niedziela, 23 lutego 2014

Chapter 43: Zayn’s POV

-Zayn!- zostawiłem to co robiłem, gdy usłyszałem wołającą mnie Eleanor. Ja i Louis od razu zerwaliśmy się na nogi.
-Zayn! Hannah wychodzi! Że co, kurwa? Serce mi stanęło i wybiegłem z kuchni do przedsionka. Moje oczy wyłapały spojrzenie Hany, gdy drzwi windy zaczęły się zamykać. Uśmiechnęła się do mnie z premedytacją. Podbiegłem w jej stronę, gotowy by wsadzić rękę pomiędzy drzwi, żeby zapobiec żeby dokądś poszła, ale byłem sekundę za późno. Pieprzone drzwi zamknęły mi się tuż przed twarzą.
-Kurwa!- krzyknąłem, uderzając pięścią w ścianę obok drzwi. Czy ona nie wiedziała co tam na nią czeka? 
Wciąż dokładnie pamiętałem, gdy wróciliśmy do domu ze sklepu i czekali na nas chłopaki. Puścili mi wiadomość głosową od faceta, o którym nie słyszałem od czterech lat. Groźba, której się spodziewałem, ale i tak mnie zaskoczyła.
Przedtem nie miałem w życiu nikogo, kto mógłby być moją słabością.
,,Pilnował bym swojej dziewczyny, gdybym był tobą, Malik.

Chcieli Hanę.
Pieprzeni Sharksi chcieli moją dziewczynę.
-Nic się jej nie stanie. Pójdziesz po nią, gdy winda już wróci.- Louis odezwał się zza mnie. Obróciłem się tak szybko, że normalnie zakręciłoby mi się w głowie, gdyby i tak nie panował w niej zamęt. Moje oczy skupiły się na jego ochronnym uścisku na Eleanor. 
-Skąd to, kurwa, możesz to wiedzieć, Lou? Słyszałeś przecież groźbę!- wydarłem się na niego, dźgając go palcem. Louis podniósł ręce w poddańczym geście, na chwilę puszczając El. 
-Zayn. Weź się uspokój. Winda jest już w drodze na górę.- starał się mnie pocieszyć. Ta, chuj z nim.
-Nie mów mi, kurwa, żebym się uspokoił, gdy Hannah jest w niebezpieczeństwie!- krzyknąłem, popychając go, tak, że się potknął i zmrużył na mnie oczy. Wyciągnął rękę i pociągnął Eleanor za siebie. Kątem oka zobaczyłem jak Harry i Niall się podnoszą, gotowi, by rozdzielić mnie i Louisa jeśli stracił bym nad sobą panowanie, co jest do mnie bardzo podobne.
-Jeśli Eleanor by coś groziło, oboje wiemy, że nie byłbyś, kurwa, spokojny.- zawrzałem, starając się zapanować nad moim gniewem jak tylko mogłem.
Hannah mnie do tego zmuszała. Z jakiegoś powodu sprawiała, że chciałem być lepszym człowiekiem, a ja, kurwa, nie wiedziałem dlaczego tak było. Sprawiała, że przestałem wyżywać się na Louisie, a nawet jej z nami nie było. Ja pierdole.
-Masz rację, też bym ześwirował. A teraz właź do tej pieprzonej windy, zanim ci ucieknie.- rozkazał. Przytaknąłem do niego z wdzięcznością i wypadłem stamtąd jak burza.
Jazda windą trwała wieczność i ciągle się w niej kręciłem. Gdy już dotarłem do lobby, nie musiałem nawet przepychać ludzi, żeby zrobić sobie miejsce. Odszedłem w stronę budynku, w którym Hannah odbywała staż.
Jeśli coś by się jej stało... nie wiem co był zrobił. Może zawody w zabijaniu ludzi? Ledwo kontrolowałem swój gniew jeśli o to chodziło. Bez niej przy moim boku, oszalałbym. Dosłownie.
Nie pamiętałem nawet, jak bez niej wyglądało moje życie.
Pokonała trzy przecznice.
Pokonała trzy przecznice od mojego mieszkania zanim wyłapałem wzrokiem tył jej głowy. Jej długie ciemne włosy kołysały się, gdy szła dumnie po chodniku. Mój gniew zeszedł na chwilę na bok, a moje oczy powędrowały w dół jej ciała. Ołówkowa spódnica opinała jej tyłek, a moje usta wykrzywiły się w uśmiechu. 
Irytowała mnie do pieprzonej nieskończoności. Nigdy nie wykonywała poleceń. Zawsze pakowała się w kłopoty. Ale cholera, była gorąca. Nie była super-chuda czy wysoka jak Danielle. Była ode mnie o wiele niższa, co mi się podobało i miała seksowne krągłości bez bycia grubą.
Idealna.
Absolutnie idealna.
Gdy już ją dogoniłem, odczekałem chwilę, żeby rozejrzeć się po okolicy. Musiałem upewnić się, że nie było tu nikogo z Sharksów. Wyciągnąłem rękę, żeby złapać ją za ramię. Szybko pociągnąłem ją w tył, tak, że wpadła na moją pierś. Siła jej małego ciała nawet trochę mnie nie zachwiała. Owinąłem ramiona wokół jej delikatnej talii i lekko ją ścisnąłem.
-Dokąd się, kurwa, wybierasz, kochanie?- warknąłem jej do ucha. Nie ważne jak bardzo się starałem albo cokolwiek robiłem, ona nie mogła załapać faktu, że moim światem rządzą reguły. Nie mogła sobie tak po prostu pójść.
-Do pracy.- syknęła. Jej drobny łokieć wysunął się do tyłu i walnął w mój brzuch. Chrząknąłem z bólu, ale jej nie puściłem. Uciekłaby, gdy tylko poluzowałbym uścisk.
-Nie sądzę.- obróciłem nas, tak, że mogłem przygwoździć ją do ceglanej ściany pobliskiego budynku. Musiałem zachować spokój, gdy widziałam jak krzywi się z bólu. Nienawidziłem ją krzywdzić, ale nie miałem innego wyboru. Nie wiedziałem jak inaczej zmusić ją do współpracy.
-Nie wiesz jakie niebezpieczne jest dla ciebie bycie tutaj?- syknąłem, pochylając się, tak, że mieliśmy oczy na tym samym poziomie. Zauważyłem, że dłonie się jej trzęsły i jak drgało jej gardło, gdy przełykała ślinę. Bała się mnie. I dobrze. Taki był cel mojego zachowania, ale dlaczego byłem też taki rozczarowany sobą, że ją przerażałem? 
-Nie, ty głupia pizdo. Jak do cholery mam wiedzieć co jest grane skoro, kurwa, wszystko przede mną ukrywasz?!- warknęła w odwecie. Jej odwaga i głupota całkowicie przewyższał jej strach. Zwalczyłem chęć do uśmiechnięcia się dumnie.
Zadziorność Hany była jedną z rzeczy, które w niej kochałem. Ale było to też jedną z rzeczy, które doprowadzały mnie do szaleństwa.
-Jak ty mnie, kurwa, nazwałaś?- prychnąłem, jeszcze raz przygważdżając ją do ściany. Czasami, nawet gdy wściekłość nie przejmuje nade mną całkowitej kontroli, nie mogłem się powstrzymać przez zrobieniem jej krzywdy. Nigdy nie zważała na to co robi, a ja musiałem pokazać jej, że są konsekwencje. Bałem się, że jeśli nie zrobię jej krzywdy w ramach kary to staną się gorsze rzeczy. Takie jak to, że Sharksi mogliby położyć na niej swoje obślizgłe łapy.
-Potrzebujesz aparatu słuchowego, staruszku? Chyba mnie słyszałeś.- opowiedziała. Dałem jej drobnym dłoniom uderzyć mnie w pierś, chyba w celu popchnięcia mnie do tyłu, ale jej małe rączki nic nie zdziałały. Ledwo się w ogóle poruszyłem. Jej siła ani trochę nie równała się z moją.
-Chodźmy już.- zaczepiłem ręce wokół jej nadgarstków jak kajdanki i zacząłem ją ciągnąć z powrotem do mojego- to znaczy do naszego domu. Siłowała się ze mną przez całą drogę i pozostając przy swoim nastawieniu przez cały czas przeklinała.
I oczywiście nikt nie stanął mi na drodze, bo nikt, kurwa, nie zadziera z Zaynem Malikiem. 

No, z wyjątkiem Sharksów.
-Jeśli będę musiał wciągnąć do windy, to będziemy mieli pieprzony problem. Rozumiesz, kochanie?- potrząsłem nią lekko, żeby zrozumiała przekaz, ale tylko przewróciła oczami. 
-No to chyba będziemy mieli pieprzony problem.- warknęła, gdy dalej zaczęła się ze mną szarpać. Zmrużyłem na nią oczy. Naprawdę musiałem się starać, żeby kontrolować swój gniew i nie pobić jej na oczach wszystkich w lobby tak jak chciałem. 
Nie byłem już takim człowiekiem. A przynajmniej tak sobie wmawiałem.
-Chyba powinnaś rozważyć to ponownie.- ostrzegłem ją. Naprawdę testowała moje granice, ale nie mogłem oczekiwać od niej żeby się zachowywała. To po prostu nie było w jej stylu.
-Weź jeszcze mnie ugryź- syknęła. Wepchnąłem ją do windy i przycisnąłem do niej moje ciało, przypierając ją do ściany.
-Nie kuś mnie, kochanie.- miała na twarzy uśmieszek. Myślała, że nie będę mógł z niej nic wyczytać, ale dokładnie wiedziałem co chce zrobić. Szybko zablokowałem ręką jej kolano, które wędrowało do mojego krocza. Z siłą odepchnąłem jej nogę do tyłu i złapałem ją za ramiona.
-Niezła próba.- przełknęła nerwowo ślinę. Znów przytwierdziłem jej ciało do ściany windy, gdy wiozła nas już w górę, do mojego mieszkania.
-Zayn, ja-
-Cśśś. Po prostu zamknij te twoje piękne usteczka zanim przysporzą ci jeszcze więcej kłopotów.- prychnęła obrażona i dumnie mnie minęła, wchodząc do mieszkania, zdzielając mi po drodze z bara. Obróciłem się i poszedłem tuż za nią, depcząc jej po piętach.
Widziałem, że Eleanor posłała jej przepraszające spojrzenie, stamtąd gdzie siedziała na kolanach Lou. Nie miała za co ją przepraszać. W przeciwieństwie do niektórych, zrobiła to co powinna.
-Hannah! Nie skończyliśmy jeszcze gadać!- krzyknąłem za nią. Obróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Nie miała w w nich ani grama strachu, ale wiedziałem, że tam był. 

-Jeśli nie chcesz powiedzieć mi co jest grane, to ta rozmowa jest z pewnością skończona.-warknęła. Strasznie chciałem powiedzieć jej o tej groźbie, ale nie mogłem. Nie chciałem jej straszyć. Nie chciałem, żeby się zamartwiała. 
Plus, znając Hanę jej reakcja wpędziłaby ją w jeszcze większe zagrożenie.
Louis mógł powiedzieć Eleanor, bo racjonalnie myślała. No i dlatego, że jest pieprzoną cipą, która nie potrafi trzymać języka za zębami.
Liam nie powiedział Danielle, bo byłaby przerażona. Ta biedna dziewczyna i tak trzęsła się nawet w naszym towarzystwie.
No a do tego groźba była skierowana tylko do Hany, a nie do reszty dziewczyn. Tak naprawdę nikt nie wiedział o Eleanor i Danielle, a Harry i Niall sypiali z naznaczonymi dziewczynami tak dużo razy, że zdążyły już zmieszać się z tłumem.
Ale nie moja Hannah.
Hannah stała się znana dla wszystkich, nawet moich wrogów.
Dałem jej odejść, nie mając serca kłócić się z nią jeszcze bardziej, wiedząc, że to przez jej związek ze mną jej życie jest w niebezpieczeństwie. Była moją dziewczyną i to była moja wina, że te dupki siedziały jej na ogonie.
-Dzięki Bogu, że nic jej nie jest.- Liam wymamrotał. Danielle przytaknęła w zgodzie, jak zawsze nic nie mówiąc. 
-Powinieneś trzymać ją na smyczy, stary.- Niall zażartował. Spojrzałem na niego, mając nadzieje, że ciemność w moich oczach wystarczy, żeby się, kurwa, zamknął. Może i jesteśmy przyjaciółmi, ale miałem dość tego, że moi kumple gadają takie gówna o mojej dziewczynie.

Reszta popołudnia była napięta. Hannah dalej była na mnie wkurzona, za to, że nie chciałem jej powiedzieć, co się dzieje, więc ją ignorowałem. Wolałem już udawać, że jej tu nie było niż skończyć robiąc coś, czego bym żałował.
Nie byłem już tą osobą.
-Będzie obiad czy z tego też jestem wykluczona?- Hannah warknęła. Czułem się winny, ale nie była jedyną, która o tym nie wiedziała; Danielle też była niczego nieświadoma, ale jej to chyba nie przeszkadzało.
-Dość tego, kochanie.- warknąłem. Wiedziała, że pracowałem nad moim gniewem, ale i tak testowała jego granice. Zacisnąłem pięści na oparciu mojego krzesła i policzyłem pod nosem do dziesięciu. Najwyraźniej to miała być jakaś gówniana metoda, która miała pomóc mi z poradzić sobie z gniewem. 

