czwartek, 30 stycznia 2014

Chapter 41: Threat

Zapłaciłam tak szybko, jak tylko mogłam, chociaż kasjerka miała żółwie tempo, a jej duże, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie ze strachem. Pomimo tego, że byłam nie w humorze i chciałam się na nią wydrzeć za ślimaczenie się, ale pomyślałam, że i tak jest już przestraszona, więc tylko posłałam jej przyjazny uśmiech.
Spojrzałam przez ramię, tam gdzie myślałam, że stał Zayn, ale natrafiłam na pustą przestrzeń. Wróciłam wzrokiem na dziewczynę i zrozumiałam, że to mnie się obawiała. Niby czemu? 
Przez Zayna Malika.
Myślała pewnie, że jeśli nawali to pójdę i na nią nakabluję. Aż lekko przekręciło mi się w żołądku i czułam wiercenie w sercu. Ostatnią rzeczą, jaka mi była potrzebna to, żeby ludzi się mnie bali.
No to gdzie wtedy był Zayn?
Wyciągnęłam kartkę kredytową i zapłaciłam za zakupy. Pchając wózek na zewnątrz sklepu, rozglądałam się za moim chłopakiem, ale zamiast znalezienia jego, wpadłam tylko w kontakt wzrokowy z jego matką. Przytaknęłam do niej pocieszająco, obiecując, że porozmawiam z jej synem, zanim skierowałam się tam, gdzie zaparkowaliśmy. 
-Zaczekaj! Hannah!- usłyszałam moje imię i się odwróciłam. Matka Zayna podbiegła do mnie z jej córką tuż za nią. 
-Nie chciałam wścibiać nosa w nie swoje sprawy, kochanie. Wiem, że dość szkód już narobiłam, ale  chciałam upewnić się, że wszystko w porządku.- spojrzała na mnie z czystą troską, trochę podobnie do tego, jak moja mama patrzyła na mnie za czasów, gdy byłam jeszcze w liceum.
-Oczywiście, że wszystko dobrze.- wymusiłam sztuczny uśmiech. Pokręciła głową i spojrzała w dół na dziesięciolatkę, która stała trzymając się jej bluzki.
-To znaczy, on wyglądał jakby naprawdę się zdenerwował i... słyszałam o nim co nieco i obawiam się, że...- wróciła wzrokiem na jej córkę i ostrożnie scenzurowała przed nią swoje słowa -że zrobi coś, czego będzie żałował.
Przygryzłam wargę. Cholera, o tym nie pomyślałam. Zayn ma tendencje do zachowywania się gwałtownie, gdy jest wkurzony, ale za często to on tego nie żałuje. Oczywiście, że odkąd mieszkam z nim pod jednym dachem to ja zawszę jestem workiem treningowym na jego napady złości.

-Nie boję się go.- skłamałam. Wiedziałam, że mama Zayna mi nie uwierzyła, ale nie drążyła już tematu w obecności Safy. Pomachałam im lekko i obróciłam się na pięcie.
Zatrzymałam się tuż przy samochodzie, który był zamknięty, więc zgadywałam, że utknęłam tu dopóki nie pojawi się Zayn.

Łapiąc ślad charakterystycznego zapachu, rozejrzałam się wokoło dopóki moje oczy nie spoczęły na chmurze dymu pochodzącego zza rogu sklepu. Stwierdzając zostawienie wózka wypełnionego zakupami przy samochodzie Zayna (który miał napisane MALIK na tablicy rejestracyjnej) za bezpieczne, powędrowałam za dymem papierosowym, kierując się przeczuciem.
-Wiesz, co sądzę o paleniu.- powiedziałam łagodnie. Jego ciemne oczy momentalnie na mnie spoczęły, ale nawet nie kłopotał się z wyrzuceniem zapalonego papierosa z pomiędzy jego palców.

-A ty, do cholery, wiesz co sądzę o mojej matce, ale to nie powstrzymało cię przed przed wtrącaniem się.- odpowiedział głosem chrapliwszym i niższym niż zazwyczaj. 
-Nie chciałam zrobić ci na złość, po prostu było mi jej szkoda.- Zayn prychnął na moje słowa i wyrzucił filtr fajki na beton, miażdżąc go czubkiem buta.
-Dobrze wiedziałaś, co robisz, kochanie.- poszedł sobie, zostawiając mnie stojącą w pozostałościach dymu. Westchnęłam poirytowana i poszłam jego śladami.
-Zayn.- zawołałam. Gdy już go dogoniłam, załadowywał bagażnik siatkami z zakupami. Odepchnął z siłą wózek od samochodu, nie kłopocząc się z odprowadzeniem go na jego miejsce.
Jego wzrok napotkał mój i zobaczyłam, że rzeczywiście wyglądał na zranionego, ale ból w jego oczach został szybko zamaskowany. Zawsze to robi- tłumi w sobie pewne sprawy, póki nie jest ich już w stanie kontrolować i wtedy obrywam ja.
Nie tym razem.

-Zayn!- podniosłam głos, by upewnić się, że wiedział, że byłam w tym momencie całkowicie poważna. Jego wzrok znów napotkał mój, a jego szczęki się zacisnęły.
-Co? Czego ty ode mnie chcesz, kochanie? Czego ty ode mnie możesz teraz chcieć?!- od razu zaczął na mnie krzyczeć na oczach ludzi, który wchodzili i wychodzili ze sklepu, ale ich ignorował. Udawali, że się nam nie przyglądają, ale widziałam obserwujące mnie, ostrożne oczy.
-Chcę tylko o tym z tobą pogadać, proszę.- błagałam. To jakby coś w nim zaskoczyło i go uruchomiło. Zanim mogłam w ogóle zareagować, jego pięść się zwinęła i uderzyła w bok jego samochodu. Jęknęłam cicho i zakryłam sobie w szoku usta. 

Kierował swoją przemoc na coś obok mnie. 
-Niech to!- krzyknął prychająco. Chciałam podejść i go przytulić, albo chociaż pocieszająco poklepać go po ramieniu, ale zbyt bardzo się bałam. Zostałam tam gdzie stałam i starałam się zostać poza jego zasięgiem. 

-Nie mogę, kurwa, o tym gadać! Wiesz to!- znów krzyknął, kopiąc mocno w oponę. Patrzyłam jak uderza w samochód jeszcze dwa albo trzy razy, upuszczając całą jego furię i ból na kawał drogiego metalu. Po jednej stronie zaczęły formować się wgniecenia, a jemu zaczęły krwawić knykcie.
Czułam się samolubnie, przez to, że nie próbowałam go nawet powstrzymać. Tylko robił sobie krzywdę, wyżywając się na samochodzie, ale nie mogłam już dłużej stawać się celem jego bolesnej pięści.
W końcu się do mnie odwrócił, z czarnymi oczami, tak jak zwykle, gdy jest w takich nastrojach. Skanowałam jego sylwetkę w górę i dół, odnajdując uszkodzone tylko knykcie. Wszystko inne wydawało się być nienaruszone. Oddychał ciężko i wciąż miał zaciśnięte pięści, ale chyba najgorszę było już za nami.
Dzięki Bogu.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się nie stało.- odszeptał, pomiędzy topornymi oddechami. Spojrzałam w dół na moje dłonie i znów otworzyłam moją niewyparzoną jadaczkę, będąc idiotką jak zawsze.
-Myślę, że powinieneś wybaczyć swojej matce.
Co ja sobie myślałam? Bóg jeden wie... Zayn wpatrywał się we mnie przez chwilę z niedowierzaniem, zanim parsknął.
-Tak naprawdę tak nie myślisz, kochanie, więc tym razem ci odpuszczę.
-Myślę tak- broniłam się -Myślę, że byłoby ci lepiej, jeśli coś byś z tym zrobił.- twardo stałam przy swoim, czując się pewniejszą siebie, gdy miał już szansę pobić swój pojazd, a nie swoją dziewczynę. 
-Hannah, jaja sobie, kurwa, w tym momencie ze mnie robisz. Ta suka zostawiła mnie samego z alkoholikiem, gdy byłem dzieckiem! Pieprzonym dzieciakiem! Nie usłyszałam od niej jednego słowa.- wytknął w moją stronę palec, jego ciało znów zaczęło dygotać. 
-Ludzie popełniają błędy, Zayn. Sam coś o tym wiesz.-wymamrotałam łagodnie, zniżając głos w nadziei, że zrobi to samo.
-Zostawiła mnie z nim! Nawet, kurwa, nie masz pojęcia, jak mnie tym skrzywdziła!
-Ty też krzywdzisz ludzi, Zayn. Jeśli dałbyś jej szansę, mógłbyś-
-Nigdy nie skrzywdziłem dziecka. Nigdy. Wszyscy ludzie, których skrzywdziłem nie byli bez winy.  A ja byłem wtedy niewinny. Byłem pieprzonym jedenastolatkiem. Nie zrobiłem nic złego, a ona mnie zostawiła.
-Ja byłam niewinna i mnie skrzywdziłeś.- spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie i pokręcił głową.
-To było coś innego, kochanie. Moja matka… ona….- nie mógł nawet przyjść z odpowiedzią. Koła w jego głowie się obracały, ale nie był w stanie się bronić. Wiedział, że to co zrobił on było o wiele gorsze od tego co zrobiła jego matka.
-To przez nią taki jestem.
-Wiem, skarbie. Wiem.- wyszeptałam. Pocierałam go pocieszająco po ramionach, ale nie robiłam nic więcej. Westchnął i obserwowałam jak jego pięści zaciskają się i rozluźniają od nowa i od nowa dopóki jego ciało nie przestało dygotać.
Gdy się uspokoił, pozwoliłam sobie być przy nim coraz bliżej i bliżej, odważnie owijając ramiona wokół jego torsu i zanurzając twarz w jego piersi. Jego ręce w końcu rozłożyły się na moich plecach, pocierając je, tak jakbym to ja musiała się uspokoić.
-Możemy wrócić do domu?- zapytałam cicho przy jego piersi. Wzięłam delikatny pocałunek złożony na czubku mojej głowy jako potwierdzenie i się od niego oderwałam. Miałam problemy z otworzeniem drzwiczek od strony pasażera, bo czyjaś pięść wgniotła zatrzask, więc musiałam wejść od strony kierowcy.   

Never back down, never give up, never gonna leave, so put your hands up.- śpiewałam razem z radiem podczas drogi do domu. Zayn i ja siedzieliśmy w komfortowej ciszy; jednym dźwiękiem było ciche radio i moje okropne śpiewanie. Chyba Zayn czuł się skruszony, że go poniosło, bo pozwolił mi słuchać lekkiego radia zamiast R&B czy rocka, które przeważnie puszczał. 
Z jedną dłonią na kierownicy, a z drugą na moim udzie, tuż nad kolanem, sprawy z Zaynem znów wydawały się w porządku. Ale gdy podjechaliśmy pod jego dom, obojgu nam zrzedły miny.
Stało tam One Direction, czekając na nas. Cała czwórka.
-Zostań w samochodzie.- Zayn mi rozkazał głosem przyjmującym autorytatywny charakter. Przytaknęłam, wiedząc, że lepiej z nim nie zadzierać. Coś było na rzeczy, to mogłam powiedzieć. Niall i Louis smutno kręcili głowami, gdy Zayn do nich dołączył, podczas gdy Liam i Harry stali jacyś tacy napięci, najwyraźniej próbując opanować złość.
Nie byli zbyt oddaleni od samochodu, więc mogłam usłyszeć przytłumione rozmowy, ale nie mogłam rozgryźć o czym mówili. Wszystko co wiedziałam, to że coś się stało i byli wkurwieni.
Posłałam mu lekki uśmiech, gdy Zayn na mnie spojrzał, ale go nie odwzajemnił. Z powrotem odwrócił się do swoich przyjaciół, zanim wszyscy oprócz Liama podeszli do samochodu.
-Lou, Haz and Niall pomogą ci wnieść do środka zakupy, a ja pogadam z Liamem, okej?- Zayn zapytał mnie, otwierając drzwiczki od strony kierowcy i pomagając mi wysiąść. Przytaknęłam, dobrze wiedząc, aby nie wszczynać kłótni. Pocałował mnie w policzek i popchnął w kierunku trzech chłopaków, którzy rozładowali już samochód.
Szłam za nimi do środka, patrząc za siebie, widząc Liama i Zayna znikających za rogiem.
Jazda windą była niezręczna. Louis, Harry i Niall wymieniali pomiędzy sobą spojrzenia, komunikując się bezgłośnie i zostawiając mnie poza rozmową. Zanieśli torby z jedzeniem do naszej kuchni i zaczęli je rozpakowywać, dobrze znając mieszkanie Zayna i wiedząc, gdzie wszystko powinno trafić.
-Z Zaynem wszystko w porządku, prawda?- zapytałam łagodnie Louisego. Ze wszystkich przyjaciół Zayna lubiłam go najbardziej. El go kochała, a to coś dla mnie znaczyło.
Harry się obrócił i zaśmiał się parsklwie. Ze wszystkich przyjaciół Zayna go lubiłam najmniej. Z oczywistych powodów.
-Co cię tak bawi, lokowaty zjebie?- warknęłam na niego.
-Uważaj, jak się do mnie odzywasz, Hannah.- ostrzegł, zanim otworzył jedną z paczek chipsów i wrzucił sobie kilka do ust. Niall zostawił to co robił, żeby też wziąć garść.
-Nie musisz się o niego martwić. Zayn nie robi niczego niebezpiecznego, musiał pogadać tylko z Liamem.- pocieszył mnie Louis.
-Więc czemu wszyscy tu przyszliście?- naciskałam, cholernie dobrze wiedząc, że to musi być jakaś skrajny moment, gdy całe One Direction zjawia się w mieszkaniu Zayna. Niall i Louis wymieniali nerwowe spojrzenia, podczas gdy Harry czytał etykietę wartości odżywczych na Tostitos, które jadł. 
-Jedna porcja ma pieprzone 120 kalorii! To z jakieś 30 chipsów! No nieźle.- uśmiechnął się chłopięco i wziął kolejną garść. Zignorowałam go i bacznie obserwowałam Nialla i Louisego, czekając, by któryś z nich mnie oświecił.
-Chcieliśmy odwiedzić naszą ulubioną paskudę.- Niall zwrócił się do mnie, a jego policzki przybrały odcień jasnego różu. Nawet powszechnie znanemu gangsterowi przytrafia się takie coś, gdy kłamie.
-Niezła próba, Horan.
-Weź się zachowuj. Zayn zaraz wróci i to jego możesz irytować pytaniami.- błagał mnie Louis. Westchnęłam ze smutkiem, wiedząc, że Zayn i tak mi nic nie powie.
-A powiesz Eleanor?- jego oczy od razu napotkały na moje i dostałam groźne spojrzenie.
-To co innego.
-Niby dlaczego?
-Nie jesteś moją dziewczyną. Muszę szanować związek Zayna tak samo jak on szanuje mój. Daj sobie spokój, Hannah.-powiedział urywanymi słowami, wyraźnie na mnie wkurwiony. No cóż, złoszczący się, niebezpieczni członkowie gangu to ostatnimi czasy moje klimaty, więc byłam do tego przyzwyczajona.
-Mam prawo wiedzieć czy powinnam martwić się o bezpieczeństwo mojego chłopaka czy nie.- odpaliłam, dorównując oziębłości w jego głosie. Nie będę się pierdzielić.
Oczywiście moja odpowiedź spotkał stłumiony śmiech Harrego. Odwróciłam się do niego i wpatrywałam się w niego przez zmrużone oczy. Jego wzrok połączył się z moim i użerając się, pomachał mi.
-Co jest takie, kurwa, zabawne?!- krzyknęłam, wyrzucając ręce w powietrze.
-Nic, laleczko. Tylko to, że gdyby Zayn o tym wiedział, to by się wkurzył.- Harry wzruszył ramionami, posyłając porozumiewawczy uśmiech Niallowi, który pokręcił głową w stronę jego kręconowłosego przyjaciela. 

