piątek, 12 lipca 2013

Chapter 18: And Then There Were Two

 strasznie dziękuję za 20.000 wyświetleń! lov ya all♥

Zaniemówiłam kiedy w kółko czytałam ten sam list. Był od mojego brata, Davida. Napisał go by przekazać mi jak bardzo tęskni za mną moja rodzina. Pisał o tym jak próbowali skontaktować się ze mną przez ostatnie pare tygodni, ale mój telefon nie odpowiadał. O tym jak nie mogą doczekać się by zobaczyć mnie, gdy przyjadę na Boże Narodzenie. O tym jak moja młodsza siostra i młodszy brat malują dla mnie obrazki i nie mogą się doczekać mojej reakcji, gdy mi je podarują. O tym jak moi rodzice i on martwią się, że od wieków nie dostają ode mnie żadnych wieści.
Wypuściłam smutne westchnienie i puściłam list by opadł na inne, które leżały na podłodze.
Kiedy Zayn mnie przetrzymywał, przyszedł do mnie całkiem niezły plik korespondencji. Większość była z uniwersytetu, o tym jak zawaliłam większość zajęć przez moje nieobecności. No właśnie... a jak myślicie? Kogo to wina? Pozwólcie, że dam wam wskazówkę. Jego imię rymuje się z ''rain'' i z ''insane''. I ''pain'', zupełnie jak ''pain in the ass''.
-Wszystko w porządku, babe?- zapytała Natasha, opadając leniwie na kanapę. Przygryzłam wargę i pokiwałam głową, składając starannie wszystkie listy ze szkoły i podałam je Clarie.
Oczywiście Natasha to zauważyła...
-Co tam masz? -zapytała błagalnie, byśmy jej nie lekceważyli i usiadła, mierzwiąc swoje ogniste włosy. Clarie spojrzała na mnie znacząco i wymusiła na swoje usta słodki uśmiech.
-Oh, nic. To tylko rachunki. W tym miesiącu moja kolej na ich pokrycie.- skłamała, chowając moje listy. Czułam się okropnie, że zatajamy przed nią prawdę, ale to było dla jej dobra.
-Mmhmm. Jestem pewna, że to rachunki.- przewróciła oczyma na nasze kłamstwa. Rozłożyła się na kanapie i zaczęła przeglądać czasopisma.
-Idę przygotować się na dzisiejsze zajęcia. Nie czekajcie na mnie.- Powiadomiła nas Clarie i wymknęła się do łazienki. Siedziałyśmy jakiś czas w milczeniu, zanim Natasha zerwała się z kanapy z uśmiechem na twarzy.
-Mam genialny pomysł!- zapiszczała z jej wyraźnym akcentem. 
-Dawaj.- zachęciłam ją z uśmiechem. Trudno było jej nie docenić. Pomimo, że jej najlepsze przyjaciółka została wyrzucona z programu i zmuszona do opuszczenia kraju, mimo, że jej dwie inne przyjaciółki mają przed nią tajemnice, to i tak starała się być dobrą przyjaciółką. 
-Gdy nie będzie Clarie możemy zrobić sobie taki babski wieczór. Będziemy piec, malować paznokcie i oglądać filmy! No, te wszystkie rzeczy, które wy Amerykanie robicie!- podskakiwała entuzjastycznie na jej pomysł.
-Brzmi świetnie, ale dzisiaj nie mogę... Może jutro?- zapytałam z poczuciem winy. Szczerze, to było dokładnie to, co chciałbym robić w piątkowy wieczór, ale nie miałam wyboru.
-A czym jesteś taka zajęta?- zapytała. Wzruszyłam ramionami. No bo co niby mam jej powiedzieć? ''Nie mogę spędzić z tobą czasu, bo nie mam wyboru, ale idę na ''randkę'' z psychicznym przywódcą gangu?'' Ta, na pewno by zrozumiała.
-Eee, idę...- urwałam starając się wymyślić jakieś kłamstwo. -Idę do...sklepu.- mruknęłam. Jakim zjebem trzeba być by to powiedzieć? Najwyraźniej mną. 
Niedowierzanie, rozczarowanie i ból- to wszystko co wyrażała mina Natashy, zanim posłała mi kiepski uśmiech i udała się do swojego pokoju. 
-W porządku, skoro tak mówisz...- przewróciła oczyma i zniknęła. Wypuściłam długie westchnienie, gdy zalało mnie poczucie winy. Teraz pewnie myśli, że ją olewamy, gdy w rzeczywistości próbujemy ją chronić. 
Poszłam do mojego pokoju, gdzie Clarie poprawiała swoje włosy. W milczeniu zaczęłam się przebierać i robić makijaż.
-Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Zadzwoń, jeśli będziesz mnie potrzebować... to znaczy, jeśli ci pozwoli.- wyszeptała i pocieszająco położyła rękę na moim ramieniu. 
-Dzięki Clarie-Bear.- wymamrotałam. Wpatrywałyśmy się w siebie zanim Clarie musiała iść.
-Wychodzę!- krzyknęła i opuściła pokój. Wzięłam się za zakładanie kolczyków, ale przerwałam, gdy ktoś mnie zawołał.
-Han! Myślę, że powinnaś tu przyjść! Głos Clarie wydawał się zaniepokojony, więc ruszyłam biegiem w stronę salonu, żeby zobaczyć o co chodzi.
Przy drzwiach ustawiony był stos walizek. Natasha miała tam chyba wszystkie ubrania jakie kiedykolwiek na niej widziałam. Stałam tam w grubym płaszczu i szalikiem mocno owiniętym wokół szyi. Widać było łzy w jej dużych brązowych oczach, a jej twarz miała kamienny wyraz.
-Co się dzieje?- zapytałam, chociaż znałam odpowiedź. Clarie odwróciła się, żebyśmy nie widziały jej łez.
-J-ja...wyprowadzam się.- wyszeptała i zalała się łzami.
-Co? Czemu? Podeszłam do niej, wiedziałam, że to całkowicie moja wina.
-W-wiem, że coś dzieje się pomiędzy wami dwiema i nie chcecie powiedzieć mi o co chodzi. To nie jest miejsce dla mnie, nie chcę wam się dłużej pałętać pod nogami. Zatrzymam się u znajomych na kampusie. Cokolwiek przede mną ukrywacie... powodzenia wam życzę. - wygłosiła i odwróciła się do wyjścia.
-Natasha! Zaczekaj, proszę. Nie musisz odchodzić. Przykro nam, ale ty po prostu tego nie zrozumiesz. Tak bardzo chciałam jej to wszystko wytłumaczyć. Nie chciałam by nas opuszczała, ale tak będzie dla niej lepiej.
-Masz rację, nie zrozumiem.- dodałą ze smutkiem. -Nie mogę dłużej tego ciągnąć. Może wyskoczymy kiedyś na szybką kawę, czy coś...- zaczęła dławić się od strumienia łez. Clarie i ja szybko zamknęłyśmy ją w uścisku, by oglądać za chwilę jak odchodzi w głąb korytarza.
To było dla jej dobra, musiałyśmy dać jej odejść.
-Będzie teraz bezpieczna.- szepnęła Clarie.
-I szczęśliwa, chociaż trochę samotna.- dodałam. Posłała mi smutne spojrzenie, po czym sięgnęła po swoją torebkę i wyszła na zajęcia.
Najpierw zostawiła nas Miranda, a teraz mój ''sekret'' zmusił Natashę do opuszczenia jej własnego mieszkania. Zaśmiałam się gorzko do siebie... więc zostałyśmy tylko we dwie.
Stwierdziłam, że lepiej, żeby Natasha wyprowadziła się zanim wciągnę ją w ten cały bałagan, tak jak zrobiłam to z Clarie. Teraz już nic nie mogę na to poradzić.
Wróciłam do mojego pokoju, by dalej przygotowywać się do mojej tak-bardzo-interesującej ''randki''.
Siódma godzina nadeszła szybciej niżbym się spodziewała. Wstrzymałam oddech, kiedy wyjrzałam przez okno i zauważyłam auto Zayna zaparkowane przy krawężniku. Nie mogłam dostrzec jego twarzy, widziałam tylko jego napięte mięśnie gdy wychodził z wnętrza samochodu. 
Przyglądałam się mu nerwowo, gdy wsunął na siebie skórzaną kurtkę i rzucił na chodnik papierosa, starannie zgniatając go czubkiem buta. Odwrócił się, a moje serce momentalnie się zatrzymało.
Jego oczy były rozwścieczone, a ręce trzęsły mu się lekko. Miał ciemny cień na twarzy, nie mogłam zobaczyć co to dokładnie jest, ale widziałam, że jego usta wygięte są w grymasie. Ostrożnie odsunęłam się od okna, moje serce wciąż biło nierównomiernie. 
Zayn był totalnie wściekły, a ja nie zdążyłam walnąć jeszcze w jego stronę żadnego chamskiego komentarza.
Cholera, nie dobrze.
Minęło kilka minut, zanim usłyszałam gniewne walenie w drzwi frontowe. Ostrożnie je otworzyłam, by zobaczyć niemal gotującego się ze złości Zayna.
Wszedł do środka, szturchając mnie przy tym i zatrzymał się na środku salonu. Zamknęłam cicho drzwi i zwróciłam się w jego stronę, czekając aż wybuchnie.
Odwrócił się i jego oczy spotkały się z moimi.
Gdy tylko zobaczyłam go z bliska, wypuściłam zszokowane westchnienie.
-Co cię się stało?- zatkałam sobie usta dłonią gdy wymsknęło mi się to pytanie. Zayn spojrzał na mnie ze złością.
-Nic. Chodźmy już. Podszedł do drzwi, ale z moją głupotą stanęłam mu na drodze i chwyciłam w dłonie jego policzki.  
 Był zaskoczony tak samo jak ja, że to zrobiłam
Przełknęłam strach, bo i tak było już za późno by zmienić fakt, że stanęłam mu na drodze. 
-Nie pójdziemy nigdzie jeśli tak wyglądasz.- stwierdziłam. Zmrużył gniewnie oczy i złapał moje nadgarstki w jego silne dłonie. 
-Chyba się przesłyszałem. Od kiedy to ty podejmujesz tu decyzje?- warknął. Westchnęłam i wyszarpałam się z jego uścisku. 
-Zayn, na litość boską! Masz podbite oko! Nigdy nie widziałam Zayna z jakąś kontuzją, a teraz gdy stał przede mną z podbitym okiem i rozciętą wargą było dla mnie szokiem. 
-Tak kurwa! Wiem to, Hannah.- warknął. Wypuściłam pełne irytacji sapnięcie i pod wpływem odwagi chwyciłam go za ramię i zaciągnęłam w stronę łazienki. Chyba się uspokoił i pozwoli bym oczyściła jego rany, bo się nie opierał i pozwolił bym szarpała go za sobą. 
Puściłam jego rękę i zaczęłam grzebać w zabałaganionej apteczce. Usiadł na zamkniętej muszli i obserwował jak przekopuję jej zawartość. 
-Więc co się stało?- zapytałam gdy wzięłam się do pracy. Spojrzał mi prosto w oczy, by za chwilę odwrócić wzrok i wpatrywać się prosto przed siebie.
-Nie twoja sprawa.- warknął. Przewróciłam oczami na jego odpowiedź.
-Co tak właściwie ty i twój napompowany testosteronem gang robicie? Handlujecie narkotykami czy jesteście alfonsami?- palnęłam bezmyślnie, dobrze wiedząc, że stąpam po cienkiej linie.
-Słyszałaś co powiedziałem.- warknął. -Nie twoja jebana sprawa.
-Zayn. Jeśli dalej masz zamiar zmuszać mnie bym z tobą była, to od razu twoje ''sprawy'' stają się moimi. Jeśli mi, kurwa nie powiesz, nie będę z tobą.- postawiłam sprawę jasno i zaczęłam odkładać rzeczy do apteczki z powrotem. Uniósł brwi i wstał ze swojego niekonwencjonalnego siedzenia. Kiedy się odwróciłam, wpadłam prosto na jego klatkę piersiową.
-Więc myślisz, że masz kurwa wybór?- zaśmiał się ponuro. Odsunęłam się od niego i z powrotem udaliśmy się do kuchni. 
-Pewnie, że mam. Czułam, że idzie zaraz na mną. Nerwy nasiliły się w mojej piersi, dobrze wiedziałam, że sprzeczanie się z nim to głupi pomysł. Taki bardzo mój pomysł... 
Złapał mnie za ramię, jego palce mocno wbiły się w moją skórę. Zaczęłam ciężko oddychać, gdy obrócił mnie i przycisnął do swojej klaty. 
-Wyniosę cię stąd, jeśli będę musiał. Powinnaś coś o tym wiedzieć, kochanie.- zaczął mi grozić. Wyszarpałam się i spojrzałam prosto w te jego diaboliczne oczy. 
-Wtedy będę tak kurewsko głośno krzyczeć i uprzykrzać ci każdą minutę.- odpowiedziałam.  
-Wtedy pobiję cię tak, że nie będziesz miała siły by się odezwać.- syknął, pochylając się tak, by nasze oczy były na tej samej wysokości. Przewróciłam oczyma by nie mógł zobaczyć w nich strachu i ominęłam go, oplatając się ramionami.
-Jezu! Wtargnąłeś z brudnymi buciorami do mojego życia prywatnego, a nie chcesz ujawnić przede mną chociaż kawałek swojego. Staram się, by nasz związek wypalił, ale to wymaga też twojego zaangażowania, Zayn.- skarciłam go, jakby był małym dzieckiem, dobrze wiedząc, że to najgłupsza rzecz jaką mogłam zrobić. 
Chwyciłam moją torebkę i czekałam na niego przy drzwiach. Spodziewałam się najgorszego; zetknięcia z jego pięścią, gdy usłyszałam jego szybkie ciężkie kroki. Obrócił mnie i przyparł do ściany. 
Wiedziałam co zaraz nastąpi. Praktycznie go do tego zmusiłam.
Zamknęłam oczy, oczekując ciosu, ale zamiast tego poczułam jego wargi na moich. Intensywność pocałunku wzrosła, gdy z jakiegoś powodu zdecydowałam się go odwzajemnić. 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Chapter 17: Playing with Fire