Totalne pierdolenie.
Wciąż chciałem uderzyć ją w twarz. W jej piękną, porcelanową twarz.
Coś zdecydowanie było ze mną nie tak.
Ale z nią również było coś nie tak, bo ze mną została.
-Bo co zrobisz? Pobijesz mnie?- rzuciła mi wyzwanie, desperacko szukając sposobu, żeby ktoś zwrócił na nią uwagę. 
-To zaproszenie?- powiedziałem przez zaciśnięte zęby. Tak bardzo jak jej niezależność mnie podniecała, to niesamowicie mnie też wkurwiała. 
Prychnęła obrażona i obróciła się na pięcie, wpadając jak burza do naszej sypialni. Uśmiechnąłem się zwycięsko i rozluźniłem moje napięte mięśnie. Udało mi się skończyć kłótnię bez przemocy. Fajne uczucie.
Gdzieś półtora godziny później Eleanor wstała.
-Pójdę sprawdzić co u Hany. Jest jakoś nadzwyczaj cicho.- spojrzałem w górę na brązowowłosą dziewczynę z zaskoczeniem. To było dziwne, że mojej dziewczynie udało się być tak długo bez wywołania jakiś szkód. Obserwowałem jak El i Danielle wyszły z salonu i udały się do końca korytarza. 
Odczekałem chwilę, zanim wstałem żeby za nimi pójść. Zanim mogłem się chociaż ruszyć, żeby wyjść z pomieszczenia, Danielle wydarła się w niebo głosy. Cała nasza piątka pobiegła do mojej sypialni szybciej niż wydawało się to możliwe.  
Danielle i Eleanor stały na środku pokoju z bladymi twarzami i ustami otwartymi w szoku. Liam i Louis od razu do nich podbiegli.
Te ich przesłodzone związki mnie obrzydzały.
Hannah i ja nie musieliśmy tacy być. Mieliśmy siebie nawzajem.
Rozejrzałem się po pokoju. Nie było nigdzie Hany, ale było za to otwarte okno. Znów mnie, kurwa, zostawiła...
Wpadłem w furię. Miałem nagłą potrzebę przywalenia komuś. Gdy położę na niej ręce, przysięgam na Boga, skręcę jej kark. Zrobię to, żeby już nigdy nie była w stanie chodzić. Zrobię-
-Zayn, stary. Weź rzuć okiem.- Harry pomachał mi przed twarzą kawałkiem papieru. Wyrwałem mu go z ręki i skorzystałem z okazji by się rozejrzeć.
W pokoju panował totalny bałagan.
Łóżko było nie pościelone, a kołdry były rozrzucone na podłodze. Krzesło leżało do góry nogami, a po całym pokoju walały się papiery. Zasłony były zerwane z karniszy. Było też małe wgniecenie zostawione na ścianie obok łazienki. Wyglądało jakby przeszło tu tornado.
Rozładowała tu swój napad złości i uciekła. Zabiję ją. No, kurwa, ją zabije.
-Powinieneś to przeczytać, stary.- Harry mnie popędził. Jęknąłem i przeniosłem mój wzrok na kartkę. Napisany niechlujnymi bazgrołami był bardzo prosty przekaz.
Masz 48 godzin.
To było takie zwyczajne, ale znaczyło tak wiele. Niall wziął to ostrożnie z moich rąk i pokazał reszcie.
Nie byłem w stanie nawet zwrócić na nich swoją uwagę. Zastygłem w bezruchu, moje ciało zesztywniało z szoku, a serce prawie stanęło mi ze strachu. 
Zabrali ją.
Powinienem był domyślić się wcześniej. Pokój był jednym wielkim bałaganem- Hannah nigdy nie poddałaby się bez walki. Ale jak udało się Sharksom po prostu tu wejść i zabrać mi ją z pod nosa? Nie usłyszeliśmy przecież nawet pieprzonego pisku.
Zacisnąłem pięści i uderzyłem nimi o ścianę, przyozdabiając ją na stałe małymi kraterami. Krzyknąłem i przewróciłem szafę pełną jej ubrań.
Liam i Louis wypchnęli Eleanor i Danielle z pokoju. 
-Odzyskamy ją, Zayn. Nie martw się.- Niall poklepał mnie po plecach.
-To wojowniczka, stary. Poradzi sobie.- Harry powiedział poważnie stamtąd gdzie stał, oglądając okno.
-Już nie żyją. Wszyscy.

niedziela, 16 lutego 2014

Chapter 42: Danger

-Proszę, powiedz, co się dzieje.- błagałam Zayna, gdy obserwowałam jak rozwalał naszą sypialnię. Usiadłam po turecku na łóżku i bawiłam się bezmyślnie końcem kołdry. Jego ciemne oczy momentalnie powędrowały w moim kierunku.
-Nic się nie dzieje, kochanie. Muszę tylko coś znaleźć.- warknął. Moje oczy śledziły jego ruchy po pokoju, obserwując jak wydziera szuflady z komody, rozrzucając nasze ciuchy po całej podłodze.
-A czego szukasz? Może pomogę?- zasugerowałam, zaczynając rozumieć czego dokładnie szukał.
-Nie, nie pomożesz. Siedź tam i się przymknij.- warknął, wyrzucając stertę moich staników na ziemię w rogu pokoju. Patrzałam jak klęka na kolana, by przykucnąć i zajrzeć pod łóżko. Fuknął gniewnie i podniósł się ze swojej pozycji.
-Wiem, czego szukasz.- mruknęłam, nawet nie pewna, czy mnie usłyszy.
-Czyżby? Wiesz czego, kurwa, szukam, kochanie? To mi, kurwa, pokaż, gdzie to jest!- krzyknął, kopiąc róg komody. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Ostrożnie owinęłam palce wokół jego nadgarstka i przyciągnęłam go bliżej mnie. Zmrużył na mnie oczy, ale pozwolił, żebym pociągnęła go za sobą. 
Zaprowadziłam go do pokoju gościnnego i zmusiłam go, żeby usiadł na końcu łóżka.
-Wiesz, że nie mam na to pieprzonego czasu.- warknął na mnie. Dałam mu znak, żeby poczekał i uklęknęłam. Ostrożnie wsadziłam rękę pod materac i owinęłam palce wokół zimnego metalu. Wyciągnęłam go i trzymałam ostrożnie. Pistolet zwisał dziwnie pomiędzy moim palcem wskazującym a kciukiem, gdy trzymałam go przy twarzy Zayna.
Aż szczęka mu opadła.
-Czemu to tu, kurwa, jest?!- krzyknął, wyrywając mi z dłoni broń. Wstał szybko, tak, że był ze mną twarzą w twarz. Wetknął sobie pistolet w tylną kieszeń spodni i przykrył koszulką. Jego ciemne spojrzenie skrzyżowało się z moim. 
-Czemu, do cholery, to tam było, kochanie?- ponowił pytanie niskim głosem. Przełknęłam ślinę i spojrzałam mu w oczy.
-A czemu w ogóle to miałeś?- odgryzłam się, nie pozwalając mojemu głosowi załamać się nawet w najmniejszym stopniu.
-To mój pieprzony dom. Czemu ta spluwa tu była?
-Znalazłam ją...i-
-Zayn. Chyba musisz tam iść.- głowa Nialla pojawiła się w pokoju. Westchnęłam z ulgą, gdy Zayn zmierzył mnie spojrzeniem i jak burza wypadł z pokoju. Poszłam za nimi niechętnie do kuchni. 
-Umm, stary.- Niall kiwnął głowę w stronę mnie. Zayn się obrócił i westchnął.
-Kochanie, to nie jest coś dla twoich uszu.- powiedział opryskliwie. Jego oczy powędrowały do salonu, niemo rozkazując mi żebym tam poszła i zostawiła jego i Nialla w spokoju. Skrzyżowałam ramiona na piersi i oparłam się o framugę drzwi. 

-Co się dzieje? Zayn, proszę, powiedz. Mogę pomóc.
-Chcesz pomóc? To idź sobie do innego pokoju, siedź tam i bądź grzeczną dziewczynką.- krzyknął na mnie. Wpatrywałam się w niego jeszcze przez chwilę zanim zrobiłam to co mi powiedział i poszłam sobie gdzie indziej. Był na mnie wyraźnie zły za schowanie jego pistoletu, więc nie chciałam dolewać oliwy do ognia.
Przechodziłam obok windy w mojej drodze do salonu i gdy tylko moje palce przejechały po zimnym metalu windy, nagle się otworzyła. Prawie odskoczyłam w tył na dwa metry.
-Jezu Chryste, ale mnie, kurwa, wystraszyliście!- wydyszałam, gdy Eleanor z niej wyskoczyła. Zaśmiała się lekko i owinęła wokół mnie jej chude ramiona.
-Ciebie też miło widzieć, skarbie.

-Straszne. Nawet się jeszcze nie przywitaliśmy, a ta już klnie jak szewc.- Louis warknął, mijając mnie i jego dziewczynę. Eleanor zmrużyła oczy na tył jego szyi i pokręciła głową.
-Ignoruj go, okresu dostał.
-Jakaż ty się, Eleanor, odważna robisz!- Louis zawołał w odpowiedzi. Obserwowałam jak Danielle podchodzi do nas z lękliwym uśmiechem. Liam szedł za nią i pocałował ją lekko w policzek zanim poszedł za Louisem do kuchni, gdzie była reszta.
-Masz jakieś pomysły, co się dzieje?- Danielle zapytała jej płochliwym głosem.
-Żadnych i umieram z tej niewiedzy. Zayn zachowuje się jak kutas i nic mi nie powie.- wymamrotałam, idąc z dziewczynami do kuchni.
-Jak kutas, co?- moja głowa wystrzeliła w stronę jego głosu. Kurwa, on nie miał tego usłyszeć... 
-Ja-
-Nie mówiłem ci, żebyś poszła usiąść w salonie i się przymknąć?- naciskał. Wpatrywał się we mnie, siedząc przy kuchennym stole, a ja przełknęłam nerwowo ślinę i rozejrzałam się po reszcie par oczu. 
-Ale-
-Nieważne, ale skoro już tu jesteś to idź przygotuj pokój gościnny dla Eleanor i Danielle. Zostają u nas przez kilka dni.- wygonił mnie. Odeszłam może na dwa kroki zanim z powrotem wpadłam do kuchni.
-Czemu u nas zostają? Co się dzieje?
-Sorry, ale nie pamiętam, żebym pozwalał zadawać ci pytania. A teraz stąd idź, kochanie. Nie widzisz, że nie jestem w humorze na twoje błazenady?
-Zayn, możemy pogadać sam na sam?- zapytałam przez zaciśnięte zęby. Nie obchodziło mnie, co się działo, ale on nie miał prawa tak do mnie mówić.
-Hannah. Jeśli wstanę z tego krzesła, oberwiesz tak mocno, że się nie podniesiesz.- warknął, uderzając płasko dłonią o blat stołu.
-Dobra. Ale to jeszcze nie koniec!- zadeklarowałam, gdy obróciłam się na pięcie i zamykałam z trzaskiem każdą możliwą parę drzwi na mojej drodze do pokoju gościnnego. 

-Nie wiem co jest grane.- Danielle powiedziała histerycznie, bawiąc się brzegiem kołdry. Jej długie nogi  były rozłożone na łóżku, a Eleanor siedziała na brzegu. Wchodziłam po pokoju w tę i z powrotem, dając mojej wyobraźni wymyślać najgorsze scenariusze.
-Liam był ostatnio strasznie do mnie przywiązany, zachowywał się jak przylepa. To dziwne.- kontynuowała. Westchnęła i podłożyła sobie ręce pod podbródek. 

-No, a Zayn jest strasznym kutasem, więc i tak masz lepiej.- mruknęłam. Danielle wzruszyła ramionami i kontynuowała bawienie się kołdrą. Moje oczy spoczęły na Eleanor, która była cicho przez całą naszą dyskusję.
-A Louis?- zapytałam ją, wciągając ją do rozmowy. Spojrzała na mnie pytająco.
-Co Louis?- powtórzyła, przechylając głowę na bok. 
-No... nie zachowywał się dziwnie?- zapytałam, czując to w głębi za podejrzane. Przeniosła wzrok w dół, na jej palce.
-Znasz go, on zawsze zachowuje się dziwnie.- odpowiedziała monotonnie. Przerwałam na chwilę moje wędrówki po pokoju, zanim ruszyłam w jej stronę i przed nią uklęknęłam.
-Ty coś wiesz!- rzuciłam, pochylając się tak, że była zmuszona patrzeć mi prosto w oczy. Widziałam, że Danielle podniosła się lekko z łóżka i przybliżyła się do naszej rozmowy.
-Że co? No coś ty...- Eleanor potrząsnęła żarliwie głową.
-Widzę, że coś kręcisz, El. Co wiesz?
-Nie mogę wam powiedzieć. Obiecałam Louisowi.- wyszeptała. Widziałam desperacje w jej oczach, bym nie kontynuowała tego tematu, co oczywiście, zrobiłam.
-Co ci powiedział?- zapytałam, zniżając głos do szorstkiego szeptu.
-Eleanor, proszę. Boję się...- Danielle wyszeptała zza niej. El przygryzła wargę i zamknęła szczelnie oczy. 
-Ktoś wysłał chłopakom groźbę i po prostu się zabezpieczają. To wszystko.- znów na mnie spojrzała. Miałam przeczucie, że nie wiedziała nic więcej oprócz tego co nam powiedziała. Westchnęłam i usiadłam na podłodze.
-Jakim cudem Louis ci powiedział, a żaden z chłopaków nie powiedział nam?- zapytałam, wskazując na Danielle i mnie. Eleanor wzruszyła ramionami.
-Siedzę w tym od jakiegoś czasu; rozumiem ich świat, ich interesy. Liam nie chciał wystraszyć Danielle, a Zayn cię po prostu zna. Myślał pewnie, że zbzikujesz i zrobisz coś głupiego. 
-Czemu wszyscy tylko czekają, aż zrobię coś głupiego?- na twarze Eleanor and Danielle wtargnęły lekkie uśmiechy.
-No co?- czułam się wytrącona z równowagi przez ich uśmieszki i wymianę porozumiewawczych spojrzeń.
-Och, nic takiego, tylko...Hannah, robisz rzeczy bez ruszenia najpierw mózgiem, tak jak prowokowanie najbardziej niebezpiecznego faceta w mieście. Robienie głupich rzeczy jest bardzo w twoim stylu.
-Weź się przymknij, Eleanor.- warknęłam, gdy nie mogłam wymyślić czym się obronić. Danielle i El tylko lekko się zaśmiały i pokręciły głowami.
Kilka godzin później weszłam do kuchni z burczącym brzuchem. Musiałam iść do pracy za niecałą godzinę a chłopaki nie wychodzili z kuchni przez cały dzień. Martwiło mnie, że jakąkolwiek groźbę otrzymali, tak bardzo ich przejęła, ale jeśli chcą trzymać mnie poza ich kółkiem różańcowym, to będą musieli zmierzyć się z moim głodem.
-Zayn, możemy zamówić-
-Nie widzisz, że jestem zajęty?!- warknął na mnie. Udawałam, że jego ton nie zadział na mnie jak dźgnięcie nożem i zignorowałam to nieprzyjemne uczucie, tak jak robię to za każdym razem.
-Ale muszę-
-Przepraszam, ale czy ty, kurwa, nie usłyszałaś, co dopiero powiedziałem? Jestem zajęty!- wykrzyczał, odsuwając swoje krzesło do tyłu i do do mnie podchodząc. Jego wielkie dłonie chwyciły mnie za ramiona i uderzyły mną o kuchenną ścianę.