-O czym wiedział?
-O tym, że się o niego martwisz. To on zajmuje się tobą i nie chce, żebyś się o niego niepokoiła ani nic. On martwi się o ciebie, ale bez vice versa.- chciałam odpowiedzieć mu, że się mylą, że trzeba się zajmować Zaynem tak samo jak każdym innym, ale zanim mi się to udało, dwie pary ciężkich butów rozniosły po mieszkaniu echo.
Od razu wybiegłam z kuchni, chłopaki zaraz za mną i rzuciłam się na Zayna. Natychmiast mnie załapał i trzymał mnie przy swoim ciele. Wdychałam jego męski zapach i wtargnął mi do nosa mocny zapach papierosów.
-Martwiłam się o ciebie.- wyszeptałam mu do ucha, chociaż wiedziałam, że zareaguje tak jak mówił Harry. 
-Nie waż się, kurwa, o mnie martwić.- warknął w odpowiedzi, ściskając mnie mocniej do jego umięśnionej sylwetki. Nie odpowiedziałam i zamiast tego schowałam twarz z dala od wszystkich przy jego piersi. Czułam drganie jego szyi, gdy wypowiadał słowa skierowane do jego przyjaciół. 
-Liam wie jaki wprowadzić plan nadzoru. Zadzwońcie do reszty i powiedzcie im, żeby tu przyjechali. Tak będzie najbezpieczniej.- rozkazał im Zayn. Liam i Louis ruszyli szybko z mieszkania, gdy Niall i Harry zatrzymali się, żeby pogadać po cichu sam na sam, zanim też zniknęli mi z widoku.

Odsunęłam się wystarczająco, by zobaczyć rozszalałe spojrzenie Zayna.
-Zayn, co się dzieje?- zapytałam cicho, troska wyryta była wyraźnie w moim wyrazie twarzy. 
-Nic, kochanie. Wszystko w porządku.- wyszeptał, przyciągając moja głowę z powrotem do jego piersi.
-Nie pozwolę, żeby cię dopadli.- mruknął do siebie słowa, które nie były przeznaczone dla moich uszu. 


~~
hej misie!
siedziałam nad tym rozdziałem jakieś 9 godzin, padam na twarz... ale chciałam dodać go dzisiaj, bo mija 8 miesięcy od założenia tego bloga, a licznik pokazuje 300.000 w co nie mogę uwierzyć. jeju, jesteście niesamowici ♥♥♥ :')
chociaż coś się w końcu zaczyna dziać w tym opowiadaniu. czyli jeszcze lepiej, bo chciałabym je skończyć do końca marca, nie wiem czy dam radę, no ale zobaczymy ;) 
co tam u was? kiedy macie ferie? bo mi się właśnie kończą i rozpaczam haha
do następnego <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter 40: Reconnection

-Nie rozumiem o co w tym chodzi.- mruknęłam, marszcząc brwi i starając skupić się bardziej. Zayn jęknął w frustracji i podniósł małą broszurkę.
-Próbowałem ci to wyjaśnić, po prostu to przeczytaj, może jakoś pomoże.- cisnął ulotkę w moją stronę i pochylił się na krześle do tyłu i poirytowany patrzał wszędzie tylko nie na mnie.
-Czytałam to, Zayn!- rzuciłam kartkę z powrotem do niego i wstałam z krzesła. Przewrócił na mnie oczami i zaczął zbierać małe elementy porozrzucane na stole.
-Wiesz co? Zrozumiesz to lepiej, gdy już zagrasz. To ciężkie co zrobienia tylko we dwójkę, więc może gdy znów przyjdą chłopaki to pomogą mi cię uczyć.- zdecydował, całkowicie rezygnując z jego prób nauczania.
-Nie wiem czemu w ogóle muszę uczyć się grania w tę grę, wydaje się głupia.- czułam się obrażona, że gra planszowa była w stanie mnie pobić, więc nie mogłam się powstrzymać przez pozwoleniem złości i zażenowaniu zawładnąć moim zachowaniem. Zayn zapakował grę i położył ulotkę z instrukcję na sama górę, żeby mieć do niej lepszy dostęp w przyszłości.
-Nie jest głupia. Jest przy tym dużo zabawy, jeśli rzeczywiście wiesz jak grać, kochanie- warknął. Cierpliwość Zayna ma swoje granice, więc można było powiedzieć, że byliśmy na granicy kłótni o głupią grę planszową.
-To jest głupia gra. Nigdy przedtem o niej nie słyszałam, więc pewnie jakiś Brytyjczyk ją wymyślił.- upierałam się, nie chcąc być druga w jakiejś pieprzonej grze.
-Hannah. Stany Zjednoczone na pewno mają Ryzyko, po prostu nigdy o tym nie słyszałaś, ale to zdecydowanie internacjonalna gra.- odpowiedział, popychając pudełko z powrotem na jego miejsce, wśród innych trzech gier, które Zayn miał w swoim domu; zestaw Pokera, szachy, Ryzyko i Mastermind były jedynymi grami, które miał i jedynymi czterema grami, w które nie umiałam grać.
Stwierdziliśmy, że zostaniemy w domu, żeby podszkolić trochę moje zdolności w grach planszowych. Najwidoczniej Zayn czuł się winny, że byłam taka obolała, więc postanowił, że najlepiej będzie żebyśmy odpoczęli.
-Mam się w ogóle kłopotać próbując nauczyć cię pozostałych trzech gier czy to też spieprzysz?- wędrował wzrokiem pomiędzy mną a grami.
-Znam coś innego, co wolałabym pieprzyć.- uśmiechnęłam się do niego, mając nadzieję rozchmurzyć rozmowę. Znów jęknął.
-Kochanie, jeśli będziesz mnie kusić, nie będę w stanie się kontrolować, ale nie chcę znowu cię skrzywdzić.- powiedział powolnie, jakby wyjaśniał to jakiemuś małemu dziecku. Pokręciłam w jego stronę głową i podeszłam niemal jak kaczka, tak, jak kaczka do lodówki.
-A może ochłoniemy i zrobię nam obiad?- zaproponowałam. Zaczęłam przeszukiwać szafki, ale moja uwagę przyciągnęło z powrotem do Zayna, gdy jego śmiech rozchodził się echem po małej przestrzeni.
-Z czego tak ryjesz?- warknęłam, dobrze wiedząc jaka będzie jego odpowiedź. Za każdym razem, gdy próbowałam to się ze mnie śmiał.
-Chcesz zrobić obiad? Proszę cię. Oczywiście... nigdy nie przegapiłby okazji do nabijania się z moich zdolności albo ich braku w kuchni.
-Dla twojej informacji to umiem zrobić niezłe kanapki, dziękuję ci bardzo.- moja uwaga powróciła do szukania potrzebnych rzeczy, ale jego szafki wydawały się puste. Otworzyłam lodówkę i znalazłam to samo- brak jedzenia.
-Gdzie się podziało jedzenie? Przysięgam, że tu było, jak ostatni raz sprawdzałam.- zwróciłam się do Zayna, który przecierał sobie oczy po śmianiu się. 
-Wszystko zjedliśmy, głupolu.- powstrzymałam się przed jakąś mądrą uwagą i tylko przewróciłam oczami.
-Kiedy ostatni raz byłeś na zakupach?
-W sumie to nigdy, Eleanor zawsze je za nas robi, ale jej to nie przeszkadza.- wzruszył ramionami. Gapiłam się na niego zszokowana. Jak ktoś mieszkający na swoim nigdy nie chodzi na zakupy?

-Już wiem dokąd dziś pójdziemy.- stwierdziłam.
-Niby gdzie, na zakupy? Kochanie, możesz sobie wyobrazić szok biednych mieszkańców, gdy natkną się na Zayna Malika na dziale z pieczywem?- parsknął. -Zadzwonię do El.
-Nie, już postanowiłam i potrafię być bardzo natrętna, więc przestań się kłócić. Poszłam do naszej sypialni, żeby się przebrać, a on szedł tuż za mną i stanął we framudze drzwi, obserwując, jak zamieniam dresy na parę jeansów i sweter. Mogłam czuć się jak gówno, ale wychodziliśmy na zewnątrz, to chciałam przynajmniej wyglądać dobrze. Powędrowałam do łazienki, żeby się pomalować, gdy znów za mną poszedł i znów stanął w drzwiach.
-Wiesz jakie to będzie żenujące, gdy ktoś zobaczy mnie w sklepie?- próbował ponownie.
-Nie, nie wiem, a ty jakoś sobie poradzisz.- nałożyłam korektor na pozostałe siniaki na twarzy.
-Kochanie, i tak nie najlepiej się czujesz, nie zmuszajmy cię.- próbował innego podejścia. Odwróciłam się do niego i posłałam mu intensywne spojrzenie zanim zamrugałam rzęsami przy szczoteczce od tuszu.

-Zayn, przedtem zostawiałeś mnie już w gorszym stanie. Wszystko ze mną w porządku, więc idziemy.- jęknął, najwyraźniej akceptując to, że tym razem mu się nie upiecze i poszedł się przebrać.
Zawsze dziwiło mnie jak mało wysiłku wkładał w to, żeby wyglądać tak świetnie. Zwykłe czarne jeansy, biała koszulka i skórzana, czarna kurtka przemieniały Zayna z modela w boga. Wziął w dłonie trochę żelu i przebiegł nimi przez włosy, żeby uzyskać tę jego grzywkę.
Gdy już byliśmy w sklepie, Zayn chwytał co popadnie i wkładał to do wózka. Nie mogłam uwierzyć jaki stał się podekscytowany, gdy byliśmy w środku. Był prawie jak dziecko w sklepie ze słodyczami. 
-Możemy je kupić? Eleanor kiedyś mi je kupowała, ale potem przestała.- Zayn trzymał w górze pudełko Hostess Twinkies.
-Przestała, go są totalnie nie zdrowe dla twojego organizmu, ale pewnie, czemu nie.- mruknęłam, gdy patrzałam na różne rodzaje makaronów. Uśmiechnął się szeroko i położył je w wózku, idąc przez chwilę obok mnie, zanim znów coś go zainteresowało.

-Zayn, idę na dział z warzywami. Może poszukać jakiś ciastek, a ja pójdę znaleźć marchew i rzodkiewki?- zaoferowałam.
-Tylko jedno pudełko?- narzekał jak jakieś małe dziecko. Przewróciłam na niego oczami.
-Mamy już twinkies, ciasto czekoladowe i brownies. Potrzebujemy tylko jedno pudełko ciastek, a teraz idź już!- zaśmiałam się. Wrócił do działu ze słodyczami, sprawiając, że obróciło się pare osób, gdy koło nich przechodził. Ludzi zdecydowanie byli zszokowani, widząc powszechnie znanego lidera gangu Zayna Malika w sklepie, ale ja sama wciąż dziwiłam się, że go do tego namówiłam.
Pchałam wózek, mijając parę kłócącą się o przyprawy, małą dziewczynkę decydująca się pomiędzy dwoma batonami obok kas i jakiegoś nastolatka oglądającego pudełka prezerwatyw na dziale z kosmetykami.
-Och, przepraszam, kochanie.- przeprosił głos, gdy jakiś wózek uderzył w mój. Włożyłam do niego marchewki i spojrzałam na zwracającą się do mnie osobę.
-Nic się nie- natychmiastowo przestałam mówić, gdy spojrzałam na stojącą przede mną kobietę.
Była w średnim wieku, ale była też niesamowicie piękna. Była białej rasy, ale miała sobie ciemne detale. Miała ciepły, oślepiający uśmiech, a jej oczy były strasznie przyjazne.
Tricia Malik.
Pamiętałam ją z pogrzebu. 