Następnym razem, gdy się obudziłam był ranek. Jeśli mam być szczera czułam się świetnie. Myślę, że niemal doszłam do siebie po ataku. Teraz jedynym problemem, z którym będę mieć do czynienia jest Zayn. Ostrożnie ześlizgnęłam się z łóżka zaskoczona tym, że drzwi są odblokowane. Apartament wyglądał radośnie z odbijającym się światłem od każdej jego powierzchni. Słyszałam z kuchni jak naczynia obijają się o siebie. Ciepłe powietrze wypełniał jakiś pyszny zapach. Po raz pierwszy w domu Zayna czułam się dobrze, czułam domową atmosferę, a nie więzienną. Przeszłam do kuchni na palcach i stanęłam w drzwiach obserwując Zayna szamoczącego się nad kuchenką. Nucił nieznaną mi melodię kołysząc się przy tym lekko.Nie wiem...wydawał się być szczęśliwy?
-Dzień Dobry.- szepnęłam cicho, zdradzając przy tym swoją obecność. Zayn zamarł i odwrócił się szybko. Ciepło rozlewające się na jego policzkach ukazało jego zakłopotanie. Szybko jednak powrócił chłód i wrócił do tego co robił.
-Dzień Dobry kochanie, dobrze spałaś?- zapytał przez ramię i zrobił niepewny krok w moją stronę.
Czy wszystko będzie teraz inne z Zaynem?
-Taa, a ty?- odpowiedziałam cicho. Głos, który opuścił moje usta był lekko niepewny i przestraszony.
-Tak, jestem trochę skacowany.- odetchnął pokornie. Moje serce przyspieszyło na wspomnienie poprzedniej nocy.
-Wziąłeś Advil*? Skinął głową w odpowiedzi na moje pytanie. Rozmowa była coraz bardziej niezręczna. Wciąż nie mogłam ocenić czy pamięta wczorajszą noc. Szczerze mówiąc, miałam nadzieję, że tak.
-Chcesz śniadanie? Zrobiłem omlety.
-Brzmi świetnie. Odetchnęłam z ulgą i wsunęłam się na stołek za ladą. Odwrócił się i popchnął w moją stronę talerz z pięknie wyglądającym jedzeniem. Usiadł na drugim stołku obok mnie.
Jedliśmy w niezręcznej ciszy. Nie chcę przekraczać granicy i wspominać o ostatniej nocy, ale nie wiem czy kiedykolwiek dojdzie do tego. Po tym jak oboje skończyliśmy, Zayn zebrał nasze talerze i zaczął je myć.
-Idę wziąć prysznic.- mruknęłam rozczarowana brakiem jakiejkolwiek wzmianki o ‘pijanej obietnicy’ Zayna.
-Możesz wziąć świeża parę ubrań z mojej komody, kiedy skończysz.- odpowiedział prosto.
Po moim prysznicu wślizgnęłam się w dres i t-shirt Zayna, po czym udałam się do salonu, skąd usłyszałam telewizor. Gdy tylko weszłam do salonu, Zayn zauważając mnie wyłączył go. Usiadłam obok niego na kanapie wraz z większą odwagą by w końcu porozmawiać o ostatniej nocy.
-Umm, czuję się lepiej.
-Miło mi to słyszeć.- powiedział, całkowicie odwracając ciało w moja stronę.
-Myślę, że pora bym wróciła do domu. Mój głos zniżył się do szeptu. Czy dotrzyma swojej ‘pijanej obietnicy' i pozwoli mi odejść? Czy zmierza trzymać mnie tu jak więźnia już zawsze?
Ciało Zayna zesztywniało, a oczy błysnęły gniewem. Nie, to niemożliwe. Czyli wracamy do starego Zayna...
-Nie.- powiedział spokojnie, ale jego głos był szorstki.
Byłam zła. Myślałam, że już przez to przechodziliśmy. Czułam jak moje brwi marszczą się, a zęby zaciskają. Zayn uniósł brwi w śmiechu widząc, że zamierzam na niego krzyczeć. Moje pięści zacisnęły się mocno i zerwałam się z kanapy.
-Nie pytałam o zgodę. Mam zamiar wrócić do domu.- splunęłam i zaczęłam się oddalać. Byłam już prawie w pokoju, gdy Zayn mnie dogonił. Chwycił mnie za ramię i przyparł do najbliższej ściany. Poczułam lekki ból. Byłam jeszcze trochę obolała.
-Słucham!? Potrząsnął mną lekko. -Chcesz to powtórzyć kochanie? Skrzywiłam się na jego krzyk i mocny uścisk. Będąc upartą suką, zaczęłam się z nim spierać.
-WRACAM DO DOMU. Zmrużył oczy.
-Nie sądzę.- prychnął i pchnął mnie by wrócić do oglądania telewizji.
-Obiecałeś.- szepnęłam cicho. Widziałam całe napięcie. Jego oczy rozbłysły na sekundę i wydawało mi się, że zmiękły.
-Dobrze.- mruknął. Myślałam, że się przesłyszałam. Zamarłam w miejscu nie zbyt pewna tego co się właśnie stało. Może będzie z nim teraz inaczej. Nie chciałam robić wielkiej sprawy z tej małej zamiany, nie chciałam też by czuł się nieswojo, ale nadal potrzebowałam mieć pewność że w przyszłości się to powtórzy.
Wbrew mojej woli, podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek. Gdy się odsunęłam spojrzałam w dół na oszołomionego Zayna. Szybko zebrał się i spojrzał na mnie swoimi ciemnymi oczami, które były zachmurzone emocjami.
Podniósł się z kanapy, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Poczułam iskry przechodzące przez nasze złączone dłonie. Zazwyczaj chwytał mnie za ramię czy nadgarstek, a teraz było inaczej.
-Chodźmy zanim zmienię zdanie, kochanie.- warknął nie patrząc na mnie, wrócił do postawy Bad Boya. Mimo to mogłabym przysiąść, że słyszałam rozbawienie w jego głosie.
Trzymając się za ręce jechaliśmy windą, przeszliśmy hol, aż dotarliśmy do samochodu. Oboje milczeliśmy, ale to nie była ta sama niezręczna cisza co przy śniadaniu. To było prawie wygodne. Prawie.
-Dziękuję.- wyszeptałam, gdy Zayn zatrzymał się przy moim mieszkaniu. Odpięłam pas i wyskoczyłam z auta, zanim zmieni zdanie i nie pozwoli mi odejść.
Kiedy usłyszałam zamykane drzwi od samochodu moje serce zamarło. Wiedziałam, że tak łatwo nie pozwoli mi odejść.
Odwróciłam się by zobaczyć Zayna, jego włosy postawione na żel i skórzaną kurtkę zarzuconą na t-shirt. Gdyby nie to, że jest pieprzonym szaleńcem mogłabym myśleć, że jest piękny.
-C-co t-ty robisz?- jąkałam się ze strachu.
Zayn uśmiechnął się na fakt, że strach przed nim wciąż wywyższał nade mną.
-Kochanie, jaki byłby ze mnie dżentelmen, gdybym nie odprowadził cię do drzwi? Zaśmiał się gdy złapał mnie za rękę jeszcze raz. Znam Zayna od kilku tygodni, ale słowo ‘dżentelmen’ nie jest pierwszym, które przychodzi mi na myśl, kiedy o nim myślę. Tak właściwie, to ono w ogóle nie przychodzi mi do głowy.
Uśmiechnęłam się uprzejmie do niego i poszłam za nim do domu.
Zatrzymaliśmy się tuż pod moimi drzwiami.
Ciemne brwi Zayna zmarszczyły się w głębokiej koncentracji. Spojrzał na mnie.
-Chcę zabrać cię na prawdziwą randkę, kochanie. W piątek o 7 wieczorem. Postanowił bez konsultacji ze mną.
-Emmm, Zayn, jaki dziś dzień?- spytałam nieśmiało. Zaśmiał się z mojego braku pamięci (który nawiasem mówiąc spowodowany był przez kogoś kto trzymał mnie w zamknięciu ponad tydzień...)
-Wtorek.- powiedział to tak blisko mnie, że moje serce zaczęło mocniej bić z nerwów, w obawie przed prawdopodobnym pocałunkiem.
-Tu są twoje klucze i telefon. Znalazłem to w kieszeni Devona.- wyszeptał z uśmieszkiem. Wyrwałam moje rzeczy i włożyłam klucz w zamek. Już miałam je otwierać, gdy Zayn chwycił mnie i przywarł swoimi ustami do moich. Przez chwilę zamarłam w szoku. Jego zęby szarpały moją dolną wargę, prosząc o dostęp dla swojego języka. Jego dłonie dotarły w dół mojej talii, aż do mojego tyłka po to by go ścisnąć. Próbowałam go odepchnąć, zła, że gdy mamy przyjemną chwile on jest takim chujem i to niszczy. On nie ustąpił. Czułam jego chichot na swoich ustach. Wyraźnie lubił gdy mu się opierałam. Chory skurwiel.
W końcu odsunął się bym mogła odetchnąć. Popatrzyłam na niego z blaskiem czystej nienawiści, mając nadzieje, że dostał wskazówkę.
-Do zobaczenia w piątek.- mruknął, gdy ścisnął mój tyłek ponownie. Gniewnie odsunęłam się od niego nie zadając sobie trudu by spierać się z nim, bo wiem, że dla mnie skończyłoby się to gorzej. Otworzyłam drzwi i zrobiłam krok.
-Hannah!- zawołał zanim zdążyłam je zamknąć.
-Cieszę się, że czujesz się już lepiej. Uśmiechnął się ponownie. Zmrużyłam oczy pokazując mu mój najdłuższy palec i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Słyszałam jego śmiech odbijający się echem od korytarza.
-Oh, hej, jesteś z  powrotem. Odwróciłam się, żeby zobaczyć Natashę z czerwonymi włosami upiętymi w kok i ubraną w nic poza bielizną. Zachowywała się tak jakbym wyszła do sklepu czy pobiegać, a nie opuściła dom na tydzień. Byłam jej za to wdzięczna.
-Ta.- westchnęłam niepewnie i weszłam w głąb domu. Tęskniłam za tym mieszkaniem.
-Nie wiedziałam, że masz rodzinę w Londynie.- powiedziała wpychając garść Doritos do ust. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-O czym ty na Boga mówisz?- zapytałam kompletnie zdezorientowana. Natasha uniosła brwi.
-Claire powiedziała mi, że tam jesteś. Zgaduję, że to nie było prawdą...- syknęła podejrzliwie.
Zamarłam. Pewnie Claire nie powiedziała jej, że Zayn zabrał mnie do siebie i kryła mnie przed Natashą.
-O tak, tak. Byłam u rodziny! Jak głupia mogłam być, by o tym zapomnieć! Zaśmiałam się nerwowo.
Przewróciła oczami i skierowała się z powrotem w stronę swojego pokoju.
-Racja. Trzymajcie pieprzone tajemnice przede mną.- mruknęła pomiędzy oddechami.
Westchnęłam. Czułam się źle trzymając to wszystko przed nią w ukryciu. Miranda była jej najlepszą przyjaciółką, a Claire jest moją. Musi pogodzić się z tym, że mamy swoje sekrety.
Poszłam do mojego pokoju, by sprawdzić czy Claire tam jest i rzeczywiście, siedziała na łóżku. Zauważyła, że weszłam po tym jak usłyszała sygnał przychodzącej wiadomości, którą zresztą sama do mnie wysłała.
-OMÓJBOŻEJESTEŚWDOMU!- krzyknęła i podbiegła do mnie pochłaniając mnie w uścisku. Zaśmiałam się z jej entuzjazmu i usiadłam na łóżku gotowa by wszystko jej opowiedzieć.
Claire zamknęła drzwi, upewniając się, że Natasha nic nie usłyszy, a potem spojrzała na mnie w oczekiwaniu.
-No dalej!- podpowiadała bym zaczęła mówić.
-Zostałam brutalnie zaatakowana i prawie zgwałcona gdyby Zayn mnie nie uratował. Zabrał mnie do swojego mieszkania, oczyścił rany i dosłownie zamknął mnie w pokoju, karząc leżeć przez tydzień w łóżku. I w końcu udało mi się go dzisiaj przekonać by pozwolił mi wrócić do domu. Wyszeptałam. Claire otworzyła szeroko oczy. Gdy opowiedziałam jej o drugiej stronie Zayna, chociaż była zaskoczona, powiedziała mi żebym była ostrożna. Bawiłam się się z ogniem. Żadna z nas nie wiedziała ile ’Miły Zayn’ przetrwa, jeśli w ogóle przetrwa...

