czwartek, 20 marca 2014

Chapter 45: Zayn's POV part 2

Stałem pośród gruzu. Pośród prochu. Pośród ciał.
Nie czułem żadnych wyrzutów sumienia, gdy kopnąłem na bok spalone szczątki człowieka. Jego ubrania były przypalone na jego skórze, a jego oczy były wciąż otwarte. Niekończące się kałuże wpatrywały się we mnie w bólu. Ten człowiek nie umarł szybką śmiercią, to pewne.
Ale mnie to nie obchodziło.
Jestem potworem. Zimnym do pieprzonej duszy. Jego śmierć prawie przyniosła mi przyjemność. Prawie.
Tylko jedna rzecz przynosiła mi przyjemność w tych dniach, a nie mogłem jej znaleźć.
- Znaleźliśmy go! – jeden z moich ludzi rzucił się do przodu, aby dać mi szybkie ostrzeżenie. Odwróciłem się na pięcie twarzą do samego diabła. Jay był wleczony do przodu przez niektórych członków mojego lojalnego gangu i zmuszony do klęczenia przede mną. Jego zimne, ciemne oczy wpatrywały się we mnie z całkowitym rozbawieniem. Nie doszukałem się żadnego strachu.
- Będziesz, kurwa, chciał być martwy, debilu. – syknąłem na niego, kopiąc go ostro w brzuch. Próbował się zgiąć i zakaszlnął trochę pod wpływem mojej siły. Prawie uśmiechnąłem się głupkowato w jego bólu. Prawie.
Nie spojrzał na mnie z bólem. Spojrzał na mnie z dumą.
- To zabawne. To jest dokładnie to samo co zrobiłem Twojej suce kilka godzin temu. – jego usta wykrzywiły się w zły i krzywy uśmiech.
Moje całe ciało trzęsło się w złości i zacząłem widzieć czerwień. Rzuciłem się do przodu i owinąłem swoje dłonie wokół jego szyi. Prawie natychmiast dwie pary rąk odciągnęły mnie od niego.
 - Zayn. Przestań. – Liam rozkazał mi na ucho. – Przestań, nie chcesz go zabić. Chcesz żeby cierpiał. – przypomniał mi. Skierowałem na niego swój wściekły wzrok.
- Tak, bracie. Zaopiekujemy się nim. Obiecujemy. – Harry mu zawtórował. Odepchnąłem ich od siebie i odwróciłem się tyłem do lidera Sharków.
- Zróbcie to tak źle, jak to możliwe. – warknąłem nie patrząc do tyłu. Nie mogłem już nawet spojrzeć na Jay’a. Następnym razem zobaczę go w piekle.
- WYGRAŁEM! – śmiał się, gdy Liam i Harry ciągnęli go na zewnątrz magazynu. Kazałem moim ludziom podpalić magazyn, ale to wystarczyło, by spowodować ofiary. Tylko rama ocalała.
- Wygrałem, bo jest załamana! Nigdy nie będzie już taka sama! – Zanim mogłem nawet odwrócić się i uderzyć go pięścią w jego paskudny pysk, chłopcy zabrali go na zewnątrz.
Ja i moi ludzie kontynuowaliśmy przeszukiwanie budynku. Sprawdziłem kraniec magazynu, moje ręce ciągnęły desperacko wszystko co mogło ukryć drobne ciało Hanny.
O Boże, co jeśli ona nie żyje?
Zacząłem się trząść na myśli z mojej głowy. Nie mogłem nawet o tym myśleć. Nawet nie potrafiłbym funkcjonować, jeśli to była prawda.
Hannah. Moja Hannah.
- ZAYN! – tak prędko jak usłyszałem swoje imię na zewnątrz moje ciało przyprowadziło mnie do Louisa.
- Jest tutaj. Niall ją ma.
Louis poklepał moje plecy i wskazał swoją głową w kierunku jednych z kilku drzwi, które przetrwały w pożarze.  Zerwałem się, aby je otworzyć i znaleźć schody, na dole, które zostały pochłonięte przez ciemność. Mogłem zobaczyć słabe światło z latarki Nialla. Chwyciłem jedną z latarek, które Louis trzymał i włączyłem ją. Podążałem schodami do piwnicy, gdzie mogłem znaleźć małe wgniecenie w ścianie i parę kałuży krwi. Nie mogłem powstrzymać siebie przed psychicznym strachem. To była jej krew. Była tutaj.
- Kochana, musisz do mnie podejść. – słyszałem cichy szept Nialla. Kontynuowałem wędrówkę dalej do piwnicy, zanim usłyszałem dziewczęcy krzyk i odgłos klapsa.
- Ja pierdolę. Nie mogę Ci pomóc, jeśli będziesz mnie biła. – Niall przeklął starając się bardzo, aby zachować swój spokojny i opanowany głos.
- Zayn przyjdzie. Zayn przyjdzie.
To ona! To moja Hannah! Czeka na mnie. Zacząłem biec lekkim truchtem, moje serce wyskoczyło mi z piersi, a mój umysł zalały właściwe myśli. Moja latarka wylądowała na plecach Nialla, jego ręka pocierała jego ramię. Tak, Hannah tutaj była. Mogła być jedyną, która mogła uderzyć Nialla tak mocno.
- Zayn przyjdzie. Zayn przyjdzie.
Jej głos był tak załamany i przepełniony bólem, że prawie nie myślałem, że to była ona. Ale sposób w jaki powiedziała moje imię… Uśmiechnąłbym się, gdyby sytuacja nie była tak ponura.
- Jestem tutaj, kochanie. Jestem tutaj. – powiedziałem do niej.
Skierowałem swoją latarkę na dziewczynę w kącie. Swoje dłonie trzymała na głowie w obronie. Jej ciało było zwinięte w kłębek, by bronić siebie przed poważnymi uszkodzeniami. Jej blade ciało było rozebrane do naga z ubrań. Ciemnofioletowe i szare siniaki były rozproszone poprzez jej kończyny i brzuch. Plamy krwi i głębokie cięcia znaczyły jej delikatną skórę.
I to wszystko mnie zabiło.
Zdumiało mnie to, że zaledwie 36 godzin temu właśnie ta dziewczyna wrzasnęła na mnie, że w stosunku do niej jestem dupkiem czy coś takiego.
- Zayn? – uniosła swoje kołtunowate-blond włosy przykrywające głowę, a moje oczy spotkały się z jej zielonymi. Jej zasłonięta twarz wykrzywiła się w rozpaczliwy i pełny nadziei uśmiech. Dosłownie poczułem jak moje serce spada do mojego żołądka.
Zbliżyłem się do niej ostrożnie z rękoma podniesionymi do góry i dłońmi przed sobą. Chciałem aby wiedziała, że jej nie skrzywdzę. Chciałem aby wiedziała, że zapewnię jej bezpieczeństwo.
Byłem w szoku, gdy natychmiast jej ciało zderzyło się z moim sprawiając, że cofnąłem się o kilka kroków zanim znów mogłem utrzymać równowagę. Jej drobna postać zderzyła się z moją piersią, jej chude ręce owinęły się wokół mojej szyi. Moje ręce natychmiast owinęły się wokół jej talii i trzymały ją blisko mojej piersi.
Nie wyobrażałem sobie, abym pozwolił jej odejść ponownie.
Niall szedł za mną ostrożnie, gdy ja niosłem miłość mojego życia na górę po schodach.               Nie patrzyłem na nikogo, gdy opuszczaliśmy budynek. Zignorowałem Louisa, gdy zawołał pozostałych chłopaków, oczywiście dlatego, że byłem zajęty czymś innym.
Nie martwiłem się, gdy mijałem Liama i Harry’ego krzyczących poniżające rzeczy w innym pomieszczeniu z cienkimi ścianami chroniącymi od ich hałasu, gdy bili Jay’a niemiłosiernie. Niall pomógł mi wziąć Hanę do samochodu i zawiózł nas do domu.
Niall złapał dla mnie Eleanor, gdy ja zabrałem Hanę prosto do naszej sypialni. Jej piękne powieki były zamknięte na jej wdzięcznej twarzy. Za każdym razem, gdy brała głęboki oddech  jej twarz wykrzywiała się w bólu. Cięcia i siniaki wzdłuż jej żeber powiedziały mi dokładnie co miała zranione.
Ostrożnie położyłem ją na łóżku i odciągnąłem pierzynę na bok. Powoli czułem, że moje ciało rozpada się, gdy naprawdę miałem zbadać jej cierpienie w świetle lamp mojego domu. Jay postawiło ją w tej sytuacji przez to… Jay postawił ją w tej sytuacji przeze mnie.
Liam zostawił Danielle mniej więcej sześć godzin przed naszymi poszukiwaniami. Zrobił to dla jej bezpieczeństwa. Zrobił to, by ją chronić. Danielle zrozumiała oczywiście i odeszła z własnej woli. To była tylko kwestia czasu, aż nasz gang będzie zastraszony ponownie. To była tylko kwestia czasu, aż dowiedzą się o Danielle. To była tylko kwestia czasu, aż ktoś zabrałby też ją.
Więc odeszła. Liam dał jej bilet pierwszej klasy do innej części kraju. Bolało go to, ale zrobił to co musiał. Płakał przez kilka godzin, ale Liam wrócił do nas szybko.
Dlatego, że wiedział, że zrobił to co było najlepsze.
Oczywiście, Louis także pomyślał o tych wszystkich rzeczach. Obserwowałem go, gdy najpierw zwrócił się do Eleanor, krótko po tym jak Liam zostawił i wysłał Danielle. Powiedział jej, że pomyślał, że najlepiej będzie, jeśli go zostawi. Jeśli z nim zerwie. Jeśli pójdzie do przodu i będzie żyć lepszym życiem.
Jej odpowiedź?
Uderzenie w twarz i wprowadzenie przekleństw do gry.
Nie trzeba mówić, że Eleanor nigdzie nie pojechała.
Dziewczyna wspomniana w pytaniu weszła cicho do pokoju i z trudem łapała powietrze, gdy zobaczyła Hanę. Jej łzawiące oczy spotkały moje, ale bezzwłocznie wyjęła apteczkę i zabrała się do pracy. Stałem przy brzegu łóżka trzymając chudą rękę Hany w mojej dłoni, gdy Eleanor wycierała krew z jej ciała.
Nie mogłem odwrócić wzroku od przepięknej twarzy mojej dziewczyny.
Szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem nikogo tak pięknego jak ona. Nikt więcej jeszcze nie był tak blisko.
Eleanor nałożyła Neosporin na cięcia Hany i jeszcze przyniosła zestaw medyczny z igłą i nicią do zszycia kilku głębszych nacięć.
W pewnym momencie, ostry ból obudził Hanę, ale Eleanor szybko wyjęła pigułkę i zmusiła ją do połknięcia. Kilka miesięcy temu, Eleanor dała mi te same pigułki, by pomóc Hanie wyzdrowieć z innych kłopotów.
Innych kłopotów, w których była przeze MNIE.
Ja byłem problemem.
Zawsze problemem.
Eleanor wcierała jakiś krem w ciemne siniaki plamiące skórę w kolorze kości słoniowej. Jej ręce ostrożnie dotykały ramię, palec do uda, palec do ramion. Puściłem ją, gdy Eleanor sprawdzała nadgarstek Hany. Skinęła na mnie, więc wziąłem go znów w zasięg swojego dotyku. Eleanor przeniosła się na drugi nadgarstek.
Zgięła każdy palec zanim delikatnie obracała jej nadgarstkiem. Prawie natychmiast Hanna wyrwała swoją rękę daleko od Eleanor i trzymała go przy swojej klatce piersiowej. Podczas snu mruczała przekleństwa, ale to nie było nowe zjawisko.
Spałem obok Hany jakiś czas. Niektóry ludzie chodzili we śnie, inni chrapali, a dużo ludzi mówiło, ale nie moja Hannah. Nie, ona klęła.
Czasami budziła mnie w nocy mrucząc słowa, których nawet ja nie znałem.
- Co Ty, kurwa, zrobiłaś?
Nie mogłem pomóc, ale warczałem na Eleanor. Brązowowłosa dziewczyna spojrzała zaskoczona i natychmiast zaczęła bełkotać na swoją obronę.
- J-J-Ja myślę, że jest złamany… Zbyt łatwo było go zgiąć. Odruch jej ciała…
Odwróciłem oczy z daleka od niej i spojrzałem na dziewczynę leżącą na łóżku.
Nie chciałem nawet wiedzieć co się stało, że miała złamany nadgarstek.
To znaczy, zrobiłem jej bardzo wiele chujowych rzeczy, ale jeszcze nie udało mi się złamać pojedynczej kości w jej ciele. I czasami, aż trudno się do tego przyznać, to było moim zamiarem.
Eleanor zaczęła konstruować gips wokół delikatnego nadgarstka Hany. Nastawiła go jak najdelikatniej umiała, pouczając mnie, by trzymać Hanę ostrożnie, by nie mogła rzucać się we śnie.
Słyszeliśmy, że reszta chłopaków przyszła do apartamentu, ale żaden z nich nie ośmielił się przyjść do mojego pokoju, więc zignorowaliśmy ich.
- Mógłbyś…?
Policzki Eleanor zaczerwieniły się, gdy wręczyła mi uśmierzający krem i skinęła na siniaki na piersiach Hany. Siniaki w kształcie palców… Zazgrzytałem zębami na myśl o tłustych palach Jay’a dotykających ją tutaj.
Podczas, gdy moje palce ostrożnie rozcierały krem na perfekcyjnych piersiach, Eleanor ostrożnie wyciągnęła nogi Hany przed siebie. Moje oczy powędrowały na dolne partie ciała Hanny, by zobaczyć czego Eleanor tam szukała.
A później to zrozumiałem.
Moje ręce drżały, a ja natychmiast zbladłem. Patrzyłem pytająco na Eleanor mając nadzieję, że spojrzy na mnie i zaprzeczy moim najgorszym obawom, ale widziałem jak jej oczy rozszerzyły się.
- Proszę… - szepnąłem. Spojrzała na mnie smutno i skinęła głową.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Nie mogłem tego dłużej wytrzymać. Potwór wewnątrz mnie nie mógł się już dłużej hamować. Godzinami go budowałem. Godzinami trzymałem swoją złość w sobie, gdy jej szukaliśmy, gdy się o nią martwiliśmy, ale nie mogłem już dłużej. Przestałem dotykać ciało Hany i opuściłem pokój bez słowa.
Rozszalały minąłem moich czterech najbliższych przyjaciół idąc do windy. Moja pięść przebiła ścianę, a ja wydałem z siebie bolesny krzyk. To nie był nawet ból fizyczny żebym chciał płakać. To był JEJ ból. To było to co ONA musiała przejść.
- Kolego, jest z nią w porządku. El jest tam, by ją naprawić. Będzie jak nowa. Wszystko z nią w porządku, jest bezpieczna.
Niall próbował mnie pocieszyć, ale z grubsza go popchnąłem. Patrzyłem jak jeden z moich najlepszych przyjaciół wylądował boleśnie na drogim stoliku. On nawet nie patrzył na mnie zły, gdy się podnosił. Jego niebieskie oczy nie wyrażały niczego, prócz litości.
- To koniec, Zayn. Masz ją tutaj ze sobą. – dodał Louis nie ryzykując, by podejść bliżej mnie.
Mogłem tylko sobie wyobrazić jak wyglądałem – zarośnięty, włosy w nieładzie, potargane ubrania, drżące dłonie, oszalałe oczy.
Wziąłem wszystko co miałem, aby się nie załamać i nie płakać. Moja Hannah. Moja biedna Hannah. Ona znaczy dla mnie wszystko. Jej śmiech sprawiał, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy nawet w najciemniejsze dni. Jej pewny siebie chód sprawiał, że śliniłem się za każdym razem, gdy odchodziła. Jej napady złości trzymał mnie na palcach. Jej sarkastyczne komentarze dowodziły, że poznałem kogoś kto mi dorównywał. Jej łzy były moim bólem. Jej miłość była moim światem.
Jest dla mnie wszystkim.
Jest lepsza beze mnie.
Nic z tych rzeczy  nie mogło jej się stać ponownie.
Będzie bezpieczna.
Bezpieczna jak Danielle.
Bezpieczna i zdrowa.
Chroniona przed ludźmi takimi jak Devon, którzy próbowali zgwałcić ją te wszystkie miesiące temu.
Przed ludźmi takimi jak Jay, który… który…
Przed ludźmi takimi jak ja.
Tak.
Będzie jej zdecydowanie lepiej beze mnie.