Uznanie pojawiło się na jej twarzy, gdy najwyraźniej zapamiętała mnie z bycia dziewczyną, którą jej syn trzymał za rękę podczas tego wydarzenia. Obie po prostu stałyśmy tam przez chwilę, zanim przeszkodził nam inny głos.
-Mamo, nie mogę się zdecydować. Chyba po prostu wezmę oba.- mała dziewczynka zbliżyła się do nas, decydując pomiędzy batonami i spojrzała w górę na jej matkę. Ta dziewczynka, chyba Safaa wyglądała dokładnie jak jej starszy brat. Jej ciemne, proste włosy okalały jej okrągłą twarz, a gdy się do mnie uśmiechnęła mogłam zauważyć w jej wyrazie twarzy mojego chłopaka. Zayn powiedział mi, że ma dziesięć lat, ale jej brązowe oczy wydawały się bardziej świadomie niż na dziesięciolatkę. Ta mała dziewczynka była niemowlęciem, gdy jej matka ją zabrała, więc wątpiłam, żeby wiedziała kim jestem, ale widziała, że coś się dzieje, przez sposób w jaki jej mama na mnie patrzała.
-Powiedziałam jeden, Safaa.- powiedziała, przelotnie patrząc na swoją najmłodszą córkę. Dziewczynka się nadąsała.
-Ale nie mogę się zdecydować!
-Będziesz musiała. Ostatnią rzeczą, jaką potrzebujesz są dwa batony.- jej matka skierowała swoją uwagę z powrotem na mnie, studiując powolnie mój wygląd.
-A co jeśli wezmę jeden dla mnie i jeden dla Doniyi?- Safaa naciskała, zmuszając swoją mamę do skupienia się znowu na niej.
-Wiem, że Doniya ci go odda, Safo, niezła próba.- i to zakończyło spór.
-Co Doniya zrobi z jej batonem to jej sprawa...- Safaa mruknęła, kładąc jednego batonika w wózku, a drugiego na przypadkowej półce. Jej uparte nastawienia było niemal identyczne do kogoś kogo znałam. 

-Przepraszam za to... -Tricia uśmiechnęła się do mnie. Pokręciłam głową i posłałam jej w odpowiedzi nieśmiały uśmiech.
-Jest przeurocza.- zaczęłam odciągać mój wózek, nie bardzo wiedząc, co zrobić w tej sytuacji, ale Tricia mnie zatrzymała.
-Przepraszam, za moje maniery, kochanie, ale czy ty- znasz mojego- Ja… chyba widziałam cię ostatnio na pogrzebie.- wymamrotała zakłopotana. Wiedząc, że nie mogłam skłamać, przytaknęłam.
-Więc jesteś...Słyszałam o tobie.
-Słyszała pani?- zapytałam nerwowo. Wiem, że Zayn i jego matka mają skomplikowaną przeszłość, ale i tak denerwowałam się tym, co ona sobie o mnie pomyśli. Jakby mnie patrzeć to wciąż jest matką mojego chłopaka.
-Moja najstarsza córka, Doniya, słucha plotek o Londynie nawet w mieście, z którego pochodzimy, Bradford. Wiemy o, ymm, jego przeszłości. Doniya mówiła, że słyszała o dziewczynie, która skradła mu serce i zmienia go na lepsze. Musisz być Haną Olson.- zarumieniłam się. Wiedziałam, że Zayn jest dobrze wszystkim znany, ale nigdy nie sądziłam, że mój związek z nim tak samo. 
-Jedna i jedyna.
-O matko, nie mogę uwierzyć, że cię spotkałam. To prawdziwa przyjemność, kochanie.- przeszła naokoło naszych wózków, żeby przytulić mnie przelotnie, ale ciepło, zanim się odsunęła i do mnie uśmiechnęła. Zauważyłam jej nawyk nazywania mnie 'kochaniem'. Brzmiało tak samo jak nazywa mnie Zayn i zastanawiałam się, czy to stąd to podpatrzył.
-Ja po prostu... Tak strasznie się o niego martwię, bo słyszeliśmy o nim dużo rzeczy i żadna z nich nie była dobra. I wtedy usłyszałam o tobie... po prostu... nie byłam dla niego matką przez ostatnie dziesięć lat i po prostu jestem szczęśliwa, wiedząc, że ktoś się nim opiekuje.- łzy napłynęły jej do oczu i natychmiast poczułam się źle. 

-Kocham pani syna.- wyszeptałam, mając nadzieję, że tylko ją to zadowoli. Safaa obserwowała nas z rozszerzonymi oczami i nadsłuchującymi uszami, bez wątpienia spijając wszystkie informacje, które jej matka zapomniała przez nią ukryć.
-Nie wiem czy chcę znać odpowiedź, ale muszę zapytać... Dobrze cię traktuje?- przygryzła wargę, widocznie mając świadomość o rekordach Zayna z kobietami, przemocą i ze mną.
-Pewnie, że ja i Zayn się kłócimy, ale to nie jest nic z czym bym sobie nie poradziła. Jego przyjaciel powiedział, że jestem jedyną osobą, która może z nim konkurować.- odpowiedziałam tak szczerze jak tylko potrafiłam, bez zasmucania jej brutalnymi detalami naszego związku. Uśmiechnęła się do mnie, najwyraźniej inaczej interpretując moją odpowiedź.
-Myślisz, że mogłabyś mu to dać?- wyciągnęła z torebki mały kawałek papieru i coś na nim napisała.  Gdy już mi go podała, rzuciłam na niego okiem. Numer telefonu.
-Zastanawiałam się czy udało by ci się namówić go, żeby zadzwonił. Kochanie, naprawdę chcę stworzyć z nim jakąś relację.- błagała. Wsunęłam kartkę do tylnej kieszeni.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł... Zayn ledwo co pozbierał się po śmierci jego ojca i nie wiedziałam, czy dobrze było by nakładać na niego jeszcze więcej stresu. 
-Proszę. Wiem, że byłam dla niego okropną mamą, ale chcę to zmienić, jeśli tylko mi na to pozwoli. Dziewczynki i ja zdecydowałyśmy się zostać przez jakiś czas w Londynie. Miałam nadzieję, że jakoś się z nim skontaktuję, zanim wrócimy do Bradford. Proszę, jesteś moją jedyną szansą na pogodzenie się z nim.- ścisnęła ciasno moje dłonie i bezwstydnie błagała. Latałam nerwowo spojrzeniem w tą i z powrotem pomiędzy jego mamą i jego dziesięcioletnią damską wersją.
-Wspomnę mu o tym, ale nie wiem co będzie jeśli-
-Kochanie! Obróciłam się, żeby zobaczyć  podbiegającego do mnie Zayn z oczami przyklejonymi do kartonów w jego dłoniach. Ooh ooh.
-Wiem, że powiedziałaś tylko jedno pudełko ciastek, ale nie mogę się zdecydować. Jeśli sytuacja nie byłaby taka poważna i niezręczna, to zaśmiałabym się z ironii, że dwudziestojednoletni Zayn musi zmierzać się z takimi problemami jak jego siostra, która jest od niego jedenaście lat młodsza.
-Zayn, ja- Przerwałam, gdy na mnie spojrzał, a potem na ludzi, z którymi rozmawiałam. Lekko rozwarły mu się usta, a oczy wędrowały w tę i z powrotem. Jego matka miała w nim utkwiony zszokowany wzrok, gdy jego młodsza siostra patrzała na niego z zaciekawieniem.
-Zayn...- Tricia Malik poruszyła się powili, gdy chciała się do niego zbliżyć, ale szybko się odsunął, stając obok mnie.
-Co do cholery, Hannah?- powiedział powolnie, ale nieco ze złością.
-Wpadłyśmy na siebie. Rozpoznałyśmy się z pogrzebu, Zayn.- wyszeptałam w odpowiedzi, chociaż i tak wiedziałam, że jego matka i siostra nas słyszą. Z powrotem spojrzał na jego rodzicielkę, a potem w dół, na jego siostrę i przysięgam, że widziałam łzy w jego oczach. Patrzał na małą dziewczynkę z instynktowną miłością, chociaż jeszcze tak naprawdę nigdy jej nie poznał. Szybko zamrugał, pozbywając się łez i przeniósł spojrzenie z powrotem na mnie. Widziałam w jego oczach panikę, gdy starał się wysłać mi niemą wiadomość. 
-Zayn, ja- Jego matka wyglądała jakby była bliska łez, gdy spojrzała na jego odseparowanego syna -Dałam twojej dziewczynie mój numer. Chcę, żebyśmy się pogodzili.
-Zabawne, że mówisz to teraz, po dziesięciu latach bez słowa.- warknął, obracając się na pięcie i wypadając stamtąd jak burza.
-Zayn, proszę.- jego matka błagała, ale została zignorowana.
-Hannah, chodź! Wychodzimy!- zawołał po mnie. Spojrzałam w tył na jego rodzinę jeszcze raz.
-Spróbuję z nim pogadać, tylko dajcie mi czas.- obiecałam zanim poszłam za nim do wyjścia. 

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter 39: Pleasure

And I set fire, to the rain!
And I threw u-u-us into- 
-Ej, kochanie!- Zayn przerwał moją wspaniałą solówkę, gdy ścieliłam nasze łóżko. Spojrzałam na niego przez ramię z uśmiechem, który momentalnie mi zbladł, gdy zobaczyłam w jaki sposób na mnie patrzał.
W oczach miał czysty smutek a jego usta były wykrzywione coś wzór wiecznego niezadowolenia. 
-No?- zapytałam z obawą, stając prościej i przekrzywiając głowę na bok.  

-Możemy pogadać?- zapytał, wchodząc do naszej sypialni i patrząc na mnie tęsknie. Przytaknęłam głową z brwiami zmarszczonymi w dezorientacji. Nie miałam pojęcia co się dzieje, nie wiedziałam, co chciał powiedzieć.
Dał mi znak, żebym usiadła na łóżku, co wykonałam bez odrywania od siebie naszych oczu.
-Co się dzieje, Zayn?- zapytałam cicho. Uklęknął przede mną i wziął moje małe dłonie w jego większe.

-Muszę cię o coś spytać.- poinformował mnie, a ja przytaknęłam w jego stronę by kontynuował, bez słów wychodzących z moich ust. Przerażał mnie.
-Pamiętasz co powiedziałaś mi kilka tygodni temu? Powiedziałaś, że jeśli jeszcze raz położę na tobie rękę to mnie zostawisz... Pamiętasz to?- pochylił się w moją stronę, cała jego twarz skręcała się w desperacji.
-T-tak.- szepnęłam.
-Kochanie, w zeszłym tygodniu byłaś przy mnie, gdy cię potrzebowałem i nie mogę wystarczająco ci za to podziękować. Szczerze, jak dla mnie jesteś najbardziej idealną osobą na świecie. Ale... to nie zmienia faktu, że zrobiłem ci krzywdę, Hannah. Naprawdę cię skrzywdziłem.- jego palce powędrowały do blednącego siniaka na moim oku. 

-Zayn, nie możesz być poważny. Miałeś żałobę i byłeś-
-To nie powinno się liczyć, kochanie, nigdy nie dawaj mi wymówek żebym cię uderzył.- skarcił mnie, ale tylko wpatrywałam się w niego zupełnie przegrana. 
-Chcę, żebyś mnie wysłuchała, zanim kompletnie ześwirujesz, dobra?- jego słowa wychodziły powoli i ostrożnie. Delikatnie ścisnął moją dłoń w geście otuchy. Wziął moją niepewną ciszę jako zachętę do kontynuowania.
-Hannah, kocham cię. Nigdy przedtem nie kochałem kogoś tak jak kocham ciebie. Chciałbym dać ci wszystko, czego tylko zapragniesz, wszystko, czego potrzebujesz, chciałbym zapewnić ci szczęście i opiekę. Ja po prostu... nawet nie potrafię opisać jak bardzo cię kocham.- męczył się ze słowami. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że Zaynowi nie łatwo przychodzi mówienie o uczuciach. Wręcz niemożliwym było powiedzenie nawet tego, że przejmował się mną bardziej niż jakąś bezużyteczną dziwką z ulicy, więc wiedziałam, że powiedzenie tych wszystkich rzeczy musiało być ciężkie.
-Zayn-
-Kochanie, proszę. Daj mi skończyć.- błagał. Przygryzłam wargę i pozwoliłam mu kontynuować. Cokolwiek chciał powiedzieć, to nie mogło być coś dobrego. Po prostu to wiedziałam. Węzeł niepokoju uformował się z moich wnętrzności.
-Chciałbym być chłopakiem, który potrafi zrobić dla ciebie wszystko. Ale nie potrafię... nie jestem tym chłopakiem, nie potrafię dać ci tego wszystkiego. Nie potrafię cię uszczęśliwiać i ledwo co potrafię chronić cię przed samym sobą.- oderwałam moje dłonie od jego i zakryłam sobie usta, gdy tylko wydostało się z nich westchnienie. Łzy uformowały się w moich oczach, gdy tylko zrozumiałam co się dzieje.
On ze mną zrywał.

