biedna dziewczyna została "nakarmiona" moją energią; to jest moja wina.
Cofnęłam się myślami do czasu kiedy Zayn zatracił się po tym gdy zobaczył mnie i Andrew. Pamiętałam jego złość w alejce. Przemoc. Ból. Ukaranie.
To Liam, był tym, który przyszedł i go uspokoił, mówiąc mu, że jeśli nie przestanie, to mnie zabije.
 -Odpuść. Liam jej nie skrzywdzi- Zayn wyszeptał mi do ucha, dokładnie wiedząc o czym myślę. Spojrzałam na niego sprawdzając czy mówi prawdę. Widząc, że nie kłamał postanowiłam zamknąć się… na razie.
-Idę pomóc Eleanor w kuchni- ogłosiłam, wstając z miejsca.
-Pomóc? Kochanie jestem pewien, że to tylko pogorszysz- Zayn szturchnął mnie, by zdobyć moją uwagę i  zyskał chichot pozostałych chłopaków.
-Dla twojego dobra uznam, że tego nie słyszałam- warknęłam na niego. On się po prostu ze mnie nabijał, kręcąc głową na moją groźbę. Naprawdę jestem nie do zastraszania?
-Danielle chcesz dołączyć i trzymać mnie zdala od kłopotów, ponieważ jestem cholernie okropna w kuchni?- spytałam grzecznie, zerkając na Liama. Nie wydawało się, że go to obchodzi, że ze mną pójdzie, więc pomyślałam, że nie może kontrolować jej tak jak Zayn mnie.
-Jasne- odpowiedziała cicho. Ostrożnie odpychając się od sofy i przy okazji całując Liama w policzek. Zarumieniła się, a jej nieśmiały uśmiech rozszerzył się na jej ustach.
Przynajmniej kiedy ją dotknął wyglądała, jakby się jej to podobało, w przeciwieństwie do tego jak było ze mną i Zaynem na początku.
Wzięłam ją za rękę i pociągnęłam w stronę kuchni, znajdując oddychającą powoli Eleanor, która siedziała w kącie.
-El? El wszystko w porządku?- podeszłam do niej machając przed nią ręką. Nie patrzyła na mnie, tylko na ścianę naprzeciw niej, liczyła do dziesięciu w kółko i w kółko razem z jej oddechem.
-Co się dzieje?- zapytałam Danielle. Podeszła do niej i spokojnie przyłożyła swoje długie palce do nadgarstka Eleanor.
-Myślę, że ma atak paniki. Leć po Louisa- Danielle nakazała spokojnie. Zmoczyła szmatkę i pocierała nią twarz Eleanor. Odwróciłam się i pobiegłam do salonu.
-Cóż nie mogę powiedzieć, że jestem wkurzony czy coś, tylko trochę sfrustrowany. On dokładnie wiedział co-
-Chłopaki!- przerwałam Zaynowi w połowie zdania. Spojrzał na mnie z piorunującym spojrzeniem.
-Kochanie, nie ładnie przerywać i nie jesteś w miejscu by-
-Louis!- znów przerwałam. Patrzyłam jak Zayn zaciskał pięści i szybko wstał.
-Co?- skrzywił się na mnie, zaskoczony i wkurzony, że z nim rozmawiam.
-Eleanor. Ona- nie zdążyłam dokończyć zdania. Na zwykłe wypowiedzenie jej imienia Louis pobiegł do kuchni.
-Gdzie Danielle?- Liam spytał szukając oczami swojej kobiety, oczywiście myśląc, że ona też jest w niebezpieczeństwie.
-Co się stało?- Zayn spytał, idąc za Liamem i mną do kuchni.

czwartek, 26 września 2013

Chapter 31: Safe

-Jeśli wstaniesz z tego krzesła, kochanie, bez zjedzenia tego- zbiję cię jak małe dziecko. Rozumiesz? Zjedz twój pieprzony posiłek.
Patrzyłam z szeroko otwartymi oczami na Zayna, który nade mną górował, z rękoma po obu moich stronach, zapobiegając ucieczce.
-C-co?- wyszeptałam delikatnie.
-Chcesz, żebym się powtarzał, kochanie?- warknął, a jego twarz przybrała szyderczy wyraz. Nawet z taką brzydką ekspresją, Zaynowi wciąż udawało się wyglądać pięknie.
-Zbiję. Cię. Przełożę sobie przez kolano i cię zleję, jeśli tego nie zjesz.- zaszydził ze złością. Wręcz natychmiastowo skurczyłam się przez jego pogróżki.
-Obiecałeś.- wymamrotałam cicho. Trzęsły mi się dłonie, gdy przeniosłam je na twarz Zayna.
-O co ci do cholernego piekła chodzi? Złapał mnie szorstko za nadgarstek, odciągając mój dotyk z dala od niego.
-O-obiecałeś mi, że już nigdy nie położysz na mnie ręki. Obiecałeś... Pamiętasz, trzy szanse? Chwyciłam moją drugą dłonią za jego. Zwęził na mnie oczy.
-Pamiętam, ale wszystkie te pierdoły wyleciały przez okno, gdy chciałaś mnie zostawić i wrócić z powrotem do Stanów!- wykrzyczał, odpychając brutalnie od niego moje ręce i uderzając pięściami w dół. Cofnęłam się.
-Przysięgam, że się tobą zajmę. Nie skrzywdzę cię, będę dbał o twoje zdrowie, będę cię chronił, będę cię uszczęśliwiał, ale chyba mnie cholera weźmie, jeśli dam ci tu siedzieć i robić strajk głodowy, bo jesteś na mnie wkurzona.- warknął, krocząc przede mną w tą i z powrotem.
-Zayn, jeśli traktujesz mnie tak- jak jakieś niezdolne dziecko, to nie wiem czy będę w stanie ci wybaczyć- dałam mu do zrozumienia, moje oczy wędrowały wszędzie, tylko nie na niego. Usłyszałam ponury śmiech opuszczający jego usta, powodując, że ciężko było mi ciężko utrzymać moje strasznie ciekawskie spojrzenie w dole.
-Myślisz, że nie wiem, że mnie nienawidzisz? Już mnie to nie obchodzi! Chciałem żebyś mnie pokochała, byś ze mną była, żebyś była moją dziewczyną, ale teraz muszę po prostu upewnić się, że jesteś bezpieczna i to jedyny sposób, jaki znam by się tobą zaopiekować. Więc nie będę przestrzegał jakiś trzech gówien jeśli mnie nienawidzisz- jakoś to przeboleję.-wykrzyczał głośno. Poczułam formujące mi się w oczach łzy.
-M-myślisz, że cię nienawidzę? Zayn, nie mogłabym nigdy, ale to nigdy cię nienawidzić- nie ważne jakbym się starała. A uwierz mi, starałam się.  Po tym pierwszym razie gdy mnie zabrałeś, chciałam cię nienawidzić. Po tym gdy pobiłeś mnie w tej alei, gdy starałam się odciągnąć cię od Andrew, chciałam cię nienawidzić. Ale z jakiegoś popieprzonego powodu nie mogłam.- wykrzyczałam, podciągając nogi na krzesło, tak, że mogłam przyciągnąć kolana do piersi.