Miałam świadomość obecności reszty chłopaków, których oczy obserwowały nas ostrożnie. Trzęsącą się dłonią sięgnęłam, do jego ręki, nie by go uspokoić, ale żeby zatrzymać ją na moim ramieniu i żeby nie powędrowała i owinęła się wokół mojej szyi czy uderzyła mnie prosto w twarz.
-Zayn- szepnęłam w nadziei, że zrozumie jaka byłam przerażona. 
-Idź sobie, kurwa, gdzie indziej, siedź tam i się zamknij!- krzyknął, wypychając mnie z kuchni z taką siłą, że się potknęłam i upadłam na plecy. 
Eleanor i Danielle od razu pojawiły się przy mnie, pomagając mi wstać. Zgromiłam Zayna spojrzeniem, który tylko pokręcił na mnie głową i wrócił do kuchni.
-Chuj ci w dupę!- krzyknęłam za nim, tylko udowadniając tym to, co El i Dani o mnie powiedziały; robię dużo głupich rzeczy. Zayn się nie obrócił ani nie odpowiedział na mój wybuch, ale widziałam, że ramiona mu się napięły. Zanim mogłam wpakować się w jeszcze większe kłopoty, Danielle i Eleanor zaciągnęły mnie do końca korytarza. 
Odepchnęłam je od siebie i wpadłam do sypialni. Ubrania wciąż leżały na podłodze z wcześniej, gdy Zayn szukał swojego pistoletu. Poszperałam w nich i znalazłam bluzkę i ołówkową spódnicę. Nałożyłam je na siebie i pomalowałam się lekko.
Gdy znów wyszłam z pokoju, Eleanor i Danielle tam były, czekając na mnie.
-Gdzie idziesz?- Danielle zapytała, gdy chwyciłam moją torebkę i odeszłam w stronę windy. Zignorowałam je i nacisnęłam przycisk.
-Nie możesz wyjść. Rozkazy chłopaków.- Eleanor po mnie sięgnęła, ale weszłam do windy.
-Tam jest niebezpiecznie!- krzyknęła. Wzruszyłam ramionami i wcisnęłam guzik kierujący na parter. Eleanor spojrzała na mnie smutno. 
-Przykro mi, ale jeśli stąd nie wyjdziesz to będę musiała po niego iść.- ostrzegła mnie miękko. Wiedziałam, że starała się tylko pomóc i mnie chronić, ale musiałam sprawdzić, czy nie blefowała.
-Muszę iść do pracy.- odpowiedziałam, gdy drzwi zaczęły się zamykać. Pokręciła smutno głową i oddaliła się od windy.
-Zayn!- zawołała -Zayn! Hannah wychodzi!- jej głos rozniósł się aż do kuchni. Gdy drzwi chciały się już zamknąć, zobaczyłam Zayna wbiegającego do przedsionka, z palącym spojrzeniem. Jego ręka sięgnęła, by zatrzymać drzwi, ale był o sekundę za późno, a ja byłam w stanie odejść stąd w spokoju.
Moja praca była jedynym miejscem, gdy byłam od niego niezależna. Musiałam się stąd wydostać, by pozostać przy zdrowych zmysłach. Jestem Haną Olson, a nie dziwką Zayna.
Wiedziałam, że mam kilka minut przewagi- jedynym wyjściem z jego mieszkania była winda, bo jakiś idiota zaplombował szczelnie wyjście przeciw pożarowe.
Więc Zayn musiał czekać, czekać aż wróci winda. Czekać, żeby wyjść i mnie złapać. Musiał czekać, a ja odeszłam wolna.



najgorszy rozdział, jaki kiedykolwiek tłumaczyłam...... miałam wrażenie, że był po chińsku. pewnie dlatego zajęło mi to dwa tygodnie. przepraszam:( ale pocieszę was i zdradzę, że następny rozdział to..... TO ZAYN'S POV! :D

czwartek, 30 stycznia 2014

Chapter 41: Threat

Zapłaciłam tak szybko, jak tylko mogłam, chociaż kasjerka miała żółwie tempo, a jej duże, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie ze strachem. Pomimo tego, że byłam nie w humorze i chciałam się na nią wydrzeć za ślimaczenie się, ale pomyślałam, że i tak jest już przestraszona, więc tylko posłałam jej przyjazny uśmiech.
Spojrzałam przez ramię, tam gdzie myślałam, że stał Zayn, ale natrafiłam na pustą przestrzeń. Wróciłam wzrokiem na dziewczynę i zrozumiałam, że to mnie się obawiała. Niby czemu? 
Przez Zayna Malika.
Myślała pewnie, że jeśli nawali to pójdę i na nią nakabluję. Aż lekko przekręciło mi się w żołądku i czułam wiercenie w sercu. Ostatnią rzeczą, jaka mi była potrzebna to, żeby ludzi się mnie bali.
No to gdzie wtedy był Zayn?
Wyciągnęłam kartkę kredytową i zapłaciłam za zakupy. Pchając wózek na zewnątrz sklepu, rozglądałam się za moim chłopakiem, ale zamiast znalezienia jego, wpadłam tylko w kontakt wzrokowy z jego matką. Przytaknęłam do niej pocieszająco, obiecując, że porozmawiam z jej synem, zanim skierowałam się tam, gdzie zaparkowaliśmy. 
-Zaczekaj! Hannah!- usłyszałam moje imię i się odwróciłam. Matka Zayna podbiegła do mnie z jej córką tuż za nią. 
-Nie chciałam wścibiać nosa w nie swoje sprawy, kochanie. Wiem, że dość szkód już narobiłam, ale  chciałam upewnić się, że wszystko w porządku.- spojrzała na mnie z czystą troską, trochę podobnie do tego, jak moja mama patrzyła na mnie za czasów, gdy byłam jeszcze w liceum.
-Oczywiście, że wszystko dobrze.- wymusiłam sztuczny uśmiech. Pokręciła głową i spojrzała w dół na dziesięciolatkę, która stała trzymając się jej bluzki.
-To znaczy, on wyglądał jakby naprawdę się zdenerwował i... słyszałam o nim co nieco i obawiam się, że...- wróciła wzrokiem na jej córkę i ostrożnie scenzurowała przed nią swoje słowa -że zrobi coś, czego będzie żałował.
Przygryzłam wargę. Cholera, o tym nie pomyślałam. Zayn ma tendencje do zachowywania się gwałtownie, gdy jest wkurzony, ale za często to on tego nie żałuje. Oczywiście, że odkąd mieszkam z nim pod jednym dachem to ja zawszę jestem workiem treningowym na jego napady złości.

-Nie boję się go.- skłamałam. Wiedziałam, że mama Zayna mi nie uwierzyła, ale nie drążyła już tematu w obecności Safy. Pomachałam im lekko i obróciłam się na pięcie.
Zatrzymałam się tuż przy samochodzie, który był zamknięty, więc zgadywałam, że utknęłam tu dopóki nie pojawi się Zayn.

Łapiąc ślad charakterystycznego zapachu, rozejrzałam się wokoło dopóki moje oczy nie spoczęły na chmurze dymu pochodzącego zza rogu sklepu. Stwierdzając zostawienie wózka wypełnionego zakupami przy samochodzie Zayna (który miał napisane MALIK na tablicy rejestracyjnej) za bezpieczne, powędrowałam za dymem papierosowym, kierując się przeczuciem.
-Wiesz, co sądzę o paleniu.- powiedziałam łagodnie. Jego ciemne oczy momentalnie na mnie spoczęły, ale nawet nie kłopotał się z wyrzuceniem zapalonego papierosa z pomiędzy jego palców.

-A ty, do cholery, wiesz co sądzę o mojej matce, ale to nie powstrzymało cię przed przed wtrącaniem się.- odpowiedział głosem chrapliwszym i niższym niż zazwyczaj. 
-Nie chciałam zrobić ci na złość, po prostu było mi jej szkoda.- Zayn prychnął na moje słowa i wyrzucił filtr fajki na beton, miażdżąc go czubkiem buta.
-Dobrze wiedziałaś, co robisz, kochanie.- poszedł sobie, zostawiając mnie stojącą w pozostałościach dymu. Westchnęłam poirytowana i poszłam jego śladami.
-Zayn.- zawołałam. Gdy już go dogoniłam, załadowywał bagażnik siatkami z zakupami. Odepchnął z siłą wózek od samochodu, nie kłopocząc się z odprowadzeniem go na jego miejsce.
Jego wzrok napotkał mój i zobaczyłam, że rzeczywiście wyglądał na zranionego, ale ból w jego oczach został szybko zamaskowany. Zawsze to robi- tłumi w sobie pewne sprawy, póki nie jest ich już w stanie kontrolować i wtedy obrywam ja.
Nie tym razem.

-Zayn!- podniosłam głos, by upewnić się, że wiedział, że byłam w tym momencie całkowicie poważna. Jego wzrok znów napotkał mój, a jego szczęki się zacisnęły.
-Co? Czego ty ode mnie chcesz, kochanie? Czego ty ode mnie możesz teraz chcieć?!- od razu zaczął na mnie krzyczeć na oczach ludzi, który wchodzili i wychodzili ze sklepu, ale ich ignorował. Udawali, że się nam nie przyglądają, ale widziałam obserwujące mnie, ostrożne oczy.
-Chcę tylko o tym z tobą pogadać, proszę.- błagałam. To jakby coś w nim zaskoczyło i go uruchomiło. Zanim mogłam w ogóle zareagować, jego pięść się zwinęła i uderzyła w bok jego samochodu. Jęknęłam cicho i zakryłam sobie w szoku usta. 

Kierował swoją przemoc na coś obok mnie. 
-Niech to!- krzyknął prychająco. Chciałam podejść i go przytulić, albo chociaż pocieszająco poklepać go po ramieniu, ale zbyt bardzo się bałam. Zostałam tam gdzie stałam i starałam się zostać poza jego zasięgiem. 

-Nie mogę, kurwa, o tym gadać! Wiesz to!- znów krzyknął, kopiąc mocno w oponę. Patrzyłam jak uderza w samochód jeszcze dwa albo trzy razy, upuszczając całą jego furię i ból na kawał drogiego metalu. Po jednej stronie zaczęły formować się wgniecenia, a jemu zaczęły krwawić knykcie.
Czułam się samolubnie, przez to, że nie próbowałam go nawet powstrzymać. Tylko robił sobie krzywdę, wyżywając się na samochodzie, ale nie mogłam już dłużej stawać się celem jego bolesnej pięści.
W końcu się do mnie odwrócił, z czarnymi oczami, tak jak zwykle, gdy jest w takich nastrojach. Skanowałam jego sylwetkę w górę i dół, odnajdując uszkodzone tylko knykcie. Wszystko inne wydawało się być nienaruszone. Oddychał ciężko i wciąż miał zaciśnięte pięści, ale chyba najgorszę było już za nami.
Dzięki Bogu.
-Przepraszam.- wyszeptałam.
-Nic się nie stało.- odszeptał, pomiędzy topornymi oddechami. Spojrzałam w dół na moje dłonie i znów otworzyłam moją niewyparzoną jadaczkę, będąc idiotką jak zawsze.
-Myślę, że powinieneś wybaczyć swojej matce.
Co ja sobie myślałam? Bóg jeden wie... Zayn wpatrywał się we mnie przez chwilę z niedowierzaniem, zanim parsknął.
-Tak naprawdę tak nie myślisz, kochanie, więc tym razem ci odpuszczę.
-Myślę tak- broniłam się -Myślę, że byłoby ci lepiej, jeśli coś byś z tym zrobił.- twardo stałam przy swoim, czując się pewniejszą siebie, gdy miał już szansę pobić swój pojazd, a nie swoją dziewczynę. 
-Hannah, jaja sobie, kurwa, w tym momencie ze mnie robisz. Ta suka zostawiła mnie samego z alkoholikiem, gdy byłem dzieckiem! Pieprzonym dzieciakiem! Nie usłyszałam od niej jednego słowa.- wytknął w moją stronę palec, jego ciało znów zaczęło dygotać. 
-Ludzie popełniają błędy, Zayn. Sam coś o tym wiesz.-wymamrotałam łagodnie, zniżając głos w nadziei, że zrobi to samo.
-Zostawiła mnie z nim! Nawet, kurwa, nie masz pojęcia, jak mnie tym skrzywdziła!
-Ty też krzywdzisz ludzi, Zayn. Jeśli dałbyś jej szansę, mógłbyś-
-Nigdy nie skrzywdziłem dziecka. Nigdy. Wszyscy ludzie, których skrzywdziłem nie byli bez winy.  A ja byłem wtedy niewinny. Byłem pieprzonym jedenastolatkiem. Nie zrobiłem nic złego, a ona mnie zostawiła.
-Ja byłam niewinna i mnie skrzywdziłeś.- spojrzał na mnie śmiertelnie poważnie i pokręcił głową.
-To było coś innego, kochanie. Moja matka… ona….- nie mógł nawet przyjść z odpowiedzią. Koła w jego głowie się obracały, ale nie był w stanie się bronić. Wiedział, że to co zrobił on było o wiele gorsze od tego co zrobiła jego matka.
-To przez nią taki jestem.
-Wiem, skarbie. Wiem.- wyszeptałam. Pocierałam go pocieszająco po ramionach, ale nie robiłam nic więcej. Westchnął i obserwowałam jak jego pięści zaciskają się i rozluźniają od nowa i od nowa dopóki jego ciało nie przestało dygotać.
Gdy się uspokoił, pozwoliłam sobie być przy nim coraz bliżej i bliżej, odważnie owijając ramiona wokół jego torsu i zanurzając twarz w jego piersi. Jego ręce w końcu rozłożyły się na moich plecach, pocierając je, tak jakbym to ja musiała się uspokoić.
-Możemy wrócić do domu?- zapytałam cicho przy jego piersi. Wzięłam delikatny pocałunek złożony na czubku mojej głowy jako potwierdzenie i się od niego oderwałam. Miałam problemy z otworzeniem drzwiczek od strony pasażera, bo czyjaś pięść wgniotła zatrzask, więc musiałam wejść od strony kierowcy.   