Kurwa mać.
Zayn Malik ze mną zrywał.
-Kochanie, och, proszę, nie płacz. Proszę, nie płacz.- wyszeptał, łapiąc opuszkami palców ścieżkę łez spływającą po moich policzkach. Strząsnęłam jego rękę z dala ode mnie i spojrzałam na podłogę.
 -N-nie mogę uwierzyć ze ze mną zrywasz.- powiedziałam płaczliwym głosem, brzmiąc strasznie dziecinnie i marudnie. Nigdy nie chciałam bym laską, która miała obsesję na punkcie swojego chłopaka, ale po tym wszystkim przez co przeszliśmy, myślałam, że nie nie rzuci mnie tak po prostu. A teraz jeszcze twierdzi, że robi to dla mojego dobra i żeby mnie chronić? 
Gówno prawda.
Jeśli rzeczywiście przejmował by się o którąś z tych rzeczy, to zerwałby ze mną, gdy tylko podniósł na mnie rękę.
-Nie, nie, nie, nie, nie. Kochanie, nie zrywam z tobą.- chwycił moje policzki w jego duże dłonie, by zdobyć moją uwagę.
-Nie widzisz tego? Nigdy nie mógłbym cię zostawić!- warknął. Jego oczy wyglądały na oszalałe i namiętne, gdy przeniósł swój uścisk z mojej twarzy na mój tors.
-Więc o czym ty, do cholery, gadasz, Zayn? Przerażasz mnie na śmierć!- krzyknęłam na niego, zdzielając go po rękach, tak, że mogłam wstać. On też wstał, ale tylko żeby nade mną górować.
-Chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła.- wyłapał mój wzrok tym swoim zamyślonym spojrzeniem, które sprawiało, że wyglądał tak cholernie seksowanie i refleksyjnie.
-Cokolwiek.- moje usta wyszeptały bez pozwolenia mojego mózgu. Spojrzał na mnie przez chwilę, zanim przeniósł swój wzrok na ścianę. Powtórzył ten nerwowy nawyk żucia jego ust, zanim szczelnie zamknął oczy i zaczął ciągnąć się za włosy.
Chciałam go uspokoić, ale dałam mu wydostać się jego emocjom na zewnątrz. Gdy już był w stanie ponownie na mnie spojrzeć, bez strachu wyłapałam jego spojrzenie.
Zayn powiedział, że mnie kocha. Dlaczego aż tak to na mnie zadziałało? Dlaczego miałam motyle w brzuchu? Dlaczego serce biło mi tak nieposkromienie?
-To tu musisz mnie rzucić. Nie mam w sobie siły, by cię zostawić, ale dla twojego dobra to ty musisz ze mną zerwać.- nie mógł nawet spojrzeć mi w oczy, gdy prosił mnie, bym zrobiła tą rzecz nie do pomyślenia. Jedyne co mogłam zrobić to gapić się na niego, zanim słowa napłynęły mi do ust.
-Czyś ty, kurwa, oszalał?- warknęłam na niego, a moje myśli szalały. Kto mówi komuś, że go kocha, a potem prosi, by ten ktoś go rzucił?
-Hannah, proszę- Przerwałam mu i zdzieliłam go po rękach, gdy chciał mnie dosięgnąć.
-Czego ty żeś się naćpał?- krzyknęłam na niego, moje nowojorskie pochodzenie dało o sobie znać poprzez gestykulację i gesty, żeby pokazać jak niestabilna emocjonalnie byłam w tej chwili.
-JEZU CHRYSTE, HANNAH! POSŁUCHAJ MNIE KURWA!- wykrzyczał i pojawiła mu się żyła ma szyi. Natychmiastowo ucichłam i dałam mu mówić, ale wyglądało na to, że Zayn potrzebował wyładować swój gniew w jakiś inny sposób, bo zamiast użyć słów, podniósł najbliżej leżący przedmiot, który akurat był moim telefonem i cisnął nim o ścianę, powodując, że rozleciał się na kawałki. Wzdrygnęłam się na głośny dźwięk urządzenia na ścianie, ale starałam się wyglądać, że mnie to nie ruszyło.
-Niech to, Hannah! Dlaczego, do chuja, nie potrafisz niczego zrozumieć? To jakby podobało ci się, gdy cię uderzę lub pobiję. Myślałem, że mówiłaś, że zostawisz mnie jeśli kiedykolwiek zrobię to ponownie, ale tego nie zrobiłaś! Wciąż dajesz mi kolejne szanse, a ja, kurwa, na nie nie zasługuję.

Wzięłam głęboki oddech, nie chcąc wydrzeć się na niego, za tę tego głupotę.
Dałam moim oczom przeskanować jego sylwetkę; ciężki oddech, zaciśnięte pięści, poburzone włosy, czerwona twarz i dzikie oczy. Wszystko w nim krzyczało do mnie, bym trzymała się z daleka, ale byłam zmuszona złapać go za przedramię.
-Zayn… mogę już mówić?- zapytałam go powolnie. Zmrużył na mnie oczy, ale przytaknął. 
-Dobra, po pierwsze, jeśli chcesz zakończyć nasz związek, to ty musisz mnie rzucić. Przestań być taką pizdą i dorośnij. Po drugie, nigdy cię nie zostawię, bo... bo chyba też cię kocham. Nie mogę uwierzyć, że te słowa wyszły z moich słów. Te słowa, które przysięgałam, że nigdy ich ode mnie nie usłyszy. 
Może tak na mnie wpłynął, albo może miało być tak przez cały czas, ale w moich myślach nie było zwątpienia, że kocham Zayna Malika.
Te groźby, że go zostawię, gdy znów pojawi się przemoc były puste i samolubne. Zayn jest załamany. Jest pokrzywdzony i pokazuje emocje przez jedyny sposób jaki zna- przez przemoc.
Takie grożenie mu było z mojej strony strasznie... głupie i egoistyczne. Szczerze to nie mogłam zostawić Zayna. Stałam się od niego zbyt zależna i zbyt dużo dla niego poświęciłam, naprawdę nie chciałam być bez niego. To brzmi głupio, że ten sam facet, który doprowadził mnie prawie do nieprzytomności jest tym samym chłopakiem, któremu odmawiam zerwania z nim. To znaczy... jestem Hannah Olson, do chuja pana. Nikt nie będzie wkręcał mi takich gówien.
-Hannah, proszę. Muszę cię chronić i to jest jedyny sposób w jaki mogę to zrobić. Musisz wyjechać. Kupiłem ci bilet na samolot, który odlatuje za dwie godziny. Ląduje w Nowym Jorku... zgódź się. Tu nie jest dla ciebie bezpiecznie.
-Więc jeśli jesteś tak cholernie zaniepokojony moim bezpieczeństwem, to czemu, kurwa, nie rzuciłeś mnie już dawno temu?!- krzyknęłam na niego, gniew sprawiał, że mój głos wzrósł na nowy poziom głośności. Chciałam czymś rzucić, żeby wyładować agresję, ale nie sądzę, żeby to pomogło. Nie wyglądało na to, żeby pomogło Zaynowi.
-Bo dopiero teraz zorientowałem się, że cię kocham. Pokazałaś mi jak bardzo się o mnie troszczysz, a ja sam nie wiem jak ci to pokazać. Musisz mnie zostawić żeby się ochronić.- próbował mi wytłumaczyć. Zmrużyłam oczy i zrobiłam krok bliżej.
-Twierdzisz, że mnie kochasz?- pokiwał gorączkowo głową.
-Więc to udowodnij.- uderzyłam moimi ustami o jego, biorąc go z zaskoczenia. Nie dałam mu wystarczająco czasu, by zareagować, zanim opadliśmy na łóżko. Moja pierś uderzyła o jego, ale jego ręce mocno trzymały nad nim moją talię, zapobiegając przez moim upadkiem. 

Szybkim ruchem, obrócił nas i uwięził mnie pod jego ciałem. 
-Przeklęta kobieto! Dlaczego ty mi to robisz?- warknął, a jego usta atakowały podstawę mojej szczęki.
-Zayn, jeśli chciałabym cię zostawić, to zrobiłabym to już teraz.- uśmiechnęłam się, wiedząc, że wygrałam.
-Ale jestem Zayn Malik, nigdy nie byłem w więzieniu, bo gliny zbyt bardzo boją się mnie aresztować. Utworzyłem własny gang w wieku siedemnastu lat, gwałciłem i zabijałem ludzi, Hannah.- odsunął się, by spojrzeć na mnie srogo, a  ja tylko gapiłam się na niego niewinnie, cholernie dobrze wiedząc, że to go wkurzy.
-No właśnie, jesteś Zaynem Malikiem. Facetem, który zabił trzy osoby, bo zrobiły mi krzywdę. Facetem, który zmusił mnie do zostania z nim, by upewnić się, że wyzdrowiałam. Facetem, który całkowicie zmienił zasady w jego gangu, bo źle się czułam ignorowana przez jego kumpli. Jesteś najsłodszym chłopakiem jakiego znam, tylko ukrywasz to pod złością.- przebiegłam palcem po zarysie jego ust.
-Jesteś głupia skoro chcesz ze mną zostać.- wymamrotał przez mój dotyk. Przyciągnęłam jego głowę z powrotem do mojej szyi,  tak, że jego usta dalej mogły zostawiać pocałunki.
-Wywalili mnie z college'u, pamiętasz?- poczułam jego uśmiech na mojej skórze i dałam mojemu ciału zatracić się pod jego dotykiem. 

Wiecie, że w poranki po intensywnej nocy dużo lasek budzi się, nie pamiętając co wydarzyło się poprzedniej nocy. Mi się to nie przytrafiło.
Gdy się obudził, naga, w umięśnionych ramionach Zayna, pamiętałam wszystko. Pamiętałam sposób w jaki nasze gołe torsy ocierały się o siebie, pamiętałam jak nasze ciała idealnie do siebie pasowały.  Pamiętałam uczucie, które doświadczyłam, gdy pozwolił mi być na górze i szczęście, które czułam, gdy znów byłam na dole.
Wciąż niemal czułam ból, który we mnie wybuchł, gdy we mnie wszedł i odebrał mi moją najniewinniejszą część i przyjemność w dole brzucha, gdy wykrzyczał moje imię podczas swojego orgazmu.
A do tego ta przyjemność. Przyjemność, której do tej pory jeszcze nie doświadczyłam. Nie byłam nawet w stanie opisać jak czułam się dzięki Zaynowi. 
Ale w tej chwili, gdy leżałam w jego ramionach, jedyne co czułam to ból z moich dolnych partii. Wiedziałam, że w końcu będę musiała stracić z kimś dziewictwo, ale nie miałam pojęcia, że to będzie takie bolesne, szczególnie już po.
Próbowałam wyślizgnąć się z ramion Zayna by iść po herbatę albo tabletki przeciwbólowe czy coś,  ale w jego śnie, ograniczał moją swobodę jego uściskiem, trzymając mnie mocno przy jego piersi, przypominając mi, że nigdy nie mogłabym go zostawić i że on nigdy nie mógłby zostawić mnie. 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chapter 38: Stages

Następne sześć dni jak do tej pory były najcięższym czasem w moim życiu.
Po tym jak Zayn powiedział mi, że jego tata nie żyje, siedzieliśmy w ciszy przez około godzinę, a potem wpadł w pierwszą fazę żałoby; wyparcie się wszystkiego.
Nie zaprzeczał niepotrzebnie faktowi, że jego tata zmarł, ale fakt, że mógł odbudować z nim relacje. Spędził tylko około sześć godzin w tym stanie. Myślałam, że to dobrze, że tak szybko przechodził przez te fazy, ale się myliłam. 

Było to następnego ranka podczas wyczerpującego śniadania- nie spaliśmy całą noc, gadając o tym co stało się jego tacie, podczas gdy Zayn obwiniał się, że nie było nic co mógłby zrobić, a i tak mieliśmy dosyć nawet bez tego.
Zayn z pewnością mógł złapać kontakt z ojcem i odbudować z nim relacje podczas tych czterech lat, kiedy go nie widział.  Ale to nie znaczy, że to jego wina. Te sześć lat, które Zayn spędził sam z jego tatą było dla niego szkodliwe i pewnie uformowały tego skomplikowanego chłopaka, którego poznałam. 
Niemniej jednak przy śniadaniu byłam nie w humorze tak jak Zayn. Żadne z nas nie odezwało się słowem, po prostu siedzieliśmy tam dłubiąc w jajkach, które przygotowałam.
-Zapomniałem dlaczego nie pozwalam ci gotować, ale teraz już pamiętam.- wymamrotał niewdzięcznie. Spojrzałam na niego przez zwężone powieki. Musiałam wziąć głęboki oddech, żeby utrzymać nad sobą panowanie. Dopiero co zmarł mu tata, musiałam być wyrozumiała. 
-Następnym razem ty możesz gotować.- odpowiedziałam tak spokojnie jak tylko potrafiłam. Jego oczy wystrzeliły z powrotem w moją stronę.
-A niby kiedy mam to zrobić? Hmm, kochanie? Pomiędzy tym, gdy zajmuję się twoim niewdzięcznym tyłkiem i staram się być idealnym chłopakiem, którego najwyraźniej oczekujesz?- uderzył gwałtownie sztućcem o stół, by podkreślić swoją rację.
Mój tata jest terapeutą. Dorastałam obserwując go, gdy pomagał ludziom przechodzić przez cierpienie spowodowane stratą bliskiej osoby, więc powinnam wiedzieć, co będzie następne. Powinnam się była tego spodziewać. Myślę, że gdzieś w mojej podświadomości tak naprawdę wiedziałam co robię. Chyba po prostu chciałam popchnąć go poprzez te etapy żałoby. Tak czy inaczej, to co zrobiłam potem było głupim posunięciem.
-Może pomiędzy tym, gdy cię ponosi i gdy musisz zbijać na kwaśne jabłko innych chłopaków, żeby podnieść swój poziom pewności siebie, który masz ze swojego spieprzonego dzieciństwa! No, to było dość głupie z mojej strony. A jeszcze gorszym głupstwem było odejście od stołu, gdy mnie nie zatrzymał.
Powinnam była wiedzieć.
Próbowałam stamtąd wyjść, ale Zayn chwycił mnie szorstko za ramię i uderzył mną o ścianę. Jego oczy były kompletnie czarne.
-Powtórz to.- syknął. Przełknęłam w strachu, niemal od razu żałując, że się na niego wydarłam, gdy jest w tak delikatnym stanie.
-Zayn-
-Powtórz to.- krzyknął na mnie. Przygryzłam w zdenerwowaniu wargę i pokiwałam przecząco głową w jego stronę. Wiedziałam dokąd to prowadziło i miałam świadomość, że mówienie tego ponownie tylko jeszcze szybciej zepchnęłoby go na skraj.
To jedno zdanie, które mu wykrzyczałam wkurzyło go bardziej niż miałam okazję zobaczyć od dłuższego czasu. Tylko dla tego, że byłam zmęczona, zestresowana i nie w stanie przezwyciężyć chęci do kłótni. 