-A teraz, no wiesz, po tym czym jesteśmy.Po tym kim ty jesteś… Ciągle myślę o tym, jak bardzo do siebie pasujemy i jak, mimo wszystko, po postu chcę z tobą być i za to siebie nienawidzę, ale nigdy nie mogłabym nienawidzić ciebie. Nigdy. Spojrzał na mnie i przygryzł wargę, jego uroczy nerwowy nawyk, który ciągle powtarza.
-Kochanie, proszę, zjedz to jedzenie i daj mi się sobą zająć. Po prostu chcę, żebyś się mnie słuchała. To nie podlega dyskusji. Ty też mi obiecałaś.- postanowił. Jego głos był bardziej miękki, mniej ostry, ale wciąż wkładał w to władczość.
-N-nie będę jadła, Zayn- zaplotłam ręce na piersi -nie, póki nie dasz mi swobody. 
-Dlaczego nie dasz mi się tobą zająć?- wymamrotał, klęcząc na wprost mnie, tak, że nasze oczy były na tym samym poziomie. 
-Bo nie mogę dać ci wszystkiego kontrolować. Nie mogę dać ci kontrolować mnie. Nie chcę tu teraz z tobą być.- w końcu odzyskałam siłę w głosie. Wciąż musiałam wycierać łzy rękawem, ale przynajmniej nie podciągałam już nosem i nie płakałam tak jak wcześniej.
-Dopiero powiedziałaś...
-Chcę z tobą być. Powiedziałam to, ale w tej chwili nie mogę z tobą być. Jestem na ciebie zła i niczego bardziej nie pragnę od uderzenia cię w twarz. Wstał i wyglądał na rozbawionego moją spokojną i szczerą odpowiedzią.
-Czemu jesteś na mnie zła? Uśmiechnął się, krzyżując ręce na piersi, a jego mięśnie się napięły.
-Bo tak.
-Bo tak?
-Naprawdę musisz o to pytać? Zayn, broniłeś faceta, który zgwałcił moją przyjaciółkę, trzymasz mnie tu jak jakiegoś niewolnika i groziłeś, że mnie pobijesz! Mam pełne prawo by być na ciebie zła!
-Masz prawo być na mnie zła, ale moja groźba wciąż obowiązuje- postanowił, ponownie opierając się plecami o blat. Gapiliśmy się w siebie jeszcze przez chwilę. Cisza ogarnęła kuchnie, a żadne z nas nie chciało się poddać. Wypuściłam niechętne westchnienie. Jeśli mamy tkwić tu całą noc to równie dobrze możemy zacząć rozmowę.
-Więc jeśli mam tu z tobą zostać, to muszę iść na rozmowę kwalifikacyjną o staż w tej firmie.- wymamrotałam, prawie wbrew sobie. Zayn spojrzał na mnie spod zmrużonych oczu.
-Myślisz, że dam ci wychodzić z tego mieszkania, nawet po to by dostać pracę? Kochanie, chcę żebyś była szczęśliwa, ale wiem, że jeśli dam ci swobodę, zwiejesz stąd. Chcesz uciec i mnie tu zostawić- mówił powoli, ostrożnie obserwując moją reakcję. 
-Nie ucieknę, Zayn. Nie mam nawet gdzie się podziać. Nawet jeśli udałabym się na lotnisko, to nie mam wystarczająco kasy nawet na bilet trzeciej klasy. Myślał, że skończyłam, a jego oczy spoglądały w zamyśleniu na sufit. 
-Nawet jeśli miałabym dokąd iść, nie jestem do końca pewna, czy chciałabym cię opuścić...- dodałam, znów wbrew swojej woli. Jego oczy znów powędrowały na mnie.
-Mogę się tobą zająć.- wyszeptał. Spojrzałam na moje jedzenie, a potem znów na niego.
-Wiem, ale sama też potrafię o siebie zadbać.- dodałam.
-Zadzwonię do Nialla albo do jednego z chłopaków, żeby wzięli twoje ciuchy i to co zostawiłaś w mieszkaniu.- wymamrotał, wyciągając telefon. Widziałam, że kąciki jego ust podnoszą się w górę, gdy zwalczał ochotę uśmiechnięcia się. Zaczął iść w stronę innego pokoju, żeby zadzwonić.
-A, i kochanie- zatrzymał się we framudze drzwi- moja groźba wciąż obowiązuje. Zjedz to jedzenie. Obserwowałam jak odchodzi, znikając w innym pokoju.
-Hej, stary- słyszałam jak się witał.
-Nieee, mam ją. Wszystko z nią okej. Zaśmiał się przez coś po drugiej linii.  
-Stary, musimy zając się jutro tym gównem, nie? Trochę minęło odkąd ostatnio robiłem takie coś.
-Ta, widzimy się jutro. Upewnij się, że reszta chłopaków też się o tym dowie, dobra?
-Dzięki, chłopie. Myślisz, że mógłbyś wyświadczyć mi przysługę? Jeszcze więcej chichotów.
-Nie tego rodzaju przysługę, stary. Odgoń te zboczone myśli, bo brzmisz jak jakiś pieprzony gimbus.
-Potrzebuję ciebie i jednego z chłopaków, żeby iść do mieszkania Hany i zabrać jej rzeczy. Przeprowadza się. 
-Ta, zostawcie to gdzie chcecie. Ale Niall, zrób to dla mnie i zapytaj albo Liama albo Louiego. Nie chcę żeby Harry w najbliższym czasie przebywał w towarzystwie Hany. Jeszcze więcej chichotów.  
-To nie o niego się martwię. Ona go zabije, stary. Nie mam co do tego wątpliwości.
-Jeszcze raz dzięki. Ty też. Cisza. Odczekałam chwilę, zanim usłyszałam zbliżające się kroki. Odepchnęłam się od krzesła i włożyłam talerz do zlewu. Obróciłam się w samą porę, by zobaczyć go wchodzącego do kuchni.
-Niall powiedział, że przyniesie twoje... Spotkałam oczy Zayna, który momentalnie się na mnie zmrużyły. Jego szczęka się zacisnęła, gdy na mnie spojrzał.
-Czy ty tak, kurwa, na serio?- krzyknął na mnie. Wzdrygnęłam się na to, jaki miał głośny i zły głos.
-Zayn, ja nie-
-Co ci, kurwa, dopiero powiedziałem?! Co?! Nie powiedziałem ci czasem żebyś zjadła to cholerne jedzenie? Rzucił się w moją stronę, jego głos był surowy. Położyłam mu dłonie na piersi, zachowując pomiędzy nami taką odległość jaką tylko dałam radę.
-Nie rozumiem o co takie wielkie halo! To tylko jedzenie!- odparłam, nie dając temu spokoju. Zacisnął pięści i łapał oddech.
Nagle jego pięść uderzyła w ścianę tuż obok mnie, a ja z zaskoczenia cicho krzyknęłam.
-Takie wielkie halo o to, kochanie, że nie chcesz słuchać cholernych rzeczy, które do ciebie mówię. Nie wiesz, kurwa, jak przyjmować polecenia. Powiedziałem, żebyś zjadła jedzenie i nie zjadłaś. O to, kurwa, takie wielkie halo!- zniżył głos, tak, że już nie krzyczał, chociaż ta groźna granica wciąż tam była. 