Never back down, never give up, never gonna leave, so put your hands up.- śpiewałam razem z radiem podczas drogi do domu. Zayn i ja siedzieliśmy w komfortowej ciszy; jednym dźwiękiem było ciche radio i moje okropne śpiewanie. Chyba Zayn czuł się skruszony, że go poniosło, bo pozwolił mi słuchać lekkiego radia zamiast R&B czy rocka, które przeważnie puszczał. 
Z jedną dłonią na kierownicy, a z drugą na moim udzie, tuż nad kolanem, sprawy z Zaynem znów wydawały się w porządku. Ale gdy podjechaliśmy pod jego dom, obojgu nam zrzedły miny.
Stało tam One Direction, czekając na nas. Cała czwórka.
-Zostań w samochodzie.- Zayn mi rozkazał głosem przyjmującym autorytatywny charakter. Przytaknęłam, wiedząc, że lepiej z nim nie zadzierać. Coś było na rzeczy, to mogłam powiedzieć. Niall i Louis smutno kręcili głowami, gdy Zayn do nich dołączył, podczas gdy Liam i Harry stali jacyś tacy napięci, najwyraźniej próbując opanować złość.
Nie byli zbyt oddaleni od samochodu, więc mogłam usłyszeć przytłumione rozmowy, ale nie mogłam rozgryźć o czym mówili. Wszystko co wiedziałam, to że coś się stało i byli wkurwieni.
Posłałam mu lekki uśmiech, gdy Zayn na mnie spojrzał, ale go nie odwzajemnił. Z powrotem odwrócił się do swoich przyjaciół, zanim wszyscy oprócz Liama podeszli do samochodu.
-Lou, Haz and Niall pomogą ci wnieść do środka zakupy, a ja pogadam z Liamem, okej?- Zayn zapytał mnie, otwierając drzwiczki od strony kierowcy i pomagając mi wysiąść. Przytaknęłam, dobrze wiedząc, aby nie wszczynać kłótni. Pocałował mnie w policzek i popchnął w kierunku trzech chłopaków, którzy rozładowali już samochód.
Szłam za nimi do środka, patrząc za siebie, widząc Liama i Zayna znikających za rogiem.
Jazda windą była niezręczna. Louis, Harry i Niall wymieniali pomiędzy sobą spojrzenia, komunikując się bezgłośnie i zostawiając mnie poza rozmową. Zanieśli torby z jedzeniem do naszej kuchni i zaczęli je rozpakowywać, dobrze znając mieszkanie Zayna i wiedząc, gdzie wszystko powinno trafić.
-Z Zaynem wszystko w porządku, prawda?- zapytałam łagodnie Louisego. Ze wszystkich przyjaciół Zayna lubiłam go najbardziej. El go kochała, a to coś dla mnie znaczyło.
Harry się obrócił i zaśmiał się parsklwie. Ze wszystkich przyjaciół Zayna go lubiłam najmniej. Z oczywistych powodów.
-Co cię tak bawi, lokowaty zjebie?- warknęłam na niego.
-Uważaj, jak się do mnie odzywasz, Hannah.- ostrzegł, zanim otworzył jedną z paczek chipsów i wrzucił sobie kilka do ust. Niall zostawił to co robił, żeby też wziąć garść.
-Nie musisz się o niego martwić. Zayn nie robi niczego niebezpiecznego, musiał pogadać tylko z Liamem.- pocieszył mnie Louis.
-Więc czemu wszyscy tu przyszliście?- naciskałam, cholernie dobrze wiedząc, że to musi być jakaś skrajny moment, gdy całe One Direction zjawia się w mieszkaniu Zayna. Niall i Louis wymieniali nerwowe spojrzenia, podczas gdy Harry czytał etykietę wartości odżywczych na Tostitos, które jadł. 
-Jedna porcja ma pieprzone 120 kalorii! To z jakieś 30 chipsów! No nieźle.- uśmiechnął się chłopięco i wziął kolejną garść. Zignorowałam go i bacznie obserwowałam Nialla i Louisego, czekając, by któryś z nich mnie oświecił.
-Chcieliśmy odwiedzić naszą ulubioną paskudę.- Niall zwrócił się do mnie, a jego policzki przybrały odcień jasnego różu. Nawet powszechnie znanemu gangsterowi przytrafia się takie coś, gdy kłamie.
-Niezła próba, Horan.
-Weź się zachowuj. Zayn zaraz wróci i to jego możesz irytować pytaniami.- błagał mnie Louis. Westchnęłam ze smutkiem, wiedząc, że Zayn i tak mi nic nie powie.
-A powiesz Eleanor?- jego oczy od razu napotkały na moje i dostałam groźne spojrzenie.
-To co innego.
-Niby dlaczego?
-Nie jesteś moją dziewczyną. Muszę szanować związek Zayna tak samo jak on szanuje mój. Daj sobie spokój, Hannah.-powiedział urywanymi słowami, wyraźnie na mnie wkurwiony. No cóż, złoszczący się, niebezpieczni członkowie gangu to ostatnimi czasy moje klimaty, więc byłam do tego przyzwyczajona.
-Mam prawo wiedzieć czy powinnam martwić się o bezpieczeństwo mojego chłopaka czy nie.- odpaliłam, dorównując oziębłości w jego głosie. Nie będę się pierdzielić.
Oczywiście moja odpowiedź spotkał stłumiony śmiech Harrego. Odwróciłam się do niego i wpatrywałam się w niego przez zmrużone oczy. Jego wzrok połączył się z moim i użerając się, pomachał mi.
-Co jest takie, kurwa, zabawne?!- krzyknęłam, wyrzucając ręce w powietrze.
-Nic, laleczko. Tylko to, że gdyby Zayn o tym wiedział, to by się wkurzył.- Harry wzruszył ramionami, posyłając porozumiewawczy uśmiech Niallowi, który pokręcił głową w stronę jego kręconowłosego przyjaciela. 

-O czym wiedział?
-O tym, że się o niego martwisz. To on zajmuje się tobą i nie chce, żebyś się o niego niepokoiła ani nic. On martwi się o ciebie, ale bez vice versa.- chciałam odpowiedzieć mu, że się mylą, że trzeba się zajmować Zaynem tak samo jak każdym innym, ale zanim mi się to udało, dwie pary ciężkich butów rozniosły po mieszkaniu echo.
Od razu wybiegłam z kuchni, chłopaki zaraz za mną i rzuciłam się na Zayna. Natychmiast mnie załapał i trzymał mnie przy swoim ciele. Wdychałam jego męski zapach i wtargnął mi do nosa mocny zapach papierosów.
-Martwiłam się o ciebie.- wyszeptałam mu do ucha, chociaż wiedziałam, że zareaguje tak jak mówił Harry. 
-Nie waż się, kurwa, o mnie martwić.- warknął w odpowiedzi, ściskając mnie mocniej do jego umięśnionej sylwetki. Nie odpowiedziałam i zamiast tego schowałam twarz z dala od wszystkich przy jego piersi. Czułam drganie jego szyi, gdy wypowiadał słowa skierowane do jego przyjaciół. 
-Liam wie jaki wprowadzić plan nadzoru. Zadzwońcie do reszty i powiedzcie im, żeby tu przyjechali. Tak będzie najbezpieczniej.- rozkazał im Zayn. Liam i Louis ruszyli szybko z mieszkania, gdy Niall i Harry zatrzymali się, żeby pogadać po cichu sam na sam, zanim też zniknęli mi z widoku.

Odsunęłam się wystarczająco, by zobaczyć rozszalałe spojrzenie Zayna.
-Zayn, co się dzieje?- zapytałam cicho, troska wyryta była wyraźnie w moim wyrazie twarzy. 
-Nic, kochanie. Wszystko w porządku.- wyszeptał, przyciągając moja głowę z powrotem do jego piersi.
-Nie pozwolę, żeby cię dopadli.- mruknął do siebie słowa, które nie były przeznaczone dla moich uszu. 


~~
hej misie!
siedziałam nad tym rozdziałem jakieś 9 godzin, padam na twarz... ale chciałam dodać go dzisiaj, bo mija 8 miesięcy od założenia tego bloga, a licznik pokazuje 300.000 w co nie mogę uwierzyć. jeju, jesteście niesamowici ♥♥♥ :')
chociaż coś się w końcu zaczyna dziać w tym opowiadaniu. czyli jeszcze lepiej, bo chciałabym je skończyć do końca marca, nie wiem czy dam radę, no ale zobaczymy ;) 
co tam u was? kiedy macie ferie? bo mi się właśnie kończą i rozpaczam haha
do następnego <3

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Chapter 40: Reconnection

-Nie rozumiem o co w tym chodzi.- mruknęłam, marszcząc brwi i starając skupić się bardziej. Zayn jęknął w frustracji i podniósł małą broszurkę.
-Próbowałem ci to wyjaśnić, po prostu to przeczytaj, może jakoś pomoże.- cisnął ulotkę w moją stronę i pochylił się na krześle do tyłu i poirytowany patrzał wszędzie tylko nie na mnie.
-Czytałam to, Zayn!- rzuciłam kartkę z powrotem do niego i wstałam z krzesła. Przewrócił na mnie oczami i zaczął zbierać małe elementy porozrzucane na stole.
-Wiesz co? Zrozumiesz to lepiej, gdy już zagrasz. To ciężkie co zrobienia tylko we dwójkę, więc może gdy znów przyjdą chłopaki to pomogą mi cię uczyć.- zdecydował, całkowicie rezygnując z jego prób nauczania.
-Nie wiem czemu w ogóle muszę uczyć się grania w tę grę, wydaje się głupia.- czułam się obrażona, że gra planszowa była w stanie mnie pobić, więc nie mogłam się powstrzymać przez pozwoleniem złości i zażenowaniu zawładnąć moim zachowaniem. Zayn zapakował grę i położył ulotkę z instrukcję na sama górę, żeby mieć do niej lepszy dostęp w przyszłości.
-Nie jest głupia. Jest przy tym dużo zabawy, jeśli rzeczywiście wiesz jak grać, kochanie- warknął. Cierpliwość Zayna ma swoje granice, więc można było powiedzieć, że byliśmy na granicy kłótni o głupią grę planszową.
-To jest głupia gra. Nigdy przedtem o niej nie słyszałam, więc pewnie jakiś Brytyjczyk ją wymyślił.- upierałam się, nie chcąc być druga w jakiejś pieprzonej grze.
-Hannah. Stany Zjednoczone na pewno mają Ryzyko, po prostu nigdy o tym nie słyszałaś, ale to zdecydowanie internacjonalna gra.- odpowiedział, popychając pudełko z powrotem na jego miejsce, wśród innych trzech gier, które Zayn miał w swoim domu; zestaw Pokera, szachy, Ryzyko i Mastermind były jedynymi grami, które miał i jedynymi czterema grami, w które nie umiałam grać.
Stwierdziliśmy, że zostaniemy w domu, żeby podszkolić trochę moje zdolności w grach planszowych. Najwidoczniej Zayn czuł się winny, że byłam taka obolała, więc postanowił, że najlepiej będzie żebyśmy odpoczęli.
-Mam się w ogóle kłopotać próbując nauczyć cię pozostałych trzech gier czy to też spieprzysz?- wędrował wzrokiem pomiędzy mną a grami.
-Znam coś innego, co wolałabym pieprzyć.- uśmiechnęłam się do niego, mając nadzieję rozchmurzyć rozmowę. Znów jęknął.
-Kochanie, jeśli będziesz mnie kusić, nie będę w stanie się kontrolować, ale nie chcę znowu cię skrzywdzić.- powiedział powolnie, jakby wyjaśniał to jakiemuś małemu dziecku. Pokręciłam w jego stronę głową i podeszłam niemal jak kaczka, tak, jak kaczka do lodówki.
-A może ochłoniemy i zrobię nam obiad?- zaproponowałam. Zaczęłam przeszukiwać szafki, ale moja uwagę przyciągnęło z powrotem do Zayna, gdy jego śmiech rozchodził się echem po małej przestrzeni.
-Z czego tak ryjesz?- warknęłam, dobrze wiedząc jaka będzie jego odpowiedź. Za każdym razem, gdy próbowałam to się ze mnie śmiał.
-Chcesz zrobić obiad? Proszę cię. Oczywiście... nigdy nie przegapiłby okazji do nabijania się z moich zdolności albo ich braku w kuchni.
-Dla twojej informacji to umiem zrobić niezłe kanapki, dziękuję ci bardzo.- moja uwaga powróciła do szukania potrzebnych rzeczy, ale jego szafki wydawały się puste. Otworzyłam lodówkę i znalazłam to samo- brak jedzenia.
-Gdzie się podziało jedzenie? Przysięgam, że tu było, jak ostatni raz sprawdzałam.- zwróciłam się do Zayna, który przecierał sobie oczy po śmianiu się. 
-Wszystko zjedliśmy, głupolu.- powstrzymałam się przed jakąś mądrą uwagą i tylko przewróciłam oczami.
-Kiedy ostatni raz byłeś na zakupach?
-W sumie to nigdy, Eleanor zawsze je za nas robi, ale jej to nie przeszkadza.- wzruszył ramionami. Gapiłam się na niego zszokowana. Jak ktoś mieszkający na swoim nigdy nie chodzi na zakupy?

-Już wiem dokąd dziś pójdziemy.- stwierdziłam.
-Niby gdzie, na zakupy? Kochanie, możesz sobie wyobrazić szok biednych mieszkańców, gdy natkną się na Zayna Malika na dziale z pieczywem?- parsknął. -Zadzwonię do El.
-Nie, już postanowiłam i potrafię być bardzo natrętna, więc przestań się kłócić. Poszłam do naszej sypialni, żeby się przebrać, a on szedł tuż za mną i stanął we framudze drzwi, obserwując, jak zamieniam dresy na parę jeansów i sweter. Mogłam czuć się jak gówno, ale wychodziliśmy na zewnątrz, to chciałam przynajmniej wyglądać dobrze. Powędrowałam do łazienki, żeby się pomalować, gdy znów za mną poszedł i znów stanął w drzwiach.
-Wiesz jakie to będzie żenujące, gdy ktoś zobaczy mnie w sklepie?- próbował ponownie.
-Nie, nie wiem, a ty jakoś sobie poradzisz.- nałożyłam korektor na pozostałe siniaki na twarzy.
-Kochanie, i tak nie najlepiej się czujesz, nie zmuszajmy cię.- próbował innego podejścia. Odwróciłam się do niego i posłałam mu intensywne spojrzenie zanim zamrugałam rzęsami przy szczoteczce od tuszu.

-Zayn, przedtem zostawiałeś mnie już w gorszym stanie. Wszystko ze mną w porządku, więc idziemy.- jęknął, najwyraźniej akceptując to, że tym razem mu się nie upiecze i poszedł się przebrać.
Zawsze dziwiło mnie jak mało wysiłku wkładał w to, żeby wyglądać tak świetnie. Zwykłe czarne jeansy, biała koszulka i skórzana, czarna kurtka przemieniały Zayna z modela w boga. Wziął w dłonie trochę żelu i przebiegł nimi przez włosy, żeby uzyskać tę jego grzywkę.
Gdy już byliśmy w sklepie, Zayn chwytał co popadnie i wkładał to do wózka. Nie mogłam uwierzyć jaki stał się podekscytowany, gdy byliśmy w środku. Był prawie jak dziecko w sklepie ze słodyczami. 
-Możemy je kupić? Eleanor kiedyś mi je kupowała, ale potem przestała.- Zayn trzymał w górze pudełko Hostess Twinkies.
-Przestała, go są totalnie nie zdrowe dla twojego organizmu, ale pewnie, czemu nie.- mruknęłam, gdy patrzałam na różne rodzaje makaronów. Uśmiechnął się szeroko i położył je w wózku, idąc przez chwilę obok mnie, zanim znów coś go zainteresowało.