To jedno zdanie wpędziło go w następną fazę żałoby: gniew.
Oczywiście, że chciałam, żeby Zayn przeszedł szybciej przez te wszystkie fazy, ale podczas tej chciałam żeby pozostał w tej irytującej fazie wyparcia się wszystkiego na zawsze.  

To było jeden z tych razy, kiedy Zayn pobił mnie najmocniej i od tamtej pory jeszcze nie wydobrzałam. Wypieranie się wszystkiego trwało sześć godzin, a gniew cztery dni...
Pierwszy raz gdy mnie pobił był najgorszy, ale przez większość tych czterech dni Zayn przekładał swój gniew na przemoc. Wyładowywał to wszystko na mnie. Oczywiście, że nie tylko mnie bił. Było też dużo krzyczenia.
Myślę, że dostałam nauczkę już za pierwszym razem, bo na szczęście trzymałam buzię na kłódkę.

Teraz już nie wspominałam o tych gównach z przemocą, ale czułam się winna. Ja byłam powodem, który wpędził go w ten stan. A poza tym zmarł mu tata, więc to go usprawiedliwiało, prawda?
Pomiędzy jego napadami złości podczas żałoby, Zayn miał zorganizować całą ceremonię.  Starałam się pomagać tam gdzie mogłam, ale to tylko powodowało, że jeszcze bardziej się wkurzał. Reszta One Direction bardzo mu pomogła, co sprawiło, że zrozumiałam jak bardzo chłopaki są ze sobą związani.
Nie byli tylko gangiem; byli jak bracia.
I po tym gdy Zayn uderzył mnie w twarz, sprawiając, że nos mi krwawił znalazł mnie w łazience. Gapiłam się w moje odbicie w lustrze, przykładając do nosa wilgotną ściereczkę. Rzuciłam okiem w róg lustra i prawie podskoczyłam, gdy zobaczyłam Zayna pochylającego się we framudze drzwi.  Nasze spojrzenia oczywiście się skrzyżowały, ale udawałam, że go nie zauważyłam.
Bałam się, że jakiś gwałtowny ruch mógłby go zezłościć jak jakieś dzikie zwierze.
-Wszystko dobrze?- jego aksamity głos lekko mnie przestraszył. Nie słyszałam, żeby mówił tak do mnie już przez jakiś czas. Przytaknęłam głową do lustra i dalej skupiłam moją uwagę na obmywaniu twarzy.  Miałam podbite prawe oko i rozcięcie na szczęce. Moja twarz nawet nie oddawała części moich obrażeń. Rany rozsiane były po moim ciele i byłam naprawdę wdzięczna, że nie mam złamanego żebra czy coś. 
-Nic nie jest dobrze. Daj sobie pomóc.- wszedł do łazienki. Nie chciałam, żeby mnie dotykał, ale bałam się, że jeśli odrzucę jego pomoc to się rozzłości.  

Powolnie wziął ode mnie materiał i położył go w zlewie. Delikatnie chwycił mnie za uda, przygryzając wargę, gdy zauważył jak wzdrygam się, gdy dotknął wielkiego siniaka i posadził mnie na kancie zlewu. Namoczył nową ściereczkę żeby ostrożnie mnie domyć.
Trzymałam spojrzenie wbite w podłogę, nie chcąc na niego patrzeć, ale zmusił nasze oczy do spotkania się przez podniesienie w górę mojego podbródka.
-Nie mogę uwierzyć, że ci to zrobiłem.- wyszeptał ze smutkiem. -Tak mi przykro, kochanie...tak bardzo mi przykro. Nie wiem co jest ze mną nie tak.
Ludzie radzą sobie ze smutkiem po stracie kogoś na różne sposoby. Gdy odszedł mój dziadek, mój tata bardzo często krzyczał na mnie i mojego brata. Gdy zdechł nam pies, mój brat dostawał napadów złości. Kiedy umarł jego tata, Zayn pobijał swoją dziewczynę... oczywiście, że było z nim coś nie tak, ale wiedziałam to już przedtem. Wiedziałam, że Zayn był inny i miałam świadomość w co się pakuję, kiedy zgodziłam się na to by z nim zostać. 
-Tak bardzo cię kocham, proszę, nie zostawiaj mnie.- wyszeptał, delikatnie pocierając mój policzek. To, dzięki Bogu, zakończyło jego stadium gniewu i przerodziło się w fazę depresji.

Chodził po mieszkaniu osowiały i całkowicie się ode mnie odciął. Często znajdowałam go siedzącego i wpatrującego się tępo w przestrzeń. Chciałam, żeby się przede mną otworzył, ale był niczym uszczelniony.
Te kilka razy, kiedy się do mnie odezwał, mówił rzeczy typu:
-Osiągnął sukces, ożenił się i miał czwórkę dzieci. Doszedł w życiu daleko. Jeśli umarł w samotności i nieszczęściu, to dlaczego ja miałby w ogóle próbować być szczęśliwym? Nie mam na to szans.
-Ostatnią rzeczą jaką do niego powiedziałem było 'Do zobaczenia w piekle, staruszku'. Co ze mnie za syn? Zgniję za to w piekle... 

-Zostawiłem go samego, do kurwy. Obwiniałem go przez cztery lata, odkąd byłem siedemnastolatkiem, ale przez ten czas to wszystko było moja wina. Ja jestem tym, który go zostawił.
Wciąż byliśmy w tym stanie, gdy miał odbyć się pogrzeb, który zaplanowaliśmy.
Jechaliśmy w ciszy do meczetu. Zayn miał na sobie spodnie i koszulkę z długim rękawem, ubrany cały na czarno. Powiedział, że nie było konieczne ubranie się na muzułmański pogrzeb na czarno, ale on zawsze się tak ubierał, więc tak czy siak to zrobił.
Powiedział mi, żebym ubrała się przyzwoicie, więc miałam na sobie spódnicę maxi i luźną czarną koszulkę. Zayn powiedział, że jego rodzina nie była zbyt religijna, więc nie muszę zakładać chusty na głowę, ale żeby oddać szacunek, nie powinnam się malować.

Oczywiście musiałam użyć korektora by zakryć sińce na mojej twarzy, ale mu tego nie powiedziałam. Nie chciałam go smucić, a ruszały go teraz najmniejsze rzeczy.
Zayn ciągle powtarzał jego nerwowy nawyk; żucie jego wargi i trzęsły mu się ręce, gdy przytrzymywał dla mnie drzwi. Gdy usiedliśmy w pierwszym rzędzie, tupał nogą i bawił się moimi palcami w naszych splecionych dłoniach.

Usiadłam stulona pomiędzy Zaynem i Eleanor. Louis usiadł z jej drugiej strony obok Harrego. Niall był obok Zayna, a dalej Liam z Danielle. Ciało ojca Zayna nie miało być na widoku, owinięte było całun w kolorze kości słoniowej, tak, że nie było widać jego skóry.
Było dużo ludzi, którzy przyszli, by oddać szacunek. Widziałam małą garstkę mężczyzn i kobiet ubranych podobnie do mnie i Zayna. Wszyscy z nich mieli opaloną skórę, ciemne włosy i brązowe oczy jak Zayn, więc nie ciężko było wywnioskować, że należeli do rodziny Malików.

Kolejna garstka ludzi była złożona tylko z facetów w garniturach- mężczyzn, którzy pracowali z ojcem Zayna, tak przypuszczałam. I byliśmy my; gang Zayna. Za naszą ósemką siedziało około dwudziestu chłopaków. Gdy zapytałam o to Eleanor, powiedziała, że to członkowie One Direction. Chyba do tej pory nie zdałam sobie sprawy, ze One Direction nie ogranicza się tylko do piątki chłopaków, których znam. El powiedziała, że chłopaki byli czymś w stylu liderów, ale nie mniej jednak ludzie tchórzyli przed każdym członkiem. 
Każde miejsce mogło być zajęte, ale dużo ludzi stało na tyłach, żeby zrobić miejsce w kilku rzędach dla osławionego gangu. Było to tylko znajomym mi już przypomnieniem tego kim był mój chłopak i jaką władzę miał nad Londynem.
Zayn wstał, gdy była kolej na jego przemowę.

Poprzedniej nocy, prawie się rozpłakał starając się wymyślić co ma powiedzieć. A gdy próbowałam go pocieszyć, wracał do swojego 'kokonu', ukrywając przede mną swojego uczucia i się nie odzywając.
Nie miałam pojęcia, co planował powiedzieć.
-No więc...- w tej niezręczności pocierał swój kark i rozglądał się po wnętrzu. Obserwowałam jak jego oczy wędrują na tyły, ale szybko zawracają z powrotem, jakby zobaczył coś czego nie powinien. Chciałam się obrócić i zobaczyć to co sprawiło, że się zdenerwował, ale zanim miałam okazję, Zayn wyłapał moje spojrzenie. Spojrzał na mnie przenikliwie i zaczął mówić. Przez całą przemowę nie oderwał ode mnie oczu nawet przez chwilę.
-Wszyscy myślą, że mój tata i ja bardzo się różnimy. To znaczy... w moim wieku był już menadżerem u siebie w pracy, był żonaty i czekał na narodziny dziecka. Ja nie jestem nawet w pobliżu tego stadium. -Zayn wciąż na mnie patrzał, gdy wszyscy inni wpatrzeni byli w niego. 
-Ale w jakiś sposób, ja i mój ojciec jesteśmy dość podobni. Dużo z tego kim dzisiaj jestem, pochodzi z tego kim był on i z tego kim nauczył mnie być. Pokazał mi jak dążyć do celu. Nauczył mnie jak się czemuś naprawdę poświęcić. Nauczył mnie jak być niezależnym. Nauczył mnie jak być bardzo...- widziałam, że Zaynowi trudno było mówić o jego tacie w ten sposób. Wiedziałam, że były też dobre czasy, jeszcze przed rozwodem, ale Zayn powiedział mi, że jego rodzice zaczęli mieć problemy, gdy był dziewięciolatkiem, ale nic z tym nie zrobili, bo jego mama była w ciąży.
To znaczy, że minęło ponad dwanaście lat bez przyzwoitego wspomnienia o jego tacie. W zasadzie to Zayn nawet nie odezwał się do swojego ojca przez cztery lata. 
-Pamiętam, gdy dostałem zaproszenie na siódme urodziny mojego kolegi z klasy nad basenem. Nie mieliśmy basenu jak mój kumpel, Billie, więc nigdy nie miałam okazji nauczyć się pływać. Wciąż tego nie umiem.- Zayn zażartował. Im więcej czasu mijało, wydawał się być bardziej przyzwyczajony do mówienia, ale wciąż nie odrywał ode mnie wzroku.
-Nie chciałem iść, ale tata mnie zmusił. Poradził mi żebym po prostu posiedział przy basenie i pokomplementował siostrę Billiego. Więc kiedy wszyscy moi znajomi grali w Marco Polo, ja siedziałem na boku z jego siostrą, która miała wtedy 9 lat tak przy okazji i z dwiema jej przyjaciółkami. Ciągle powtarzałem im jakie to one nie są ładne i że mają fajne buty i w ogóle. Pozwólcie, że powiem wam, że następnego dnia w szkole wszyscy moi znajomi pojawili się z opalenizną, a ja z trzema dziewczynami, które były starsze ode mnie o całe dwa lata.- Zayn zaśmiał się lekko na wspomnienie, a ja ciepło się do niego uśmiechnęłam. 

-Więc to chyba mój tata nauczył mnie jak obchodzić się z kobietami.- puścił oczko w moją stronę, a ja nie mogłam powstrzymać się przez zarumienieniem. 
-Pamiętam inny moment, gdy byłem prześladowany, gdy miałem sześć lat. Wróciłem do domu, by mu o tym powiedzieć, ale poradził mi, żebym się nie przejmował, bo wszyscy ci, którzy kogoś dręczą, kończą pracując dla dzieciaków, którzy dręczyli. Powinienem poczuć się po tym lepiej, ale stwierdziłem, że podzielę się z tą informacją z tym, który mnie prześladował. Pobił mnie na kwaśne jabłko...
-Gdy wróciłem do domu z podbitym okiem, tata zmienił strategię. Nauczył mnie jak się bić, nawet pomimo tego, że mój tata jest- to znaczy był najbardziej przeciwnym przemocy facetem na świecie. Co za ironia...- Zayn zaśmiał się ponuro. Nie trzeba było geniusza, by zorientować się, że wszyscy tu obecni dokładnie wiedzieli kim jest Zayn i co robi na co dzień, więc nie byłam zaskoczona, kiedy wniósł do przemowy małe odniesienie o jego nielegalnym, związanym z przemocą charakterze.
-Kiedy byłem dzieciakiem, tata był moim bohaterem- był jak jakiś heros, który nie mógł zrobić nic złego. Kiedy byłem nastolatkiem, było przeciwnie. Teraz zdaję sobie sprawę, że mój tata z pewnością miał wady, ale nauczył mnie jak się do nich przyznać. Pokazał mi jak rozświetlić jego zalety, by nadrobić to w czym był zły. Wiem, że minęło trochę czasu odkąd go widziałem, ale to nie znaczy, że kiedykolwiek przestał być moim ojcem. 