♥ rozdział tłumaczony przez Gosię z http://i-need-love-just-enough-love.blogspot.com/

niedziela, 16 marca 2014

Chapter 44: Nightmare

Porwanie.
Pierdolone porwanie.
Ktoś mnie porwał. Kto do cholery robi coś takiego? Czułam się jakbym była w filmie czy czymś w tym stylu, bo normalnie nie zostajesz do cholery porwany. Prawda? No proszę was.
Siedziałam w moim pokoju, jak zwykle dąsając się na Zayna i jakiś dupek pojawił się za mną. Musiał przyjść przede mną i schować się gdzieś w moim pokoju aż mógł spokojnie wyjść i mnie dopaść. Nie mogłam nawet krzyczeć, bo skurwiel chwytając mnie zatkał mi usta szmatą.
Było z nim dwóch innych mężczyzn. Zrobili bałagan w moim pokoju, więc Zayn się nie pomyli. W jednej sekundzie zorientuje się co się stało.
Jakimś cudem, skurwiele, przenieśli mnie przez okno i w dół na ulicę zupełnie bezszelestnie. Nawet nie pamiętam jak to się stało. Kto znosi dziewczynę ważącą 61kg w dół mieszkania (bez drabiny czy wyjścia ewakuacyjnego) i do vana nie robiąc żadnego cholernego hałasu?
Czy to jest w ogóle możliwe?
Najwyraźniej tak.
Przewrócili mnie próbując wsadzić mnie do furgonetki. Wyglądało na to, że było to wyjątkowo trudne. Cóż, te cipy powinny się do tego przyzwyczaić. Jeśli myśleli, że wsadzenie mnie do vana było wyzwaniem, to czeka ich niezbyt miła niespodzianka.
-Obudź się!- Ktoś kopnął mnie w bok sprawiając, że przeturlałam się kilka razy. Wydobyłam z siebie żałosne jęknięcie i podniosłam się na kolana.
-Wstawaj!- Spojrzałam w górę na cień człowieka górującego nade mną, ale zrobiłam co mi kazał i wstałam. Podszedł bliżej, przynosząc ze sobą odrażający zapach. Woń alkoholu i papierosów zawirowała wokół mnie, gdy pochylił się na wysokość moich oczu.
Zayn pachnie papierosami. Ale jakby z leśną nutką, męskim zapachem zmieszanym z papierosami i odrobiną wody kolońskiej. Ten facet pachniał zbyt mocno papierosami, dodatkowo woń alkoholu była odurzająca. I zamiast wody kolońskiej, pachniał potem.
Cudownie.
-Ty musisz być Hannah Olson.- Zaczął pewnym, niskim głosem. Cofnęłam się od niego o krok, by móc lepiej przyjrzeć się jego gębie.
Nigdy wcześniej go nie widziałam. Byłam tego pewna. Wiedziałam, że zapamiętałabym jego blizny i poprzekłuwane, czarne oczy.
-Co się stało kochanie? Boisz się?-Zaszydził, śmiejąc się głośno i obrzydliwie. Prychnęłam na jego komentarz, moja duma brała górę nade mną.
-Błagam. Miałam do czynienia z gorszymi niż ty.- Byłam tego pewna, przecież dawałam radę z najciemniejszą stroną Zayna, więc ten facet będzie niczym bułka z masłem.
Moja głowa odskoczyła w bok, gdy jego szorstka dłoń zetknęła się z moim policzkiem. Nie wydobyłam z siebie nawet okrzyku bólu. Tak, bolało jak diabli. Tak, czułam ból. Ale to było nic, w porównaniu do tego, co czułam wcześniej. Nic nie było porównywalne do tego co zrobił mi Zayn.
-Tak uważasz ty, ale jestem twoim najgorszym koszmarem, skarbie.- Warknął. Zaśmiałam się gorzko.
-Szkoda, że mój najgorszy koszmar uderza jak baba.- Moje usta zdają się nigdy nie być zgodne z rozumem. Pomyślałam, że kurwa, ten facet jest poważny, ale mimo to obraziłam go. Byłam na fali.
-Słucham?- Warknął. Mogłam przeprosić i dać spokój, ale czy to zrobiłam? Oczywiście, że nie. Jestem Hannah Olson i z jakichś cholernych powodów nie mogę utrzymać mojej gęby zamkniętej na kłódkę.
-Nie zrozumiałeś? Uderzasz. Jak. Baba.- I wtedy wylądowałam na podłodze. Popchnął mnie na beton i kopnął dwa razy w jelita z olbrzymią siłą. Poczułam jakieś szarpnięcie wewnątrz mnie i natychmiast zwinęłam się w kłębek chroniąc najważniejsze narządy. Kopnął mnie w tył, uderzając w kręgosłup i posyłając osty ból z góry na dół moich pleców.
Chciałam zwymiotować, ale gdy otworzyłam usta, wypłynęła z nich jedynie krew. Cholera.
-Podoba ci się to suko? Kto teraz jest babą?-Krzyknął, gdy zawisnął nade mną. Brutalny cios został skierowany w mój bok, nim mężczyzna szybko się oddalił. Gdy tylko zniknął, dwaj inni podeszli do mnie.
Chwycili mnie za ramiona i podnieśli z podłogi. Próbowałam walczyć z ich uściskiem, ale mocny uchwyt jedynie zacieśnił się na moich ramionach. Wywlekli mnie z pokoju i zrzucili ze schodów. Sturlałam się na dół i wylądowałam z hukiem.
Spojrzałam w górę, tylko po to by zobaczyć jak dwaj mężczyźni zatrzaskują i zamykają drzwi u szczytu schodów.
Nie miałam sił by się podnieść, skuliłam się jedynie u stóp schodów i pozwoliłam wydostać się cichemu szlochowi, gdy zdradzieckie łzy spłynęły po moich policzkach.
Nie wiem jak długo tak tkwiłam nim drzwi znów się otworzyły. Dwóch mężczyzn zeszło na dół i znów mnie chwyciło. Byli inni niż ci poprzedni, byli dwa razy bardziej szorstcy. Ich palce wbijały mi się w ciało, gdy ciągnęli mnie po schodach. Popchnęli mnie na podłogę przed potwornym mężczyzną, którego widziałam już wcześniej i przytrzymali mnie w miejscu.
-To wszystko- Poinformował ich przerażający facet. Puścili mnie i zniknęli w głębi korytarza. Błądziłam wzrokiem dookoła, byleby tylko nie patrzeć na mężczyznę przede mną. Wyglądało na to, że byliśmy w czymś w stylu magazynu.
Nie był to zużyty, opuszczony magazyn jak na filmach. W tym można było mieszkać, był przystosowany na kryjówkę dla tego faceta kimkolwiek on był.
Ta kryjówka nie utrzyma mnie w ukryciu przez wieczność. Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
-Spójrz na mnie, suko- rozkazał mężczyzna.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
Niechętnie uniosłam brodę do góry, tak że nasze spojrzenia zetknęły się ze sobą. Jego czarne oczy srogo wpatrywały się wprost we mnie i praktycznie mogłam zobaczyć złowrogie myśli przelatujące przez jego umysł.
-Zayn nas znajdzie i was zabije.- wycedziłam odważnie. Czekałam na wybuch jego złości i kolejny cios, ale moje ostre słowa spotkały się z głośnym śmiechem.
-To prawda, moja droga.- Kucnął, by lepiej mnie widzieć. Wciąż byłam na podłodze, zbyt obolała by się podnieść, więc pochylił się by upewnić się, że patrzę mu prosto w twarz.
-W zasadzie nawet to zaplanowałem. Wiem, że nie wyjdę z tego cało, ale ty również nie.- Zasyczał. Jego ogromna dłoń chwyciła mój podbródek. Szarpnął mnie do przodu, tak że znajdowałam się praktycznie pod nim. Próbowałam się wykręcić, ale nie byłam w stanie z nim walczyć. Przytrzymywał mnie mocno zadając ból wbijającymi się palcami.
-Myślisz, że boję się umrzeć? Moja droga, tu chodzi jedynie o zemstę. Widzisz, dawno temu rządziłem Londynem, kontrolowałem go. MÓJ gang był postrachem. Wtedy pojawiło się One Direction i zajęło moje miejsce. Byli zbyt silni dla moich ludzi. Wiedziałem, że ich siły były większe niż moje i nigdy nie odzyskam Londynu.- Wyjaśnił. Każde słowo wypowiadał ostro i z goryczą. Jego kolano przycisnęło moją pierś, gdy tylko wspomniał o One Direction.
Ledwo oddychałam przez ściśnięte płuca, ale nie walczyłam z nim. Przegrałabym w mgnieniu oka.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
-Więc widzisz kochanie, czekałem na zemstę idealną. One Direction zabrali wszystko co miałem, więc postanowiłem odebrać wszystko co mają oni.- Uśmiechnął się do mnie drwiąco.
-Ale widzisz, Hannah.- wycedził moje imię z obrzydzeniem -Chłopaki z One Direction nie mieli nic do stracenia, aż do tego momentu. Zauważyłem ciebie. Widziałem cię razem z muzułmaninem. Widziałem jak ten kutas patrzył na ciebie, jak się o ciebie troszczył. Zrozumiałem, że otrzymam moją zemstę za twoją pomocą.- Zachichotał. Wzdrygnęłam się na sposób w jaki mówił o Zaynie. Nigdy w życiu nie słyszałam takiej nienawiści. Nawet gdy nienawidziłam Zayna, uważałam jego głos za jedynie trochę szorstki.
-Teraz zamierzam cię złamać. On spędzi następne półtora dnia szukając ciebie i mnie. Wpadnie tu po 36 godzinach by cię uratować, 12 godzin przed swoim terminem, jego ludzie zabiją wszystkich moich i mnie, ale mnie to nie obchodzi, bo wtedy będę już zwycięzcą.- Uśmiechnął się krzywo. Jego oczy były ciemne, ale mogłam zobaczyć, że nic się za nimi nie kryje. Żadne emocje oprócz nienawiści. Nic.
-Gdy zabierze cię do domu, zobaczy, że jesteś złamana. Nie będziesz tą samą osobą. Będziesz nieodwracalnie zraniona... pełna blizn. Będzie musiał z tym żyć do końca swojego życia. Zrujnowanie jednego z ich żałosnych istnień mi wystarczy. Mogę być martwy, ale będą zwycięzcą.