-Znasz mnie, Zayn. Wiedziałeś, że nie będę przyjmowała od ciebie jebanych poleceń. Myślałeś, że rzeczywiście usiądę tam i będę jadła, tylko dlatego, że mi groziłeś? To głębokie.- uśmiechnęłam się kpiąco, nurkując pod jego rękę, tak, że mogłam sobie iść. 
Gdy tylko starałam się to zrobić, złapał mnie za tułów. Przez chwilę spanikowałam, ale Zayn mnie nie skrzywdzi. Po prostu mnie trzymał, przechylając się tak jak ja.
-Nie możesz ode mnie uciekać.- warknął. Starałam się mu sprzeciwić, ale wiedziałam, że to nic nie da. Zaynowi zawsze udawało się mnie łapać, chwytać, trzymać, cokolwiek. 
Pchnął mnie na ścianę i przechylił mi głowę do tyłu. Zaczęłam drżeć przez tą jego przemoc, cholernie dobrze wiedząc z przeszłości, że to zabrnęło za daleko. 
-Nie rozumiem dlaczego nie możesz po prostu zjeść tego cholernego jedzenia.-warknął, rozchylając mi usta. Próbowałam wyszarpać się z jego uścisku, ale z łatwością zignorował moją próbę. 
Starałam się protestować, ale jedynymi dźwiękami, które wychodziły w moich ust było jęki i pomruki nie do rozpoznania. Zayn mocno chwytał mnie za szczękę, nie pozwalając mi zamknąć ust. W sumie to przez jego żelazny uścisk nie mogłam poruszyć żadną częścią mojej głowy.
-Nie dam ci się głodzić.- kontynuował surowo, gdy wziął garść jedzenia w mojego talerza. Dałam łzom napływającym mi do oczu rozlać się po moich policzkach. Wepchnął mi jedzenie do ust, a potem je zamknął, zaciskając moje wargi.
Próbowałam otworzyć usta i to wypluć, ale jego uścisk był zbyt mocny.
-Połknij to.- rozkazał srogo. Nie rozumiałam jak on mógł tak po prostu na mnie patrzeć gdy płakałam i się trzęsłam. Jak on mógł tak po prostu stać i to oglądać? Chyba naprawdę miał lód zamiast serca.
Niechętnie połknęłam jedzenie, trochę się nim dławiąc. Zayn mnie puścił, gdy zaczęłam kaszleć, ale potem znów mnie chwycił i znów wcisnął mi kolejną garść jedzenia. Po powtórce tego około trzech lub czterech razów, w końcu mnie puścił.
Natychmiast upadłam na podłogę, niekontrolowanie płacząc.
-Nie dam ci głodować- powtórzył -będę robił to przy każdym posiłku, jeśli będę musiał. Starałam się wstać, ale zignorowałam wyciągniętą w moją stronę rękę. Jak tylko wstałam, chciał dać mi wodę, by pomóc w moim kasłaniu.
Szorstki sposób, w który wypychał mi jedzenia do gardła sprawiał, że trochę się dławiłam. Połykałam to i połykałam, nie chcąc wziąć wody. W końcu miał dość i mi ją wcisnął. 
Wzięłam ją od niego, ale od razu machnęłam ręką w jego stronę, powodując, że woda wyleciała ze szkła prosto na jego twarz. Zanim mógł coś powiedzieć, walnęłam szklanką o stół. Wypadłam z kuchni, ignorując to, że mnie wołał. 
Gdy tylko weszłam do pokoju gościnnego, zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Przez resztę nocy siedziałam tu zamknięta. Gdzieś około dwudziestej usłyszałam, że Niall i Liam wpadli by zostawić rzeczy z mojego mieszkania, ale Zayn nie ruszył się by mnie stąd wyciągnąć. 
Chyba oboje potrzebowaliśmy od siebie odpocząć.
Gdy już byłam zmęczona, rozebrałam się do bielizny i weszłam pod kołdrę. Leżałam w tym łóżku dosłownie godzinami, ale sen nie nadchodził. Obracałam się z lewego boku, na prawy, na plecy, ale wciąż nie potrafiłam znaleźć sobie wygodnej pozycji.
Poza tym nie mogłam spać, bo wciąż myślałam o Zaynie. No bo na serio, jak śmiał potraktować mnie tak jakby miał mnie pod kontrolą? Dupek.
Słyszałam jego ciężkie kroki po korytarzu około pierwszej w nocy, powodując, że się ożywiłam i nasłuchiwałam. Czekałam, aż usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, położyłam się z powrotem i starałam się usnąć.
Nic.
Kompletne zero. Zero snu. Nawet przez dziesięć minut zasypiania.
Zdecydowałam się na odważny ruch. Ześlizgnęłam się z łóżka, tak... tylko w majtkach i staniku i wyszłam z pokoju. Zakradłam się korytarzem, nie wiedząc gdzie iść. Mogłabym spróbować uciec, ale tak naprawdę to nie chciałam.
No ale z drugiej strony, wyjście ewakuacyjne jest uszczelnione, a winda wyłączona. Weszłam po cichu do kuchni, ale natychmiast się odwróciłam i ruszyłam z powrotem. Policzki mnie zapiekły na wspomnienie z wcześniej, z tego wieczoru.
Znalazłam się w salonie. Mogłabym włączyć jakiś film czy coś, ale jeśli mam być szczera, to się na to nie czułam. Nie wiem czy to było dlatego, że nie chciałam obudzić Zayna czy po prostu nie byłam w nastroju. 
Odwróciłam się i ponownie skierowałam do korytarza. Tym razem nie wróciłam go pokoju gościnnego, tak jak powinnam. Tym razem powoli położyłam rękę na klamce.
Co ja robię?- pomyślałam, ale to nie było wystarczające, by mnie zatrzymać. Nie wystarczyło, by powstrzymać mnie od pociągnięcia za klamkę i wejścia do środka. Przygryzłam wargę, gdy ostrożnie kierowałam się w stronę jego łóżka.
Zayn był pod prysznicem. Łóżko wciąż było pościelone.
Z jakiegoś powodu, coś we mnie zmusiło mnie, by wejść pod kołdrę. Zwinęłam się tam, od razu czując się lepiej.
Nie było momentu, w którym byłam nieprzytomna. Sen był już blisko, mogłam to poczuć. Miałam zamknięte oczy i oddech mi spowalniał. Jedyną rzeczą, przez którą nie mogłam usnąć było to, że słyszałam Zayna w łazience.
Wyłączanie prysznica.
Grzebanie w szafkach.
Spłukiwanie toalety.
Otwieranie drzwi.
Nawet się nie zorientowałam, że wstrzymałam oddech gdy Zayn otworzył drzwi. Słyszałam jego kilkuminutową wędrówkę, otwierając komodę i wkładając na siebie bokserki. Nawet się nie poruszyłam, by go uświadomić o mojej obecności. Stwierdziłam, że najprościej będzie udawać, że śpię.
Słyszałam, że podchodzi do strony łóżka, na której leżałam. Materac się ugiął tuż obok mojego biodra, gdy na nim usiadł.