-Gdziekolwiek jesteś tato, dziękuję ci, za wszystko czego mnie nauczyłeś. Będę za tobą tęsknił.- i z tym Zayn spuścił głowę i przyszedł z powrotem, by usiąść obok mnie. Położyłam mu dłoń na kolanie i dałam mu ją mocno ścisnąć, by pozbyć się resztek niepokoju.
To przeniosło go do ostatniego etapu żałoby; akceptacji. Przemawiając przed tymi wszystkimi ludźmi o jego ojcu dało mu zakończenie tego wszystkiego, którego tak desperacko potrzebował i pozwoliło mu to by w końcu ruszyć na przód ze swoim życiem.
Gdy już było po wszystkim, Zayn praktycznie mnie stamtąd wypchnął. Celowo unikał kondolencji i jakiejkolwiek sympatii ze strony jego dalszej rodziny i kolegów z pracy jego taty. Chociaż to nie było zbyt trudne, rzadko który z nich podszedł by z nim pogadać. Wszyscy zbyt bardzo się bali. 

Podczas naszej drogi do wyjścia minęliśmy małą dziewczynkę, około dziesięcioletnią, siedzącą na schodach na zewnątrz meczetu. Zayn się zatrzymał i wpatrywał się przez nią przez chwilę i całkowicie zmiękły mu oczy, zanim obrócił się i wskoczył do swojego samochodu. Weszłam do środka tak jak on, ale gdy już miałam zamknąć drzwiczki, wybiegła piękna kobieta w średnim wieku.
-Safaa!- zawołała z troską. Widząc małą dziewczynkę, odetchnęła z ulgą i posłała jej lekki uśmiech. -Safo Malik, dostałam przez ciebie zawału serca, skarbie. Proszę, powiedz mamusi następnym razem gdzie idziesz.- i z tym zatrzasnęłam drzwiczki i pozwoliłam Zaynowi wyjechać z chodnika i przedzierać się ulicami. 
Nie mogłam się powstrzymać przed spojrzeniem na niego ostrożnie.
Mała dziewczynka, którą tam widzieliśmy bez wątpienia była jego siostrzyczką, którą zabrała ze sobą jego matka, gdy go opuściła. Ta kobieta była jego matką. Były tam przez całą uroczystość i Zayn to zauważył. 

Ich wina czy nie, mama Zayna i jego siostry zostawiły go całkiem samego z ojcem alkoholikiem. Skrzywdziły go i zniszczyły emocjonalnie. Dopiero co przeszedł śmierć swojego ojca i ostatnią rzeczą jaka mu była potrzebna był psychiczny trud, przez ich spotkanie. Minęło dziesięć lat, odkąd ostatni raz je widział. Dziesięć lat temu Zayn był tylko jedenastoletnim dzieckiem, a ona odwróciła się do niego plecami.
A teraz Zayn jest dobrze wszystkim znanym przestępcą i bałam się wiedzieć co stałoby się, gdyby spróbowali ponownie się zjednać.

wtorek, 24 grudnia 2013

Chapter 37: Comfort

-Jakiś problem?- Zayn syknął, stając przede mną, by dostać się do chłopaka. Chwyciłam go za ramię i starałam się pociągnąć go w tył.
-Ej, ej. Spokojnie.- mówiłam mu do ucha uspokajające słowa, ale odepchnął mnie do tyłu, tak że na kogoś wleciałam. 
-Chcesz mi wytłumaczyć co ja, kurwa, dopiero widziałem, stary?- warknął na biednego chłopaka, a ten cofnął się w tył i wyraźnie było widać, że się trząsł.
-Przepraszam. Nie wiedziałem. 
-Zayn!- krzyknęłam na niego, wkurzona za to, że był w stosunku do mnie taki brutalny. Obrócił się na dźwięk mojego głosu i skinął na kogoś za mną. Momentalnie para rąk zacisnęła się na moim torsie ograniczając moje ruchy.
-Chodźmy.- Louis odezwał się do dwóch dziewczyn, z którymi tańczyłam.
-Lou, to nie jest w porządku. On tylko-

-Powiedziałem, chodźmy!- przerwał Eleanor, wywlekając mnie z klubu, kopiąc i drąc się. Danielle i Eleanor szły za nami w ciszy. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam zanim wyciągnięto mnie z klubu był Zayn i Harry idący za Niallem i Liamem, którzy wyciągali chłopaka z budynku. 
-Puść mnie!- szamotałam się z Louisem. Szybko mnie uwolnił i skinął w stronę jednego z Range Roverów. 
-Jedziemy stad.- poinformował nas. Danielle wgramoliła się do samochodu, a Eleanor zatrzymała się na sekundę, ale posłał jej spojrzenie, które spowodowało, że nawet ja zaczęłam kwestionować kłócenie się z nim. Tak więc Eleanor dołączyła do Danielle. Próbowałam go wyminąć, ale popchnął mnie w tył.
-Właź do tego cholernego samochodu, Hannah.- zarządził, gdy pojawił się jego gniewny temperament.
-Jeśli myślisz, że rzeczywiście cię posłucham, to mam dla ciebie niespodziankę.- odsyknęłam. Nie dałam mu nawet szansy na odpowiedź, gdy mu się wymknęłam i pobiegłam naokoło niego. Zobaczyłam jego rękę wyciągniętą, by mnie złapać, więc byłam w stanie jej uniknąć i dostać się do klubu. Rozglądając się dokoła, nigdzie nie mogłam znaleźć Zayna. Przepychałam się pomiędzy rozgrzanymi, spoconymi ciałami i wybiegłam tylnym wyjściem w alejkę.
-Nie obchodzi mnie, że kurwa, nie wiedziałeś! UDERZENIE -Dotykałeś ją!- usłyszałam krzyk Zayna. Skrzywiłam się na całkowitą wściekłość i mrok w jego głosie. Niemal natychmiast ruszyłam w stronę ich ciemnych postur.
-P-proszę.- zabłagał słaby głos. Słyszałam ponury śmiech Zayna i jego przyjaciół, zanim w uliczce zabrzmiał głośny łomot, a zaraz po nim odgłos łamanych kości i krzyku z bólu.
Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam tą scenę aż za wyraźnie. Harry, Liam, Niall i Zayn stali przed zmiętą postacią leżącą na ziemi.
-Dosyć!- warknęłam odważnie, gdy wślizgnęłam się pomiędzy ofiarę na ziemi, a niebezpiecznego faceta, stojącego przede mną.
-Jezu Chryste.- Liam przeklął pod nosem, gdy czwórka chłopaków zorientowała się kto wkroczył.
-Kochanie, nie mam na to cholernego humoru. Gdzie jest, kurwa, Louis?- krzyknął na mnie, odciągając brutalnie mnie z dala od chłopaka leżącego na ziemi i uderzył mną o ceglaną ścianę naprzeciwko. Skrzywiłam się na ból w dole pleców przez siłę zderzenia.  

-Najwidoczniej zapominasz z kim masz do czynienia, Zayn. Naprawdę myślałeś, że Louis sobie ze mną poradzi? Proszę cię, nawet ja myślałam, że jesteś mądrzejszy.- zaszydziłam srogo. 
-Dam ci nauczkę.- ostrzegł mnie powolnie, jego dłoń weszła w kontakt w moją szyją, i spoczęła tam niezbyt mocno.
-Co zrobisz, twardzielu?- zakpiłam z niego. -Pobijesz mnie?
Czułam, że jego palce zacieśniają lekko uścisk, a jego wyraz twarzy sprawiał wrażenie jakby rozmyślał moją sugestię.
-Widzimy się w domu.- to była zdecydowanie bardziej groźba niż jakakolwiek forma romantycznej obietnicy czy zwykłego gestu. Jego głos był napięty i wściekły i nawet pomyślałam, że może najlepiej było się wycofać. A wtedy moje oczy powędrowały do zmasakrowanego chłopaka, który leżał na ziemi, w swojej krwi i stwierdziłam, że poddanie się byłoby godne tchórza.
Próbowałam go kopnąć, ale Zayn łatwo przytrzymywał mnie przy ścianie, gdy odwrócił się do swojego przyjaciela.
-Niall, zajmij się nią. Rób co chcesz, byle by ją tylko zabrać do mnie i rozliczę się z nią, gdy skończę już to tutaj. Tylko nie uszkodź jej zbyt mocno, dobra?- Zayn praktycznie cisnął moim ciałem w stronę Irlandczyka i obserwował szamotaninę naszej dwójki. 

Na próżno z nim walczyłam, gdy bez wysiłku mnie podniósł i wyniósł z alejki, z powrotem na ulicę. Louis czekał na zewnątrz Range Rovera i gniewnym wyrazem twarzy. Opierał się o samochód z rękoma założonymi na piersi.
Słyszałam mamrotanie o mnie jakiś obraźliwych i uwłaczających rzeczy, gdy otworzył tylne drzwiczki, przez które niemal zostałam wrzucona prosto na biedną Danielle. Gdy tylko Niall i Louis byli już w środku, samochód pokierował się do końca ulicy, w stronę mieszkania Zayna.

-Pójdziecie wszyscy do piekła. To co się tam dzieje nie jest w porządku.- starałam się pochylić by odezwać się do Nialla i Louisego, ale to było dość trudne z Danielle siedzącą na środkowym siedzeniu.
-Jakby nas to obchodziło.- Niall parsknął. 

-Jesteście bandą bezdusznych draniów. Cała wasza piątka. 
-Louis, nie sądzę, że postępujemy właściwie.- Eleanor powiedziała cicho, pochylając się do przodu tak jak ja, by przytrzymać rozmowę. 
-Przysięgam na Boga, El, jeśli w tej chwili nie zamkniesz jadaczki, to zaraz postawię cię do pionu. Zatrzymam się na poboczu i rozprawię się z tobą na oczach tej trójki.- głośność jego głosu wzrosła, gdy na nią warknął. Jego srogie spojrzenie utkwione było w niej przez lusterko, by upewnić się, że zrozumiała przekaz.
-Ale-
-Jeśli wiesz co dla ciebie najlepsze, to się kurwa zamknij. 

Reszta drogi minęła w ciszy. Wiedziałam, że gdy dotrzemy już do mieszkania Zayna, nie będzie szansy, żebym wymsknęłam się Niallowi i jakimś cudem wróciła do klubu, ale to nie powstrzymało mnie przed próbowaniem. 
To znaczy, muszę przecież podtrzymywać swoją reputację.
Niall szorstko wytargał mnie z samochodu i gdy tylko byliśmy już na zewnątrz, Louis odjechał do mieszkania Liama, żeby odwieść Danielle. 
Walkę czas zacząć.  
Chyba uderzyłam Nialla gdzieś w twarz... chociaż i tak powinien spodziewać się czegoś gorszego. Nie jest tak łatwo sobie ze mną poradzić. Nie zważając na to i tak udało mu się dotrzeć do mieszkania Zayna i dosłownie rzucić mnie na podłogę i wyjść.
Nawet nie próbowałam stąd uciekać. Winda była zablokowana, a wyjście przeciw pożarowe zaplombowane. 

Wydostanie się stąd było niemożliwe.
Zamiast tego, skupiłam moją energię na byciu złą na Zayna. Zobaczymy jaki potężny i nieustraszony będzie ten skurwiel, gdy wróci do domu by się ze mną zmierzyć. Zmasakrowałabym mu mieszkanie jeśli nie wiedziałabym, że i tak potem ja to będę musiała sprzątać.
Niedługo po tym wrócił mój 'bandyta'. Słyszałam dźwięk otwieranych drzwi windy z sypialni, gdzie się przebierałam. Szybko wsunęłam na siebie koszulkę i naładowałam się psychicznie, w pełni przygotowana werbalnie (i w jakimś stopniu fizycznie) na atak.
Weszłam do salonu, ale go tam nie było. Zobaczyłam klucze na stoliku i jego skórzaną kurtkę leżącą na kanapie, tak jakby zostawiał krótką ścieżkę, za którą miałam powędrować za nim do kuchni.
Więc poszłam jej śladami, tylko po to by znaleźć tego dupka biorącego łyka piwa. Stał plecami do mnie, ale wiedziałam, że słyszał jak weszłam, bo mięśnie na jego plecach się napięły. 

-Odłóż to przeklęte piwo.- oburzyłam się, krzyżując ramiona na piersi. Zayn mnie nie posłuchał, tylko zamiast tego po prostu obrócił się w moją stronę.
Niemal od razu wiedziałam, że coś jest nie tak.
Jego oczy były zaczerwienione, a jego źrenice ukazywały smutek i samotność i to łamało mi serce. Miał zmarszczone w zmartwieniu brwi, a całe jego ciało się trzęsło.
-Co się stało?- powiedziałam na wydechu, tym razem o wiele mniej szorstko. Potrząsnął głową i wziął kolejnego łyka piwa.
-Zayn- szepnęłam, podchodząc do niego, żebym mogła złapać w rękę jego trunek i go od niego oderwać. -Co się stało?- powtórzyłam.
Szybko owinął wokół mnie ramiona i trzymał mnie ciasno przy swojej piersi. Oparłam głowę o jego klatę, a on zanurzył twarz w moich włosach. Czułam jego pierś podnoszącą się i opadającą, gdy wdychał mój zapach.
-Straciłem moją szansę.- wyszeptał chrapliwie. Jego głos brzmiał na załamany i smutny bardziej niż kiedykolwiek miałam okazję słyszeć.
-O czym ty gadasz?- poganiałam, naśladując jego zachowanie i owinęłam ręce wokół jego długiego torsu.
-Straciłem moją szansę i już nigdy tego nie naprawię.- jego druga wypowiedź dała mi nie więcej informacji niż ta pierwsza.
Kreśliłam kółka na jego plecach w nadziei, że go pocieszy. Pamiętam, że moja mama robiła to kiedyś gdy byłam smutna, i jakkolwiek głupio to brzmi to jednak pomagało.
-Nigdy mnie nie zostawisz, prawda?- zapytał po kilku minutach ciszy.