-Jeśli myślisz, że mnie złamiesz, to mnie nie znasz.- Wycedziłam tak zaciekle jak tylko potrafiłam. Mężczyzna tylko się ze mnie zaśmiał.
-Zdecydowanie nie wiesz, kim jestem, Hannah. Zayn nic ci nie powiedział?- Spojrzał na mnie wyzywająco unosząc brwi z rozbawieniem.
-Zayn nie łączy swojego życia prywatnego ze swoja pracą.- syknęłam, moje policzki zaczerwieniły się trochę na myśl, że ten dupek ma rację; Zayn nie powiedział mi nic o One Direction ani o tym czy się zajmuje.
-Cóż, jestem Jay Fisher. Przywódca Sharksów.-  Spojrzał na mnie jakbym powinna od razu rozpoznać jego nazwisko. Jakby spodziewał się, że nagle opadnie mnie strach. Ja tylko wpatrywałam się w niego wciąż tak samo zdezorientowana.
-To zespół czy coś w tym stylu?- Zapytałam się go poważnie, starając się jak tylko mogłam by zapobiec wypłynięciu uśmieszkowi. Zacisnął zęby i rozszerzył nozdrza.
W jednej chwili znalazłam się po drugiej stronie pokoju, uderzając w ścianę z głośnym hukiem. Wydałam z siebie cichy skowyt i starałam się podnieść. Jay podszedł i mocno kopnął mnie w bok. Dłonią oplótł moja szyję i podniósł z podłogi. Wbijałam w niego paznokcie i drapałam, ale nawet tego nie poczuł.
Przyparł mnie do ściany i uderzył w brzuch. Próbowałam opaść na podłogę i zwinąć się w kłębek , ale mnie nie puszczał. Uderzał mnie raz za razem aż w końcu pozwolił mi zsunąć się na ziemię.
-Ty głupia suko. Nie masz zielnego pojęcia po co tu jesteś.
Wyszedł i dwaj mężczyźni znów się pojawili i zrzucili mnie ze schodów. Moje ręce i nogi podrapały się, gdy runęłam z betonowych stopni. Wylądowałam na nadgarstku i cicho krzyknęłam. Coś było nie tak. Oparłam się o ścianę i przyłożyłam rękę do piersi.
Nie była złamana, to wiedziałam, ale coś było z nią nie w porządku. Była co najwyżej zwichnięta, ale to nie znaczy, że nie bolało jak cholera.
Minęła kolejna godzina lub dwie nim mężczyźni znów po mnie przyszli. Warknęłam na nich, ale nic sobie z tego nie zrobili. Mieli gdzieś, że całe moje ciało bolało jak cholera. Nie obchodziło ich, że bolał mnie nadgarstek. Albo, że moje mięśnie były obolałe. Albo, że byłam wycieńczona. I chciałam do domu. Nie mogło ich to mniej obchodzić.
Znów zostałam rzucona na ziemię przed Jay'em. Spojrzałam na niego, nie zdając sobie nawet trudu by ukryć smutek, którym byłam przepełniona. Trącił mnie brutalnie nogą i przykucnął przy mnie.
-Myślisz, że jesteś wielka i potężna, czyż nie? Myślisz, że Zayn jest tym dobrym w tym wszystkim? Jest tak samo zły jak i ja, laluniu.- Warknął. Pokręciłam głową. Wiedziałam, że Zayn był zły, ale nie był nawet porównywalny do Jay'a. Pod wszystkimi krzywdami, pod tym całym bólem, pod tą całą przemocą, był dobry człowiek. Dobry mężczyzna, który mnie kochał.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
-Zayn nie jest nawet porównywalny do hołoty tak niskiej jak ty.- Obraziłam go, cholernie dobrze wiedząc, że poniosę konsekwencje tego. Ale po prostu nie mogłam pozwolić mu mieszać imienia Zayn'a z błotem. Fizycznie nie mogłam mu na to pozwolić.
-Zapłacisz za to.- Zaśmiał się złowieszczo. Skinął na dwóch mężczyzn, którzy zjawili się na komendę i przeciągnęli mnie na środek podłogi magazynu. Pchnęli mnie na ziemię i stanęli zaraz za mną.
-Rozbierz się.- Zarządał Jay podchodząc do nas. Zaczęłam dusić się z przerażenia. Całe moje ciało zaczęło drżeć ze strachu, ale nie poruszyłam się.
-Nie.- Odpowiedziałam krótko słabym głosem. Znów kiwnął na swoich ludzi, którzy natychmiast podeszli i przycisnęli mnie płasko do chłodnego betonu. Przytrzymywali mi ręce i nogi uniemożliwiając mi przeciwstawienie się ich sile nawet w najmniejszym stopniu.
Jay podszedł z szelmowskim uśmiechem i chwycił tkaninę na mojej piersi. Pociągnął gwałtownie i zdarł ze mnie bluzkę. Zaczęłam kopać i wiercić się, ale nic to nie dało. Jay bezwstydnie podziwiał moje piersi, gdy wyciągnął scyzoryk i powoli rozciął moje spodnie.
Świeże, gorące łzy spływały po moich policzkach. Cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera cholera.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
Jego brudne ręce odnalazły mój biustonosz i rozpięły go. Jego oczy powędrowały do ostatniej części garderoby, która zasłaniała moje ciało. Nie nie nie nie NIE!
Podobnie jak moją koszulę, Jay zerwał ze mnie moje majtki, pozostawiając mnie całkowicie obnażoną przed nim. Poczułam gorąco na policzkach i coraz intensywniej spływające łzy.
-Teraz moja droga, zmierzasz zrobić to z własnej woli? Czy będę musiał cię do tego zmusić?- Uśmiechnął się drwiąco. Nawet w zupełnym strachu i desperacji moja niewyparzona gęba i arogancka strona mnie wzięła nade mną górę.
-Nie dotknęłabym cię z własnej woli nawet półmetrowym kijem.- Jego uśmiech zmienił się na złowieszczy i nikczemny.
-Bardzo dobrze.- Sięgnął po swój pasek i rozpiął go. Wyciągnął go gładko, nie spuszczając ze swoich czarnych, przepełnionych złem oczu moich smutnych i przerażonych. Niespodziewanie klęknął przede mną, między moimi nagimi kolanami. Oddech uwiązł mi w gardle, gdy podniósł pas i silnie opuścił na mój goły tors.
Skóra mocno zapiekła i musiałam zacisnąć powieki by powstrzymać napływające łzy. Bił mnie swoim psem raz za razem. Skórzany pas pozostawiał pręgi na moim nagim ciele. Pas przedzierał się przez skórę i ranił moją duszę. Uderzenia sprawiały, że czułam się bardziej chujowo i poniżona niż kiedykolwiek wcześniej.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
Trzęsłam się i drżałam, skomlałam i płakałam aż uderzenia ustały, ale nawet wtedy nie otworzyłam oczu.
-20 godzin.-Jay zachichotał mi do ucha pochylając się nade mną. Nie patrzyłam na niego, ale słyszałam szelest materiału, więc wiedziałam co będzie następne. Chciałam by wrócił do bicia mnie. Chciałam, żeby to co miało się stać, nie było prawdziwe.
Ale wtedy go poczułam. Wewnątrz mnie.
To był dopiero drugi raz, gdy uprawiałam seks. Ból jego pchnięć prawie dorównywał emocjonalnemu bólowi, który bliznami naznaczał moją egzystencję. Prawie.
Pchnięcie za pchnięciem. Jęk za jękiem.
Nie rozumiem jak tych dwoje mężczyzn mogło po prostu mnie trzymać, gdy ten potwór mnie torturował. Musieli być również źli. Coś musiało być nie tak również z nimi. Wszyscy w tych Sharksach byli niewiarygodnie popieprzeni.
Gdy Jay skończył ze mną, zostałam zrzucona na dół schodów i zamknięta w piwnicy. Przeczołgałam się i ukryłam pod schodami. Zwinęłam się w kłębek i po prostu płakałam. Okropny szloch wstrząsał moim ciałem.
Teraz wiem jak Clarie czuła się, gdy Harry ją zgwałcił.
Nie mogłam nawet wzbudzić w sobie wystarczającej nienawiści, gdy myślałam o Harrym. Tak bardzo jak go nie lubiłam, tak wiedziałam, że Harry nie jest aż tak okropny jak Jay. Tak samo Zayn.
Nikt nie mógłby być.
Następne piętnaście godzin było piekłem. Dwaj mężczyźni przychodzili cztery razy by zabrać mnie na górę by Jay… Jay… Jay… robił pewne rzeczy.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
Nie miałam już więcej łez do wylania. Moja tolerancja bólu była tak duża jak tylko to możliwe. W pewnym momencie stałam się nieczuła na jego znęcanie się nade mną. Każde pchnięcie, każde uderzenie, każde kopnięcie, każdy ból zmieszał się w jedno. Całe moje ciało płonęło i nie potrafiłam już odróżnić poszczególnych aktów przemocy.
Zostałam wrzucona do piwnicy z przypomnieniem, że zostało jeszcze 5 godzin.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
To była jedyna rzecz, która pomagała mi to wszystko przetrwać. Obietnica, że znów go zobaczę. Obietnica, że mnie przytuli. Obietnica, że będę mogła przebiec palcami przez jego włosy. Obietnica, że znów i znów i znów się na mnie zezłości i będziemy się kłócić. Obietnica, że pod koniec dnia zasnę w jego ramionach.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie.
Minęły dwie godziny, gdy Jay zszedł do mnie. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złośliwie. Jego czarne oczy napotkały moje, ale odwróciłam wzrok. Nie mogłam na niego patrzeć. Nie mogłam już dłużej znieść jego ciemności.
-Trzy godziny laluniu.- Powiedział i odwrócił się do wyjścia. Zobaczyłam jak zatrzymał się na stopniu schodów nim spojrzał na mnie jeszcze raz.
-Mówiłem ci kochanie, że wygram. Ja zawsze wygrywam.- Zniknął na piętrze nad piwnicą, Chichocząc ponuro po drodze.
Miał rację, wygrał.
Poddałam się. Złamał mnie.
Zayn przyjdzie. Zayn nadejdzie. 