Zesztywniałam, gdy poczułam jego palce wędrującego wzdłuż mojego policzka.
-Piękna. Jesteś taka piękna, kochanie.- wymruczał, zanim wstał. Obszedł łóżko, wspinając się na jego drugą część. Wciąż byłam do niego plecami, gdy szukał wygodnej pozycji.  
Zesztywniałam jeszcze bardziej, gdy poczułam jego rękę spoczywającą ochronnie w dole moich pleców. Po chwili czekania, żeby zdjął tą rękę, dałam radę rozluźnić się pod jego dotykiem. Zaczął kreślić kółka, jego palce delikatnie drapały mnie pomiędzy łopatkami. Nie mogłam tego powstrzymać, ale na twarzy zagościł mi mały uśmiech.
Zayn nie zorientował się, że nie spałam, ale jego próby były takie miłe.
Odwróciłam się trochę, powodując, że całkowicie oderwał rękę od moich pleców w zaskoczeniu. Moje spojrzenie spotkało jego zszokowane oczy.
-Nie mogłam zasnąć.- wyszeptałam.
-Zorientowałem się.- odpowiedział cicho. Wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Pewnie myślicie, że to było romantyczne i w ogóle, ale tak naprawdę nie było. Pewnie byliśmy po prostu zbyt zmęczeni.
-Przepraszam. Zamknęłam oczy, przysuwając się jeszcze bliżej niego. Nasze klatki piersiowe się stykały, a nogi były splątane.
-Ja też- powiedział, owijając swoje silne ramiona wokół mnie i przyciskając moje ciało do niego. Zwinęłam się przy nim, dzięki czemu jego ciało mogło otoczyć moje. Wyciągnęłam się i delikatnie przycisnęłam moje usta do jego. To tylko muśnięcie, ale i tak spowodowało, że zamarł w zdziwieniu.
Nie przeciągałam tego. Oderwałam się od jego twarzy i zanurzyłam głowę w jego ciepłej piersi, a on owinął mi wokół szyi koc.
I tak zasnęłam. Bezpieczna w jego ramionach.

czwartek, 12 września 2013

Chapter 30: Like A Child

Wiedziałam, że nie warto było się z nim spierać. Zayn jest silnym facetem, o wiele silniejszym ode mnie, więc wszystkie te skręcania się, uderzenia i kopnięcia prawie w ogóle nie miały na niego wpływu. Ale i tak z nim walczyłam. 
Powędrowaliśmy przez garaż, z powrotem do windy. Zayn ze stoickim spokojem niósł mnie w strażackim stylu, gdy ja wiłam się na jego ramieniu, chcąc by odstawił mnie na ziemię.
Epicka porażka.
Ale gdy drzwi windy zamknęły się z powodzeniem, a Zayn wybrał numer jego piętra, wtedy rzeczywiście, postawił mnie na nogi. Tak czy siak nie mogłam nigdzie uciec, bo byliśmy uwięzieni w windzie, ale Zayn wciąż szorstko chwytał mnie za rękę, trzymając mnie przy sobie.
-Puść mnie, popaprańcu- syknęłam na niego. Jego stalowe spojrzenie wpatrujące w przód, oczy skierowane na drzwi i wyprana z emocji maska na jego twarzy. Udawał, że mnie nie słyszy, ale wiedziałam, że słyszał, bo jego uścisk na mojej ręce znacznie się zaostrzył.
Czułam jego palce zanurzające się w moim ciele, jego dłoń naciskającą na moją rękę. Wypuściłam westchnienie przez ból, ale dalej udawał, że tego nie słyszy.
-Zayn, ał- podkreśliłam. Przewróciłam oczami, ale wciąż patrzył prosto. Drzwi się otworzyły ukazując mieszkanie, z którego dopiero co uciekłam. Zayn wciąż mnie trzymał i szarpnął mną do mieszkania, prowadząc mnie do salonu i praktycznie rzucając mnie na kanapę.
Poszedł sobie z dala ode mnie, do kuchni. Mogłam poczuć serce bijące dość mocno w mojej piersi. Straciłam słodkiego Zayna, którego znałam, bo chciałam go zostawić? Czułam poczucie winy przemywając się przeze mnie- kompletnie zapomniałam o jego dzieciństwie, więc nie zdawałam sobie sprawy z tego, że otworzyłam świeże rany, aż Zayn tak zareagował.
Rozumiałam jego ból, cholera, mogłam go poczuć. Ale wciąż czułam, że trochę przesadził... Ale to było w jego stylu, nie? Zareagowanie przemocą.
Zsunęłam się z kanapy i nacisnęłam guzik windy. Gdy już przybyła, weszłam do środka i wybrałam piętro garażu. Nic się nie ruszyło.
Oczywiście, że nie.
W sumie się tego spodziewałam. Z tego co nauczyłam się, gdy byłam tu po raz pierwszy, winda Zayna działa tylko z kluczem.
-Wiesz, że nie możesz nigdzie iść, kochanie- głos Zayna zwrócił moją uwagę. Spojrzałam na wejście do kuchni, gdzie stał oparty o framugę drzwi, z rękoma zaplecionymi na piersi.
-Warto było spróbować- odparłam, wychodząc z windy z powrotem do jego mieszkania. Mój głos brzmiał na bardziej silniejszy i spokojniejszy niż się spodziewałam. Moje ciało trzęsło się ze strachu, ale jakoś udało mi się to ukryć.
Cóż, przynajmniej tak mi się zdawało.
-Nie skrzywdzę cię, nie musisz się bać- Zayn powiedział delikatnie, stamtąd gdzie stał.
Pewnie zobaczył to przez moje zachowanie. To było dość przerażające jak dobrze mnie znał i jak dobrze ja znałam jego.
-Co mam ci niby powiedzieć, Zayn?- warknęłam ze złością. Oderwał ode mnie wzrok i przeniósł go na podłogę. Westchnęłam i usiadłam na kanapie, patrząc z dala od niego.
Minęło kilka chwil, zanim ktoś się odezwał.
-Co chcesz na obiad? Myślałem nad chińszczyzną, bo jakoś nie czuję się na siłach by gotować i wiem, że ty tym bardziej- rozpoczął nową rozmowę, jakby wszystko było okej. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, zanim wstałam z kanapy i sobie poszłam.
Zupełnie zignorowałam jego obecność, gdy przeszłam obok niego do korytarza i do jego gabinetu. Wiedziałam, że wie, co robiłam, ale z jakiegoś powodu za mną nie poszedł.
Kroczyłam dumnie, wymijając jego ogromne mahoniowe biurko i doszłam do okna. Spoglądając w dół, obecność wyjścia ewakuacyjnego sprawiła, że aż się uśmiechnęłam. Spojrzałam nerwowo za siebie, czekając aż zjawi się wkurzony Zayn.
Ani śladu po nim.
Prawie tak jakby chciał żebym tędy uciekła.
Wzięłam drżący oddech i chwyciłam za szkło, popychając je lekko.
Nie poruszyło się.
Spróbowałam jeszcze raz i pchnęłam z całej siły.
Zero ruchu.
Było zamknięte? Szybko trzepnęłam mały zamek w górnej części ramy, otwierając go.
Zbyt łatwe.