Umilkłam.
Nie mogłam mu tego obiecać. Nie mogłam obiecać mu tego, że pewnego dnia nie będę miała dosyć takiego życia, że nie będę w stanie tego znieść. Nie mogłam obiecać mu, że nie doprowadzi mnie na skraj.
-Kocham cię.- odpowiedziałam, wypowiadając te słowa po raz pierwszy. 
Wciąż byłam na niego zła, nawet bardzo, ale nasze problemy znów muszą być zignorowane i zamiecione pod dywan. Widząc Zayna w takim stanie sprawiało, że natychmiast widziałam, że coś jest nie tak. Nigdy się tak nie zachowywał.
Byłam przyzwyczajona do kłótni, do walki z nim. Nie byłam przygotowana by sobie z tym poradzić.  Byłam do bani w pocieszaniu ludzi.

-Chcesz powiedzieć mi o co chodzi?- namawiałam go delikatnie, moje ręce nie puszczały jego pleców, by dać mu znać, że tu dla niego jestem.
-J-ja też ciebie kocham.- wyjąkał nerwowo.

-Zayn... - zabłagałam. Nie mogłam mu pomóc jeśli nie wiedziałam co się działo.  
-Kochanie, nie wiem co robić.- zaczął. Pozostałam cicho, nie chcąc naciskać bardziej niż do tej pory to zrobiłam. 
-Nigdy nie miałem z nim za dobrych relacji, ale to nie znaczy, że nigdy tego nie chciałem. Kocham go. Zmarszczyłam brwi na to jego tajemnicze wyjaśnienie, ale czekałam aż dokończy, zanim otworzyłam usta.
-Ale jest już za późno żeby cokolwiek zmienić. 

Zayn miał swój sposób na płakanie bez rzeczywistego płakania. Lekko się trząsł, ale nie wydawał z siebie żadnego dźwięku ani nie uronił ani łzy. To po prostu nie było w jego stylu. Dziwnym uczuciem było trzymać go w ramionach, zamiast w jakiś inny sposób... ale Zayn mnie potrzebował, ja jestem jego dziewczyną, musiałam przy nim być. To moja robota.
-Dostałem przed chwilą telefon.- kontynuował. 
-Mój tata nie żyje.

niedziela, 15 grudnia 2013

Chapter 36: Clubbing

Stałam przez chwilę przed lustrem, przeglądając się w nim. Miałam na sobie obcisłą sukienkę, która kończyła się około osiem centymetrów przed kolanami. Zaokrąglała mój tyłek i piersi, sprawiając, że moje sylwetka przybrała kształt klepsydry. By nadrobić długość sukienki, jej kołnierzyk był z wycięciem, które odsłaniało dekolt.
Próbowałam zakręcić sobie włosy, ale nawaliłam i skończyło się na tym, że związałam je w luźną kitkę. Starałam się też zrobić smoky eyes, ale też mi się nie udało. Skończyło się na tym, że nałożyłam dobrą warstwę podkładu, błyszczyk, eyeliner i tusz do rzęs. 
Gdy Zayn już ochłonął, wrócił po chwili do kuchni, by mnie tam znaleźć. 
-Wychodzimy z chłopakami żeby świętować wczorajsze zwycięstwo.- wymamrotał, opierając się o framugę drzwi, gdy obserwował jak sprzątam.
-Podwójnie zanotowane. 

-Okej, nie długo wychodzimy.
-Okej.
-Zamierzasz się przebrać... czy sam to będę musiał to zrobić?- wszedł do kuchni, uśmiechając się do mnie, a ja wyłapałam jego piękne, piwne oczy. 
-O co ci chodzi? 
-No... idziesz z nami, nie? 
-Nie wiedziałam, że mogę.
-Możesz. Eleanor i Danielle też idą, jeśli ci to pomoże.- drapał się nerwowo po karku, jakbym miała odmówić mu na jego niezręczne zaproszenie.  
-No dobrze. Co mam ubrać?- odepchnęłam się od blatu by przejść obok niego i wejść w korytarz.
-Jakiś strój na imprezę, ale bez zbytnego odsłaniania ciała. Nie potrzebny mi widok obczajających się chłopaków. 

Stąd sukienka, która sięgała mi tuż przed kolano. Przerzuciłam włosy przez ramię, by zakryć blednący znak, który zostawił mi Zayn jako ostrzeżenie dla innych chłopaków. Wciąż uważałam to za zawstydzające, że muszę być oznaczona jak jakiś pies, ale poddałam się w tej bitwie i trzymałam usta zamknięte.
-Gotowa?- zawołał Zayn. Wybiegłam z sypialni, chwytając w rękę szpilki i natknęłam się na niego w drzwiach. Obserwowałam jak jego oczy skanują mój strój, ale westchnęłam z ulgą, że nic nie powiedział.
-To dobrze, reszta już tu jest.- wymamrotał, popychając mnie w stronę drzwi. Powędrowaliśmy na dół do lobby, ręka w rękę, ale w ciszy. Wyprowadził mnie na ulicę, gdzie czekały na nas dwa Range Rovery z przyciemnionymi szybami.  
Latałam pomiędzy nimi wzrokiem tam i z powrotem, nie pewna, do którego mam wsiąść.
-Ten.- wskazał na Range Rovera z tyłu. Przytaknęłam i poszłam w jego kierunku. Jak prawdziwy gentelmen, Zayn przytrzymał dla mnie drzwi i pomógł mi pokonać odległość pomiędzy samochodem a chodnikiem. 
Wślizgnęłam się na tylne siedzenie, gdzie Zayn usiadł obok mnie. 
Na siedzeniu kierowcy był Liam, a na siedzeniu pasażera była Danielle.

-Zayn, chcesz usiąść z przodu? Możemy się zamienić.- Danielle zapytała delikatnie, obracając się na siedzeniu by na nas spojrzeć.
-Dzięki za troskę, skarbie, ale nie.
-Zgaduję, że reszta jest w drugim samochodzie?- pomyślałam na głos.
-Ta, Niall, Harry, Louis i Eleanor. Stwierdziliśmy, że tak będzie najlepiej.- Liam odpowiedział, gdy Zayn nie zrobił tego wystarczająco szybko. 
-Liam nie sądził, że Danielle czułaby się dobrze z Harrym w jednym samochodzie. A ja nie czuję się dobrze z wizją ciebie i Harrego w jednym samochodzie z zupełnie innego powodu.- Zayn mnie oświecił, szepcząc mi do ucha, by utrzymać naszą rozmowę z dala od pary z przodu.
Gdy dotarliśmy do klubu, Zayn upewniał się by przez cały czas mnie trzymać. Ale to dobrze, byłam trochę zbyt onieśmielona przez tą atmosferę by iść sama. Poszliśmy grupą na tyły, gdzie była sekcja dla VIPów.
-Idę zamówić drinki, jakieś specjalne życzenia?- Harry zawołał do wszystkich, gdy już usiedliśmy.

-Żurawinową wódkę, poproszę.- Eleanor mruknęła cicho, nie wyłapując wzroku Harrego.
-Wiesz co zazwyczaj zamawiam a Danielle chce Spritzera.- poinformował go Liam.
-Wodę.- poprosiłam chłodno. Starałam się nie brzmieć zbyt suczowato, ale fakt, że wciąż nienawidziłam Harrego był przeważający.
-Naprawdę? 
-Ty tak na serio?
-Zayn zmusza cię do picia wody?
-Nie możesz pić?
Gdy tylko te słowo wyszło z moich ust, wszyscy się obrócili i zaczęli nabijać się z mojego wyboru. Jeszcze bardziej przysunęłam się do Zayna i posłałam im piorunujące spojrzenie.
-Och, zamknijcie się. To mój wybór- nie chcę alkoholu to go nie piję.- skrzyżowałam ramiona na piersi, pewna tego co chcę zamówić, ale nie wyglądało na to, żeby ktoś zauważył.

-Och, no weź!
-Tylko spróbuj!
-Słabeusz... 

-Powiedziała, że nie chce, to nie. Koniec tematu.- Zayn warknął, na dobre kończąc rozmowę. Pocałowałam go z wdzięcznością w policzek i uśmiechnęłam się zwycięsko do Eleanor.
-Cholerni Amerykanie...- zaczęła się droczyć, a ja łobuzersko wytknęłam w jej stronę język.

Zadziwiająco w ten wieczór nasza ósemka dogadywała się idealnie. Śmialiśmy się, opowiadaliśmy kawały i dzieliśmy się historiami. Nikt nie przesadzał z piciem i nie było już pomiędzy nami napięcia, które było przedtem. 
W okolicach północy Danielle próbowała nauczyć Eleanor i mnie jak tańczyć dougie. Zaliczyłyśmy epicką porażkę, a nasi chłopcy obserwowali nas z rozbawieniem. Nawet Niall i Harry się rozchmurzyli.
-Jesteście nie możliwe!- Danielle się poddała, chichocząc gdy przestała poruszać ciałem do rytmu.

-To nie moja wina, że jesteśmy niedorozwinięte. Nie potrafimy ruszać biodrami tak jak ty.- Eleanor jęknęła, kładąc sobie dłoń na biodrze.
-No! Nie wszystkie możemy być profesjonalnymi tancerkami.- dodałam, przedrzeźniając pozycję Eleanor.
-Najwyraźniej.- Louis się z nas zaśmiał i migotały mu oczy. Eleanor się pochyliła i zdzieliła go po ramieniu.

-Zatańczymy?- Danielle zapytała Liama z nadzieją, zupełnie ignorując marudzenie Eleanor. Liam potrząsnął głową.
-Sorry, skarbie. Ja nie tańcze.
-Nawet ze mną?- zatrzepotała jej długimi rzęsami i pochyliła się w stronę jego twarzy, odsłaniając trochę dekoltu. Obserwowałam jak jego wzrok wędruje na jej klatkę piersiową, zanim się wytrzeszczył i wrócił z powrotem na jej twarz. 
-N-nie.- przełknął - dlaczego nie zapytasz dziewczyn? Tchórz. Robiąc wszystko, by tylko odwrócić od niego uwagę, Danielle obróciła się do Eleanor i mnie z oczami pełnymi nadziei. 
-O nie.- jęknęłam.
-Dani, czy ty nie widziałaś, że się do tego nie nadajemy?- Eleanor zaczęła narzekać. Danielle zaśmiała się cicho, bez wątpienia wspominając ten ośmieszający moment z przed pięciu minut.

-No weźcie. Będzie fajnie!- zabłagała. Westchnęłam i wzruszyłam ramionami.
-Mogę?- Eleanor zwróciła się do Lou.

-Nie widzę przeszkód.- podniósł swojego drinka do ust i wziął łyka, obserwując swoją dziewczynę znad rantu szklanki.
-Więc?- obróciłam się do Zayna, który spojrzał na mnie z niespokojnym wzrokiem.

-Bądź ostrożna.- wyszeptał. Pochyliłam się by musnąć ustami jego policzek, ale przyciągnął mnie i zostawił mi na ustach mokry pocałunek. Odepchnęłam się i wytarłam usta drugą stroną dłoni. 
Gdy dziewczyny i ja wyszłyśmy ze strefy dla VIPów, Zayn klepnął mnie w tyłek w dezaprobacie na moją reakcję po pocałunku. Zdecydowałam się to zignorować, stwierdzając, że klub to najmniej odpowiednie miejsce na zaczynanie z nim kłótni.
Pokonałyśmy drogę na środek parkietu. Gdy Danielle zaczęła rozluźniać się do rytmu muzyki, Eleanor zaczęła skakać w kółko, dobrze się bawiąc, a jednocześnie uroczo wyglądając. Próbowałam naśladować sposób w jaki ciało Danielle poruszało się bez zbytniego wysiłku, ale czułam się niezręcznie.

Mijała piosenka za piosenką. Czasami moje oczy wędrowały do chłopaków, gdzie wyłapywałam trzy intensywne spojrzenia. Nawet gdy jesteśmy z dala od nich, oni tak naprawdę nigdy nie przestają nas pilnować, co nie? 
W końcu dałam się porwać muzyce. Uśmiechnęłam się do dziewczyn i dałam rozluźnić się moim mięśniom. 
Para rąk oplotła moją talię, a mój uśmiech powiększył się jeszcze bardziej. Gdy spojrzałam w dół na ręce oplatające moje biodra, zamarłam.
Te dłonie nie były tak duże jak Zayna i były o wiele bledsze. Kogokolwiek były, odepchnęłam je od siebie i się obróciłam.
Stał za mną jakiś dzieciak. Wyglądał na rok młodszego ode mnie, jego brązowe włosy ulizane były do tyłu, a jego blada skóra zarumieniona była od gorąca na parkiecie.
-No weź, skarbie.- zagruchał, usiłując jeszcze raz ze mną zatańczyć. Nerwowo obejrzałam się wokół, wyłapując ostrzegawcze spojrzenia Danielle i Eleanor i znów obróciłam się do chłopaka. 
-Nie.- powiedziałam stanowczo.Wyglądał na rozczarowanego i wbił wzrok w podłogę.
-W porządku...
Obserwowałam jego przegrany wyraz twarzy i czułam się winna. Podświadomie strząsnęłam sobie włosy z ramienia i położyłam pocieszająco rękę na jego ramieniu.
-Przykro mi, mam chłopaka.- dodałam miło, z nadzieją, że to sprawi, że poczuje się lepiej i że nie przejmowałam się tylko głupotami. Znów na mnie spojrzał, ale stał się jeszcze bledszy niż był przedtem.

-O cholera...- wymamrotał, cofając się ode mnie jakbym była zarażona jakąś plagą.
-Wszystko w porządku?- zapytałam z troską. Zaczął kręcić głową.