rozdział przetłumaczony przez @Just_a_Girl_09
i pytanie do was, kiedy dodać następny? haha

niedziela, 23 lutego 2014

Chapter 43: Zayn’s POV

-Zayn!- zostawiłem to co robiłem, gdy usłyszałem wołającą mnie Eleanor. Ja i Louis od razu zerwaliśmy się na nogi.
-Zayn! Hannah wychodzi! Że co, kurwa? Serce mi stanęło i wybiegłem z kuchni do przedsionka. Moje oczy wyłapały spojrzenie Hany, gdy drzwi windy zaczęły się zamykać. Uśmiechnęła się do mnie z premedytacją. Podbiegłem w jej stronę, gotowy by wsadzić rękę pomiędzy drzwi, żeby zapobiec żeby dokądś poszła, ale byłem sekundę za późno. Pieprzone drzwi zamknęły mi się tuż przed twarzą.
-Kurwa!- krzyknąłem, uderzając pięścią w ścianę obok drzwi. Czy ona nie wiedziała co tam na nią czeka? 
Wciąż dokładnie pamiętałem, gdy wróciliśmy do domu ze sklepu i czekali na nas chłopaki. Puścili mi wiadomość głosową od faceta, o którym nie słyszałem od czterech lat. Groźba, której się spodziewałem, ale i tak mnie zaskoczyła.
Przedtem nie miałem w życiu nikogo, kto mógłby być moją słabością.
,,Pilnował bym swojej dziewczyny, gdybym był tobą, Malik.

Chcieli Hanę.
Pieprzeni Sharksi chcieli moją dziewczynę.
-Nic się jej nie stanie. Pójdziesz po nią, gdy winda już wróci.- Louis odezwał się zza mnie. Obróciłem się tak szybko, że normalnie zakręciłoby mi się w głowie, gdyby i tak nie panował w niej zamęt. Moje oczy skupiły się na jego ochronnym uścisku na Eleanor. 
-Skąd to, kurwa, możesz to wiedzieć, Lou? Słyszałeś przecież groźbę!- wydarłem się na niego, dźgając go palcem. Louis podniósł ręce w poddańczym geście, na chwilę puszczając El. 
-Zayn. Weź się uspokój. Winda jest już w drodze na górę.- starał się mnie pocieszyć. Ta, chuj z nim.
-Nie mów mi, kurwa, żebym się uspokoił, gdy Hannah jest w niebezpieczeństwie!- krzyknąłem, popychając go, tak, że się potknął i zmrużył na mnie oczy. Wyciągnął rękę i pociągnął Eleanor za siebie. Kątem oka zobaczyłem jak Harry i Niall się podnoszą, gotowi, by rozdzielić mnie i Louisa jeśli stracił bym nad sobą panowanie, co jest do mnie bardzo podobne.
-Jeśli Eleanor by coś groziło, oboje wiemy, że nie byłbyś, kurwa, spokojny.- zawrzałem, starając się zapanować nad moim gniewem jak tylko mogłem.
Hannah mnie do tego zmuszała. Z jakiegoś powodu sprawiała, że chciałem być lepszym człowiekiem, a ja, kurwa, nie wiedziałem dlaczego tak było. Sprawiała, że przestałem wyżywać się na Louisie, a nawet jej z nami nie było. Ja pierdole.
-Masz rację, też bym ześwirował. A teraz właź do tej pieprzonej windy, zanim ci ucieknie.- rozkazał. Przytaknąłem do niego z wdzięcznością i wypadłem stamtąd jak burza.
Jazda windą trwała wieczność i ciągle się w niej kręciłem. Gdy już dotarłem do lobby, nie musiałem nawet przepychać ludzi, żeby zrobić sobie miejsce. Odszedłem w stronę budynku, w którym Hannah odbywała staż.
Jeśli coś by się jej stało... nie wiem co był zrobił. Może zawody w zabijaniu ludzi? Ledwo kontrolowałem swój gniew jeśli o to chodziło. Bez niej przy moim boku, oszalałbym. Dosłownie.
Nie pamiętałem nawet, jak bez niej wyglądało moje życie.
Pokonała trzy przecznice.
Pokonała trzy przecznice od mojego mieszkania zanim wyłapałem wzrokiem tył jej głowy. Jej długie ciemne włosy kołysały się, gdy szła dumnie po chodniku. Mój gniew zeszedł na chwilę na bok, a moje oczy powędrowały w dół jej ciała. Ołówkowa spódnica opinała jej tyłek, a moje usta wykrzywiły się w uśmiechu. 
Irytowała mnie do pieprzonej nieskończoności. Nigdy nie wykonywała poleceń. Zawsze pakowała się w kłopoty. Ale cholera, była gorąca. Nie była super-chuda czy wysoka jak Danielle. Była ode mnie o wiele niższa, co mi się podobało i miała seksowne krągłości bez bycia grubą.
Idealna.
Absolutnie idealna.
Gdy już ją dogoniłem, odczekałem chwilę, żeby rozejrzeć się po okolicy. Musiałem upewnić się, że nie było tu nikogo z Sharksów. Wyciągnąłem rękę, żeby złapać ją za ramię. Szybko pociągnąłem ją w tył, tak, że wpadła na moją pierś. Siła jej małego ciała nawet trochę mnie nie zachwiała. Owinąłem ramiona wokół jej delikatnej talii i lekko ją ścisnąłem.
-Dokąd się, kurwa, wybierasz, kochanie?- warknąłem jej do ucha. Nie ważne jak bardzo się starałem albo cokolwiek robiłem, ona nie mogła załapać faktu, że moim światem rządzą reguły. Nie mogła sobie tak po prostu pójść.
-Do pracy.- syknęła. Jej drobny łokieć wysunął się do tyłu i walnął w mój brzuch. Chrząknąłem z bólu, ale jej nie puściłem. Uciekłaby, gdy tylko poluzowałbym uścisk.
-Nie sądzę.- obróciłem nas, tak, że mogłem przygwoździć ją do ceglanej ściany pobliskiego budynku. Musiałem zachować spokój, gdy widziałam jak krzywi się z bólu. Nienawidziłem ją krzywdzić, ale nie miałem innego wyboru. Nie wiedziałem jak inaczej zmusić ją do współpracy.
-Nie wiesz jakie niebezpieczne jest dla ciebie bycie tutaj?- syknąłem, pochylając się, tak, że mieliśmy oczy na tym samym poziomie. Zauważyłem, że dłonie się jej trzęsły i jak drgało jej gardło, gdy przełykała ślinę. Bała się mnie. I dobrze. Taki był cel mojego zachowania, ale dlaczego byłem też taki rozczarowany sobą, że ją przerażałem? 
-Nie, ty głupia pizdo. Jak do cholery mam wiedzieć co jest grane skoro, kurwa, wszystko przede mną ukrywasz?!- warknęła w odwecie. Jej odwaga i głupota całkowicie przewyższał jej strach. Zwalczyłem chęć do uśmiechnięcia się dumnie.
Zadziorność Hany była jedną z rzeczy, które w niej kochałem. Ale było to też jedną z rzeczy, które doprowadzały mnie do szaleństwa.
-Jak ty mnie, kurwa, nazwałaś?- prychnąłem, jeszcze raz przygważdżając ją do ściany. Czasami, nawet gdy wściekłość nie przejmuje nade mną całkowitej kontroli, nie mogłem się powstrzymać przez zrobieniem jej krzywdy. Nigdy nie zważała na to co robi, a ja musiałem pokazać jej, że są konsekwencje. Bałem się, że jeśli nie zrobię jej krzywdy w ramach kary to staną się gorsze rzeczy. Takie jak to, że Sharksi mogliby położyć na niej swoje obślizgłe łapy.
-Potrzebujesz aparatu słuchowego, staruszku? Chyba mnie słyszałeś.- opowiedziała. Dałem jej drobnym dłoniom uderzyć mnie w pierś, chyba w celu popchnięcia mnie do tyłu, ale jej małe rączki nic nie zdziałały. Ledwo się w ogóle poruszyłem. Jej siła ani trochę nie równała się z moją.
-Chodźmy już.- zaczepiłem ręce wokół jej nadgarstków jak kajdanki i zacząłem ją ciągnąć z powrotem do mojego- to znaczy do naszego domu. Siłowała się ze mną przez całą drogę i pozostając przy swoim nastawieniu przez cały czas przeklinała.
I oczywiście nikt nie stanął mi na drodze, bo nikt, kurwa, nie zadziera z Zaynem Malikiem. 