Kiedy znów spróbowałam otworzyć, ani drgnęło... Co do cholery? Cofnęłam się do tyłu i spojrzałam na okno ze zdziwieniem. Czemu nie chce się otworzyć?
-Zamknęłam je szczelnie na stałe. Wtopiłem ramę w parapet, tak, że okna nie da się otworzyć- zaskoczył mnie głos Zayna. Podskoczyłam i się obróciłam. Znów opierał się o framugę drzwi.
-Kiedy to zrobiłeś?
Myślał nad tym przez chwilę, zanim się odezwał -po ostatnim razie, kiedy przez nie uciekłaś, więc minęło już trochę czasu.
-Nie możesz tego robić! To zagrożenie dla bezpieczeństwa. A co jeśli mieszkanie stanie w ogniu? Winda z pewnością nie zadziała- zaczęłam się kłócić.
-Wtedy chyba będziesz musiała mi zaufać...- wzruszył ramionami i sobie poszedł. 
-Robię zamówienie na wynos, co byś chciała?- zawołał do mnie.
-Nic- warknęłam, opadając na kanapę. Zayn przewrócił oczami i podniósł swój telefon. Słyszałam jak składał zamówienie, ale tak naprawdę nie zwracałam uwagi na to, co mówił.
Starałam się zamknąć oczy i udać się w moje szczęśliwe miejsce, ale poczułam, że kanapa opadła gdy ktoś mnie rozpraszał.
-Chcesz obejrzeć film?
Nie odpowiedziała mu. Nie chciałam zachowywać się jak dziecko i milczeć, ale szczerze to nie mogłam się teraz do niego odezwać.
-No weź, kochanie- położył mi dłoń na kolanie. Gdy tylko poczułam jego dotyk, przesunęłam się na drugi koniec kanapy.
-Hannah, chodź tu- rozkazał mi delikatnie, brzmiąc na nieco sfrustrowanego. Spojrzałam w moją lewą stronę, na ścianę. 
Słysząc Zayna przeklinającego pod nosem, powinnam chyba wiedzieć, co się zaraz wydarzy, ale nie zwracałam na to uwagi.
Nagle chwycił mnie za kostkę i szarpnął ku sobie. Wspinając się, usiadł na mnie okrakiem, przyciskając mnie pod nim do kanapy. Chwycił w dłonie moje nadgarstki, zanim mogłam spróbować go odepchnąć i przycisnął je szorstko przy moich ramionach. Próbowałam się wyrwać, ale ta niezręczna pozycja, w której mnie trzymał, sprawiała, że w ogóle nie szło się poruszyć. Pochylił się do mojej twarzy, tak, że jego oddech wachlował mi policzki.
-Posłuchaj mnie, Hannah. Wiem, że się wkurzyłaś. Wiem, że się boisz. Ale musisz zrozumieć, że nie pozostawiłaś mi żadnego wyboru. Myślałaś, że co zrobię? Że dam ci odejść? Oboje wiemy, że nie mógłbym tego zrobić- krzyknął na mnie. Wzdrygnęłam się przez samą złość w głośności jego głosu.
-Czego niby po mnie oczekujesz, Zayn? Wszyscy moi znajomi przepadli!  Przerażasz mnie- złościsz się, stosujesz przemoc i jesteś nieprzewidywalny i boję się tego co może się stać jeśli ja...- pokręciłam głową i się od niego odwróciłam. 
-Co, kochanie? Myślisz, że możesz tak, kurwa, po prostu mnie zostawić? Może i dla ciebie zmiękłem, ale to, kurwa, nie znaczy, że to nie jest MOJE miasto, a ty nie jesteś MOJĄ dziewczyną!- wykrzyczał, potrząsając mną.
-Cóż, jeśli starasz się mnie przekonać żebym została tu dobrowolnie, to nie bardzo ci wychodzi- mruknęłam.
-A kto powiedział, że musi być dobrowolnie? Trzymałem cię tu już wcześniej, mogę zrobić to ponownie- warknął. Uścisk na moim nadgarstku się zaostrzył.
-Nie widzisz, że mnie tym odpychasz?- krzyknęłam, szarpiąc się jeszcze bardziej, żeby rozluźnić jego uścisk, ale to oczywiście nie podziałało.
-Nie, nie odpycham, kochanie. Trzymam cię tutaj.
-Nie, przez zmuszanie mnie, żeby tu być i powracając do bycia dupkiem, odpychasz mnie- pokręciłam gwałtowanie głową.
-No to kurewsko szkoda, bo jesteś moją dziewczyną, mieszkasz ze mną i ci się spodoba. Potrząsnął mną jeszcze raz, zanim ze mnie zeszedł. 
-Mogę przynajmniej wziąć moje rzeczy z domu- to znaczy, ze starego mieszkania?- wyszeptałam, siadając, gdy powędrował do kuchni.
-Wyślę po nie chłopaków. To wszystko, co powiedział. Potuptałam do pokoju gościnnego i trzasnęłam głośno drzwiami, zamykając je za sobą. Zajęło mi chwilę zanim przez wszystkie emocje, moje i jego opadłam na łóżko we łzach.
Lekkie pukanie do drzwi oderwało mnie od płakania, co z zresztą robiłam przez dwadzieścia minut.
-Chińszczyzna już jest! Zayn zawołał delikatnie zza drzwi. Milczałam i przytuliłam do mojego ciała poduszkę.
Słychać było głośniejsze pukanie po mojej chwili milczenia, zanim klamka zaczęła podrygiwać.
-Kochanie, nie graj ze mną w te gierki, wiem, że mnie słyszysz- zawołał przez drzwi, brzmiąc trochę ostrzej. Zamknęłam oczy i starałam się wyobrazić sobie randkę, na którą zabrał mnie Zayn, i to jaki zabawny i beztroski wtedy był.
Kiedy spotkałam go po raz pierwszy i jeśli miałabym się udać do mojego szczęśliwego miejsca, to byłby dom, z moją rodziną. Teraz moim szczęśliwym miejscem jest wspomnienie naszej dwójki... 
 A teraz był tu, obok mnie, odrywając ode mnie poduszkę jego wielkimi, szorstkimi dłońmi.
-To moje pieprzone mieszkanie, kochanie, mam klucz- mruknął surowo, ale też cicho. Odepchnęłam się od zagłówka, a Zayn uśmiechnął się drapieżnie i wspiął się na łóżko. Podniósł się nad moim ciałem, pomimo moich zmagań i nade mną zawisł.
-Mmm, dość lubię gdy jesteś pode mną. Mógłbym się do tego przyzwyczaić- uśmiechnął się, przechylając głowę w bok, ogarniając wzrokiem moje ciało. I nagle pożałowałam, że założyłam dziś taką cienką i obcisłą bluzkę. 
-Tylko się nie zapowietrz- mruknęłam, wywołując jego śmiech. Jego długi palec zaczął zaznaczać ścieżkę po linii mojej kości policzkowej. Oddech ugrzązł mi w gardle, a ręce bezwładnie opadły po bokach. Moc, którą nade mną miał była wręcz obrzydliwa.
-W sumie to rób co chcesz- lepiej się zapowietrz. Jakby mnie to obchodziło. Zmieniłam zdanie, mój głos brzmiał na lekko drżący, gdy jego palec jeździł po mojej szczęce.