*Advil to tabletki przeciwbólowe. :)

ROZDZIAŁ PRZETŁUMACZONY PRZEZ OLĘ (@Truskawkaaaaaaa)

środa, 3 lipca 2013

Chapter 16: Drunk

Po jego wyznaniu zostawił mnie całkowicie oniemiałą. Ku mojemu zaskoczeniu zostawił otwarte drzwi, jakby zapraszał mnie bym stąd wyszła i siedziała tam razem z nim.
Taaak, już pędzę.
Wyślizgnęłam się z łóżka i zamknęłam je z trzaskiem, robiąc to wystarczająco głośno, żeby zrozumiał, że nie mam zamiaru wychodzić. Jestem jego więźniem, a NIE gościem.
Wspięłam się z powrotem na łóżko, czując się obrzydzona, bo wciąż miałam na sobie jego koszulkę i próbowałam wyrzucić go z mojego umysłu.
Tęskniłam za moją rodziną. Tęskniłam za mamą, tęskniłam za tatą, tęskniłam za braćmi i siostrą, tęskniłam za moim psem, tęskniłam za moimi znajomymi. Dlaczego byłam na tyle głupia żeby studiować za granicą i trafić do jebanego Londynu? Mogłam wybrać Paryż albo Madryt...
Głupia. Jestem taka głupia.
Jak on mógł powiedzieć, że mnie kocha? Jak kurwa on mógł powiedzieć, że mnie kocha? Jeśli kogoś kochasz to go TAK nie traktujesz. Wątpię, żeby Zayn wiedział czym jest miłość. To niemożliwe żeby mnie kochał. Za każdym razem się kłócimy albo mnie bije. Nie, on mnie nie kocha.
Czekałam aż przyjdzie i nawrzeszczy na mnie za trzaskanie drzwiami, ale nie przyszedł. Z powrotem poszłam spać. Kiedy się obudziłam, dalej było ciemno. Nie byłam w stanie stwierdzić czy to ta sama noc czy następna. Obudziłam się przez zapach, ale raczej nie przyjemny. Nie czekał na mnie żaden posiłek. Nie było żadnych kanapek napchanych narkotykami. 
Ten zapach pochodził z rogu pokoju, gdzie znów zauważyłam ten błyszczący przedmiot. Metalowa sprzączka od jego butów znów błyszczała w świetle księżyca.
-Czego chcesz, Zayn?- mruknęłam z irytacją i znów oparłam głowę o poduszkę. Słyszałam ciężkie kroki zbliżające się do łóżka. Zapach był coraz mocniejszy i mocniejszy.
Papierosy i coś jeszcze.
-Chcę ciebie.- wybełkotał, gdy klęczał już tuż przy mojej głowie.
Papierosy i alkohol. To był ten zapach. Był totalnie pijany, co mogłam dosłownie WYCZUĆ.
-Cóż, odkąd jestem twoim więźniem, to technicznie mnie masz.- syknęłam do niego i przeniosłam się na drugą stronę łóżka, by zwiększyć odległość między nami. Mimo, że Zayn był pijany to i tak to zauważył.
-Nie... chodzi mi o to, byś chciała mnie tak jak ja chcę ciebie. Dlaczego nie możesz pokochać mnie tak jak kocham ciebie?- mruknął i oparł łokcie na łóżku. W prawej dłoni trzymał butelkę wódki. Oh Boże.
-Cóż, daj mi pomyśleć-  Przerwał mi.
-To było retoryczne, kochanie. Jego słowa były trochę zagmatwane. Ku mojemu zdziwieniu, na to jak pijany był to trzymał się całkiem nieźle.
-Czemu tu jesteś, Zayn? Zamierzasz zrobić coś czego będziesz żałował...- wyszeptałam. W moim głosie był spleciony ze sobą strach i ból jednocześnie. Zayn od razu to wyczuł.
-Chcę tylko byś mnie kochała. Żebyśmy byli jak Lou i El. Dlaczego nie możemy być jak oni?
-Bo Eleanor nie ma nic przeciwko temu, a Louis nigdy nie pobił jej tak, że ledwo mogła chodzić!- wrzasnęłam. On tylko przewrócił oczyma.
-Szczegóły. Machnął szydząco ręką na moje argumenty.
-Dlaczego?- szepnęłam po kilku minutach ciszy. Spojrzał na mnie poważnie, zanim się odwrócił.
-Dlaczego co?- zapytał, ale to było oczywiste, że wiedział o czym mówię.
-Dlaczego ja? Dlaczego mnie kochasz? Nawet mnie nie znasz. Dlaczego po prostu nie możesz zostawić mnie w spokoju? Byłam w 100% pewna, że moje słowa dadzą mu do myślenia, ale on tylko wzruszył niewinnie ramionami.
-Nie wiem.- wyszeptał.
-Nie kochasz mnie.- stwierdziłam uparcie. Westchnął z frustracją i przeczesał palcami jego ciemne włosy.
-Może kocham, może nie. Nie mogę być tego pewien. Wiem tylko, że chcę ciebie.- jęknął. Przewróciłam oczyma. To już chyba było jasne.
-Więc, dlaczego ja? Możesz mieć każdą inną. Wiedziałam, że nie mogę posunąć się za daleko. Stąpałam po niepewnym gruncie. On był kompletnie pijany, a ja i tak poruszyłam drażliwy temat. Nie chciałam na niego naciskać, ale byłam zbyt uparta, nie mogłam powstrzymać nawet samej siebie.
-Bo mi odmówiłaś. Nikt mi nie odmawia, więc postanowiłem, że musisz być moja, ale ty mi nie pozwoliłaś. Jesteś zbyt uparta. Teraz już prawie krzyczał. Obserwowałam jak podniósł butelkę do ust i opróżnił ją do końca. Dreszcz przeszedł mi po plecach, wiedziałam, że to będzie jeszcze gorsze.
-Więc dlaczego po prostu sobie nie odpuścisz? Zayn, to nie powinno tak wyglądać...- powiedziałam cicho i sięgnęłam po jego rękę, mając nadzieję, że choć trochę go tym uspokoję.
Zamiast tego, wyszarpał się z mojego uścisku i wstał.
-NIE! Nie mogę sobie odpuścić! To wszystko JEGO wina, a ty widziałaś jak to wszystko się potoczyło.- krzyknął. Cofnęłam się do tyłu przez jego napad i zmarszczyłam brwi w zmieszaniu. O czym on mówi? I o kogo mu chodzi?
-Zayn, myślę, że może- Przerwał mi i dalej kontynuował.
-Nie był prawdziwym facetem. Nie zatrzymał jej. Pozwolił, by go opuściła. Pozwolił, by opuściła mnie...- krzyknął wściekle, ale zaraz po tym zaczął się uspokajać.
-O kim mówisz?- spytałam nieśmiało.
-To dlatego robię to co robię- kontynuował ignorując mnie -bo jeśli nie zmuszę cię byś została to skończę tak jak on. W samotności. Zayn był zbyt wściekły i pijany by przestać. Pozwoliłam mu skończyć, bojąc się, że mnie skrzywdzi jeśli mu przerwę.
-Zostawili mnie z nim. Był słaby. Nie kontrolował swojej kobiety i skończył sam. Nie będę taki jak on. Mam kontrolę. Jesteś moja. Nigdy nie pozwolę byś opuściła mnie tak jak ona opuściła jego. Nigdy nie opuścisz mnie tak jak oni!- rzucił gniewnie zanim opadł na podłogę.
Przyjrzałam mu się uważnie przez chwilę zanim wyszłam z łóżka. Usiadałam po cichu obok niego i zaczęłam pocierać mu plecy. Stwierdziłam, że muszę znaleźć nowy sposób na obchodzenie się z nim. Moje szorstkie i sarkastyczne podejście było przydatne w normalnych sytuacjach, ale bałam się pijanego Zayna, bo przecież każdy, kto jest pijany jest nieprzewidywalny, więc nie chciałam ryzykować.
-O czym mówisz?- zapytałam szeptem. Oderwał ręce od swojej głowy i wpatrywał się we mnie ciemnymi oczyma.
-O niczym. Nie twoja sprawa. Starał się brzmieć przerażająco, ale słychać było w jego głosie samotność i ból.
-Proszę. Daj sobie pomóc.- posłałam mu najmilszy uśmiech na jaki mnie było stać. Zmarszczył brwi i przyglądał mi się ze zdziwieniem.
-Dlaczego kurwa miałabyś mi pomagać? Przecież mnie nienawidzisz. Jego załamany głos nie pokrywał się nawet do jego zwyczajnego tonu. Myślałam przez chwilę co mu odpowiedzieć, by nie przekroczyć granicy i nie zepsuć tego momentu.
-Jeśli powiesz mi co jest nie tak to lepiej cię zrozumiem. Może będę bardziej wyrozumiała. Widziałam gdy w środku niego toczyła się walka o to czy wpuścić mnie do swojego życia. I w końcu zauważyłam w jego oczach, że wygrałam.
Oparł się o ścianę i zamknął oczy, zanim zaczął mówić. 
-Kiedy byłem mały, moi rodzice ciągle się kłócili. Nigdy nie zwracałem na to większej uwagi. 
Tak naprawdę nigdy nie uświadomiłem sobie do końca, że do siebie nie pasowali. Moja matka pochodziła z Londynu, a mój tata został przeniesiony tutaj z Pakistanu. Zbyt bardzo się różnili. 
Rozwiedli się gdy miałem 11 lat. Nie ważne jak bardzo mój tata starał się zatrzymać moją mamę to i tak nie działało. Zabrała od niego naszą czwórkę- mnie i moje siostry. Wieczna wojna nareszcie się skończyła. Nie chciał mieć już z nami kontaktu. Zbyt bardzo się nienawidzili.
W końcu wszystko miało być rozstrzygnięte. Ja i moje siostry mieliśmy być rozdzieleni. Mama i tata zbyt bardzo wściekali się na siebie by zauważyć jak cierpimy. Mój tata ciągle był ciągle w pracy, a mama zostawała w domu by się nami zajmować. To nie tak, że kochałem ją bardziej, po porostu bardziej ją rozumiałem. Byłem z nią bliżej niż z ojcem, bo nigdy nie było go w domu. 
Sędzia zadecydował, że podzieli nas w zależności od płci, a jako, że byłem jedynym chłopcem to zostałem z ojcem, a moje siostry z matką. Nigdy więcej ich nie widziałem. Po prosu zostawiły mnie jakby nigdy nic. 
Mojemu ojcu tak bardzo brakowało matki, że zaczął topić smutki w alkoholu. Cały czas był pijany. Nie znęcał się nade mną czy coś, ale nie był już moim ojcem. Możesz sobie tylko wyobrazić jak bardzo przerażony byłem mając jedenaście lat i mieszkając z ojcem takim jak ten. 
Jeśli kiedykolwiek był trzeźwy to nie w domu tylko w pracy. Czasami modliłem się, że gdy przyjdę ze szkoły mojego ojca nie będzie jeszcze w domu, żebym znów nie musiał się bać. Nienawidziłem bycia z nim, bo nigdy nie mogliśmy się dogadać. 
To było bardziej niż oczywiste, że on też tego nie chciał, więc gdy miałem siedemnaście lat po prostu go opuściłem. Nigdy nie byłem taki samotny. Nie widziałem go od czterech lat... W końcu otworzył oczy i na mnie spojrzał. Dopiero teraz zauważyłam w nim prawdziwego człowieka, a nie szowinistycznego potwora.
-Zayn...- zaczęłam, nie do końca wiedząc co powiedzieć.
-Nie. Nawet nie próbuj. Nie chcę twojego jebanego współczucia. Po prostu tego kurwa nie chcę.- warknął. Wpatrywałam się w niego zanim się podniosłam i z powrotem poszłam do łóżka. Czułam, że jego smutne oczy błądzą za mną po pokoju. 
-Proszę. Nie chciałam cię przestraszyć. Proszę, nie gniewaj się.- powiedział błagalnie. 
Z mojego doświadczenia pijani faceci byli agresywni i napaleni. Zayn był zupełnym przeciwieństwem; był miły, delikatny, załamany i potrzebujący. A kiedy był trzeźwy był zły, agresywny i napalony. Dość zagmatwany charakter...
-Nie gniewam się, Zayn.- westchnęłam. Spojrzał na mnie w nadzieją w jego piwnych oczach. 
-Chcę żeby pomiędzy nami było normalnie. Chcę, żebyśmy byli jak El i Lou.- wyszeptał. Wypuściłam smutne westchnienie. Nie mogłam patrzeć na jego dziecięcą ekspresję. Pijany Zayn był taki delikatny i wrażliwy, że nie mogłam się na niego gniewać.
-Nie wiem, Zayn. Nie sądzisz, że już wystarczająco dużo złego się stało?
-Proszę. Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. Już nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Będę traktował cię jak księżniczkę. Będę cię kochał.- powiedział błagalnie. Był teraz tuż obok mnie, ze swoimi wielkimi oczami, przypominającymi mi szczeniaczka. 
-Dobrze. Spróbujmy.- zgodziłam się. Teraz na jego twarzy widniał ogromny uśmiech. Pochylił się i pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju. Nie chciałam się zgodzić, ale nie dawał mi zbytniego wyboru patrząc na mnie tymi niewinnymi oczyma.
Trudno mi było uwierzyć, że Zayn pokazał mi tą stronę siebie. Stwierdziłam, że był tak pijany, że jutro rano nie będzie pamiętał nic z naszej rozmowy i po porostu wrócimy do naszej starej wzajemnej nienawiści. Przynajmniej miałam taką nadzieję. 

wtorek, 2 lipca 2013

Chapter 15: "Because I Love You"