No, z wyjątkiem Sharksów.
-Jeśli będę musiał wciągnąć do windy, to będziemy mieli pieprzony problem. Rozumiesz, kochanie?- potrząsłem nią lekko, żeby zrozumiała przekaz, ale tylko przewróciła oczami. 
-No to chyba będziemy mieli pieprzony problem.- warknęła, gdy dalej zaczęła się ze mną szarpać. Zmrużyłem na nią oczy. Naprawdę musiałem się starać, żeby kontrolować swój gniew i nie pobić jej na oczach wszystkich w lobby tak jak chciałem. 
Nie byłem już takim człowiekiem. A przynajmniej tak sobie wmawiałem.
-Chyba powinnaś rozważyć to ponownie.- ostrzegłem ją. Naprawdę testowała moje granice, ale nie mogłem oczekiwać od niej żeby się zachowywała. To po prostu nie było w jej stylu.
-Weź jeszcze mnie ugryź- syknęła. Wepchnąłem ją do windy i przycisnąłem do niej moje ciało, przypierając ją do ściany.
-Nie kuś mnie, kochanie.- miała na twarzy uśmieszek. Myślała, że nie będę mógł z niej nic wyczytać, ale dokładnie wiedziałem co chce zrobić. Szybko zablokowałem ręką jej kolano, które wędrowało do mojego krocza. Z siłą odepchnąłem jej nogę do tyłu i złapałem ją za ramiona.
-Niezła próba.- przełknęła nerwowo ślinę. Znów przytwierdziłem jej ciało do ściany windy, gdy wiozła nas już w górę, do mojego mieszkania.
-Zayn, ja-
-Cśśś. Po prostu zamknij te twoje piękne usteczka zanim przysporzą ci jeszcze więcej kłopotów.- prychnęła obrażona i dumnie mnie minęła, wchodząc do mieszkania, zdzielając mi po drodze z bara. Obróciłem się i poszedłem tuż za nią, depcząc jej po piętach.
Widziałem, że Eleanor posłała jej przepraszające spojrzenie, stamtąd gdzie siedziała na kolanach Lou. Nie miała za co ją przepraszać. W przeciwieństwie do niektórych, zrobiła to co powinna.
-Hannah! Nie skończyliśmy jeszcze gadać!- krzyknąłem za nią. Obróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Nie miała w w nich ani grama strachu, ale wiedziałem, że tam był. 

-Jeśli nie chcesz powiedzieć mi co jest grane, to ta rozmowa jest z pewnością skończona.-warknęła. Strasznie chciałem powiedzieć jej o tej groźbie, ale nie mogłem. Nie chciałem jej straszyć. Nie chciałem, żeby się zamartwiała. 
Plus, znając Hanę jej reakcja wpędziłaby ją w jeszcze większe zagrożenie.
Louis mógł powiedzieć Eleanor, bo racjonalnie myślała. No i dlatego, że jest pieprzoną cipą, która nie potrafi trzymać języka za zębami.
Liam nie powiedział Danielle, bo byłaby przerażona. Ta biedna dziewczyna i tak trzęsła się nawet w naszym towarzystwie.
No a do tego groźba była skierowana tylko do Hany, a nie do reszty dziewczyn. Tak naprawdę nikt nie wiedział o Eleanor i Danielle, a Harry i Niall sypiali z naznaczonymi dziewczynami tak dużo razy, że zdążyły już zmieszać się z tłumem.
Ale nie moja Hannah.
Hannah stała się znana dla wszystkich, nawet moich wrogów.
Dałem jej odejść, nie mając serca kłócić się z nią jeszcze bardziej, wiedząc, że to przez jej związek ze mną jej życie jest w niebezpieczeństwie. Była moją dziewczyną i to była moja wina, że te dupki siedziały jej na ogonie.
-Dzięki Bogu, że nic jej nie jest.- Liam wymamrotał. Danielle przytaknęła w zgodzie, jak zawsze nic nie mówiąc. 
-Powinieneś trzymać ją na smyczy, stary.- Niall zażartował. Spojrzałem na niego, mając nadzieje, że ciemność w moich oczach wystarczy, żeby się, kurwa, zamknął. Może i jesteśmy przyjaciółmi, ale miałem dość tego, że moi kumple gadają takie gówna o mojej dziewczynie.

Reszta popołudnia była napięta. Hannah dalej była na mnie wkurzona, za to, że nie chciałem jej powiedzieć, co się dzieje, więc ją ignorowałem. Wolałem już udawać, że jej tu nie było niż skończyć robiąc coś, czego bym żałował.
Nie byłem już tą osobą.
-Będzie obiad czy z tego też jestem wykluczona?- Hannah warknęła. Czułem się winny, ale nie była jedyną, która o tym nie wiedziała; Danielle też była niczego nieświadoma, ale jej to chyba nie przeszkadzało.
-Dość tego, kochanie.- warknąłem. Wiedziała, że pracowałem nad moim gniewem, ale i tak testowała jego granice. Zacisnąłem pięści na oparciu mojego krzesła i policzyłem pod nosem do dziesięciu. Najwyraźniej to miała być jakaś gówniana metoda, która miała pomóc mi z poradzić sobie z gniewem. 

Totalne pierdolenie.
Wciąż chciałem uderzyć ją w twarz. W jej piękną, porcelanową twarz.
Coś zdecydowanie było ze mną nie tak.
Ale z nią również było coś nie tak, bo ze mną została.
-Bo co zrobisz? Pobijesz mnie?- rzuciła mi wyzwanie, desperacko szukając sposobu, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę. 
-To zaproszenie?- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Tak bardzo jak jej niezależność mnie podniecała, to niesamowicie mnie też wkurwiała. 
Prychnęła obrażona i obróciła się na pięcie, wpadając jak burza do naszej sypialni. Uśmiechnąłem się zwycięsko i rozluźniłem moje napięte mięśnie. Udało mi się skończyć kłótnię bez przemocy. Fajne uczucie.
Gdzieś półtora godziny później Eleanor wstała.
-Pójdę sprawdzić co u Hany. Jest jakoś nadzwyczaj cicho.- spojrzałem w górę na brązowowłosą dziewczynę z zaskoczeniem. To było dziwne, że mojej dziewczynie udało się być tak długo bez wywołania jakiś szkód. Obserwowałem jak El i Danielle wyszły z salonu i udały się do końca korytarza. 
Odczekałem chwilę, zanim wstałem żeby za nimi pójść. Zanim mogłem się chociaż ruszyć, żeby wyjść z pomieszczenia, Danielle wydarła się w niebo głosy. Cała nasza piątka pobiegła do mojej sypialni szybciej niż wydawało się to możliwe.  
Danielle i Eleanor stały na środku pokoju z bladymi twarzami i ustami otwartymi w szoku. Liam i Louis od razu do nich podbiegli.
Te ich przesłodzone związki mnie obrzydzały.
Hannah i ja nie musieliśmy tacy być. Mieliśmy siebie nawzajem.
Rozejrzałem się po pokoju. Nie było nigdzie Hany, ale było za to otwarte okno. Znów mnie, kurwa, zostawiła...
Wpadłem w furię. Miałem nagłą potrzebę przywalenia komuś. Gdy położę na niej ręce, przysięgam na Boga, skręcę jej kark. Zrobię to, żeby już nigdy nie była w stanie chodzić. Zrobię-
-Zayn, stary. Weź rzuć okiem.- Harry pomachał mi przed twarzą kawałkiem papieru. Wyrwałem mu go z ręki i skorzystałem z okazji by się rozejrzeć.
W pokoju panował totalny bałagan.
Łóżko było nie pościelone, a kołdry były rozrzucone na podłodze. Krzesło leżało do góry nogami, a po całym pokoju walały się papiery. Zasłony były zerwane z karniszy. Było też małe wgniecenie zostawione na ścianie obok łazienki. Wyglądało jakby przeszło tu tornado.
Rozładowała tu swój napad złości i uciekła. Zabiję ją. No, kurwa, ją zabije.
-Powinieneś to przeczytać, stary.- Harry mnie popędził. Jęknąłem i przeniosłem mój wzrok na kartkę. Napisany niechlujnymi bazgrołami był bardzo prosty przekaz.
Masz 48 godzin.
To było takie zwyczajne, ale znaczyło tak wiele. Niall wziął to ostrożnie z moich rąk i pokazał reszcie.
Nie byłem w stanie nawet zwrócić na nich swoją uwagę. Zastygłem w bezruchu, moje ciało zesztywniało z szoku, a serce prawie stanęło mi ze strachu. 
Zabrali ją.
Powinienem był domyślić się wcześniej. Pokój był jednym wielkim bałaganem- Hannah nigdy nie poddałaby się bez walki. Ale jak udało się Sharksom po prostu tu wejść i zabrać mi ją z pod nosa? Nie usłyszeliśmy przecież nawet pieprzonego pisku.
Zacisnąłem pięści i uderzyłem nimi o ścianę, przyozdabiając ją na stałe małymi kraterami. Krzyknąłem i przewróciłem szafę pełną jej ubrań.
Liam i Louis wypchnęli Eleanor i Danielle z pokoju. 
-Odzyskamy ją, Zayn. Nie martw się.- Niall poklepał mnie po plecach.
-To wojowniczka, stary. Poradzi sobie.- Harry powiedział poważnie stamtąd gdzie stał, oglądając okno.
-Już nie żyją. Wszyscy.