-Uważaj, jak się do mnie odzywasz- ostrzegł, wyraźnie rozbawiony. Nawet mimo, że jego wyraz twarzy i uśmiech wydawały się lekkie, jego oczy były ciemne. Mogłabym powiedzieć, że wkurzyły go moje próby zamknięcia się w pokoju.
Jego palec delikatnie obrysowywał moje usta, a jego spojrzenie miękło gdy tak na mnie patrzył. Palec się zatrzymał, a jego oczy znów napotkały moje. Powoli wcisnął mi lekko palec go ust.
Działając instynktownie (no okej, może działając też trochę buntowniczo) ugryzłam go. Oderwał ode mnie rękę i potrząsnął głową. Zanim zdążyłam ogarnąć co się dzieje, usta Zayna naparły na moje. Jego ręce (jego druga ręka i ta którą ugryzłam) wplątały się w moje włosy, więc mógł trzymać moją głowę nieruchomo.
Ah, wygląda na to, że mądrzejesz, Malik-wyprzedzając moje ruchy.
Znów zamarłam pod jego dotykiem, cholernie dobrze wiedząc, że najszybszym sposobem by się go pozbyć, było przeczekanie aż skończy. Walczenie sprawiało tylko, że był jeszcze bardziej zły i napalony.
Ale nie przestał.
Leżałam nieruchomo, gdy jego ręce powędrowały w dół mojego ciała. Leżałam nieruchomo, gdy sięgnął gdy sięgnął, by mnie odkryć, nie odrywając od siebie naszych ust. Chociaż praktycznie naruszał moje prawa do prywatności i wykorzystywał mnie do jego potrzeb, był wyrozumiały. Po prostu dotykał mnie przez ubrania. Nie było w tym nic seksualnego.
To było jakby po prostu chciał mnie poczuć, a nie pieprzyć. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyłam. Wiedziałam, że to drugie było bardziej prawdziwe. 
 Jego ręce, raz powędrowały w dół mojej szyi, do szczeliny pomiędzy moimi piersiami, okrążyły moje plecy i wylądowały na tyłku.
Wciąż na mnie leżał, przyciskając mnie pod nim w naszej wymianie ciepła.
Cóż to nie była koniecznie wymiana, bo to znaczy, że dwójka ludzi daje i dostaje coś w zamian. On dawał wszystko co miał, a ja leżałam jak deska.
Zayn ani na chwilę nie przerwał pocałunku. Trzymał nasze usta złączone razem, desperacko próbując uzyskać ode mnie jakąś reakcję. Starał się podpasować moje usta pod jego potrzeby, żeby mój język też zaczął walczyć, żebym też coś zrobiła. Nie zrobiłam. 
Musiałam zacząć oddychać przez nos, bo ten skurwiel nie miał zamiaru się poddać.
Wreszcie się odsunął i spojrzał mi w oczy. Jego dłoń omiotła mój policzek.
-Mogę się tobą opiekować, mogę traktować się jak należy. Musisz po prostu mi na to pozwolić- wyszeptał łagodnie. Spojrzałam z dala od niego, nie wiedząc co powiedzieć. Smutne westchnienie wydostało się z jego ust.
-No chodź, obiad już jest. Zmienił temat, zsuwając się z łóżka. Nie patrzyłam na niego. Ręce wciąż mi drżały, a policzki wciąż były czerwone przez nasze zbliżenie.
-Nie każ mi cię zaciągnąć- powiedział surowo. Spojrzałam na niego i przez jego wyraz, postanowiłam wziąć jego rękę.
Obiad jedliśmy w ciszy. No cóż, on jadł w ciszy. Ja siedziałam tam, wpatrując się w okno, z rękoma splecionymi na piersi. 
-Naprawdę chcesz ze mną zaczynać, kochanie?- Zayn zapytał, gdy brał kolejnego gryza jego smażonego ryżu. Spojrzałam na niego podejrzliwie, a potem znów przeniosłam wzrok na okno. Zayn westchnął. 
-Podejrzewam, że robisz strajk głodowy, póki cię nie puszczę. Próbujesz sprawić, żeby poczuł się winny, co nie? Nie dostał odpowiedzi. Usłyszałam jego chichot.
-Naprawdę myślisz, że dam ci się zagłodzić na śmierć?- zapytał ponownie. Spojrzałam na niego, spotykając jego oczy, gdy zmarszczył na mnie w oczekiwaniu brwi. Nie, podejrzewam, że nie pozwoliłby mi głodować i wiedziałam, że bym się poddała zanim by do tego doszło. Ale wciąż chciałam postawić sprawę jasno.
-Zjedz to cholerne jedzenie, Hannah- rozkazał, tym razem szorstko. Potrząsnęłam na niego głową. Przewróciłam oczami i odsunął się na swoim krześle.
-No dobra, głoduj. Tak czy siak poddasz się prędzej czy później- warknął na mnie. Wrzucił swój talerz do zlewu i oparł się o blat. Odsunęłam się od stołu i sięgnęłam po mój.
Ostre ukłucie wybuchło na moim nadgarstku. Zayn uderzył mnie w rękę. Chyba chciał zrobić to lekko, ale tak naprawdę bolało mocno.  
 Złapał mnie za ramiona i pchnął mnie szorstko z powrotem na twarde, drewniane krzesło.
-A, a, a!- zaczął się ze mną drażnić -nie odejdziesz od tego stołu dopóki nie skończysz całego swojego posiłku. Przewróciłam oczami i znów spróbowałam wstać, ale mocno trzymał mnie w miejscu.
-Zayn- w końcu się do niego odezwałam -nie jestem pieprzonym dzieckiem, które nie chce wypić mleka i zjeść warzyw. Nie jesteś moją matką. Puść mnie- syknęłam.
-Zachowując się bardzo, kurwa, mocno jak dziecko- odparł. Puścił mnie i się cofnął, ale gdy tylko spróbowałam wstać, znów byłam ciśnięta w krzesło.
-Zaaayn!- jęknęłam. Uśmiechnął się do mnie. Zarumieniłam się, zdając sobie sprawę z tego jak bardzo takie zachowanie było podobne do dziecka.
-Jeśli wstaniesz z tego krzesła, kochanie, bez zjedzenia tego- zbiję cię jak małe dziecko. Rozumiesz? Zjedz twój pieprzony posiłek.


♥♥ BARDZO, ALE TO BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO CHCIAŁABYM WAM PODZIĘKOWAĆ ZA 100.000 WYŚWIETLEŃ! W ŻYCIU BYM SIĘ NIE SPODZIEWAŁA, ŻE TO OPOWIADANIE ZAJDZIE TAK DALEKO, OMG! TAK BARDZO WAS KOCHAM I BARDZO, BARDZO, BARDZO DZIĘKUJE! JESTEŚCIE NAJLEPSI! ♥♥

czwartek, 5 września 2013

Chapter 29: Dark Side

Cały pokój ucichł na chwilę zanim wybuchł chaos.