Wpatrywałam się z nienawiścią w drzwi, czekając aż Zayn tu wróci i zbije mnie na kwaśne jabłko, ale nie przyszedł. Co jakiś czas zamykałam oczy i szybko je otwierałam, jakby oczekując, że nagle się tu pojawi, ale tak nie było. Może czekał? Czekał aż jego przyjaciele wyjdą, by nikt nie mógł usłyszeć moich krzyków gdy będzie mnie bił.
Z cichym westchnieniem zaczołgałam się na środek pokoju gdzie stało łóżko i przykryłam kołdrą. Przecież może mi być wygodnie, gdy czekam na rzeź, prawda? Przytuliłam się do kołdry, starając się nie dotykać siniaków. Wiedziałam, że będę musiała znieść więcej bólu gdy Zayn się już pojawi. A skoro o nim mowa, to i tak nie przyszedł. Leżałam tak kilka godzin czekając na niego aż w końcu usnęłam.
Obudziłam się w całkowitej ciemności. Spodziewałam się, że Zayn będzie siedział na krześle w kącie pokoju, ale go tam nie było. Pokój wyglądał jakby nie było tu nikogo od kiedy zasnęłam. Zebrawszy wszystkie moje siły, wydostałam się z łóżka i rzuciłam się w stronę drzwi. Ani drgnęły...
Płakałam i krzyczałam w stronę drewna, ale nikt nie odpowiadał. Nie słyszałam kompletnie nic. Hm, może przyjaciele Zayna już wyszli? Jeśli szczęście mi dopisało, może Zayn też wyszedł. Może potraktował to jako ostateczny akt dobroci i zostawił mnie tu bym umarła z głodu w samotności?
Mam nadzieję.
Wciąż atakowałam drzwi resztami moich sił. Gdy byłam już fizycznie i emocjonalnie wyczerpana, a moje rany dawały mi się we znaki, upadłam na podłogę, a pokój zaczęła ogarniać ciemność.
Obudziłam się już za dnia, musiało być kilka godzin później. Pomimo, że promienie słońca przedzierały się przez okno, to nie było to co mnie obudziło.
Obudził mnie zapach.
I to jaki zapach... to musiało być jedzenie. Dla kogoś kto nie jadł Bóg wie ile, ten zapach był jak niebo i piekło. Zarówno zbawienne jak i morderczo kuszące.
Wystawiłam głowę w kierunku zapachu. Na stoliku nocnym po prawej stronie łóżka (jakim kurwa cudem obudziłam się w łóżku? Zasnęłam przecież na podłodze...) leżał talerz z grillowanym serem. Pomiędzy dwoma grubymi kawałkami sera był pomidor, a naokoło leżała ładnie pocięta marchewka. Przy talerzu stała też szklanka czystej zimnej wody.
Uczucie mdłości spowodowanej moim głodem szybko minęło i sięgnęłam niecierpliwie po jedzenie, ale szybko odstawiłam je z powrotem, jakby ten ser zamierzał mnie ugryźć. Oh na miłość boską, on pewnie czegoś tu dosypał. Pewnie chciał, żebym była jeszcze słabsza, gdy już przyjdzie mnie pobić. Chory drań.
Starałam się ignorować jedzenie jak długo się tylko dało. W końcu się przełamałam i rzuciłam na jedzenie jak jakiś bezdomny pies. Szczerze mówiąc, wyglądało to jakbym nie jadła od wieków. Oh, czekajcie... ja nie jadłam od wieków!
Stwierdziłam, że jeśli Zayn ma zamiar przyjść, to przyjdzie. To czy dorzucił mi coś do jedzenia czy nie go nie powstrzyma, więc po co to wszystko?
Wypiłam resztę wody i uderzyło mnie to niczym tona cegieł. Drżącą dłonią odłożyłam szklankę i położyłam się z powrotem. Moje powieki stały się nienaturalnie ciężkie i opadły.
Moją ostatnią myślą przed zaśnięciem było: Ten pieprzony dupek dosypał mi coś do jedz-
Cholera jasna, mam déjà vu. Znów obudziłam się w ciemnościach, i znów z zapachem jedzenia obok mnie. Tym razem był to ryż z warzywami na parze i szklanka mleka. Starałam się oprzeć zjedzeniu tego, bo wiedziałam, że coś do niego dosypał, ale nie udało mi się po raz drugi.
Nie osądzajcie mnie, moje ciało potrzebuje czegoś do regeneracji i muszę mieć siłę. Przynajmniej ja tak to sobie tłumaczę...
I ponownie, kilka minut po jedzeniu zapadłam w sen.
Ten pokręcony cykl powtarzał się przez jakiś czas. Nie byłam pewna czy minęły dwa dni czy dwa tygodnie, straciłam rachubę czasu. Za każdym razem kiedy się budziłam, nowe jedzenie leżało już koło mnie, co powodowało, że znów zapadałam w sen.
Często starałam się ignorować jedzenie, by wstać z łózka, ale kończyło się to tym, że padałam nieprzytomna gdzieś na podłodze. Mimo to i tak budziłam się w łóżku każdego jebanego razu.
Ani razu nie widziałam Zayna. Czułam tylko zapach papierosów, gdy zanosił mnie z powrotem do łóżka. I dalej jedyne co robiłam to jedzenie rzeczy, które ciągle mi podstawiał.
Najdziwniejsze było to, że za każdym razem gdy się budzę, czeka na mnie świeży i gorący posiłek. Zupełnie tak jakby wiedział o której wstanę.
Obudziłam się jak zwykle w zupełnej ciemności i już mogłam poczuć zapach czegoś pysznego obok mnie. No cóż... jak na zaborczego psychopatę, ten dupek jest całkiem dobrym kucharzem.
Rzuciłam spojrzenie na jedzenie i jak zwykle starałam się je ignorować. Zupa pomidorowa, francuska bagietka i mrożona herbata. Cholera... to wygląda pysznie.
Oderwałam wzrok od jedzenia i zaczęłam rozglądać się po pokoju. I wtedy coś zauważyłam.
Całe otoczenie było w ciemności, jedyną rzeczą, która zwróciła moją uwagę był metalowy przedmiot, który migotał od światła księżyca. Zwęziłam oczy by bardziej się mu przyjrzeć, zastanawiając się dlaczego wcześniej go nie zauważyłam.
Co to jest?
Krzyknęłam gdy obiekt moich obserwacji się poruszył. Mój strach zderzył się z ponurym śmiechem, który przeraził mnie jeszcze bardziej.
-Spokojnie, kochanie. To tylko ja.- szepnął i pochylił się na krześle tak, że było widać teraz jego twarz w świetle księżyca.
Dalej hodował zarost na jego szczęce i miał jebane gejowskie pasemko we włosach, a poza tym dalej wyglądał jak psychopata, którego tak uwielbiałam (poczujcie ten sarkazm...).
-C-co ty tutaj robisz?- wyjąkałam słabym głosem. Eh, naprawdę tak bardzo ciężko było mu wstać?
-To jest moje pieprzone mieszkanie, kochanie. Mogę być, gdzie mi się do cholery podoba.- zaśmiał się, wpatrując się we mnie swoimi ciemnymi oczami.
-Cóż, miło z twojej strony, że mnie trułeś i unikałeś.- syknęłam. Zamiast się wkurzyć, tylko roześmiał się jeszcze bardziej.
-Odseparowana od wszystkiego przez tydzień i dalej taka waleczna? Kocham to, kochanie. Oh, więc byłam tu tylko przez tydzień.
-Potrzeba czegoś więcej, by mnie złamać, idioto.- rzuciłam, zakładając ręce na piersi.
-Liczę na to. Puścił mi oczko.
-Tak cię kurwa nienawidzę...- wyszeptałam, a on uniósł tylko brwi w zdziwieniu.
-Oj, Hannah. Nie słyszałaś nigdy powiedzenia 'nie gryź ręki, która cię karmi'? Lepiej bądź dla mnie miła, albo będziesz głodować.- zagroził.
-WOLĘ GŁODOWAĆ!- krzyknęłam. -Śmierć z głodu jest lepsza od bycia tutaj z tobą!
-Wystarczy tych melodramatów, kochanie.- skarcił mnie jak dziecko.
-Powiedział pojeb, który trzyma mnie niczym więźnia!- wybuchłam. Reakcją Zayna był jeszcze głośniejszy śmiech, który wkurzył mnie jeszcze bardziej. Chwyciłam miskę zupy pomidorowej i rzuciłam nią o ścianę tuż nad jego głupią głową.
Miska rozbiła się przez uderzenie, a kawałki rozsypały się na podłodze. Zupa spływała po ścianie wyglądając identycznie jak krew. Czułam, że żołądek mi się wywraca.
Spojrzałam mu w oczy, by zobaczyć jego reakcje. Jego twarz była spokojna, ale oczy były wściekłe. Mój brzuch znów dał o sobie znać.
-Rozładowałaś już swoją złość, kochanie? Jak dziecko?- zapytał surowo.
-Pierdol. Się.
-Jeśli będziesz zachowywać się jak jebane dziecko, to tak cię będę traktował. Nie mam problemu, żeby brać cię na kolana. Udawałam, że jego groźby na mnie nie działają, choć wewnątrz wyłam ze strachu.
-Nie boję się ciebie.- powiedziałam uparcie. Zayn uniósł brwi i wstał. Instynktownie drgnęłam i skuliłam się pod kołdrą.
-Tak myślałem.- zaśmiał się i usiadł z powrotem. Rzuciłam mu gniewne spojrzenie zza kołdry.
-Jeśli przyszedłeś tu tylko żeby mi grozić, to będę cię uprzejmie prosić byś już sobie poszedł.- powiedziałam z udawaną grzecznością. Zayn słodko, a raczej zbyt słodko się do mnie uśmiechnął i pochylił się w moją stronę.
-To moje mieszkanie.- przypomniał mi.
-Nie jestem tu dobrowolnie, pozwól mi chociaż cierpieć w spokoju.- wyszeptałam. Mój głos był na krawędzi desperacji. Zayn westchnął sfrustrowany i skierował się do drzwi.
-Dlaczego ja?- wyszeptałam sama do siebie, gdy wyszedł już na zewnątrz. Nie chciałam by w ogóle to słyszał, ale mi odpowiedział.
-Bo cię kocham.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Chapter 14: Prisoner