niedziela, 16 lutego 2014

Chapter 42: Danger

-Proszę, powiedz, co się dzieje.- błagałam Zayna, gdy obserwowałam jak rozwalał naszą sypialnię. Usiadłam po turecku na łóżku i bawiłam się bezmyślnie końcem kołdry. Jego ciemne oczy momentalnie powędrowały w moim kierunku.
-Nic się nie dzieje, kochanie. Muszę tylko coś znaleźć.- warknął. Moje oczy śledziły jego ruchy po pokoju, obserwując jak wydziera szuflady z komody, rozrzucając nasze ciuchy po całej podłodze.
-A czego szukasz? Może pomogę?- zasugerowałam, zaczynając rozumieć czego dokładnie szukał.
-Nie, nie pomożesz. Siedź tam i się przymknij.- warknął, wyrzucając stertę moich staników na ziemię w rogu pokoju. Patrzałam jak klęka na kolana, by przykucnąć i zajrzeć pod łóżko. Fuknął gniewnie i podniósł się ze swojej pozycji.
-Wiem, czego szukasz.- mruknęłam, nawet nie pewna, czy mnie usłyszy.
-Czyżby? Wiesz czego, kurwa, szukam, kochanie? To mi, kurwa, pokaż, gdzie to jest!- krzyknął, kopiąc róg komody. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Ostrożnie owinęłam palce wokół jego nadgarstka i przyciągnęłam go bliżej mnie. Zmrużył na mnie oczy, ale pozwolił, żebym pociągnęła go za sobą. 
Zaprowadziłam go do pokoju gościnnego i zmusiłam go, żeby usiadł na końcu łóżka.
-Wiesz, że nie mam na to pieprzonego czasu.- warknął na mnie. Dałam mu znak, żeby poczekał i uklęknęłam. Ostrożnie wsadziłam rękę pod materac i owinęłam palce wokół zimnego metalu. Wyciągnęłam go i trzymałam ostrożnie. Pistolet zwisał dziwnie pomiędzy moim palcem wskazującym a kciukiem, gdy trzymałam go przy twarzy Zayna.
Aż szczęka mu opadła.
-Czemu to tu, kurwa, jest?!- krzyknął, wyrywając mi z dłoni broń. Wstał szybko, tak, że był ze mną twarzą w twarz. Wetknął sobie pistolet w tylną kieszeń spodni i przykrył koszulką. Jego ciemne spojrzenie skrzyżowało się z moim. 
-Czemu, do cholery, to tam było, kochanie?- ponowił pytanie niskim głosem. Przełknęłam ślinę i spojrzałam mu w oczy.
-A czemu w ogóle to miałeś?- odgryzłam się, nie pozwalając mojemu głosowi załamać się nawet w najmniejszym stopniu.
-To mój pieprzony dom. Czemu ta spluwa tu była?
-Znalazłam ją...i-
-Zayn. Chyba musisz tam iść.- głowa Nialla pojawiła się w pokoju. Westchnęłam z ulgą, gdy Zayn zmierzył mnie spojrzeniem i jak burza wypadł z pokoju. Poszłam za nimi niechętnie do kuchni. 
-Umm, stary.- Niall kiwnął głowę w stronę mnie. Zayn się obrócił i westchnął.
-Kochanie, to nie jest coś dla twoich uszu.- powiedział opryskliwie. Jego oczy powędrowały do salonu, niemo rozkazując mi żebym tam poszła i zostawiła jego i Nialla w spokoju. Skrzyżowałam ramiona na piersi i oparłam się o framugę drzwi. 

-Co się dzieje? Zayn, proszę, powiedz. Mogę pomóc.
-Chcesz pomóc? To idź sobie do innego pokoju, siedź tam i bądź grzeczną dziewczynką.- krzyknął na mnie. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez chwilę zanim zrobiłam to co mi powiedział i poszłam sobie gdzie indziej. Był na mnie wyraźnie zły za schowanie jego pistoletu, więc nie chciałam dolewać oliwy do ognia.
Przechodziłam obok windy w mojej drodze do salonu i gdy tylko moje palce przejechały po zimnym metalu windy, nagle się otworzyła. Prawie odskoczyłam w tył na dwa metry.
-Jezu Chryste, ale mnie, kurwa, wystraszyliście!- wydyszałam, gdy Eleanor z niej wyskoczyła. Zaśmiała się lekko i owinęła wokół mnie jej chude ramiona.
-Ciebie też miło widzieć, skarbie.

-Straszne. Nawet się jeszcze nie przywitaliśmy, a ta już klnie jak szewc.- Louis warknął, mijając mnie i jego dziewczynę. Eleanor zmrużyła oczy na tył jego szyi i pokręciła głową.
-Ignoruj go, okresu dostał.
-Jakaż ty się, Eleanor, odważna robisz!- Louis zawołał w odpowiedzi. Obserwowałam jak Danielle podchodzi do nas z lękliwym uśmiechem. Liam szedł za nią i pocałował ją lekko w policzek zanim poszedł za Louisem do kuchni, gdzie była reszta.
-Masz jakieś pomysły, co się dzieje?- Danielle zapytała jej płochliwym głosem.
-Żadnych i umieram z tej niewiedzy. Zayn zachowuje się jak kutas i nic mi nie powie.- wymamrotałam, idąc z dziewczynami do kuchni.
-Jak kutas, co?- moja głowa wystrzeliła w stronę jego głosu. Kurwa, on nie miał tego usłyszeć... 
-Ja-
-Nie mówiłem ci, żebyś poszła usiąść w salonie i się przymknąć?- naciskał. Wpatrywał się we mnie, siedząc przy kuchennym stole, a ja przełknęłam nerwowo ślinę i rozejrzałam się po reszcie par oczu. 
-Ale-
-Nieważne, ale skoro już tu jesteś to idź przygotuj pokój gościnny dla Eleanor i Danielle. Zostają u nas przez kilka dni.- wygonił mnie. Odeszłam może na dwa kroki zanim z powrotem wpadłam do kuchni.
-Czemu u nas zostają? Co się dzieje?
-Sorry, ale nie pamiętam, żebym pozwalał zadawać ci pytania. A teraz stąd idź, kochanie. Nie widzisz, że nie jestem w humorze na twoje błazenady?
-Zayn, możemy pogadać sam na sam?- zapytałam przez zaciśnięte zęby. Nie obchodziło mnie, co się działo, ale on nie miał prawa tak do mnie mówić.
-Hannah. Jeśli wstanę z tego krzesła, oberwiesz tak mocno, że się nie podniesiesz.- warknął, uderzając płasko dłonią o blat stołu.
-Dobra. Ale to jeszcze nie koniec!- zadeklarowałam, gdy obróciłam się na pięcie i zamykałam z trzaskiem każdą możliwą parę drzwi na mojej drodze do pokoju gościnnego. 

-Nie wiem co jest grane.- Danielle powiedziała histerycznie, bawiąc się brzegiem kołdry. Jej długie nogi  były rozłożone na łóżku, a Eleanor siedziała na brzegu. Wchodziłam po pokoju w tę i z powrotem, dając mojej wyobraźni wymyślać najgorsze scenariusze.
-Liam był ostatnio strasznie do mnie przywiązany, zachowywał się jak przylepa. To dziwne.- kontynuowała. Westchnęła i podłożyła sobie ręce pod podbródek. 

-No, a Zayn jest strasznym kutasem, więc i tak masz lepiej.- mruknęłam. Danielle wzruszyła ramionami i kontynuowała bawienie się kołdrą. Moje oczy spoczęły na Eleanor, która była cicho przez całą naszą dyskusję.
-A Louis?- zapytałam ją, wciągając ją do rozmowy. Spojrzała na mnie pytająco.
-Co Louis?- powtórzyła, przechylając głowę na bok. 
-No... nie zachowywał się dziwnie?- zapytałam, czując to w głębi za podejrzane. Przeniosła wzrok w dół, na jej palce.
-Znasz go, on zawsze zachowuje się dziwnie.- odpowiedziała monotonnie. Przerwałam na chwilę moje wędrówki po pokoju, zanim ruszyłam w jej stronę i przed nią uklęknęłam.
-Ty coś wiesz!- rzuciłam, pochylając się tak, że była zmuszona patrzeć mi prosto w oczy. Widziałam, że Danielle podniosła się lekko z łóżka i przybliżyła się do naszej rozmowy.
-Że co? No coś ty...- Eleanor potrząsnęła żarliwie głową.
-Widzę, że coś kręcisz, El. Co wiesz?
-Nie mogę wam powiedzieć. Obiecałam Louisowi.- wyszeptała. Widziałam desperacje w jej oczach, bym nie kontynuowała tego tematu, co oczywiście, zrobiłam.
-Co ci powiedział?- zapytałam, zniżając głos do szorstkiego szeptu.
-Eleanor, proszę. Boję się...- Danielle wyszeptała zza niej. El przygryzła wargę i zamknęła szczelnie oczy. 
-Ktoś wysłał chłopakom groźbę i po prostu się zabezpieczają. To wszystko.- znów na mnie spojrzała. Miałam przeczucie, że nie wiedziała nic więcej oprócz tego co nam powiedziała. Westchnęłam i usiadłam na podłodze.
-Jakim cudem Louis ci powiedział, a żaden z chłopaków nie powiedział nam?- zapytałam, wskazując na Danielle i mnie. Eleanor wzruszyła ramionami.
-Siedzę w tym od jakiegoś czasu; rozumiem ich świat, ich interesy. Liam nie chciał wystraszyć Danielle, a Zayn cię po prostu zna. Myślał pewnie, że zbzikujesz i zrobisz coś głupiego. 
-Czemu wszyscy tylko czekają, aż zrobię coś głupiego?- na twarze Eleanor and Danielle wtargnęły lekkie uśmiechy.
-No co?- czułam się wytrącona z równowagi przez ich uśmieszki i wymianę porozumiewawczych spojrzeń.
-Och, nic takiego, tylko...Hannah, robisz rzeczy bez ruszenia najpierw mózgiem, tak jak prowokowanie najbardziej niebezpiecznego faceta w mieście. Robienie głupich rzeczy jest bardzo w twoim stylu.
-Weź się przymknij, Eleanor.- warknęłam, gdy nie mogłam wymyślić czym się obronić. Danielle i El tylko lekko się zaśmiały i pokręciły głowami.
Kilka godzin później weszłam do kuchni z burczącym brzuchem. Musiałam iść do pracy za niecałą godzinę a chłopaki nie wychodzili z kuchni przez cały dzień. Martwiło mnie, że jakąkolwiek groźbę otrzymali, tak bardzo ich przejęła, ale jeśli chcą trzymać mnie poza ich kółkiem różańcowym, to będą musieli zmierzyć się z moim głodem.
-Zayn, możemy zamówić-
-Nie widzisz, że jestem zajęty?!- warknął na mnie. Udawałam, że jego ton nie zadział na mnie jak dźgnięcie nożem i zignorowałam to nieprzyjemne uczucie, tak jak robię to za każdym razem.
-Ale muszę-
-Przepraszam, ale czy ty, kurwa, nie usłyszałaś, co dopiero powiedziałem? Jestem zajęty!- wykrzyczał, odsuwając swoje krzesło do tyłu i do do mnie podchodząc. Jego wielkie dłonie chwyciły mnie za ramiona i uderzyły mną o kuchenną ścianę.