Danielle szlochała histerycznie. Liam próbował ją uspokoić, ale szczerze, to bycie miłym i cierpliwym nie jest jego mocną stroną. Eleonor zaczęła krzyczeć na Louisa za jego brak zaangażowania,  powodując nienawistną kłótnie między ich dwójką. 
Zayn natychmiast zaczął krzyczeć na Harrego, ale w dalszym ciągu mnie nie puszczał. Wiedział, że jeśli rozluźni uścisk nawet trochę, znowu rzucę się na Harrego. 
Niall rzucił się do Harrego i zaczął go uspokajać, bo oczywiście też zaczął krzyczeć.
-Stary, nie rób niczego pochopnie- ostrzegł go.
-MOJE PIEPRZONE ŻYCIE SEKSUALNE TO NIE WASZ INTERES- Harry ryknął. Wyrywałam się od Zayna, chcąc przywalić mu w jego głupią twarz, ale mój "chłopak" zbyt mocno mnie trzymał. 
-Ale serio musiałeś iść i pieprzyć jej najlepszą przyjaciółkę?!- odkrzyknął mu Zayn. Zaczęli się kłócić i tylko na ten jeden moment zamilkłam. Potem znów zaczęłam szarpać się i krzyczeć.
-Zobacz z jakim cholernym bałaganem muszę się teraz uporać!!- Zayn warknął na Harrego i zaczął się wycofywać ciągnąc mnie za sobą. Obserwowałam Louisa brutalnie chwytającego Eleanor i pchającego ją do windy w penthous'ie Zayna. Zgaduję, że wychodzą...
Eleanor rzuciła mi współczujące spojrzenie przed wznowieniem walki z Louisem. Zignorował ją i wszedł do windy. Chwilę później ich dwójki już nie było.  
Liam trzymał Danielle za rękę i też szedł z nią w stronę windy. Wyglądał na zmęczonego zajmowaniem się nią, gdy wciąż szlochała. Zanim ich winda przyjechała, Zaynowi jakoś udało się zabrać mnie do korytarza. 
-Zayn, nie...
TRZASK
Znów byłam zamknięta w jego pokoju. Osunęłam się w dół, usiadłam na podłodze i oparłam plecy o drzwi. Nawet gdy nie słuchałam, wciąż słyszałam rozmowę Zayna z Niallem i Harrym.
-Wszystko w porządku?- zapytał Niall.
-Cholernie dobrze. Ta dziwka nic mi nie zrobiła- Harry odparł szorstko, jego głos przepełniony był złością. 
-Hej, uważaj- Zayn ostrzegł go, w końcu stając w mojej obronie.
-Jezu, koleś, uspokój się, nie dotknąłem jej nawet palcem.
-Wiesz, to było cholernie głupie, że zgwałciłeś Claire. Wiedziałeś, że Hannah się dowie i tak zareaguje. A teraz muszę sobie z nią poradzić- Zayn mruknął. 
-Claire mnie nie szanowała, więc musiałem pokazać jej gdzie jest jej miejsce. Ty najwyraźniej zapomniałeś jak dyscyplinować swoją kobietę!
-Hej!- Zayn warknął. 
-Wiesz, że mam rację Zayn. Szczególnie po tym wyczynie, który zaczęła twoja ptaszyna.
-Cóż, uwierz mi, nie zacznie więcej takiego gówna jak to.
Skuliłam się na głos Zayna. Jakoś nie był zły na Harrego, pomijając fakt, że ja byłam. Był wkurzony, że musi mieć ze mną do czynienia.
-Po prostu wynoście się z mojego pieprzonego mieszkania, dam wam jutro znać. Okej?- potem usłyszałam kilka mruknięć. Było cicho przez następne parę minut, więc przypuszczałam, że Niall i Harry w końcu wyszli. Potem klamka Zayna zaczęła grzechotać. 
Wystrzeliłam przez pokój i udawałam, że relaksuje się na jego łóżku, a nie podsłuchuje jego kumpli.
-Musimy pogadać.  
-Gadamy, do diabła. Proszę powiedz, że wykopałeś go z podbitym okiem- przewrócił oczami i zatrzymał się obok mnie. 
-Wstań- rozkazał. Ostrożnie wstałam i na niego spojrzałam. Założył ręce na piersi i na mnie spojrzał. Jego oczy się zwęziły.
-Nie mogę uwierzyć, że myślisz, że możesz tak po prostu...
-To ja  nie mogę uwierzyć!- wrzasnęłam przerywając mu. Uderzyłam go w pierś robiąc krok w jego stronę. Uniósł brwi i napiął szczękę. Wiedziałam, że wciskam jego guzik, ale byłam poważnie wkurwiona.
-Nie mogę uwierzyć, że kurwa stajesz po stronie Harrego, kiedy on ZGWAŁCIŁ MOJĄ NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĘ!!
-Kochanie, uspokój się- złapał mnie za nadgarstki i popchnął do tyłu, moje plecy zderzyły się ze ścianą. Położył swoje dłonie po obu stronach mojej głowy i pochylił się. Czułam papierosy w jego oddechu- Clarie musiała przekonać się gdzie jej miejsce. Wiedziała z kim ma do czynienia- szepnął do mnie, a jego głos przybrał władczy ton.
-ON JĄ ZGWAŁCIŁ, ty dupku!- odkrzyknęłam, uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. Złapał moje nadgarstki i uniósł nad moją głowę. Pochylił się, tak, że teraz nasz wzrok był na tym samym poziomie.
-Hannah. Rozumiem, że jesteś zła i wiem, że Harry zgwałcił Clarie, ale nie możesz teraz nic z tym zrobić- powiedział do mnie powoli, jakbym była dzieckiem. Wiedziałam, że miał mało cierpliwości i jego opanowanie pomału znikało.
-Jest coś co co mogę z tym zrobić...mogę przepieprzyć jego męskie narządy tak mocno, że nie będzie w stanie nikogo więcej zgwałcić!- powiedziałam, nie za bardzo myśląc o tym, że w rzeczywistości, gdyby doszło do fizycznej konfrontacji między mną a Harrym, nie miałabym szans z tym śmieciem. 
-Uspokój się, kochanie- szepnął do mnie. Powoli mnie puścił i się cofnął. Ukryłam twarz w dłoniach i po prostu zaczęłam szlochać.
-Jak, kurwa, możesz go bronić, kiedy on kogoś zgwałcił?!- zajrzałam przez szpary między palcami, żeby zobaczyć Zayna drapiącego się w tył głowy i patrzącego winnym wzrokiem z podłogę.
-Widzisz kochanie, tu bardziej chodzi o władzę. Musimy wszystkim pokazać na co nas stać- opuściłam dłonie i spojrzałam na niego z otwartymi ustami w kompletnym przerażeniu. 
-C-c-co masz na myśli? Z-z-zayn... Czy ty... z-zgwałciłeś kogoś?- wyszeptałam. Spojrzał na mnie smutno, a potem przeniósł wzrok na okno.
-Nie zadawaj pytań, na które nie chcesz odpowiedzi.
Otworzyłam usta w szoku i upadłam na kolana. Nie płakałam, z jakiegoś powodu nie mogłam. Musiałam jakoś się trzymać, więc owinęłam się ramionami.
-Kochanie, musisz zrozumieć- podszedł do mnie i położył rękę na moim ramieniu.