Po tym jak Zayn wyszedł, leżałam w łóżku po prostu rozmyślając. Jak długo zamierza mnie tu trzymać? Bo jestem tu przecież wbrew mojej woli... W ogóle to przeżyję? Bo może Zayn ma zamiar mnie zabić?
Kiedy drzwi się otworzyły, moje serce momentalnie stanęło. Jeśli to Zayn, to przysięgam, że-
-Hej, co tam? Zabrzmiał głos Eleanor, który był w tej chwili jak niebo dla moich uszu... w przeciwieństwie do szorstkiego głosu Zayna. Wzruszyłam tylko ramionami i posłałam jej uśmiech.
-Mogłoby być lepiej.- westchnęłam. El zaśmiała się i ostrożnie usiadła na łóżku, tuż obok mnie.
-Będę wpadać do ciebie codziennie, by sprawdzać jak się czujesz.
-To znaczy, że zamierza mnie tu trzymać...-pomyślałam na głos. Ona posłała mi tylko przyjazny uśmiech.
-Przykro mi, ale chyba nie masz innego wyboru.
-Proszę cię, nie zostawiaj mnie z nim...- powiedziałam błagalnie, mimo to, że wiedziałam, że El nic nie zdziała.
-Niestety muszę.- wyszeptała, pocierając pocieszająco moje ramie.
-Dlaczego pozwalasz Louisowi tobą pomiatać? Dlaczego pozwalasz mu, by cię karał?- zapytałam. Eleanor westchnęła. Pewnie nie chciała wracać do tej rozmowy, ale nie miała wyboru.
-Ponieważ go kocham.
-Bez obrazy, ale to nie jest miłość.
-W tym wypadku- jest. Chłopaki zamieszani są w jakieś niebezpieczne sprawy, z niebezpiecznymi ludźmi. Louis wie, co jest dla mnie najlepsze.- starała się mnie przekonać. Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Nigdy tego nie zrozumiem.
-Muszę już iść, chciałam tylko przyjść i się pożegnać. Radzę ci odpoczywać, byś choć trochę wydobrzała. To rozkaz.- powiedziała surowo.
-Szkoda...nie słucham rozkazów. Zresztą i tak nie chciałam tu leżeć.- powiedziałam i po chwili siedziałam już na łóżku. El otworzyła oczy ze zdziwieniu i wyciągnęła ręce w moją stronę, by z powrotem mnie położyć.
-Hannah, przestań. Pokręciła głową z dezaprobatą. Przewróciłam tylko oczyma na jej żałosne próby zatrzymania mnie w łóżku.
-El, dobrze wiesz, że i tak wyjdę z łóżka niezależnie od tego czy będziesz mnie zatrzymywać. Obie wiemy, że jestem uparta. Zaśmiałam się. Ona tylko westchnęła.
-Wiem, mimo to i tak muszę próbować. Dobrze wiesz, że możesz tylko pogorszyć swój i tak już ciężki stan. Tak w ogóle czemu chcesz iść tam gdzie jest Zayn? Wciąż starała się zniechęcić mnie od opuszczenia łóżka. Zignorowałam palący ból w każdym moim mięśniu i wstałam. Udawałam, że nie widzę skrzywionej twarzy El na widok mojego zmasakrowanego ciała. To na serio musiało strasznie wyglądać.
-Jak chcesz to możesz pomóc mi dojść do salonu, albo możesz puścić mnie samą, sprawiając, że umrę z bólu. Twój wybór. W każdym razie i tak wygrałam.- zaczęłam jej dokuczać. Przewróciłam oczyma na moje dziecinne zachowanie i owinęła rękę wokół mojej tali.
-Wiesz, jesteś taka... waleczna. -zaśmiała się gdy weszłyśmy do salonu, gdzie siedziała piątka chłopaków. Z początku nikt nas nie zauważył.
-Joł, ziomki- krzyknęłam i momentalnie wszystkie pary oczy zwróciły się w naszą stronę.
-Nie rób żadnych głupstw.- szepnęła do mnie El.
-Ja? Głupstwa?- udawałam zdziwioną. Ona nie miała pojęcia, że jedynym powodem dlaczego chciałam tu przyjść było wkurzenie Zayna. To było zdecydowanie głupstwo, ale co tam. Pomyślałam, że jeśli porządnie go wkurzę, to zostawi mnie w spokoju lub... zabije. W każdym razie wszystko jest lepsze od bycia traktowaną jak przedmiot.
Zayn zerwał się na równe nogi, gdy udałam się w jego stronę, zostawiając za sobą Eleanor, która stała już obok swojego chłopaka.
-Co robisz poza łóżkiem?- spytał zatroskanym głosem. Spojrzałam w jego piwne oczy i złapałam za skrawek jego koszuli by móc utrzymać się na nogach. Trzymał mnie teraz tak, że mogłam stać prosto.
-Nie chcę już tam leżeć. Wzruszyłam ramionami.
-Nie obchodzi mnie to. Musisz się położyć, to nie podlega dyskusji.- rozkazał mi jego nieznoszącym sprzeciwu głosem.
-Masz racje, to nie podlega dyskusji. Sama doskonale wiem, co jest najlepsze dla mnie i mojego ciała. Spojrzałam na niego z ogniem w oczach, pokazując mu, że nie może mnie kontrolować.
-Hannah. Radzę ci wracać do łóżka zanim mnie wkurwisz.- wysyczał mi do ucha.
-Nie przyszłam tu, by się z tobą użerać- zmieniłam temat -przyszłam tu by z tobą pogadać.- szepnęłam mu tak uwodzicielsko, jak tylko potrafiłam. Widziałam, że oczy rozszerzyły mu się w szoku, ale widać było w nich szczęście. Na ustach zagościł mu cień uśmiechu.
-Naprawdę, kochanie? Uniósł brwi. Nie obchodziło go, że byłam przyciśnięta do jego klaty na oczach pozostałych. Przylgnęłam do niego jeszcze mocnej i spojrzałam mu prosto w oczy.
-Tak. Chciałam podziękować ci za to, że mnie ocaliłeś. Nie miałam do tej pory szansy by to zrobić, ale jestem ci naprawdę wdzięczna. Jeśli nie przyszedł byś mi na ratunek, nie wiem co by się stało...Jesteś moim bohaterem.- zagruchałam. Nie wiem czy mi się zdawało... ale czy ja widziałam u niego rumieniec na policzkach? Zayn przycisnął swój nos do mojego kiedy się pochylił.
-Zawsze będę cię chronił, kochanie. Jesteś moja, nie pozwolę by coś ci się stało.- wyszeptał.
-Byłeś taki odważny!- pisnęłam. Widać było, że podobała mu się moja reakcja. -Pokonałeś samodzielnie trójkę facetów!
-Cóż...nie do końca zrobiłem to sam. Spojrzał zawstydzony w dół. Widać było, że cieszył go mój flirt, podziw i komplementy.
-Oh, nie bądź taki skromny!
-Chłopaki mi pomogli.- wzruszył ramionami, spoglądając na chłopaków siedzących na kanapie. Szybko odepchnęłam się od Zayna i podeszłam do jednego z nich; Liama.
-Tobie też chciałam podziękować za ratunek.- powiedziałam tym samym kusicielskim tonem, który używałam do Zayna. Głowy wszystkich obecnych były skierowane w moją stronę, a Liamowi o mało nie wypadły oczy ze zdziwienia.
-Co do cholery robisz?! Zayn warknął, powracając do swojej starej postawy, którą znałam i 'kochałam'. Ignorowałam wszystkie zdziwione spojrzenia i zawiesiłam moje poobijane ręce wokół szyi Liama. Siedział w bezruchu, nie wiedząc co zrobić, ale mnie nie odepchnął. Patrzył prosto przed siebie i starał się mnie ignorować.
-Dziękuję, Lili.- wyszeptałam i przycisnęłam usta do jego policzka. Momentalnie ktoś mnie od niego oderwał.
-Co to kurwa miało być?!- krzyknął mi prosto w twarz. Wiedziałam, że lepiej nie mieć do czynienia z jego gniewem, więc postanowiłam grać dalej.
-Dziękowałam mojemu bohaterowi.- powiedziałam jakby to było oczywiste. Zmrużył oczy.
-Nawet jeśli jesteś w krytycznym stanie, nie mam problemu, by przemówić ci do rozumu.- syknął. Przewróciłam oczyma.
-Ktoś tu jest zazdrosny.
-Doskonale wiem co robisz. Po prostu chcesz mnie wkurzyć. Cóż, gratulacje, kochanie. Udało ci się. A teraz idź do pokoju gościnnego i tam na mnie czekaj. Popchnął mnie w stronę korytarza prowadzącego do pokoju.
-Oh, proszę. Myślisz, że obchodzi mnie by zrobić tobie na złość?- zadrwiłam, tak jakby to nie była prawda. Jego oczy płonęły, a ja niemal mogłam poczuć, że reszta mi współczuła.
-Świetnie. Nienawidzisz mnie tak bardzo, więc zobaczymy co będzie jak nie będziesz miała nikogo oprócz MNIE!- warknął. Jego duża dłoń chwyciła mnie za ramię i pomimo moich protestów, ciągnął mnie do pokoju. Serce o mało nie wyskoczyło mi z klatki piersiowej. On chce mnie zabić!
Otworzył drzwi i wepchnął mnie do środka. Uderzyłam prosto w ścianę i upadłam na podłogę. Czekałam aż Zayn przyjdzie mnie pobić, ale nie przyszedł. Zamknął drzwi z hukiem i zablokował je jednym kliknięciem.
-I tu kurwa siedź!- krzyknął zza drzwi i odszedł korytarzem. No cóż... mój plan do końca nie zadział. Teraz jestem jego więźniem bardziej niż kiedykolwiek.