Miałam świadomość obecności reszty chłopaków, których oczy obserwowały nas ostrożnie. Trzęsącą się dłonią sięgnęłam, do jego ręki, nie by go uspokoić, ale żeby zatrzymać ją na moim ramieniu i żeby nie powędrowała i owinęła się wokół mojej szyi czy uderzyła mnie prosto w twarz.
-Zayn- szepnęłam w nadziei, że zrozumie jaka byłam przerażona. 
-Idź sobie, kurwa, gdzie indziej, siedź tam i się zamknij!- krzyknął, wypychając mnie z kuchni z taką siłą, że się potknęłam i upadłam na plecy. 
Eleanor i Danielle od razu pojawiły się przy mnie, pomagając mi wstać. Zgromiłam Zayna spojrzeniem, który tylko pokręcił na mnie głową i wrócił do kuchni.
-Chuj ci w dupę!- krzyknęłam za nim, tylko udowadniając tym to, co El i Dani o mnie powiedziały; robię dużo głupich rzeczy. Zayn się nie obrócił ani nie odpowiedział na mój wybuch, ale widziałam, że ramiona mu się napięły. Zanim mogłam wpakować się w jeszcze większe kłopoty, Danielle i Eleanor zaciągnęły mnie do końca korytarza. 
Odepchnęłam je od siebie i wpadłam do sypialni. Ubrania wciąż leżały na podłodze z wcześniej, gdy Zayn szukał swojego pistoletu. Poszperałam w nich i znalazłam bluzkę i ołówkową spódnicę. Nałożyłam je na siebie i pomalowałam się lekko.
Gdy znów wyszłam z pokoju, Eleanor i Danielle tam były, czekając na mnie.
-Gdzie idziesz?- Danielle zapytała, gdy chwyciłam moją torebkę i odeszłam w stronę windy. Zignorowałam je i nacisnęłam przycisk.
-Nie możesz wyjść. Rozkazy chłopaków.- Eleanor po mnie sięgnęła, ale weszłam do windy.
-Tam jest niebezpiecznie!- krzyknęła. Wzruszyłam ramionami i wcisnęłam guzik kierujący na parter. Eleanor spojrzała na mnie smutno. 
-Przykro mi, ale jeśli stąd nie wyjdziesz to będę musiała po niego iść.- ostrzegła mnie miękko. Wiedziałam, że starała się tylko pomóc i mnie chronić, ale musiałam sprawdzić, czy nie blefowała.
-Muszę iść do pracy.- odpowiedziałam, gdy drzwi zaczęły się zamykać. Pokręciła smutno głową i oddaliła się od windy.
-Zayn!- zawołała -Zayn! Hannah wychodzi!- jej głos rozniósł się aż do kuchni. Gdy drzwi chciały się już zamknąć, zobaczyłam Zayna wbiegającego do przedsionka, z palącym spojrzeniem. Jego ręka sięgnęła, by zatrzymać drzwi, ale był o sekundę za późno, a ja byłam w stanie odejść stąd w spokoju.
Moja praca była jedynym miejscem, gdy byłam od niego niezależna. Musiałam się stąd wydostać, by pozostać przy zdrowych zmysłach. Jestem Haną Olson, a nie dziwką Zayna.
Wiedziałam, że mam kilka minut przewagi- jedynym wyjściem z jego mieszkania była winda, bo jakiś idiota zaplombował szczelnie wyjście przeciw pożarowe.
Więc Zayn musiał czekać, czekać aż wróci winda. Czekać, żeby wyjść i mnie złapać. Musiał czekać, a ja odeszłam wolna.



najgorszy rozdział, jaki kiedykolwiek tłumaczyłam...... miałam wrażenie, że był po chińsku. pewnie dlatego zajęło mi to dwa tygodnie. przepraszam:( ale pocieszę was i zdradzę, że następny rozdział to..... TO ZAYN'S POV! :D

czwartek, 30 stycznia 2014

Chapter 41: Threat

Zapłaciłam tak szybko, jak tylko mogłam, chociaż kasjerka miała żółwie tempo, a jej duże, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie ze strachem. Pomimo tego, że byłam nie w humorze i chciałam się na nią wydrzeć za ślimaczenie się, ale pomyślałam, że i tak jest już przestraszona, więc tylko posłałam jej przyjazny uśmiech.
Spojrzałam przez ramię, tam gdzie myślałam, że stał Zayn, ale natrafiłam na pustą przestrzeń. Wróciłam wzrokiem na dziewczynę i zrozumiałam, że to mnie się obawiała. Niby czemu? 
Przez Zayna Malika.
Myślała pewnie, że jeśli nawali to pójdę i na nią nakabluję. Aż lekko przekręciło mi się w żołądku i czułam wiercenie w sercu. Ostatnią rzeczą, jaka mi była potrzebna to, żeby ludzi się mnie bali.
No to gdzie wtedy był Zayn?
Wyciągnęłam kartkę kredytową i zapłaciłam za zakupy. Pchając wózek na zewnątrz sklepu, rozglądałam się za moim chłopakiem, ale zamiast znalezienia jego, wpadłam tylko w kontakt wzrokowy z jego matką. Przytaknęłam do niej pocieszająco, obiecując, że porozmawiam z jej synem, zanim skierowałam się tam, gdzie zaparkowaliśmy. 
-Zaczekaj! Hannah!- usłyszałam moje imię i się odwróciłam. Matka Zayna podbiegła do mnie z jej córką tuż za nią. 
-Nie chciałam wścibiać nosa w nie swoje sprawy, kochanie. Wiem, że dość szkód już narobiłam, ale  chciałam upewnić się, że wszystko w porządku.- spojrzała na mnie z czystą troską, trochę podobnie do tego, jak moja mama patrzyła na mnie za czasów, gdy byłam jeszcze w liceum.
-Oczywiście, że wszystko dobrze.- wymusiłam sztuczny uśmiech. Pokręciła głową i spojrzała w dół na dziesięciolatkę, która stała trzymając się jej bluzki.
-To znaczy, on wyglądał jakby naprawdę się zdenerwował i... słyszałam o nim co nieco i obawiam się, że...- wróciła wzrokiem na jej córkę i ostrożnie scenzurowała przed nią swoje słowa -że zrobi coś, czego będzie żałował.
Przygryzłam wargę. Cholera, o tym nie pomyślałam. Zayn ma tendencje do zachowywania się gwałtownie, gdy jest wkurzony, ale za często to on tego nie żałuje. Oczywiście, że odkąd mieszkam z nim pod jednym dachem to ja zawszę jestem workiem treningowym na jego napady złości.

-Nie boję się go.- skłamałam. Wiedziałam, że mama Zayna mi nie uwierzyła, ale nie drążyła już tematu w obecności Safy. Pomachałam im lekko i obróciłam się na pięcie.
Zatrzymałam się tuż przy samochodzie, który był zamknięty, więc zgadywałam, że utknęłam tu dopóki nie pojawi się Zayn.

Łapiąc ślad charakterystycznego zapachu, rozejrzałam się wokoło dopóki moje oczy nie spoczęły na chmurze dymu pochodzącego zza rogu sklepu. Stwierdzając zostawienie wózka wypełnionego zakupami przy samochodzie Zayna (który miał napisane MALIK na tablicy rejestracyjnej) za bezpieczne, powędrowałam za dymem papierosowym, kierując się przeczuciem.
-Wiesz, co sądzę o paleniu.- powiedziałam łagodnie. Jego ciemne oczy momentalnie na mnie spoczęły, ale nawet nie kłopotał się z wyrzuceniem zapalonego papierosa z pomiędzy jego palców.

-A ty, do cholery, wiesz co sądzę o mojej matce, ale to nie powstrzymało cię przed przed wtrącaniem się.- odpowiedział głosem chrapliwszym i niższym niż zazwyczaj. 
-Nie chciałam zrobić ci na złość, po prostu było mi jej szkoda.- Zayn prychnął na moje słowa i wyrzucił filtr fajki na beton, miażdżąc go czubkiem buta.
-Dobrze wiedziałaś, co robisz, kochanie.- poszedł sobie, zostawiając mnie stojącą w pozostałościach dymu. Westchnęłam poirytowana i poszłam jego śladami.
-Zayn.- zawołałam. Gdy już go dogoniłam, załadowywał bagażnik siatkami z zakupami. Odepchnął z siłą wózek od samochodu, nie kłopocząc się z odprowadzeniem go na jego miejsce.
Jego wzrok napotkał mój i zobaczyłam, że rzeczywiście wyglądał na zranionego, ale ból w jego oczach został szybko zamaskowany. Zawsze to robi- tłumi w sobie pewne sprawy, póki nie jest ich już w stanie kontrolować i wtedy obrywam ja.
Nie tym razem.

-Zayn!- podniosłam głos, by upewnić się, że wiedział, że byłam w tym momencie całkowicie poważna. Jego wzrok znów napotkał mój, a jego szczęki się zacisnęły.
-Co? Czego ty ode mnie chcesz, kochanie? Czego ty ode mnie możesz teraz chcieć?!- od razu zaczął na mnie krzyczeć na oczach ludzi, który wchodzili i wychodzili ze sklepu, ale ich ignorował. Udawali, że się nam nie przyglądają, ale widziałam obserwujące mnie, ostrożne oczy.
-Chcę tylko o tym z tobą pogadać, proszę.- błagałam. To jakby coś w nim zaskoczyło i go uruchomiło. Zanim mogłam w ogóle zareagować, jego pięść się zwinęła i uderzyła w bok jego samochodu. Jęknęłam cicho i zakryłam sobie w szoku usta. 

Kierował swoją przemoc na coś obok mnie. 
-Niech to!- krzyknął prychająco. Chciałam podejść i go przytulić, albo chociaż pocieszająco poklepać go po ramieniu, ale zbyt bardzo się bałam. Zostałam tam gdzie stałam i starałam się zostać poza jego zasięgiem. 