-Zayn, idę na dział z warzywami. Może poszukać jakiś ciastek, a ja pójdę znaleźć marchew i rzodkiewki?- zaoferowałam.
-Tylko jedno pudełko?- narzekał jak jakieś małe dziecko. Przewróciłam na niego oczami.
-Mamy już twinkies, ciasto czekoladowe i brownies. Potrzebujemy tylko jedno pudełko ciastek, a teraz idź już!- zaśmiałam się. Wrócił do działu ze słodyczami, sprawiając, że obróciło się pare osób, gdy koło nich przechodził. Ludzi zdecydowanie byli zszokowani, widząc powszechnie znanego lidera gangu Zayna Malika w sklepie, ale ja sama wciąż dziwiłam się, że go do tego namówiłam.
Pchałam wózek, mijając parę kłócącą się o przyprawy, małą dziewczynkę decydująca się pomiędzy dwoma batonami obok kas i jakiegoś nastolatka oglądającego pudełka prezerwatyw na dziale z kosmetykami.
-Och, przepraszam, kochanie.- przeprosił głos, gdy jakiś wózek uderzył w mój. Włożyłam do niego marchewki i spojrzałam na zwracającą się do mnie osobę.
-Nic się nie- natychmiastowo przestałam mówić, gdy spojrzałam na stojącą przede mną kobietę.
Była w średnim wieku, ale była też niesamowicie piękna. Była białej rasy, ale miała sobie ciemne detale. Miała ciepły, oślepiający uśmiech, a jej oczy były strasznie przyjazne.
Tricia Malik.
Pamiętałam ją z pogrzebu. 

Uznanie pojawiło się na jej twarzy, gdy najwyraźniej zapamiętała mnie z bycia dziewczyną, którą jej syn trzymał za rękę podczas tego wydarzenia. Obie po prostu stałyśmy tam przez chwilę, zanim przeszkodził nam inny głos.
-Mamo, nie mogę się zdecydować. Chyba po prostu wezmę oba.- mała dziewczynka zbliżyła się do nas, decydując pomiędzy batonami i spojrzała w górę na jej matkę. Ta dziewczynka, chyba Safaa wyglądała dokładnie jak jej starszy brat. Jej ciemne, proste włosy okalały jej okrągłą twarz, a gdy się do mnie uśmiechnęła mogłam zauważyć w jej wyrazie twarzy mojego chłopaka. Zayn powiedział mi, że ma dziesięć lat, ale jej brązowe oczy wydawały się bardziej świadomie niż na dziesięciolatkę. Ta mała dziewczynka była niemowlęciem, gdy jej matka ją zabrała, więc wątpiłam, żeby wiedziała kim jestem, ale widziała, że coś się dzieje, przez sposób w jaki jej mama na mnie patrzała.
-Powiedziałam jeden, Safaa.- powiedziała, przelotnie patrząc na swoją najmłodszą córkę. Dziewczynka się nadąsała.
-Ale nie mogę się zdecydować!
-Będziesz musiała. Ostatnią rzeczą, jaką potrzebujesz są dwa batony.- jej matka skierowała swoją uwagę z powrotem na mnie, studiując powolnie mój wygląd.
-A co jeśli wezmę jeden dla mnie i jeden dla Doniyi?- Safaa naciskała, zmuszając swoją mamę do skupienia się znowu na niej.
-Wiem, że Doniya ci go odda, Safo, niezła próba.- i to zakończyło spór.
-Co Doniya zrobi z jej batonem to jej sprawa...- Safaa mruknęła, kładąc jednego batonika w wózku, a drugiego na przypadkowej półce. Jej uparte nastawienia było niemal identyczne do kogoś kogo znałam. 

-Przepraszam za to... -Tricia uśmiechnęła się do mnie. Pokręciłam głową i posłałam jej w odpowiedzi nieśmiały uśmiech.
-Jest przeurocza.- zaczęłam odciągać mój wózek, nie bardzo wiedząc, co zrobić w tej sytuacji, ale Tricia mnie zatrzymała.
-Przepraszam, za moje maniery, kochanie, ale czy ty- znasz mojego- Ja… chyba widziałam cię ostatnio na pogrzebie.- wymamrotała zakłopotana. Wiedząc, że nie mogłam skłamać, przytaknęłam.
-Więc jesteś...Słyszałam o tobie.
-Słyszała pani?- zapytałam nerwowo. Wiem, że Zayn i jego matka mają skomplikowaną przeszłość, ale i tak denerwowałam się tym, co ona sobie o mnie pomyśli. Jakby mnie patrzeć to wciąż jest matką mojego chłopaka.
-Moja najstarsza córka, Doniya, słucha plotek o Londynie nawet w mieście, z którego pochodzimy, Bradford. Wiemy o, ymm, jego przeszłości. Doniya mówiła, że słyszała o dziewczynie, która skradła mu serce i zmienia go na lepsze. Musisz być Haną Olson.- zarumieniłam się. Wiedziałam, że Zayn jest dobrze wszystkim znany, ale nigdy nie sądziłam, że mój związek z nim tak samo. 
-Jedna i jedyna.
-O matko, nie mogę uwierzyć, że cię spotkałam. To prawdziwa przyjemność, kochanie.- przeszła naokoło naszych wózków, żeby przytulić mnie przelotnie, ale ciepło, zanim się odsunęła i do mnie uśmiechnęła. Zauważyłam jej nawyk nazywania mnie 'kochaniem'. Brzmiało tak samo jak nazywa mnie Zayn i zastanawiałam się, czy to stąd to podpatrzył.
-Ja po prostu... Tak strasznie się o niego martwię, bo słyszeliśmy o nim dużo rzeczy i żadna z nich nie była dobra. I wtedy usłyszałam o tobie... po prostu... nie byłam dla niego matką przez ostatnie dziesięć lat i po prostu jestem szczęśliwa, wiedząc, że ktoś się nim opiekuje.- łzy napłynęły jej do oczu i natychmiast poczułam się źle. 

-Kocham pani syna.- wyszeptałam, mając nadzieję, że tylko ją to zadowoli. Safaa obserwowała nas z rozszerzonymi oczami i nadsłuchującymi uszami, bez wątpienia spijając wszystkie informacje, które jej matka zapomniała przez nią ukryć.
-Nie wiem czy chcę znać odpowiedź, ale muszę zapytać... Dobrze cię traktuje?- przygryzła wargę, widocznie mając świadomość o rekordach Zayna z kobietami, przemocą i ze mną.
-Pewnie, że ja i Zayn się kłócimy, ale to nie jest nic z czym bym sobie nie poradziła. Jego przyjaciel powiedział, że jestem jedyną osobą, która może z nim konkurować.- odpowiedziałam tak szczerze jak tylko potrafiłam, bez zasmucania jej brutalnymi detalami naszego związku. Uśmiechnęła się do mnie, najwyraźniej inaczej interpretując moją odpowiedź.
-Myślisz, że mogłabyś mu to dać?- wyciągnęła z torebki mały kawałek papieru i coś na nim napisała.  Gdy już mi go podała, rzuciłam na niego okiem. Numer telefonu.
-Zastanawiałam się czy udało by ci się namówić go, żeby zadzwonił. Kochanie, naprawdę chcę stworzyć z nim jakąś relację.- błagała. Wsunęłam kartkę do tylnej kieszeni.
-Nie wiem czy to taki dobry pomysł... Zayn ledwo co pozbierał się po śmierci jego ojca i nie wiedziałam, czy dobrze było by nakładać na niego jeszcze więcej stresu. 
-Proszę. Wiem, że byłam dla niego okropną mamą, ale chcę to zmienić, jeśli tylko mi na to pozwoli. Dziewczynki i ja zdecydowałyśmy się zostać przez jakiś czas w Londynie. Miałam nadzieję, że jakoś się z nim skontaktuję, zanim wrócimy do Bradford. Proszę, jesteś moją jedyną szansą na pogodzenie się z nim.- ścisnęła ciasno moje dłonie i bezwstydnie błagała. Latałam nerwowo spojrzeniem w tą i z powrotem pomiędzy jego mamą i jego dziesięcioletnią damską wersją.
-Wspomnę mu o tym, ale nie wiem co będzie jeśli-
-Kochanie! Obróciłam się, żeby zobaczyć  podbiegającego do mnie Zayn z oczami przyklejonymi do kartonów w jego dłoniach. Ooh ooh.
-Wiem, że powiedziałaś tylko jedno pudełko ciastek, ale nie mogę się zdecydować. Jeśli sytuacja nie byłaby taka poważna i niezręczna, to zaśmiałabym się z ironii, że dwudziestojednoletni Zayn musi zmierzać się z takimi problemami jak jego siostra, która jest od niego jedenaście lat młodsza.
-Zayn, ja- Przerwałam, gdy na mnie spojrzał, a potem na ludzi, z którymi rozmawiałam. Lekko rozwarły mu się usta, a oczy wędrowały w tę i z powrotem. Jego matka miała w nim utkwiony zszokowany wzrok, gdy jego młodsza siostra patrzała na niego z zaciekawieniem.
-Zayn...- Tricia Malik poruszyła się powili, gdy chciała się do niego zbliżyć, ale szybko się odsunął, stając obok mnie.
-Co do cholery, Hannah?- powiedział powolnie, ale nieco ze złością.
-Wpadłyśmy na siebie. Rozpoznałyśmy się z pogrzebu, Zayn.- wyszeptałam w odpowiedzi, chociaż i tak wiedziałam, że jego matka i siostra nas słyszą. Z powrotem spojrzał na jego rodzicielkę, a potem w dół, na jego siostrę i przysięgam, że widziałam łzy w jego oczach. Patrzał na małą dziewczynkę z instynktowną miłością, chociaż jeszcze tak naprawdę nigdy jej nie poznał. Szybko zamrugał, pozbywając się łez i przeniósł spojrzenie z powrotem na mnie. Widziałam w jego oczach panikę, gdy starał się wysłać mi niemą wiadomość. 
-Zayn, ja- Jego matka wyglądała jakby była bliska łez, gdy spojrzała na jego odseparowanego syna -Dałam twojej dziewczynie mój numer. Chcę, żebyśmy się pogodzili.
-Zabawne, że mówisz to teraz, po dziesięciu latach bez słowa.- warknął, obracając się na pięcie i wypadając stamtąd jak burza.
-Zayn, proszę.- jego matka błagała, ale została zignorowana.
-Hannah, chodź! Wychodzimy!- zawołał po mnie. Spojrzałam w tył na jego rodzinę jeszcze raz.
-Spróbuję z nim pogadać, tylko dajcie mi czas.- obiecałam zanim poszłam za nim do wyjścia. 

sobota, 11 stycznia 2014

Chapter 39: Pleasure

And I set fire, to the rain!
And I threw u-u-us into- 
-Ej, kochanie!- Zayn przerwał moją wspaniałą solówkę, gdy ścieliłam nasze łóżko. Spojrzałam na niego przez ramię z uśmiechem, który momentalnie mi zbladł, gdy zobaczyłam w jaki sposób na mnie patrzał.
W oczach miał czysty smutek a jego usta były wykrzywione coś wzór wiecznego niezadowolenia. 
-No?- zapytałam z obawą, stając prościej i przekrzywiając głowę na bok.  

-Możemy pogadać?- zapytał, wchodząc do naszej sypialni i patrząc na mnie tęsknie. Przytaknęłam głową z brwiami zmarszczonymi w dezorientacji. Nie miałam pojęcia co się dzieje, nie wiedziałam, co chciał powiedzieć.
Dał mi znak, żebym usiadła na łóżku, co wykonałam bez odrywania od siebie naszych oczu.
-Co się dzieje, Zayn?- zapytałam cicho. Uklęknął przede mną i wziął moje małe dłonie w jego większe.

-Muszę cię o coś spytać.- poinformował mnie, a ja przytaknęłam w jego stronę by kontynuował, bez słów wychodzących z moich ust. Przerażał mnie.
-Pamiętasz co powiedziałaś mi kilka tygodni temu? Powiedziałaś, że jeśli jeszcze raz położę na tobie rękę to mnie zostawisz... Pamiętasz to?- pochylił się w moją stronę, cała jego twarz skręcała się w desperacji.
-T-tak.- szepnęłam.
-Kochanie, w zeszłym tygodniu byłaś przy mnie, gdy cię potrzebowałem i nie mogę wystarczająco ci za to podziękować. Szczerze, jak dla mnie jesteś najbardziej idealną osobą na świecie. Ale... to nie zmienia faktu, że zrobiłem ci krzywdę, Hannah. Naprawdę cię skrzywdziłem.- jego palce powędrowały do blednącego siniaka na moim oku. 

-Zayn, nie możesz być poważny. Miałeś żałobę i byłeś-
-To nie powinno się liczyć, kochanie, nigdy nie dawaj mi wymówek żebym cię uderzył.- skarcił mnie, ale tylko wpatrywałam się w niego zupełnie przegrana. 
-Chcę, żebyś mnie wysłuchała, zanim kompletnie ześwirujesz, dobra?- jego słowa wychodziły powoli i ostrożnie. Delikatnie ścisnął moją dłoń w geście otuchy. Wziął moją niepewną ciszę jako zachętę do kontynuowania.
-Hannah, kocham cię. Nigdy przedtem nie kochałem kogoś tak jak kocham ciebie. Chciałbym dać ci wszystko, czego tylko zapragniesz, wszystko, czego potrzebujesz, chciałbym zapewnić ci szczęście i opiekę. Ja po prostu... nawet nie potrafię opisać jak bardzo cię kocham.- męczył się ze słowami. Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że Zaynowi nie łatwo przychodzi mówienie o uczuciach. Wręcz niemożliwym było powiedzenie nawet tego, że przejmował się mną bardziej niż jakąś bezużyteczną dziwką z ulicy, więc wiedziałam, że powiedzenie tych wszystkich rzeczy musiało być ciężkie.
-Zayn-
-Kochanie, proszę. Daj mi skończyć.- błagał. Przygryzłam wargę i pozwoliłam mu kontynuować. Cokolwiek chciał powiedzieć, to nie mogło być coś dobrego. Po prostu to wiedziałam. Węzeł niepokoju uformował się z moich wnętrzności.
-Chciałbym być chłopakiem, który potrafi zrobić dla ciebie wszystko. Ale nie potrafię... nie jestem tym chłopakiem, nie potrafię dać ci tego wszystkiego. Nie potrafię cię uszczęśliwiać i ledwo co potrafię chronić cię przed samym sobą.- oderwałam moje dłonie od jego i zakryłam sobie usta, gdy tylko wydostało się z nich westchnienie. Łzy uformowały się w moich oczach, gdy tylko zrozumiałam co się dzieje.
On ze mną zrywał.