niedziela, 30 czerwca 2013

Chapter 13: Monster

W sumie to oczekiwałam obudzić się w szpitalu. To znaczy... zanim straciłam świadomość, jedyne co czułam to przeraźliwy ból. I byłam wtedy cała zakrwawiona i bez wątpliwości ze złamaną kością tu czy tam.
Nie zdziwiłabym się też, gdybym obudziła się w tym ciemnym zaułku... No bo kto wie czego spodziewać się po Zaynie?
Kiedy otworzyłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie, by przyzwyczaić je do światła, nie obudziłam się w żadnym z tych miejsc. Leżałam teraz na ogromnym łóżku, w pokoju, którego nigdy wcześniej nie widziałam, ale jego urządzenie było mi znajome.
-Nie śpisz już? Ktoś szepnął obok mnie. Obróciłam głowę w jej stronę i zobaczyłam osobę, którą najbardziej w tym momencie chciałam widzieć; Eleanor z apteczką pierwszej pomocy. Nie byłam w szpitalu, ale to jest o wiele lepsze od zakrwawienia się na śmierć w ciemnym zaułku...
-Ugh. Co mi się stało?- Jęknęłam nie zdając sobie do końca sprawy ze wszystkich moich urazów. Całe moje ciało było obolałe, ale ukryte pod kołdrą w łóżku.
-Cóż... z tego co słyszałam- Zaczęła, ale jej przerwałam.
-To było pytanie retorycznie. WIEM co mi się stało. Przewróciłam oczami i posłałam jej przyjazny uśmiech. El przybliżyła się do mnie i zaczęła obmywać mi twarz.
-Więc mogę ci powiedzieć co stało się PO tym kiedy cię pobito. Przytaknęłam, na znak by kontynuowała.
-Któryś z chłopców zadzwonił do Louisa by mnie tu przyprowadził. Kiedy przyszłam, leżałaś w łóżku cała poobijana i zakrwawiona. Pierwsze co przyszło mi na myśl, to, że Zayn chciał cię zabić, ale wiem, że zbyt bardzo cię kocha, by to zrobić.
-Oh, daj spokój... Nie mogłam się oprzeć by jej przerwać.
-On naprawdę cię kocha, Hannah.- naciskała. Wywróciłam oczyma, ale nic nie powiedziałam.
-Mam dość duże doświadczenie w pielęgniarstwie, ale nie mam rzeczy, które są mi potrzebne, w czym zawinił Louis. Dostałam jakieś mokre szmaty i apteczkę i kazali mi się tobą zająć.
-Jesteś pielęgniarką? Przypuszczałam, że modelką czy coś.- mruknęłam. El zaśmiała się na mój komentarz i przerwała tą ponurą atmosferę.
-Tak, na pewno.
-Nie, Eleanor, mówię serio. Teraz to ona przewracała oczyma.
-NIE jestem pielęgniarką, tak przy okazji. Byłam w szkole dla pielęgniarek, ale poznałam Louisa. Zaczęliśmy się spotykać, ale kiedy to przerodziło się w coś poważniejszego, musiałam rzucić szkołę, rzucić moją tymczasową pracę i wyprowadzić się do niego. Tak to tutaj działa.- wyszeptała niemal z utęsknieniem. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na nią ze smutkiem.
-Byłaby z ciebie świetna pielęgniarka.
-Dzięki. Uśmiechnęła się z uznaniem.
-W każdym razie- kontynuowała -oczyściłam twoje rany i pomogłam ci się przebrać. I tak oto tu jesteśmy.- podsumowała.
-Byłam naga, kiedy chłopaki mnie znaleźli?- zapytałam z nadzieją, że nie widzieli mnie nago. Naprawdę nie chciałam znać odpowiedzi na to pytanie, ale musiałam zapytać. El skrzywiła się i przygryzła wargę.
-Cóż... kiedy cię tutaj znalazłam byłaś goła, ale Zayn okrył cię płaszczem, gdy cię tu przenosił, by nie robić zamieszania. Wzdrygnęłam się na myśl o nim, dotykającym moje nagie ciało, niosąc mnie tutaj bez ubrań. Tak w ogóle gdzie jest TUTAJ?
-Gdzie my jesteśmy? Rozejrzałam się po pokoju. Wszystko naokoło mnie było dziwnie znajome, ale wiedziałam, że nigdy tu nie byłam.
-W pokoju gościnnym Zayna.- powiedziała, jakby to było oczywiste. Przewróciłam oczyma i westchnęłam. Oczywiście. Spędziłam tak dużo czasu, by wydostać się z tego miejsca, a teraz jestem tu z powrotem...tyle, że w o wiele gorszym stanie.
-Zaraz skończę, więc będę musiała cię obandażować. Skinęłam głową i zamknęłam oczy.
-A ty na początku próbowałaś uciekać?- zapytałam ją kiedy skończyła. Leżałam w wygodniej pozycji, wciąż z zamkniętymi oczami.
-Szczerze? Nie. Louis zawsze chciał mieć nade mną kontrolę i władzę, ale nie w takim stopniu jak reszta chłopaków. Naprawdę go kocham i zamierzam spędzić z nim resztę mojego życia.- odpowiedziała szczerze. Słychać było w jej głosie miłość do Louisa, a ja naprawdę nie mogłam zrozumieć skąd się to brało.
-Ale.. on nigdy... no wiesz.. nie ukarał cię? Ani nic z tych rzeczy? Na przykład kiedy pomagałaś mi tyle razy?- zapytałam niepewnie. Nawet nie musiałam na nią patrzeć, żeby widzieć, że się rumieni. Już chciałam przeprosić za to, że zbyt bardzo na nią naciskam, ale zaczęła mówić.
-Cóż... szczerze to nie ufałam nigdy nikomu na tyle by mu o tym powiedzieć, ale myślę, że ty nie będziesz jak inni i to zrozumiesz. Lou nie bije mnie, tak jak Zayn bije ciebie. On kara mnie ummm... w inne sposoby.- wytłumaczyła mi powolnie, zastanawiając się przy tym, jak mi to wyjaśnić.
-Oh? Zaintrygowała mnie. Bałam się na nią naciskać, bo to jedyna osoba, która jest w identycznej sytuacji jak moja.
-Tak... cóż... on... hmm.... gwałci mnie.- powiedziała cicho. Otworzyłam oczy by na nią spojrzeć. Przybliżyła się do mnie, by obandażować moją rękę starając się ukryć róż na jej policzkach.
-Że co?- wydyszałam. Nikt nie ma prawa robić tego kobiecie, bez względu na to kim on do cholery myśli, że jest.
-To nie tak, Hannah, przysięgam. Louis i ja jesteśmy w seksualnym związku. Po prostu kiedy chce mnie ukarać, to jest dla mnie bardziej bolesne niż przyjemne. Starała się go bronić, widząc moje niedowierzanie.
-Nie wiem co o tym sądzić.- westchnęłam i obróciłam głowę tak, że wpatrywałam się w ciemny sufit. El również westchnęła, dalej starając się przekonać mnie, że to co robi jej Lou jest w porządku.
-Cóż.. to nie jest tak, że.. gdy jestem karana to...- jąkała się.
-Okej, okej. Nie musisz mi tego mówić.- zapewniłam ją. Jeśli był to dla niej niewygodny temat, to nie zamierzałam jej zmuszać.
-On robi to analnie. Kurewsko boli, ale chociaż trzyma mnie w ryzach. W końcu wyznała i od razu skierowała swój wzrok na podłogę by ukryć jej policzki koloru pomidora.
-Awww...El. Nie do końca wiedziałam jak ją pocieszyć. Musiała radzić sobie z tym sama już przez długi czas.
-Nie, jest ok. Ze mną wszystko ok. Przywróciła się do pionu i usiadła koło mnie.
-To już nie boli tak jak kiedyś. To po prostu jest żenujące, to wszystko. Już się z tym pogodziłam, ale tak czy inaczej to ty jesteś tutaj najbardziej poszkodowana. Ja wybrałam sobie taki los, ty nie. Starała się przenieść rozmowę z powrotem na mój tor. To jak kara ją Louis z pewnością nie był dla niej komfortowy temat, więc jej odpuściłam.
-Tak, ale rany szybko się goją. Kilka siniaków mnie nie powstrzyma. A tym bardziej nie powstrzyma mnie Zayn głupi Malik.- syknęłam. Roześmiała się lekko, ale dalej miała poważny wyraz twarzy.
-Muszę powiedzieć Louisowi, że wstałaś, żeby powiedział Zaynowi.- powiedziała z rezygnacją. Wywróciłam oczyma.
-Jakie to ma dla niego znaczenie? I w sumie to dlaczego sama nie możesz mu tego powiedzieć?
-To zasada. Jestem dziewczyną Louisa. Nie mogę rozmawiać z innymi chłopakami, a oni nie mogą odzywać się do mnie. Nawet chłopaki z gangu. Tak to tutaj działa. To dlatego też nie mogą wpychać nosów w związki innych. Lou czy Niall nie mogą stanąć pomiędzy tobą a Zaynem. Przytaknęłam głową. Teraz to miało sens- popieprzony, ale sens.