-Nie wiedziałem…Tak mi przykro. Proszę, nie mów mu.- zabłagał. Spojrzałam na niego nerwowo...Co się działo?
-Przepraszam?- próbowałam dowiedzieć się o co mu chodzi, robiąc krok w stronę nieznanego chłopaka.
-Twój znak. Należysz do jednego z nich… I wtedy dokładnie wiedziałam, o co mu chodziło. Wiedział o One Direction. Bał się…

-Słuchaj, naprawdę mi przykro jeśli- Nagle mi przerwano, gdy ktoś chwycił mnie siłą i pociągnął w tył.
-Jakiś problem?- Zayn syknął, stając przede mną, by dostać się do chłopaka.

piątek, 22 listopada 2013

Chapter 35: Worried

Dni z Zaynem mijały szybko. Świetnie się bawiliśmy, dotrzymując sobie towarzystwa i spędzając razem czas. Trzeciego dnia podczas pobytu u niego w mieszkaniu, zawiózł mnie na rozmowę o pracę do korporacji finansowej, a dokładnie do firmy inwestycyjnej Jacobs & Johnson. Wciąż nie miałam pojęcia jaką władzę Zayn miał nad tą firmą i naprawdę nie chciałam się tego dowiedzieć.
Rozmowa przebiegła gładko i dzień później Jacobs do mnie zadzwonił i powiedział, że dostałam tę pracę. Starałam się wmówić sobie, że to przez moje dobre nastawienie i ciężką pracę, a nie dlatego, że Johnson i Jacobs widzieli Zayna czekającego na mnie na korytarzu i dało im to do myślenia.
Zaczęłam pracować tam kilka dni później jako stażystka i szczerze to nie mogłam być szczęśliwsza. Wiem, że to brzmi nudnie, ale finanse i inwestycje są rzeczami, w których jestem dobra. Oczywiście, że nie mogłam sama zajmować się sprawami klientów, ale samo bycie w klimacie firmy inwestycyjnej wystarczało by mnie zainteresować.
Płacili mi, nie za dużo, ale przynajmniej miałam teraz swoje własne pieniądze i mogłam przestać naciągać Zayna.

On i tak twierdził, że to nie jest naciąganie skoro mieszkamy razem i jest moim chłopakiem, ale i tak uważałam to za naciągarstwo.
Minęło już kilka tygodni odkąd zaczęłam tam pracować. Pracowałam tylko trzy dni w tygodniu, ale mi to pasowało. Zawsze mogę nadrobić te godziny później. Zayn nie było przez pięć nocy tygodniowo. Wychodził o dwudziestej  i nie wracał przed czwartą czy piątą rano. 
Pierwszej nocy się na niego rozzłościłam, co spowodowało kolejną kłótnię. 
Po tym, tak jakby to zaakceptowałam.
Nie wychodził imprezować ani nic, wychodził by 'pracować', cokolwiek to znaczyło. W końcu nie trudno zgadnąć, skoro wiele razy wracał do domu z ranami i siniakami na twarzy i ciele. 
Następnego dnia gadałam o tym z Danielle i Eleanor i doniosły mi, że Liam i Louis wracają do domów w tym samym stanie. 
Więc tak to zostawiłyśmy. Żadna z nas nie chciała zagłębiać się w szczegóły.
-Znów wychodzisz?- zapytałam Zayna, leżąc na kanapie przeglądając gazetę. Spojrzał na mnie, gdy przechodził przez salon i zarzucił na siebie skórzaną kurtkę.

-Ta, nie czekaj na mnie.
-Wiesz, że i tak będę.
Zatrzymał się we framudze drzwi, zanim się do mnie cofnął i kucnął przede mną, tak, że nasze oczy były na tym samym poziomie. 
-Kochanie, potrafię się sobą zająć, gdy wracam do domu. Nie chcę żebyś przeze mnie nie spała.- wymamrotał delikatnie.
-Wiem, ale i tak się nie wyśpię, więc równie dobrze mogę na ciebie czekać.- wzruszyłam ramionami.
Gdy Zayna nie ma w domu, wiercę się i przewracam z boku na bok. Nie jestem pewna czy to dlatego, że przyzwyczaiłam się do jego ciała przy moim, czy dlatego, że wiem, że jest gdzieś na zewnątrz, w niebezpieczeństwie.
Tak czy inaczej, nie śpię zbyt dużo.
-Hannah.- odetchnął. Użycie mojego imienia zamiast sentymentalnego przezwiska, które mi nadał zwróciło moją uwagę.
-Hmm?
-Wiem, że te ostatnie pare tygodni były ciężkie, i że zbyt często mnie nie było. Wiem, że cię zamartwiam, że wracam do domu tak jak zawsze i chę żebyś wiedziała, że cię za to przepraszam. Myślę, że to się niedługo skończy, chłopaki i ja prawie skończyliśmy już z pewną pracą. Przemęcz się z tym jeszcze trochę.- poprosił. W odpowiedzi, pochyliłam się i pocałowałam go w nos. 

-Baw się dobrze.
-Spróbuję.- też się uśmiechnął, pochylając się, żeby w pełni mnie pocałować.  Gdy Zayn wyszedł, spędziłam czas na rozmowie przez telefon z moją rodziną. W Ameryce jest 5 godzin w tył, więc było u nich zaledwie południe. Około północy się z nimi pożegnałam i jak zwykle powiedziałam im, że ich kocham i zaczęłam szukać w kuchni czegoś do jedzenia. 
Zamarłam w miejscu gdy tylko usłyszałam głośne walenie do drzwi.
Skąd to dochodziło?
GRZMOT!
Wejście.
Nerwowo skradłam się na palcach z kuchni i zajrzałam do przedsionka, a to co zobaczyłam sprawiło, że rozpadło mi się serce.
Harry i Liam stali przed windą po wyjściu w niej, trzymając ciało. 

Z trudem łapałam powietrze, dając im przy tym znać o mojej obecności i pobiegłam do Zayna.
-Co wy żeście mu zrobili?!- krzyknęłam, gdy mnie wyminęli i zanieśli go do sypialni. Poszłam za nimi.
-Wszystko z nim okej.- Liam zapewnił mnie z uśmiechem. Oboje szczerzyli zęby w uśmiechu.
-Co jest z wami nie tak, do cholery? Zepchnęłam ich sobie z drogi, żebym mogła mieć lepszy widok. Zayn był nieprzytomny, ale to było ostatnie z moich zmartwień. Jego twarz była opuchnięta i nabrzmiała, a jego oczy we fiolecie i czerni. Siniaki wiodły szlak po jego szczęce aż do jego koszulki. Rany i krew rozproszone były po jego pięknej posturze i leżał tak nieruchomo. 
-Oczywiście, że nie jest z nim okej!

-Uspokój się, Hannah. Liam położył mi rękę na ramieniu w pocieszającym geście, ale ją zepchnęłam. 
-Nie mów mi, kurwa, żebym się uspokoiła! Zmyjcie te głupie uśmieszki z twarzy i powiedzcie mi co się, kurwa, stało!- krzyknęłam na nich. Chłopcy wymienili spojrzenia zanim znów się do mnie zwrócili.
-Naprawdę nic mu się- Harry zaczął, ale mu przerwałam.  
-Nie mówię do ciebie. Liam- zwróciłam się do drugiego chłopaka -mów co się stało. Oboje przewrócili na mnie oczami, ale byłam zdeterminowana żeby już nigdy nie odzywać się do tej kręconowłosej pizdy. 
-Jest tylko lekko poobijany. To nic takiego. Wygląda gorzej niż tak naprawdę jest- żadnych złamanych kości ani skręceń, więc wyluzuj. Jedynym powodem, dla którego jest nie przytomny, to dlatego, że jest pijany.- Liam wzruszył ramionami, desperacko starając się zetrzeć ten uśmieszek z jego twarzy.
-Powiedz. Mi. Co. Się. Stało.- zarządziłam przez zaciśnięte zęby.

-Jezu, ona nawet nie wie jak się do nas odzywać- Liam zwrócił się do Harrego.
-Zero szacunku.- zgodził się.

-Spójrz, Hannah. Nie mogę powiedzieć ci co się stało, w porządku? Coś wymknęło się spod kontroli, ale wyszliśmy z tego zwycięsko i zdecydowaliśmy się na świętowanie, więc Zayn się nachlał. To wszystko. A teraz, jeśli będziesz tak miła, będziemy się już zbierać. Liam wypchnął Harrego z pokoju, zostawiając mnie z jakby martwym chłopakiem, o którego wydawali się w ogóle nie przejmować.
Usiadłam obok niego i moje palce wędrowały po jego poranionej twarzy. Wydawał się odczuwać mój chłodny dotyk, nawet przez sen i na jego twarzy pojawił się uśmiech. 
Bolało mnie to, ale oderwałam od niego rękę i weszłam do łazienki przylegającej do pokoju po apteczkę i potrzebne rzeczy. Gdy spał tak spokojnie, oczyściłam jego twarz z krwi. Ostrożnie rozebrałam go ze spodni i koszulki.
Jego ciało nie było posiniaczone tak bardzo jak myślałam że będzie, ale i tak musiałam go trochę oczyścić. Gdy już skończyłam, otuliłam go kołdrą i skuliłam się obok niego. 

-To koniec. Wygraliśmy. To już koniec.- wymamrotał, gdy wtuliłam się w jego ciało. Spojrzałam na niego, by zobaczyć czy jest przytomny, ale jego oczy wciąż były zamknięte.
Gdy się obudziłam była jedenasta rano, następnego dnia. Zayn wciąż spał obok mnie, jego ręka opiekuńczo owinięta wokół mnie jak zazwyczaj. Nie wyglądał tak źle w świetle dziennym, jak wyglądał w ciemności. Chyba to cienie sprawiały, że jego siniaki wyglądały na większe, a rany na głębsze.

Ostrożnie odepchnęłam się od niego i dowlokłam się do kuchni w mojej piżamie, którą była para majtek i jedna z koszulek Zayna. Co zrobić komuś kto ma kaca?
Nastawiłam wodę na herbatę, wiedząc, że Zayn będzie potrzebował jej gdy się obudzi. Położyłam dwie tabletki i szklankę wody na ból, który będzie czuł przez jego rany, ale też ból głowy przez kaca.
Gdy czekałam na tosty (proste, pomyślałam, że jedzenie bez zapachu jest świetne dla osób z kacem) stwierdziłam, że włączę muzykę, ale gdy tylko sięgnęłam w stronę radia, oderwałam od niego rękę, wiedząc, że budzenie Zayna na kacu okropnym rapem jest raczej głupim pomysłem.
Tosty były gotowe po chwili, więc posmarowałam je masłem i postawiłam talerz na blacie. Zrobiłam herbatę i postawiłam obok. 

Mogłam usłyszeć szuranie stopami w głębi korytarza. Wstał. 
-Dzień dobry.- przywitałam go po cichu, moje oczy wędrowały po jego prawie nagim ciele, oceniając szkody. No, zdecydowanie nie aż tak źle jak to wyglądało w nocy. 
-Dobry.- odpowiedział. Zatrzymał się przy blacie i wpatrywał się w przygotowany posiłek.
-To dla mnie?
-Tak.- przytaknęłam głową i pochyliłam się nad blatem stojąc naprzeciwko niego, gdy usiadł i z niepewnością przyglądał się jedzeniu.
-To nie jest zatrute, nie?- wziął do ręki kawałek tosta.
-O czym ty do cholery gadasz?
-Nigdy dla mnie nie gotujesz. Zrobiłem coś, że chcesz mnie zabić?- wziął niepewnie gryza tosta i powolnie go przeżuł. Idąc tym śladem, następny był nadzwyczaj ostrożny łyk herbaty.

-Starałam się być dla ciebie miła.- wzruszyłam ramionami, stojąc wyprostowana -nawet jeśli na to nie zasługujesz.- dodałam po zastanowieniu.
-Dlaczego starasz się być dla mnie miła?- zmrużył oczy.
-Bo wyglądasz jakbyś tego potrzebował plus masz kaca. Spojrzał w dół na jego ciało i patrzał oczekująco na siniaki.
-Nie wyglądam aż tak źle, co nie?- pomyślał na głos.
-Czekaj, czemu niby na to nie zasługuje?- zapytał, łącząc brwi w jedną całość. Westchnęłam i pchnęłam szklankę wody i tabletki w jego stronę. Wziął je, nie przerywając kontaktu wzrokowego.

-Bo Liam i Harry musieli przyprowadzić cię do domu.
-I co?- odparł jakby jakby to nie było nic wielkiego. 

-I to, że nie chcę być w pobliżu Harrego, a ty byłeś nieprzytomny, pijany i pobity. Dostałam przez ciebie pieprzonego zawału serca. Myślałam, że stało ci się coś strasznego!
-Nic się nie stało, wszystko ze mną okej. Louis był wstawiony, więc Niall zaprowadził go z powrotem do Eleanor. Więc by się mną zająć zostali tylko Harry i Liam, to wszystko. To moje mieszkanie, Harry to mój kumpel, więc będzie tu często, więc się do cholery lepiej do tego przyzwyczaj.- wymamrotał zrzędliwym tonem. 
-Nigdy się do tego nie przyzwyczaję.
-Nieważne.
-A co z byciem pijanym i wyglądaniem jak wczoraj, co? To też dla ciebie nic wielkiego?- wskazałam na jego opuchnięty policzek by podkreślić moją rację. Wzdrygnął się, jakby czuł pulsujący ból.
-Wdałem się tylko w szarpaninę. Jeśli sądzisz, że ja wyglądam źle, to powinnaś zobaczyć innych.- Zayn zaśmiał się do siebie, kręcąc głową na wspomnienie. 

-Nie jestem aż tak pokrzywdzony na jakiego wyglądam. Ta stresująca rzecz, o której ci wczoraj powiedziałem, że 'praca', która pochłania mój czas skończy się gdy zajmę się tym gościem z wczoraj. Stwierdziliśmy z chłopakami, że trzeba to uczcić paroma drinkami. Pozwij mnie za to.
-Myślałam, że byłeś… myślałam, że się już nie obudzisz. Myślałam, ze Harry i Liam przynieśli mi twoje ciało do opłakiwania!
-Nie dramatyzuj. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.- warknął i bez słowa wypadł z pokoju jak burza.



                                                                              ♡♡♡♡DZIĘKUJĘ♡♡♡♡