Kurwa mać.
Zayn Malik ze mną zrywał.
-Kochanie, och, proszę, nie płacz. Proszę, nie płacz.- wyszeptał, łapiąc opuszkami palców ścieżkę łez spływającą po moich policzkach. Strząsnęłam jego rękę z dala ode mnie i spojrzałam na podłogę.
 -N-nie mogę uwierzyć ze ze mną zrywasz.- powiedziałam płaczliwym głosem, brzmiąc strasznie dziecinnie i marudnie. Nigdy nie chciałam bym laską, która miała obsesję na punkcie swojego chłopaka, ale po tym wszystkim przez co przeszliśmy, myślałam, że nie nie rzuci mnie tak po prostu. A teraz jeszcze twierdzi, że robi to dla mojego dobra i żeby mnie chronić? 
Gówno prawda.
Jeśli rzeczywiście przejmował by się o którąś z tych rzeczy, to zerwałby ze mną, gdy tylko podniósł na mnie rękę.
-Nie, nie, nie, nie, nie. Kochanie, nie zrywam z tobą.- chwycił moje policzki w jego duże dłonie, by zdobyć moją uwagę.
-Nie widzisz tego? Nigdy nie mógłbym cię zostawić!- warknął. Jego oczy wyglądały na oszalałe i namiętne, gdy przeniósł swój uścisk z mojej twarzy na mój tors.
-Więc o czym ty, do cholery, gadasz, Zayn? Przerażasz mnie na śmierć!- krzyknęłam na niego, zdzielając go po rękach, tak, że mogłam wstać. On też wstał, ale tylko żeby nade mną górować.
-Chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła.- wyłapał mój wzrok tym swoim zamyślonym spojrzeniem, które sprawiało, że wyglądał tak cholernie seksowanie i refleksyjnie.
-Cokolwiek.- moje usta wyszeptały bez pozwolenia mojego mózgu. Spojrzał na mnie przez chwilę, zanim przeniósł swój wzrok na ścianę. Powtórzył ten nerwowy nawyk żucia jego ust, zanim szczelnie zamknął oczy i zaczął ciągnąć się za włosy.
Chciałam go uspokoić, ale dałam mu wydostać się jego emocjom na zewnątrz. Gdy już był w stanie ponownie na mnie spojrzeć, bez strachu wyłapałam jego spojrzenie.
Zayn powiedział, że mnie kocha. Dlaczego aż tak to na mnie zadziałało? Dlaczego miałam motyle w brzuchu? Dlaczego serce biło mi tak nieposkromienie?
-To tu musisz mnie rzucić. Nie mam w sobie siły, by cię zostawić, ale dla twojego dobra to ty musisz ze mną zerwać.- nie mógł nawet spojrzeć mi w oczy, gdy prosił mnie, bym zrobiła tą rzecz nie do pomyślenia. Jedyne co mogłam zrobić to gapić się na niego, zanim słowa napłynęły mi do ust.
-Czyś ty, kurwa, oszalał?- warknęłam na niego, a moje myśli szalały. Kto mówi komuś, że go kocha, a potem prosi, by ten ktoś go rzucił?
-Hannah, proszę- Przerwałam mu i zdzieliłam go po rękach, gdy chciał mnie dosięgnąć.
-Czego ty żeś się naćpał?- krzyknęłam na niego, moje nowojorskie pochodzenie dało o sobie znać poprzez gestykulację i gesty, żeby pokazać jak niestabilna emocjonalnie byłam w tej chwili.
-JEZU CHRYSTE, HANNAH! POSŁUCHAJ MNIE KURWA!- wykrzyczał i pojawiła mu się żyła ma szyi. Natychmiastowo ucichłam i dałam mu mówić, ale wyglądało na to, że Zayn potrzebował wyładować swój gniew w jakiś inny sposób, bo zamiast użyć słów, podniósł najbliżej leżący przedmiot, który akurat był moim telefonem i cisnął nim o ścianę, powodując, że rozleciał się na kawałki. Wzdrygnęłam się na głośny dźwięk urządzenia na ścianie, ale starałam się wyglądać, że mnie to nie ruszyło.
-Niech to, Hannah! Dlaczego, do chuja, nie potrafisz niczego zrozumieć? To jakby podobało ci się, gdy cię uderzę lub pobiję. Myślałem, że mówiłaś, że zostawisz mnie jeśli kiedykolwiek zrobię to ponownie, ale tego nie zrobiłaś! Wciąż dajesz mi kolejne szanse, a ja, kurwa, na nie nie zasługuję.

Wzięłam głęboki oddech, nie chcąc wydrzeć się na niego, za tę tego głupotę.
Dałam moim oczom przeskanować jego sylwetkę; ciężki oddech, zaciśnięte pięści, poburzone włosy, czerwona twarz i dzikie oczy. Wszystko w nim krzyczało do mnie, bym trzymała się z daleka, ale byłam zmuszona złapać go za przedramię.
-Zayn… mogę już mówić?- zapytałam go powolnie. Zmrużył na mnie oczy, ale przytaknął. 
-Dobra, po pierwsze, jeśli chcesz zakończyć nasz związek, to ty musisz mnie rzucić. Przestań być taką pizdą i dorośnij. Po drugie, nigdy cię nie zostawię, bo... bo chyba też cię kocham. Nie mogę uwierzyć, że te słowa wyszły z moich słów. Te słowa, które przysięgałam, że nigdy ich ode mnie nie usłyszy. 
Może tak na mnie wpłynął, albo może miało być tak przez cały czas, ale w moich myślach nie było zwątpienia, że kocham Zayna Malika.
Te groźby, że go zostawię, gdy znów pojawi się przemoc były puste i samolubne. Zayn jest załamany. Jest pokrzywdzony i pokazuje emocje przez jedyny sposób jaki zna- przez przemoc.
Takie grożenie mu było z mojej strony strasznie... głupie i egoistyczne. Szczerze to nie mogłam zostawić Zayna. Stałam się od niego zbyt zależna i zbyt dużo dla niego poświęciłam, naprawdę nie chciałam być bez niego. To brzmi głupio, że ten sam facet, który doprowadził mnie prawie do nieprzytomności jest tym samym chłopakiem, któremu odmawiam zerwania z nim. To znaczy... jestem Hannah Olson, do chuja pana. Nikt nie będzie wkręcał mi takich gówien.
-Hannah, proszę. Muszę cię chronić i to jest jedyny sposób w jaki mogę to zrobić. Musisz wyjechać. Kupiłem ci bilet na samolot, który odlatuje za dwie godziny. Ląduje w Nowym Jorku... zgódź się. Tu nie jest dla ciebie bezpiecznie.
-Więc jeśli jesteś tak cholernie zaniepokojony moim bezpieczeństwem, to czemu, kurwa, nie rzuciłeś mnie już dawno temu?!- krzyknęłam na niego, gniew sprawiał, że mój głos wzrósł na nowy poziom głośności. Chciałam czymś rzucić, żeby wyładować agresję, ale nie sądzę, żeby to pomogło. Nie wyglądało na to, żeby pomogło Zaynowi.
-Bo dopiero teraz zorientowałem się, że cię kocham. Pokazałaś mi jak bardzo się o mnie troszczysz, a ja sam nie wiem jak ci to pokazać. Musisz mnie zostawić żeby się ochronić.- próbował mi wytłumaczyć. Zmrużyłam oczy i zrobiłam krok bliżej.
-Twierdzisz, że mnie kochasz?- pokiwał gorączkowo głową.
-Więc to udowodnij.- uderzyłam moimi ustami o jego, biorąc go z zaskoczenia. Nie dałam mu wystarczająco czasu, by zareagować, zanim opadliśmy na łóżko. Moja pierś uderzyła o jego, ale jego ręce mocno trzymały nad nim moją talię, zapobiegając przez moim upadkiem. 

Szybkim ruchem, obrócił nas i uwięził mnie pod jego ciałem. 
-Przeklęta kobieto! Dlaczego ty mi to robisz?- warknął, a jego usta atakowały podstawę mojej szczęki.
-Zayn, jeśli chciałabym cię zostawić, to zrobiłabym to już teraz.- uśmiechnęłam się, wiedząc, że wygrałam.
-Ale jestem Zayn Malik, nigdy nie byłem w więzieniu, bo gliny zbyt bardzo boją się mnie aresztować. Utworzyłem własny gang w wieku siedemnastu lat, gwałciłem i zabijałem ludzi, Hannah.- odsunął się, by spojrzeć na mnie srogo, a  ja tylko gapiłam się na niego niewinnie, cholernie dobrze wiedząc, że to go wkurzy.
-No właśnie, jesteś Zaynem Malikiem. Facetem, który zabił trzy osoby, bo zrobiły mi krzywdę. Facetem, który zmusił mnie do zostania z nim, by upewnić się, że wyzdrowiałam. Facetem, który całkowicie zmienił zasady w jego gangu, bo źle się czułam ignorowana przez jego kumpli. Jesteś najsłodszym chłopakiem jakiego znam, tylko ukrywasz to pod złością.- przebiegłam palcem po zarysie jego ust.
-Jesteś głupia skoro chcesz ze mną zostać.- wymamrotał przez mój dotyk. Przyciągnęłam jego głowę z powrotem do mojej szyi,  tak, że jego usta dalej mogły zostawiać pocałunki.
-Wywalili mnie z college'u, pamiętasz?- poczułam jego uśmiech na mojej skórze i dałam mojemu ciału zatracić się pod jego dotykiem. 

Wiecie, że w poranki po intensywnej nocy dużo lasek budzi się, nie pamiętając co wydarzyło się poprzedniej nocy. Mi się to nie przytrafiło.
Gdy się obudził, naga, w umięśnionych ramionach Zayna, pamiętałam wszystko. Pamiętałam sposób w jaki nasze gołe torsy ocierały się o siebie, pamiętałam jak nasze ciała idealnie do siebie pasowały.  Pamiętałam uczucie, które doświadczyłam, gdy pozwolił mi być na górze i szczęście, które czułam, gdy znów byłam na dole.
Wciąż niemal czułam ból, który we mnie wybuchł, gdy we mnie wszedł i odebrał mi moją najniewinniejszą część i przyjemność w dole brzucha, gdy wykrzyczał moje imię podczas swojego orgazmu.
A do tego ta przyjemność. Przyjemność, której do tej pory jeszcze nie doświadczyłam. Nie byłam nawet w stanie opisać jak czułam się dzięki Zaynowi. 
Ale w tej chwili, gdy leżałam w jego ramionach, jedyne co czułam to ból z moich dolnych partii. Wiedziałam, że w końcu będę musiała stracić z kimś dziewictwo, ale nie miałam pojęcia, że to będzie takie bolesne, szczególnie już po.
Próbowałam wyślizgnąć się z ramion Zayna by iść po herbatę albo tabletki przeciwbólowe czy coś,  ale w jego śnie, ograniczał moją swobodę jego uściskiem, trzymając mnie mocno przy jego piersi, przypominając mi, że nigdy nie mogłabym go zostawić i że on nigdy nie mógłby zostawić mnie. 

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Chapter 38: Stages

Następne sześć dni jak do tej pory były najcięższym czasem w moim życiu.
Po tym jak Zayn powiedział mi, że jego tata nie żyje, siedzieliśmy w ciszy przez około godzinę, a potem wpadł w pierwszą fazę żałoby; wyparcie się wszystkiego.
Nie zaprzeczał niepotrzebnie faktowi, że jego tata zmarł, ale fakt, że mógł odbudować z nim relacje. Spędził tylko około sześć godzin w tym stanie. Myślałam, że to dobrze, że tak szybko przechodził przez te fazy, ale się myliłam. 

Było to następnego ranka podczas wyczerpującego śniadania- nie spaliśmy całą noc, gadając o tym co stało się jego tacie, podczas gdy Zayn obwiniał się, że nie było nic co mógłby zrobić, a i tak mieliśmy dosyć nawet bez tego.
Zayn z pewnością mógł złapać kontakt z ojcem i odbudować z nim relacje podczas tych czterech lat, kiedy go nie widział.  Ale to nie znaczy, że to jego wina. Te sześć lat, które Zayn spędził sam z jego tatą było dla niego szkodliwe i pewnie uformowały tego skomplikowanego chłopaka, którego poznałam. 
Niemniej jednak przy śniadaniu byłam nie w humorze tak jak Zayn. Żadne z nas nie odezwało się słowem, po prostu siedzieliśmy tam dłubiąc w jajkach, które przygotowałam.
-Zapomniałem dlaczego nie pozwalam ci gotować, ale teraz już pamiętam.- wymamrotał niewdzięcznie. Spojrzałam na niego przez zwężone powieki. Musiałam wziąć głęboki oddech, żeby utrzymać nad sobą panowanie. Dopiero co zmarł mu tata, musiałam być wyrozumiała. 
-Następnym razem ty możesz gotować.- odpowiedziałam tak spokojnie jak tylko potrafiłam. Jego oczy wystrzeliły z powrotem w moją stronę.
-A niby kiedy mam to zrobić? Hmm, kochanie? Pomiędzy tym, gdy zajmuję się twoim niewdzięcznym tyłkiem i staram się być idealnym chłopakiem, którego najwyraźniej oczekujesz?- uderzył gwałtownie sztućcem o stół, by podkreślić swoją rację.
Mój tata jest terapeutą. Dorastałam obserwując go, gdy pomagał ludziom przechodzić przez cierpienie spowodowane stratą bliskiej osoby, więc powinnam wiedzieć, co będzie następne. Powinnam się była tego spodziewać. Myślę, że gdzieś w mojej podświadomości tak naprawdę wiedziałam co robię. Chyba po prostu chciałam popchnąć go poprzez te etapy żałoby. Tak czy inaczej, to co zrobiłam potem było głupim posunięciem.
-Może pomiędzy tym, gdy cię ponosi i gdy musisz zbijać na kwaśne jabłko innych chłopaków, żeby podnieść swój poziom pewności siebie, który masz ze swojego spieprzonego dzieciństwa! No, to było dość głupie z mojej strony. A jeszcze gorszym głupstwem było odejście od stołu, gdy mnie nie zatrzymał.
Powinnam była wiedzieć.
Próbowałam stamtąd wyjść, ale Zayn chwycił mnie szorstko za ramię i uderzył mną o ścianę. Jego oczy były kompletnie czarne.
-Powtórz to.- syknął. Przełknęłam w strachu, niemal od razu żałując, że się na niego wydarłam, gdy jest w tak delikatnym stanie.
-Zayn-
-Powtórz to.- krzyknął na mnie. Przygryzłam w zdenerwowaniu wargę i pokiwałam przecząco głową w jego stronę. Wiedziałam dokąd to prowadziło i miałam świadomość, że mówienie tego ponownie tylko jeszcze szybciej zepchnęłoby go na skraj.
To jedno zdanie, które mu wykrzyczałam wkurzyło go bardziej niż miałam okazję zobaczyć od dłuższego czasu. Tylko dla tego, że byłam zmęczona, zestresowana i nie w stanie przezwyciężyć chęci do kłótni. 