-Możesz tu ze mną zostać, kiedy skończysz? Będę potrzebowała moich wszystkich sił, by się z nim zmierzyć.- westchnęłam. El kiwnęła ochoczo głową i wzięła się do dalszej pracy.
-Skończone.- odetchnęła i wstała z łóżka. Spędziłyśmy resztę czasu w ciszy, ciesząc się swoim towarzystwem. Wiedziałam, że będę musiała się z nim zmierzyć. Powstrzymałam łzy strachu, tak by nie okazać przed nią słabości.
-Więc co ze mną będzie, doktorze?- dokuczyłam jej z uśmiechem. Obserwowałam jak chowa przybory do apteczki.
-Brak poważnych złamań, dzięki Bogu. Dużo siniaków, otarć, drobne stłuczenia i skręcenia. Będzie bolało jeszcze przez jakiś czas, ale jesteś cała poobijana. Na szczęście to nic poważnego, miałaś dużo szczęścia. Widać, że walczyłaś, żeby nie było gorzej.- westchnęłam. Czyli moje próby wyrwania się im nie poszły na marne.
-Możesz zawołać bestię. Zamknęłam oczy. Słyszałam, że El wychodzi tak cicho jak to było możliwe. Minęło kilka minut, zanim usłyszałam ciężkie kroki, które były zupełnym przeciwieństwem chodzenia Eleanor.
Szedł w pośpiechu i czym bliżej pokoju był, tym jego kroki były głośniejsze. Słyszałam, że otworzył drzwi, ale nie otwierałam oczu, póki nie było to konieczne. Starałam wyobrazić sobie, że jestem teraz w lepszym miejscu; z Clarie, albo w domu- w moim prawdziwym domu w Ameryce.
-Kochanie, wstałaś? Jego gruby, głęboki głos w końcu się odezwał. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego wciąż stojącego w drzwiach. Głupi sukinsyn. Ugryzłam się w język, by nie powiedzieć tego na głos.
-Jak się czujesz?- zapytał cicho, wchodząc w głąb pokoju, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do łóżka, na którym leżałam i przykucnął. Wpatrywałam się w sufit i udawałam, że go tam nie ma. Wiedziałam, że ta taktyka nie działa, ale może zrozumie, że go tu nie chce i sobie pójdzie.
-Kochanie, spójrz na mnie.- powiedział już trochę bardziej stanowczo, starając się by nie brzmieć zbyt ostro. Obróciłam się w jego stronę, wpatrując się w niego spod przymrużonych powiek.
-Co?- warknęłam. Uniósł brwi w zdziwieniu.
-Nie bądź na mnie zła, kochanie. Sama się doigrałaś.- zaśmiał się. Co do chuja on widzi zabawnego w tej sytuacji? To, że leżałam ranna w łóżku? Oh tak. To jest cholernie zabawne.
-Niby dlaczego? Nie prosiłam, by ktoś napadł mnie w alejce. Zaatakowali mnie tylko dlatego, że starałam się unikać CIEBIE!- syknęłam. Ten pierdolony dupek myśli, że może winić mnie za to wszystko? Jego niedoczekanie!
-To TY szłaś tamtą alejką, kochanie. To TY ukryłaś swoje oznaczenie pod makijażem.- wytknął mi. Nie był już w stanie ukrywać surowości jego głosu.
-Zrobiłam to przez CIEBIE. Kiedy ostatni raz cię widziałam, groziłeś mi. Nie chciałam byś znów mnie pobił.- prychnęłam. Jak on może sądzić, że to moja wina?
-Taka szkoda, kochanie... Unikając pobicia przeze mnie, wpadłaś na kogoś kto pobił cię jeszcze bardziej. Wygląda na to, że to było nieuniknione.- zaśmiał się. Ten sukinsyn ma pojebane poczucie humoru.
-Równie dobrze możesz zrobić to teraz. Miejmy to już z głowy.- wyszeptałam niechętnie. Jeśli mam czuć ból, to teraz, gdy i tak umieram od samego leżenia w łóżku. Zayn zmarszczył brwi i przesunął palcami po mojej zabandażowanej ręce.
-O czym do cholery mówisz, kobieto?- mruknął, wyraźnie zorientowany. Spojrzałam na niego równie zmieszana co on.
-Nie zamierzasz mnie ukarać?- wyszeptałam tak cicho, że zdziwiłam się, że mnie usłyszał.
-Dlaczego miałbym to zrobić, kochanie?- zapytał delikatnie, prawie przyjaźnie. Nie, Zayn Malik NIE jest miły.
-Bo byłam nieposłuszna. Odmówiłam ci. Uciekłam od ciebie. Ukryłam swój znak pod makijażem. Unikałam cię. Leżałam naga przez trzema obcymi facetami. Skrzywił się, gdy usłyszał ostatnią rzecz, ale poza tym nic nie zrobił. Mogłam jeszcze długo wymieniać, co zrobiłam ''źle'', ale stwierdziłam, że te powody wystarczą.
-Karałem cię tylko ze względu na to, żebyś nauczyła się co zrobiłaś źle i nigdy nie robiła tego ponownie. Tym razem dostałaś dość cenną lekcję, by przede mną nie uciekać i nie ukrywać znaku na swojej szyi. Pogłaskał mnie delikatnie po policzku.
-Poza tym, nie byłaś nago przed tymi facetami z własnej woli. Jeśli byłabyś, to byłaby zupełnie inna historia. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Czy on mi tak po prostu odpuścił? Zrobił to bo było mnie mu żal i byłam cała posiniaczona i pobita? Czyżby Zayn Malik miał serce?
-Co się stało po tym gdy zemdlałam?- zapytałam. Co zrobił z tymi ludźmi? Zapewne byli w o wiele gorszym stanie niż Andrew. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Nie chciałam o tym myśleć.
-Pilnuj swoich spraw.- rzucił wyraźnie poirytowany, że o to pytam. Spojrzałam mu w oczy; były wściekłe. Poczułam przypływ paniki, ale starałam się jej nie okazywać.
-To jest moja sprawa! Oni mnie zaatakowali. Zgwałciliby mnie jeśli przyszedłbyś parę minut później.- warknęłam.
-Zmień ton.- ostrzegł.
-Czyli co? Zostawiłeś ich w śmietniku tak jak Andrew? Jesteś potworem...- mruknęłam pod nosem. Nie miał tego usłyszeć, ale z moim szczęściem usłyszał tak czy inaczej.
-Chyba się przesłyszałem! Pobili cię aż do krwi i chcieli cię zgwałcić, a ty mówisz, że to JA jestem potworem? Wstał na równe nogi i górował nade mną swoim wzrostem. Wzdrygnęłam się ze strachu, ale i tak nie zamierzałam mu odpuścić. 
-TY też mnie tak pobiłeś!- przypomniałam mu.
-To była dla ciebie nauczka! Dostałaś wtedy to na co zasłużyłaś; kilka dni bólu. Tamci faceci nie mieli zahamowań! Nie byłaś wtedy świadoma!- wykrzyczał mi prosto w twarz.
-Gdyby LIAM ci wtedy nie przeszkodził, pobiłbyś mnie na śmierć!- krzyknęłam z powrotem. Co z tego, że leżę chora i posiniaczona w łóżku? Nie jestem słaba. Chciałam walczyć.
Zayn podniósł dłoń, tak jakby zamierzał mnie uderzyć. Miał rozwarte nozdrza, a jego oczy płonęły. Opuścił rękę i zamknął oczy. Widziałam, że liczy w pamięci do dziesięciu, by się uspokoić. Gdy to zrobił, znów przykucnął obok łóżka.
-Oni też byli potworami. Dostali to, na co zasłużyli.- powiedział cicho, chociaż wiedziałam, że całymi siłami próbuje powstrzymać swój gniew.
-To znaczy co?- zapytałam.
-W przeciwieństwie to twojego byłego przyjaciela Andrew, ta trójka nie miała tak lekko. Chłopcy już o to zadbali...-wyszeptał powoli, uważnie obserwując moją reakcję na jego słowa.
Szczęka mi opadła, a oczy otworzyły się szeroko w szoku. Wiedziałam, że Zayn jest zły... ale żeby był mordercą? Nie znałam tych ludzi, ale na pewno nie chciałam ich śmierci, nawet po tym co mi zrobili. Kurwa. W co ja się wpakowałam?
-Jesteś potworem.- wyszeptałam bez zastanowienia. Bardzo mądrze, Hannah. Dalej wkurzaj kogoś, kto przed chwilą przyznał się do morderstwa. Stawałam się głupsza coraz bardziej...
Ku mojemu zaskoczeniu, Zayn się nie wkurzył. Wstał i skierował się w stronę wyjścia. Otworzył cicho drzwi i stał odwrócony do mnie plecami. Kiedy już myślałam, że odejdzie, on zapalił światło i spojrzał na mnie przez ramię z jego diabelskim uśmiechem.
-Każdy ma potwory wewnątrz siebie, kochanie. Ja po prostu dałem swoim wyjść na zewnątrz.- powiedział, po czym zamknął drzwi i zniknął.