-Nie mogę, kurwa, o tym gadać! Wiesz to!- znów krzyknął, kopiąc mocno w oponę. Patrzyłam jak uderza w samochód jeszcze dwa albo trzy razy, upuszczając całą jego furię i ból na kawał drogiego metalu. Po jednej stronie zaczęły formować się wgniecenia, a jemu zaczęły krwawić knykcie.
Czułam się samolubnie, przez to, że nie próbowałam go nawet powstrzymać. Tylko robił sobie krzywdę, wyżywając się na samochodzie, ale nie mogłam już dłużej stawać się celem jego bolesnej pięści.
W końcu się do mnie odwrócił, z czarnymi oczami, tak jak zwykle, gdy jest w takich nastrojach. Skanowałam jego sylwetkę w górę i dół, odnajdując uszkodzone tylko knykcie. Wszystko inne wydawało się być nienaruszone. Oddychał ciężko i wciąż miał zaciśnięte pięści, ale chyba najgorszę było już za nami.
Dzięki Bogu.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się nie stało.- odszeptał, pomiędzy topornymi oddechami. Spojrzałam w dół na moje dłonie i znów otworzyłam moją niewyparzoną jadaczkę, będąc idiotką jak zawsze.
-Myślę, że powinieneś wybaczyć swojej matce.
Co ja sobie myślałam? Bóg jeden wie... Zayn wpatrywał się we mnie przez chwilę z niedowierzaniem, zanim parsknął.
-Tak naprawdę tak nie myślisz, kochanie, więc tym razem ci odpuszczę.
-Myślę tak- broniłam się -Myślę, że byłoby ci lepiej, jeśli coś byś z tym zrobił.- twardo stałam przy swoim, czując się pewniejszą siebie, gdy miał już szansę pobić swój pojazd, a nie swoją dziewczynę. 
-Hannah, jaja sobie, kurwa, w tym momencie ze mnie robisz. Ta suka zostawiła mnie samego z alkoholikiem, gdy byłem dzieckiem! Pieprzonym dzieciakiem! Nie usłyszałam od niej jednego słowa.- wytknął w moją stronę palec, jego ciało znów zaczęło dygotać. 
-Ludzie popełniają błędy, Zayn. Sam coś o tym wiesz.-wymamrotałam łagodnie, zniżając głos w nadziei, że zrobi to samo.
-Zostawiła mnie z nim! Nawet, kurwa, nie masz pojęcia, jak mnie tym skrzywdziła!
-Ty też krzywdzisz ludzi, Zayn. Jeśli dałbyś jej szansę, mógłbyś-
-Nigdy nie skrzywdziłem dziecka. Nigdy. Wszyscy ludzie, których skrzywdziłem nie byli bez winy.  A ja byłem wtedy niewinny. Byłem pieprzonym jedenastolatkiem. Nie zrobiłem nic złego, a ona mnie zostawiła.
-Ja byłam niewinna i mnie skrzywdziłeś.- spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie i pokręcił głową.
-To było coś innego, kochanie. Moja matka… ona….- nie mógł nawet przyjść z odpowiedzią. Koła w jego głowie się obracały, ale nie był w stanie się bronić. Wiedział, że to co zrobił on było o wiele gorsze od tego co zrobiła jego matka.
-To przez nią taki jestem.
-Wiem, skarbie. Wiem.- wyszeptałam. Pocierałam go pocieszająco po ramionach, ale nie robiłam nic więcej. Westchnął i obserwowałam jak jego pięści zaciskają się i rozluźniają od nowa i od nowa dopóki jego ciało nie przestało dygotać.
Gdy się uspokoił, pozwoliłam sobie być przy nim coraz bliżej i bliżej, odważnie owijając ramiona wokół jego torsu i zanurzając twarz w jego piersi. Jego ręce w końcu rozłożyły się na moich plecach, pocierając je, tak jakbym to ja musiała się uspokoić.
-Możemy wrócić do domu?- zapytałam cicho przy jego piersi. Wzięłam delikatny pocałunek złożony na czubku mojej głowy jako potwierdzenie i się od niego oderwałam. Miałam problemy z otworzeniem drzwiczek od strony pasażera, bo czyjaś pięść wgniotła zatrzask, więc musiałam wejść od strony kierowcy.   

Never back down, never give up, never gonna leave, so put your hands up.- śpiewałam razem z radiem podczas drogi do domu. Zayn i ja siedzieliśmy w komfortowej ciszy; jednym dźwiękiem było ciche radio i moje okropne śpiewanie. Chyba Zayn czuł się skruszony, że go poniosło, bo pozwolił mi słuchać lekkiego radia zamiast R&B czy rocka, które przeważnie puszczał. 
Z jedną dłonią na kierownicy, a z drugą na moim udzie, tuż nad kolanem, sprawy z Zaynem znów wydawały się w porządku. Ale gdy podjechaliśmy pod jego dom, obojgu nam zrzedły miny.
Stało tam One Direction, czekając na nas. Cała czwórka.
-Zostań w samochodzie.- Zayn mi rozkazał głosem przyjmującym autorytatywny charakter. Przytaknęłam, wiedząc, że lepiej z nim nie zadzierać. Coś było na rzeczy, to mogłam powiedzieć. Niall i Louis smutno kręcili głowami, gdy Zayn do nich dołączył, podczas gdy Liam i Harry stali jacyś tacy napięci, najwyraźniej próbując opanować złość.
Nie byli zbyt oddaleni od samochodu, więc mogłam usłyszeć przytłumione rozmowy, ale nie mogłam rozgryźć o czym mówili. Wszystko co wiedziałam, to że coś się stało i byli wkurwieni.
Posłałam mu lekki uśmiech, gdy Zayn na mnie spojrzał, ale go nie odwzajemnił. Z powrotem odwrócił się do swoich przyjaciół, zanim wszyscy oprócz Liama podeszli do samochodu.
-Lou, Haz and Niall pomogą ci wnieść do środka zakupy, a ja pogadam z Liamem, okej?- Zayn zapytał mnie, otwierając drzwiczki od strony kierowcy i pomagając mi wysiąść. Przytaknęłam, dobrze wiedząc, aby nie wszczynać kłótni. Pocałował mnie w policzek i popchnął w kierunku trzech chłopaków, którzy rozładowali już samochód.
Szłam za nimi do środka, patrząc za siebie, widząc Liama i Zayna znikających za rogiem.
Jazda windą była niezręczna. Louis, Harry i Niall wymieniali pomiędzy sobą spojrzenia, komunikując się bezgłośnie i zostawiając mnie poza rozmową. Zanieśli torby z jedzeniem do naszej kuchni i zaczęli je rozpakowywać, dobrze znając mieszkanie Zayna i wiedząc, gdzie wszystko powinno trafić.
-Z Zaynem wszystko w porządku, prawda?- zapytałam łagodnie Louisego. Ze wszystkich przyjaciół Zayna lubiłam go najbardziej. El go kochała, a to coś dla mnie znaczyło.
Harry się obrócił i zaśmiał się parsklwie. Ze wszystkich przyjaciół Zayna go lubiłam najmniej. Z oczywistych powodów.
-Co cię tak bawi, lokowaty zjebie?- warknęłam na niego.
-Uważaj, jak się do mnie odzywasz, Hannah.- ostrzegł, zanim otworzył jedną z paczek chipsów i wrzucił sobie kilka do ust. Niall zostawił to co robił, żeby też wziąć garść.
-Nie musisz się o niego martwić. Zayn nie robi niczego niebezpiecznego, musiał pogadać tylko z Liamem.- pocieszył mnie Louis.
-Więc czemu wszyscy tu przyszliście?- naciskałam, cholernie dobrze wiedząc, że to musi być jakaś skrajny moment, gdy całe One Direction zjawia się w mieszkaniu Zayna. Niall i Louis wymieniali nerwowe spojrzenia, podczas gdy Harry czytał etykietę wartości odżywczych na Tostitos, które jadł. 
-Jedna porcja ma pieprzone 120 kalorii! To z jakieś 30 chipsów! No nieźle.- uśmiechnął się chłopięco i wziął kolejną garść. Zignorowałam go i bacznie obserwowałam Nialla i Louisego, czekając, by któryś z nich mnie oświecił.
-Chcieliśmy odwiedzić naszą ulubioną paskudę.- Niall zwrócił się do mnie, a jego policzki przybrały odcień jasnego różu. Nawet powszechnie znanemu gangsterowi przytrafia się takie coś, gdy kłamie.
-Niezła próba, Horan.
-Weź się zachowuj. Zayn zaraz wróci i to jego możesz irytować pytaniami.- błagał mnie Louis. Westchnęłam ze smutkiem, wiedząc, że Zayn i tak mi nic nie powie.
-A powiesz Eleanor?- jego oczy od razu napotkały na moje i dostałam groźne spojrzenie.
-To co innego.
-Niby dlaczego?
-Nie jesteś moją dziewczyną. Muszę szanować związek Zayna tak samo jak on szanuje mój. Daj sobie spokój, Hannah.-powiedział urywanymi słowami, wyraźnie na mnie wkurwiony. No cóż, złoszczący się, niebezpieczni członkowie gangu to ostatnimi czasy moje klimaty, więc byłam do tego przyzwyczajona.
-Mam prawo wiedzieć czy powinnam martwić się o bezpieczeństwo mojego chłopaka czy nie.- odpaliłam, dorównując oziębłości w jego głosie. Nie będę się pierdzielić.
Oczywiście moja odpowiedź spotkał stłumiony śmiech Harrego. Odwróciłam się do niego i wpatrywałam się w niego przez zmrużone oczy. Jego wzrok połączył się z moim i użerając się, pomachał mi.
-Co jest takie, kurwa, zabawne?!- krzyknęłam, wyrzucając ręce w powietrze.
-Nic, laleczko. Tylko to, że gdyby Zayn o tym wiedział, to by się wkurzył.- Harry wzruszył ramionami, posyłając porozumiewawczy uśmiech Niallowi, który pokręcił głową w stronę jego kręconowłosego przyjaciela. 

-O czym wiedział?
-O tym, że się o niego martwisz. To on zajmuje się tobą i nie chce, żebyś się o niego niepokoiła ani nic. On martwi się o ciebie, ale bez vice versa.- chciałam odpowiedzieć mu, że się mylą, że trzeba się zajmować Zaynem tak samo jak każdym innym, ale zanim mi się to udało, dwie pary ciężkich butów rozniosły po mieszkaniu echo.
Od razu wybiegłam z kuchni, chłopaki zaraz za mną i rzuciłam się na Zayna. Natychmiast mnie załapał i trzymał mnie przy swoim ciele. Wdychałam jego męski zapach i wtargnął mi do nosa mocny zapach papierosów.
-Martwiłam się o ciebie.- wyszeptałam mu do ucha, chociaż wiedziałam, że zareaguje tak jak mówił Harry. 
-Nie waż się, kurwa, o mnie martwić.- warknął w odpowiedzi, ściskając mnie mocniej do jego umięśnionej sylwetki. Nie odpowiedziałam i zamiast tego schowałam twarz z dala od wszystkich przy jego piersi. Czułam drganie jego szyi, gdy wypowiadał słowa skierowane do jego przyjaciół. 
-Liam wie jaki wprowadzić plan nadzoru. Zadzwońcie do reszty i powiedzcie im, żeby tu przyjechali. Tak będzie najbezpieczniej.- rozkazał im Zayn. Liam i Louis ruszyli szybko z mieszkania, gdy Niall i Harry zatrzymali się, żeby pogadać po cichu sam na sam, zanim też zniknęli mi z widoku.

Odsunęłam się wystarczająco, by zobaczyć rozszalałe spojrzenie Zayna.
-Zayn, co się dzieje?- zapytałam cicho, troska wyryta była wyraźnie w moim wyrazie twarzy. 
-Nic, kochanie. Wszystko w porządku.- wyszeptał, przyciągając moja głowę z powrotem do jego piersi.
-Nie pozwolę, żeby cię dopadli.- mruknął do siebie słowa, które nie były przeznaczone dla moich uszu. 


~~
hej misie!
siedziałam nad tym rozdziałem jakieś 9 godzin, padam na twarz... ale chciałam dodać go dzisiaj, bo mija 8 miesięcy od założenia tego bloga, a licznik pokazuje 300.000 w co nie mogę uwierzyć. jeju, jesteście niesamowici ♥♥♥ :')
chociaż coś się w końcu zaczyna dziać w tym opowiadaniu. czyli jeszcze lepiej, bo chciałabym je skończyć do końca marca, nie wiem czy dam radę, no ale zobaczymy ;) 
co tam u was? kiedy macie ferie? bo mi się właśnie kończą i rozpaczam haha
do następnego <3