To jedno zdanie wpędziło go w następną fazę żałoby: gniew.
Oczywiście, że chciałam, żeby Zayn przeszedł szybciej przez te wszystkie fazy, ale podczas tej chciałam żeby pozostał w tej irytującej fazie wyparcia się wszystkiego na zawsze.  

To było jeden z tych razy, kiedy Zayn pobił mnie najmocniej i od tamtej pory jeszcze nie wydobrzałam. Wypieranie się wszystkiego trwało sześć godzin, a gniew cztery dni...
Pierwszy raz gdy mnie pobił był najgorszy, ale przez większość tych czterech dni Zayn przekładał swój gniew na przemoc. Wyładowywał to wszystko na mnie. Oczywiście, że nie tylko mnie bił. Było też dużo krzyczenia.
Myślę, że dostałam nauczkę już za pierwszym razem, bo na szczęście trzymałam buzię na kłódkę.

Teraz już nie wspominałam o tych gównach z przemocą, ale czułam się winna. Ja byłam powodem, który wpędził go w ten stan. A poza tym zmarł mu tata, więc to go usprawiedliwiało, prawda?
Pomiędzy jego napadami złości podczas żałoby, Zayn miał zorganizować całą ceremonię.  Starałam się pomagać tam gdzie mogłam, ale to tylko powodowało, że jeszcze bardziej się wkurzał. Reszta One Direction bardzo mu pomogła, co sprawiło, że zrozumiałam jak bardzo chłopaki są ze sobą związani.
Nie byli tylko gangiem; byli jak bracia.
I po tym gdy Zayn uderzył mnie w twarz, sprawiając, że nos mi krwawił znalazł mnie w łazience. Gapiłam się w moje odbicie w lustrze, przykładając do nosa wilgotną ściereczkę. Rzuciłam okiem w róg lustra i prawie podskoczyłam, gdy zobaczyłam Zayna pochylającego się we framudze drzwi.  Nasze spojrzenia oczywiście się skrzyżowały, ale udawałam, że go nie zauważyłam.
Bałam się, że jakiś gwałtowny ruch mógłby go zezłościć jak jakieś dzikie zwierze.
-Wszystko dobrze?- jego aksamity głos lekko mnie przestraszył. Nie słyszałam, żeby mówił tak do mnie już przez jakiś czas. Przytaknęłam głową do lustra i dalej skupiłam moją uwagę na obmywaniu twarzy.  Miałam podbite prawe oko i rozcięcie na szczęce. Moja twarz nawet nie oddawała części moich obrażeń. Rany rozsiane były po moim ciele i byłam naprawdę wdzięczna, że nie mam złamanego żebra czy coś. 
-Nic nie jest dobrze. Daj sobie pomóc.- wszedł do łazienki. Nie chciałam, żeby mnie dotykał, ale bałam się, że jeśli odrzucę jego pomoc to się rozzłości.  

Powolnie wziął ode mnie materiał i położył go w zlewie. Delikatnie chwycił mnie za uda, przygryzając wargę, gdy zauważył jak wzdrygam się, gdy dotknął wielkiego siniaka i posadził mnie na kancie zlewu. Namoczył nową ściereczkę żeby ostrożnie mnie domyć.
Trzymałam spojrzenie wbite w podłogę, nie chcąc na niego patrzeć, ale zmusił nasze oczy do spotkania się przez podniesienie w górę mojego podbródka.
-Nie mogę uwierzyć, że ci to zrobiłem.- wyszeptał ze smutkiem. -Tak mi przykro, kochanie...tak bardzo mi przykro. Nie wiem co jest ze mną nie tak.
Ludzie radzą sobie ze smutkiem po stracie kogoś na różne sposoby. Gdy odszedł mój dziadek, mój tata bardzo często krzyczał na mnie i mojego brata. Gdy zdechł nam pies, mój brat dostawał napadów złości. Kiedy umarł jego tata, Zayn pobijał swoją dziewczynę... oczywiście, że było z nim coś nie tak, ale wiedziałam to już przedtem. Wiedziałam, że Zayn był inny i miałam świadomość w co się pakuję, kiedy zgodziłam się na to by z nim zostać. 
-Tak bardzo cię kocham, proszę, nie zostawiaj mnie.- wyszeptał, delikatnie pocierając mój policzek. To, dzięki Bogu, zakończyło jego stadium gniewu i przerodziło się w fazę depresji.

Chodził po mieszkaniu osowiały i całkowicie się ode mnie odciął. Często znajdowałam go siedzącego i wpatrującego się tępo w przestrzeń. Chciałam, żeby się przede mną otworzył, ale był niczym uszczelniony.
Te kilka razy, kiedy się do mnie odezwał, mówił rzeczy typu:
-Osiągnął sukces, ożenił się i miał czwórkę dzieci. Doszedł w życiu daleko. Jeśli umarł w samotności i nieszczęściu, to dlaczego ja miałby w ogóle próbować być szczęśliwym? Nie mam na to szans.
-Ostatnią rzeczą jaką do niego powiedziałem było 'Do zobaczenia w piekle, staruszku'. Co ze mnie za syn? Zgniję za to w piekle... 

-Zostawiłem go samego, do kurwy. Obwiniałem go przez cztery lata, odkąd byłem siedemnastolatkiem, ale przez ten czas to wszystko było moja wina. Ja jestem tym, który go zostawił.
Wciąż byliśmy w tym stanie, gdy miał odbyć się pogrzeb, który zaplanowaliśmy.
Jechaliśmy w ciszy do meczetu. Zayn miał na sobie spodnie i koszulkę z długim rękawem, ubrany cały na czarno. Powiedział, że nie było konieczne ubranie się na muzułmański pogrzeb na czarno, ale on zawsze się tak ubierał, więc tak czy siak to zrobił.
Powiedział mi, żebym ubrała się przyzwoicie, więc miałam na sobie spódnicę maxi i luźną czarną koszulkę. Zayn powiedział, że jego rodzina nie była zbyt religijna, więc nie muszę zakładać chusty na głowę, ale żeby oddać szacunek, nie powinnam się malować.

Oczywiście musiałam użyć korektora by zakryć sińce na mojej twarzy, ale mu tego nie powiedziałam. Nie chciałam go smucić, a ruszały go teraz najmniejsze rzeczy.
Zayn ciągle powtarzał jego nerwowy nawyk; żucie jego wargi i trzęsły mu się ręce, gdy przytrzymywał dla mnie drzwi. Gdy usiedliśmy w pierwszym rzędzie, tupał nogą i bawił się moimi palcami w naszych splecionych dłoniach.

Usiadłam stulona pomiędzy Zaynem i Eleanor. Louis usiadł z jej drugiej strony obok Harrego. Niall był obok Zayna, a dalej Liam z Danielle. Ciało ojca Zayna nie miało być na widoku, owinięte było całun w kolorze kości słoniowej, tak, że nie było widać jego skóry.
Było dużo ludzi, którzy przyszli, by oddać szacunek. Widziałam małą garstkę mężczyzn i kobiet ubranych podobnie do mnie i Zayna. Wszyscy z nich mieli opaloną skórę, ciemne włosy i brązowe oczy jak Zayn, więc nie ciężko było wywnioskować, że należeli do rodziny Malików.

Kolejna garstka ludzi była złożona tylko z facetów w garniturach- mężczyzn, którzy pracowali z ojcem Zayna, tak przypuszczałam. I byliśmy my; gang Zayna. Za naszą ósemką siedziało około dwudziestu chłopaków. Gdy zapytałam o to Eleanor, powiedziała, że to członkowie One Direction. Chyba do tej pory nie zdałam sobie sprawy, ze One Direction nie ogranicza się tylko do piątki chłopaków, których znam. El powiedziała, że chłopaki byli czymś w stylu liderów, ale nie mniej jednak ludzie tchórzyli przed każdym członkiem. 
Każde miejsce mogło być zajęte, ale dużo ludzi stało na tyłach, żeby zrobić miejsce w kilku rzędach dla osławionego gangu. Było to tylko znajomym mi już przypomnieniem tego kim był mój chłopak i jaką władzę miał nad Londynem.
Zayn wstał, gdy była kolej na jego przemowę.

Poprzedniej nocy, prawie się rozpłakał starając się wymyślić co ma powiedzieć. A gdy próbowałam go pocieszyć, wracał do swojego 'kokonu', ukrywając przede mną swojego uczucia i się nie odzywając.
Nie miałam pojęcia, co planował powiedzieć.
-No więc...- w tej niezręczności pocierał swój kark i rozglądał się po wnętrzu. Obserwowałam jak jego oczy wędrują na tyły, ale szybko zawracają z powrotem, jakby zobaczył coś czego nie powinien. Chciałam się obrócić i zobaczyć to co sprawiło, że się zdenerwował, ale zanim miałam okazję, Zayn wyłapał moje spojrzenie. Spojrzał na mnie przenikliwie i zaczął mówić. Przez całą przemowę nie oderwał ode mnie oczu nawet przez chwilę.
-Wszyscy myślą, że mój tata i ja bardzo się różnimy. To znaczy... w moim wieku był już menadżerem u siebie w pracy, był żonaty i czekał na narodziny dziecka. Ja nie jestem nawet w pobliżu tego stadium. -Zayn wciąż na mnie patrzał, gdy wszyscy inni wpatrzeni byli w niego. 
-Ale w jakiś sposób, ja i mój ojciec jesteśmy dość podobni. Dużo z tego kim dzisiaj jestem, pochodzi z tego kim był on i z tego kim nauczył mnie być. Pokazał mi jak dążyć do celu. Nauczył mnie jak się czemuś naprawdę poświęcić. Nauczył mnie jak być niezależnym. Nauczył mnie jak być bardzo...- widziałam, że Zaynowi trudno było mówić o jego tacie w ten sposób. Wiedziałam, że były też dobre czasy, jeszcze przed rozwodem, ale Zayn powiedział mi, że jego rodzice zaczęli mieć problemy, gdy był dziewięciolatkiem, ale nic z tym nie zrobili, bo jego mama była w ciąży.
To znaczy, że minęło ponad dwanaście lat bez przyzwoitego wspomnienia o jego tacie. W zasadzie to Zayn nawet nie odezwał się do swojego ojca przez cztery lata. 
-Pamiętam, gdy dostałem zaproszenie na siódme urodziny mojego kolegi z klasy nad basenem. Nie mieliśmy basenu jak mój kumpel, Billie, więc nigdy nie miałam okazji nauczyć się pływać. Wciąż tego nie umiem.- Zayn zażartował. Im więcej czasu mijało, wydawał się być bardziej przyzwyczajony do mówienia, ale wciąż nie odrywał ode mnie wzroku.
-Nie chciałem iść, ale tata mnie zmusił. Poradził mi żebym po prostu posiedział przy basenie i pokomplementował siostrę Billiego. Więc kiedy wszyscy moi znajomi grali w Marco Polo, ja siedziałem na boku z jego siostrą, która miała wtedy 9 lat tak przy okazji i z dwiema jej przyjaciółkami. Ciągle powtarzałem im jakie to one nie są ładne i że mają fajne buty i w ogóle. Pozwólcie, że powiem wam, że następnego dnia w szkole wszyscy moi znajomi pojawili się z opalenizną, a ja z trzema dziewczynami, które były starsze ode mnie o całe dwa lata.- Zayn zaśmiał się lekko na wspomnienie, a ja ciepło się do niego uśmiechnęłam. 

-Więc to chyba mój tata nauczył mnie jak obchodzić się z kobietami.- puścił oczko w moją stronę, a ja nie mogłam powstrzymać się przez zarumienieniem. 
-Pamiętam inny moment, gdy byłem prześladowany, gdy miałem sześć lat. Wróciłem do domu, by mu o tym powiedzieć, ale poradził mi, żebym się nie przejmował, bo wszyscy ci, którzy kogoś dręczą, kończą pracując dla dzieciaków, którzy dręczyli. Powinienem poczuć się po tym lepiej, ale stwierdziłem, że podzielę się z tą informacją z tym, który mnie prześladował. Pobił mnie na kwaśne jabłko...
-Gdy wróciłem do domu z podbitym okiem, tata zmienił strategię. Nauczył mnie jak się bić, nawet pomimo tego, że mój tata jest- to znaczy był najbardziej przeciwnym przemocy facetem na świecie. Co za ironia...- Zayn zaśmiał się ponuro. Nie trzeba było geniusza, by zorientować się, że wszyscy tu obecni dokładnie wiedzieli kim jest Zayn i co robi na co dzień, więc nie byłam zaskoczona, kiedy wniósł do przemowy małe odniesienie o jego nielegalnym, związanym z przemocą charakterze.
-Kiedy byłem dzieciakiem, tata był moim bohaterem- był jak jakiś heros, który nie mógł zrobić nic złego. Kiedy byłem nastolatkiem, było przeciwnie. Teraz zdaję sobie sprawę, że mój tata z pewnością miał wady, ale nauczył mnie jak się do nich przyznać. Pokazał mi jak rozświetlić jego zalety, by nadrobić to w czym był zły. Wiem, że minęło trochę czasu odkąd go widziałem, ale to nie znaczy, że kiedykolwiek przestał być moim ojcem. 

-Gdziekolwiek jesteś tato, dziękuję ci, za wszystko czego mnie nauczyłeś. Będę za tobą tęsknił.- i z tym Zayn spuścił głowę i przyszedł z powrotem, by usiąść obok mnie. Położyłam mu dłoń na kolanie i dałam mu ją mocno ścisnąć, by pozbyć się resztek niepokoju.
To przeniosło go do ostatniego etapu żałoby; akceptacji. Przemawiając przed tymi wszystkimi ludźmi o jego ojcu dało mu zakończenie tego wszystkiego, którego tak desperacko potrzebował i pozwoliło mu to by w końcu ruszyć na przód ze swoim życiem.
Gdy już było po wszystkim, Zayn praktycznie mnie stamtąd wypchnął. Celowo unikał kondolencji i jakiejkolwiek sympatii ze strony jego dalszej rodziny i kolegów z pracy jego taty. Chociaż to nie było zbyt trudne, rzadko który z nich podszedł by z nim pogadać. Wszyscy zbyt bardzo się bali. 