-Nie dotykaj mnie, kurwa- warknęłam. Zayn zabrał rękę, ale klęknął na przeciwko mnie.
-Cholera, co ja zrobiłam? Cholera, w co ja się wpakowałam?- szeptałam sama do siebie. Wiem, że One Direction to banda dupków i wiedziałam, że Zayn jest liderem. Wiem, że Zayn zabijał ludzi, ale... nie pozwoliłam sobie tego dobrze przetworzyć. Jedyni ludzie, których wiedziałam,  że zabił, byli ci trzej faceci, którzy mnie napadli. Oni byli prawie niewinni.  
Ale to... Zayn gwałcił niewinne dziewczyny. Mógł też zabić niewinnych ludzi.
Jasna cholera.
Szybko wstałam i wyszłam z pokoju Zayna. 
-Hannah! Hannah, gdzie idziesz?- Zayn wołał za mną, kiedy wciskałam już guzik windy. Zbliżył się i poważnie na mnie spojrzał. Wydawało mi się, że był przygnębiony moją reakcją, ale w tym momencie nie mogłam dać dupy.
Zayn jest potworem.
-Do domu- syknęłam do niego.
-No weź, możemy o tym po prostu porozmawiać?- błagał.
-Wracam do domu- odpowiedziałam. 
-Okej, potrzebujesz czasu żeby ochłonąć, rozumiem. Odwiozę cię- zadecydował, wchodząc ze mną do windy. Wcisnął guzik do garażu i obserwował mnie ostrożnie, gdy drzwi się zamykały. 
-Nie wracam do mojego mieszkania, Zayn. Jadę do domu, do domu. Do Ameryki, do domu- wyszeptałam. Szybko obrócił się w koło i przycisnął mnie do ściany.
-Nie, nie możesz wyjechać. Poradzimy sobie z tym. Proszę, kochanie- błagał. Wyraz jego twarzy był pełen bólu, był załamany,  miał złamane serce. Zmusiłam się, żeby spojrzeć na podłogę, żeby znaleźć siłę, żeby kontynuować. -Nie mogę, Zayn.
-Wiem, że robiłem straszne rzeczy, ale mnie zmieniasz. Proszę, nie zostawiaj mnie. Nie zostawiaj mnie jak moja mama i siostra- błagał. Przygryzłam wargę i pozwoliłam kilku cichym łzom spaść na wspomnienie o jego przeszłości. 
Pomyślałam o wszystkim co przeszliśmy z Zaynem. Tak, było dużo złych rzeczy w naszym związku, ale były też dobre momenty. Kiedy byliśmy tylko we dwoje i Zayn burzył swoje mury...
-Zayn, nie rozumiesz. Nie mam szkoły i pracy też na razie nie. Nie dam rady płacić czynszu bez współlokatorki. Ja po prostu, nie mam innego miejsca, gdzie mogę się udać. Muszę wrócić do domu- pozwoliłam sobie na szybkie spojrzenie na niego, tylko żeby zobaczyć prawdziwe łzy powoli spływające po jego twarzy.
Groźny Zayn Malik... płakał?
-W-wydaje mi się, że cię kocham Hannah. Przepraszam za wszystko. Strasznie przepraszam. Nigdy nie chciałem wciągnąć cię w mój świat, ale ja... Ja naprawdę się o ciebie troszczę. Proszę, proszę, nie zostawiaj mnie- błagał. Wyszłam z windy, gdy drzwi się w końcu rozsunęły i zaczęłam wchodzić z garażu. Szybko za mną podążył i stanął naprzeciw mnie, blokując mi drogę. 
-I co mam zrobić, Zayn? Gdzie zostać? Nic tu dla mnie nie zostało. To co mi zostało wydam na bilet w jedną stronę do USA- powiedziałam tak zimno jak tylko potrafiłam, omijając go wzrokiem. Jego oczy były niesamowicie ciepłe i brązowe i mogłam tylko zobaczyć jak opuszcza wzrok w dół. Byłam tak przyzwyczajona do tej czarnej złości, która zazwyczaj go kontrolowała, że naprawdę byłam zagubiona. 
-Masz mnie Hannah. Jestem tym co tu dla ciebie zostało. 
- Cały czas się kłócimy, Zayn. Ty...ty gwałciłeś i zabijałeś ludzi. Twój świat jest straszny, niebezpieczny i przerażający.  
-Nigdy bym cię nie skrzywdził. 
-Już to zrobiłeś. 
-Zmieniłem się!- krzyknął, a ja podskoczyłam przestraszona. - Nie widzisz? Ty mnie kurwa zmieniłaś! Cholera, nie kontroluję tego, ale z jakiegoś powodu sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem- spojrzałam w dal, coraz więcej łez spływało po moich policzkach. 
-A gdzie mam zamieszkać? Co mam zrobić z moim życiem?- wyszeptałam, mój głos się załamał. Jego palce ostrożnie dotknęły mojej twarzy i zatrzymały łzy.
-Możesz złożyć podanie o pracę, którą znaleźliśmy. I...i możesz zamieszkać ze mną. Mogę się tobą zaopiekować-zasugerował. Spojrzałam na niego i próbowałam ignorować tą część głęboko we mnie, która chciała iść dalej z nim i żyć życiem, które mi oferował.
-Ledwie zaczęliśmy się umawiać na poważnie, Zayn.
-Nie możesz mnie opuścić, nie pozwolę ci na to- odpowiedział. Pochyliłam się i pocałowałam go w policzek zanim ominęłam go i wyszłam z budynku na ulicę. Nie pozwoliłam sobie na odwrócenie się, w obawie, że runę w jego ramiona i dam się pochłonąć jego pokręconemu światu. 
-Hannah proszę- usłyszałam jego niewyraźny szept. Cicho płakałam i szłam dalej w górę ulicy udając, że go nie słyszę. 
Słyszałam jego ciężkie kroki, kiedy truchtał za mną, ale szłam dalej.
-Hannah!- krzyknął trochę bardziej zdeterminowany. Szłam dalej, ale zatrzymałam się kiedy uderzyłam w jego pierś.  Złapał mnie szybko, zanim zdążyłam znów go wyminąć. Złapał mnie za ramiona i trzymał w szorstkim uścisku. 
-Nie zastawisz mnie. Nie pozwolę ci- zmarszczyłam brwi i spojrzałam mu w oczy.
Czarne.
Ciemno czarne.
Ciemność wywołała dreszcze w moim kręgosłupie.
Jego ciemna strona, którą wszyscy znają. 
Strona, o której tak desperacko chciałam zapomnieć.
-Zayn ja...- zaczęłam nerwowo. Wyraz jego twarzy sprawił, że chciałam ukryć się i płakać, bo byłam naprawdę przestraszona.
-Nie zostawisz mnie! Nie pozwolę ci!- powtórzył, tym razem głośniej. Puścił mnie na chwilę, ale zanim zdążyłam spróbować uciec, podniósł mnie i przerzucił sobie przez ramię. Krzyknęłam, choć wiedziałam, że nikt się nie zatrzyma i mi nie pomoże.

rozdział przetłumaczony przez Paulinę, jeszcze raz dziękuje ♥♥ i przepraszam :( hahah