Podczas naszej drogi do wyjścia minęliśmy małą dziewczynkę, około dziesięcioletnią, siedzącą na schodach na zewnątrz meczetu. Zayn się zatrzymał i wpatrywał się przez nią przez chwilę i całkowicie zmiękły mu oczy, zanim obrócił się i wskoczył do swojego samochodu. Weszłam do środka tak jak on, ale gdy już miałam zamknąć drzwiczki, wybiegła piękna kobieta w średnim wieku.
-Safaa!- zawołała z troską. Widząc małą dziewczynkę, odetchnęła z ulgą i posłała jej lekki uśmiech. -Safo Malik, dostałam przez ciebie zawału serca, skarbie. Proszę, powiedz mamusi następnym razem gdzie idziesz.- i z tym zatrzasnęłam drzwiczki i pozwoliłam Zaynowi wyjechać z chodnika i przedzierać się ulicami. 
Nie mogłam się powstrzymać przed spojrzeniem na niego ostrożnie.
Mała dziewczynka, którą tam widzieliśmy bez wątpienia była jego siostrzyczką, którą zabrała ze sobą jego matka, gdy go opuściła. Ta kobieta była jego matką. Były tam przez całą uroczystość i Zayn to zauważył. 

Ich wina czy nie, mama Zayna i jego siostry zostawiły go całkiem samego z ojcem alkoholikiem. Skrzywdziły go i zniszczyły emocjonalnie. Dopiero co przeszedł śmierć swojego ojca i ostatnią rzeczą jaka mu była potrzebna był psychiczny trud, przez ich spotkanie. Minęło dziesięć lat, odkąd ostatni raz je widział. Dziesięć lat temu Zayn był tylko jedenastoletnim dzieckiem, a ona odwróciła się do niego plecami.
A teraz Zayn jest dobrze wszystkim znanym przestępcą i bałam się wiedzieć co stałoby się, gdyby spróbowali ponownie się zjednać.

wtorek, 24 grudnia 2013

Chapter 37: Comfort

-Jakiś problem?- Zayn syknął, stając przede mną, by dostać się do chłopaka. Chwyciłam go za ramię i starałam się pociągnąć go w tył.
-Ej, ej. Spokojnie.- mówiłam mu do ucha uspokajające słowa, ale odepchnął mnie do tyłu, tak że na kogoś wleciałam. 
-Chcesz mi wytłumaczyć co ja, kurwa, dopiero widziałem, stary?- warknął na biednego chłopaka, a ten cofnął się w tył i wyraźnie było widać, że się trząsł.
-Przepraszam. Nie wiedziałem. 
-Zayn!- krzyknęłam na niego, wkurzona za to, że był w stosunku do mnie taki brutalny. Obrócił się na dźwięk mojego głosu i skinął na kogoś za mną. Momentalnie para rąk zacisnęła się na moim torsie ograniczając moje ruchy.
-Chodźmy.- Louis odezwał się do dwóch dziewczyn, z którymi tańczyłam.
-Lou, to nie jest w porządku. On tylko-

-Powiedziałem, chodźmy!- przerwał Eleanor, wywlekając mnie z klubu, kopiąc i drąc się. Danielle i Eleanor szły za nami w ciszy. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam zanim wyciągnięto mnie z klubu był Zayn i Harry idący za Niallem i Liamem, którzy wyciągali chłopaka z budynku. 
-Puść mnie!- szamotałam się z Louisem. Szybko mnie uwolnił i skinął w stronę jednego z Range Roverów. 
-Jedziemy stad.- poinformował nas. Danielle wgramoliła się do samochodu, a Eleanor zatrzymała się na sekundę, ale posłał jej spojrzenie, które spowodowało, że nawet ja zaczęłam kwestionować kłócenie się z nim. Tak więc Eleanor dołączyła do Danielle. Próbowałam go wyminąć, ale popchnął mnie w tył.
-Właź do tego cholernego samochodu, Hannah.- zarządził, gdy pojawił się jego gniewny temperament.
-Jeśli myślisz, że rzeczywiście cię posłucham, to mam dla ciebie niespodziankę.- odsyknęłam. Nie dałam mu nawet szansy na odpowiedź, gdy mu się wymknęłam i pobiegłam naokoło niego. Zobaczyłam jego rękę wyciągniętą, by mnie złapać, więc byłam w stanie jej uniknąć i dostać się do klubu. Rozglądając się dokoła, nigdzie nie mogłam znaleźć Zayna. Przepychałam się pomiędzy rozgrzanymi, spoconymi ciałami i wybiegłam tylnym wyjściem w alejkę.
-Nie obchodzi mnie, że kurwa, nie wiedziałeś! UDERZENIE -Dotykałeś ją!- usłyszałam krzyk Zayna. Skrzywiłam się na całkowitą wściekłość i mrok w jego głosie. Niemal natychmiast ruszyłam w stronę ich ciemnych postur.
-P-proszę.- zabłagał słaby głos. Słyszałam ponury śmiech Zayna i jego przyjaciół, zanim w uliczce zabrzmiał głośny łomot, a zaraz po nim odgłos łamanych kości i krzyku z bólu.
Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam tą scenę aż za wyraźnie. Harry, Liam, Niall i Zayn stali przed zmiętą postacią leżącą na ziemi.
-Dosyć!- warknęłam odważnie, gdy wślizgnęłam się pomiędzy ofiarę na ziemi, a niebezpiecznego faceta, stojącego przede mną.
-Jezu Chryste.- Liam przeklął pod nosem, gdy czwórka chłopaków zorientowała się kto wkroczył.
-Kochanie, nie mam na to cholernego humoru. Gdzie jest, kurwa, Louis?- krzyknął na mnie, odciągając brutalnie mnie z dala od chłopaka leżącego na ziemi i uderzył mną o ceglaną ścianę naprzeciwko. Skrzywiłam się na ból w dole pleców przez siłę zderzenia.  

-Najwidoczniej zapominasz z kim masz do czynienia, Zayn. Naprawdę myślałeś, że Louis sobie ze mną poradzi? Proszę cię, nawet ja myślałam, że jesteś mądrzejszy.- zaszydziłam srogo. 
-Dam ci nauczkę.- ostrzegł mnie powolnie, jego dłoń weszła w kontakt w moją szyją, i spoczęła tam niezbyt mocno.
-Co zrobisz, twardzielu?- zakpiłam z niego. -Pobijesz mnie?
Czułam, że jego palce zacieśniają lekko uścisk, a jego wyraz twarzy sprawiał wrażenie jakby rozmyślał moją sugestię.
-Widzimy się w domu.- to była zdecydowanie bardziej groźba niż jakakolwiek forma romantycznej obietnicy czy zwykłego gestu. Jego głos był napięty i wściekły i nawet pomyślałam, że może najlepiej było się wycofać. A wtedy moje oczy powędrowały do zmasakrowanego chłopaka, który leżał na ziemi, w swojej krwi i stwierdziłam, że poddanie się byłoby godne tchórza.
Próbowałam go kopnąć, ale Zayn łatwo przytrzymywał mnie przy ścianie, gdy odwrócił się do swojego przyjaciela.
-Niall, zajmij się nią. Rób co chcesz, byle by ją tylko zabrać do mnie i rozliczę się z nią, gdy skończę już to tutaj. Tylko nie uszkodź jej zbyt mocno, dobra?- Zayn praktycznie cisnął moim ciałem w stronę Irlandczyka i obserwował szamotaninę naszej dwójki. 

Na próżno z nim walczyłam, gdy bez wysiłku mnie podniósł i wyniósł z alejki, z powrotem na ulicę. Louis czekał na zewnątrz Range Rovera i gniewnym wyrazem twarzy. Opierał się o samochód z rękoma założonymi na piersi.
Słyszałam mamrotanie o mnie jakiś obraźliwych i uwłaczających rzeczy, gdy otworzył tylne drzwiczki, przez które niemal zostałam wrzucona prosto na biedną Danielle. Gdy tylko Niall i Louis byli już w środku, samochód pokierował się do końca ulicy, w stronę mieszkania Zayna.

-Pójdziecie wszyscy do piekła. To co się tam dzieje nie jest w porządku.- starałam się pochylić by odezwać się do Nialla i Louisego, ale to było dość trudne z Danielle siedzącą na środkowym siedzeniu.
-Jakby nas to obchodziło.- Niall parsknął. 

-Jesteście bandą bezdusznych draniów. Cała wasza piątka. 
-Louis, nie sądzę, że postępujemy właściwie.- Eleanor powiedziała cicho, pochylając się do przodu tak jak ja, by przytrzymać rozmowę. 
-Przysięgam na Boga, El, jeśli w tej chwili nie zamkniesz jadaczki, to zaraz postawię cię do pionu. Zatrzymam się na poboczu i rozprawię się z tobą na oczach tej trójki.- głośność jego głosu wzrosła, gdy na nią warknął. Jego srogie spojrzenie utkwione było w niej przez lusterko, by upewnić się, że zrozumiała przekaz.
-Ale-
-Jeśli wiesz co dla ciebie najlepsze, to się kurwa zamknij. 

Reszta drogi minęła w ciszy. Wiedziałam, że gdy dotrzemy już do mieszkania Zayna, nie będzie szansy, żebym wymsknęłam się Niallowi i jakimś cudem wróciła do klubu, ale to nie powstrzymało mnie przed próbowaniem. 
To znaczy, muszę przecież podtrzymywać swoją reputację.
Niall szorstko wytargał mnie z samochodu i gdy tylko byliśmy już na zewnątrz, Louis odjechał do mieszkania Liama, żeby odwieść Danielle. 
Walkę czas zacząć.  
Chyba uderzyłam Nialla gdzieś w twarz... chociaż i tak powinien spodziewać się czegoś gorszego. Nie jest tak łatwo sobie ze mną poradzić. Nie zważając na to i tak udało mu się dotrzeć do mieszkania Zayna i dosłownie rzucić mnie na podłogę i wyjść.
Nawet nie próbowałam stąd uciekać. Winda była zablokowana, a wyjście przeciw pożarowe zaplombowane. 

Wydostanie się stąd było niemożliwe.
Zamiast tego, skupiłam moją energię na byciu złą na Zayna. Zobaczymy jaki potężny i nieustraszony będzie ten skurwiel, gdy wróci do domu by się ze mną zmierzyć. Zmasakrowałabym mu mieszkanie jeśli nie wiedziałabym, że i tak potem ja to będę musiała sprzątać.
Niedługo po tym wrócił mój 'bandyta'. Słyszałam dźwięk otwieranych drzwi windy z sypialni, gdzie się przebierałam. Szybko wsunęłam na siebie koszulkę i naładowałam się psychicznie, w pełni przygotowana werbalnie (i w jakimś stopniu fizycznie) na atak.
Weszłam do salonu, ale go tam nie było. Zobaczyłam klucze na stoliku i jego skórzaną kurtkę leżącą na kanapie, tak jakby zostawiał krótką ścieżkę, za którą miałam powędrować za nim do kuchni.
Więc poszłam jej śladami, tylko po to by znaleźć tego dupka biorącego łyka piwa. Stał plecami do mnie, ale wiedziałam, że słyszał jak weszłam, bo mięśnie na jego plecach się napięły. 

-Odłóż to przeklęte piwo.- oburzyłam się, krzyżując ramiona na piersi. Zayn mnie nie posłuchał, tylko zamiast tego po prostu obrócił się w moją stronę.
Niemal od razu wiedziałam, że coś jest nie tak.
Jego oczy były zaczerwienione, a jego źrenice ukazywały smutek i samotność i to łamało mi serce. Miał zmarszczone w zmartwieniu brwi, a całe jego ciało się trzęsło.
-Co się stało?- powiedziałam na wydechu, tym razem o wiele mniej szorstko. Potrząsnął głową i wziął kolejnego łyka piwa.
-Zayn- szepnęłam, podchodząc do niego, żebym mogła złapać w rękę jego trunek i go od niego oderwać. -Co się stało?- powtórzyłam.
Szybko owinął wokół mnie ramiona i trzymał mnie ciasno przy swojej piersi. Oparłam głowę o jego klatę, a on zanurzył twarz w moich włosach. Czułam jego pierś podnoszącą się i opadającą, gdy wdychał mój zapach.
-Straciłem moją szansę.- wyszeptał chrapliwie. Jego głos brzmiał na załamany i smutny bardziej niż kiedykolwiek miałam okazję słyszeć.
-O czym ty gadasz?- poganiałam, naśladując jego zachowanie i owinęłam ręce wokół jego długiego torsu.
-Straciłem moją szansę i już nigdy tego nie naprawię.- jego druga wypowiedź dała mi nie więcej informacji niż ta pierwsza.
Kreśliłam kółka na jego plecach w nadziei, że go pocieszy. Pamiętam, że moja mama robiła to kiedyś gdy byłam smutna, i jakkolwiek głupio to brzmi to jednak pomagało.
-Nigdy mnie nie zostawisz, prawda?- zapytał po kilku minutach ciszy.

Umilkłam.
Nie mogłam mu tego obiecać. Nie mogłam obiecać mu tego, że pewnego dnia nie będę miała dosyć takiego życia, że nie będę w stanie tego znieść. Nie mogłam obiecać mu, że nie doprowadzi mnie na skraj.
-Kocham cię.- odpowiedziałam, wypowiadając te słowa po raz pierwszy. 
Wciąż byłam na niego zła, nawet bardzo, ale nasze problemy znów muszą być zignorowane i zamiecione pod dywan. Widząc Zayna w takim stanie sprawiało, że natychmiast widziałam, że coś jest nie tak. Nigdy się tak nie zachowywał.
Byłam przyzwyczajona do kłótni, do walki z nim. Nie byłam przygotowana by sobie z tym poradzić.  Byłam do bani w pocieszaniu ludzi.

-Chcesz powiedzieć mi o co chodzi?- namawiałam go delikatnie, moje ręce nie puszczały jego pleców, by dać mu znać, że tu dla niego jestem.
-J-ja też ciebie kocham.- wyjąkał nerwowo.

-Zayn... - zabłagałam. Nie mogłam mu pomóc jeśli nie wiedziałam co się działo.  
-Kochanie, nie wiem co robić.- zaczął. Pozostałam cicho, nie chcąc naciskać bardziej niż do tej pory to zrobiłam. 
-Nigdy nie miałem z nim za dobrych relacji, ale to nie znaczy, że nigdy tego nie chciałem. Kocham go. Zmarszczyłam brwi na to jego tajemnicze wyjaśnienie, ale czekałam aż dokończy, zanim otworzyłam usta.
-Ale jest już za późno żeby cokolwiek zmienić. 

Zayn miał swój sposób na płakanie bez rzeczywistego płakania. Lekko się trząsł, ale nie wydawał z siebie żadnego dźwięku ani nie uronił ani łzy. To po prostu nie było w jego stylu. Dziwnym uczuciem było trzymać go w ramionach, zamiast w jakiś inny sposób... ale Zayn mnie potrzebował, ja jestem jego dziewczyną, musiałam przy nim być. To moja robota.
-Dostałem przed chwilą telefon.- kontynuował. 
-Mój tata nie żyje.