piątek, 28 czerwca 2013

Chapter 12: Attack

Przez dłuższy czas byłam w uścisku Clarie. Siedziałyśmy w salonie płacząc sobie nawzajem w ramię. Clarie była przerażona moimi obrażeniami i znakiem na mojej szyi, a ja bałam się o to, w jakim stanie był Andrew.
Zapadł w medyczną śpiączkę z powodu jego rozległych urazów. Będzie potrzebował dużo czasu, by wyzdrowieć. W drodze do szpitala powtarzał ciągle 'ona nie była naznaczona, ona nie była naznaczona'. Myślę, że nic mu nie będzie... Chociaż nie rozumiem jednego. Jak do cholery można zostawić w śmietniku krwawiącą osobę!? Bezwzględne potwory! Tyle dowiedziałam się od Clarie.
W końcu postanowiłam się umyć i zdjąć z siebie JEGO ubrania. Oderwałam się od Clarie, posyłając jej wdzięczny uśmiech, który odwzajemniła.
Rzuciłam okiem na nasze mieszkanie i od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak.
-Po co te pudła? Co się dzieje?- wyjąkałam i uniosłam brwi w kompletnej dezorientacji. Oczy Clarie spojrzały na pudła ze smutkiem.
-Miranda.. ona, cóż.. wyrzucili ją z uniwersytetu. Nie chodziła na zajęcia i je zawaliła.
-O kurwa. To jedyne co udało mi się w tej chwili powiedzieć.
-No właśnie...Niedługo wróci żeby się pożegnać. Jest załamana, ale myślę, że powinnyśmy dać jej odejść bez tej całej dramy. Wraca do Ameryki, to jedyne do możemy dla niej teraz zrobić. Przytaknęłam i ruszyłam do mojej sypialni. Biedna Miranda... Będzie mi brakować jej wybryków. Teraz będę jedyną Amerykanką w naszym mieszkaniu.
Po wzięciu prysznica i zmienieniu ubrań, postanowiłam iść spać. Była dopiero 4 po południu, ale po tym całym dniu byłam wyczerpana. Ruszyłam w stronę mojego łóżka, które wyglądało coraz bardziej zachęcająco, ale w oczy rzuciła mi się biała karteczka leżąca na poduszce.
Delikatnie ją podniosłam i moje oczy zaczęły wertować niechlujne pismo.


Niezła próba, widzimy się wkrótce, kochanie. 

Zayn xx


Moje serce przestało pompować krew, a ja od razu wiedziałam, że tej nocy nie usnę.


*Kilka dni później* 
Po dość płaczliwym wyjeździe Mirandy, atmosfera między nami byłą napięta. Natasha podejrzewała, że coś przez nią ukrywamy. Ukrywałyśmy prawdę o moich kłopotach z One Direction, ale tylko i wyłącznie dla jej dobra.  
Od tamtej pory nie pokazywałam nikomu rany na szyi, którą zostawił mi Zayn. Pamiętam, że gdy przytulałam Eleanor, zauważyłam u niej kilka blizn. Tak jak ja, miała dość dużą malinkę w pobliżu obojczyka. Było widać, że to ślady z jej poprzednich ugryzień, które ukrywała pod makijażem.
Zrobiłam dokładnie to samo. Jednak ludzie i tak dowiedzą się, że należę do Zayna, nie ważne jak bardzo bym to ukrywała. To może tyczyć się Andrew... No ale przynajmniej się starałam.
-Do zobaczenia później!- krzyknęła do mnie Clarie, kiedy ruszyła do sali, gdzie odbywały się jej zajęcia. Posłałam jej uśmiech, pomachałam na pożegnanie i udałam się w stronę naszego mieszkania. Nie przejmowałam się już tym, że wracam sama, wręcz przeciwnie- cieszyłam się z tego. Przynajmniej Zayn nie skrzywdzi nikogo z mojego powodu. Stwierdziłam, że dopadnie mnie prędzej czy później, niezależnie od tego, czy ktoś będzie ze mną.
Nadal jednak unikałam podejrzanych ulic. Chodzenie nimi byłoby wręcz proszeniem się o to by mnie złapał.
Rozpoczęłam szybki marsz w dobrze znanym kierunku mojego domu. Zimne londyńskie powietrze nie przestało mnie zaskakiwać. Mocniej owinęłam się płaszczem, by choć trochę się ogrzać.
Spojrzałam w lewo i o mało nie dostałam zawału serca. Przez kręgosłup przeszedł mi dreszcz i czułam strach rosnący w moim ciele z każdą chwilą. Zobaczyłam Harrego i Liama opierających się o ścianę budynku skrytego w głębi ulicy. Palili papierosy i zagadywali ludzi z mojej uczelni, którzy ich mijali. Szybko pobiegłam w stronę innej uliczki, tak by mnie nie zauważyli.
Wiedziałam, że Zayn i tak mnie dopadnie... ale po co miałam to przyśpieszać?
Szłam tą alejką, mając nadzieję, że prowadzi do ulicy, którą mogłabym dojść do domu.
-Co my tutaj mamy? Męski głos zabrzmiał po mojej prawej stronie. Podskoczyłam ze strachu i obróciłam głowę w jego kierunku. Stało tam trzech kolesi, którzy mieli na sobie postrzępione jeansy i koszulki.Widać było, że cała trójka dawno się nie goliła.
-Hej skarbie, co powiesz, by spędzić ze mną chwilę?- krzyknął któryś z nich. Wywróciłam oczyma i szłam dalej. Banda pijaków...
-Dokąd się wybierasz hmm?- zapytał kolejny.
-Zostawcie mnie w spokoju!- warknęłam gdy zaczęli się do mnie zbliżać. Starałam się iść w szybkim tempie, ale lider grupy stanął mi na drodze.
-Czyżby Amerykanka?- parsknął śmiechem. Wyprostowałam się, podniosłam wysoko głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy.
-Zejdź mi z drogi! Starałam się brzmieć tak odważnie, jak tylko mogłam. Oni tylko parsknęli śmiechem... a panika ogarnęła całe moje ciało. Byłam wręcz pewna ich intencji, ale żałuję, że się nie myliłam.
-Daj spokój, cukiereczku. Nie bądź taka.- zaśmiał się. Poczułam, że owinął rękę wokół mojej tali, ale zanim zdążyłam zareagować i krzyknąć, zacisnął też rękę na moich ustach. Nie mając zbyt dużo możliwości uwolnienia się, ugryzłam go w jego obrzydliwą, brudną łapę.
Mężczyzna krzyknął z bólu, by za chwilę uderzyć mnie prosto w twarz.
-Ty suko!- warknął. Opadłam na ziemię pod wpływem kolejnego ciosu.
-Walczysz jak baba.- zaszydziłam z niego. Wiedziałam, że to tylko pogorszy moją sytuację. Był teraz porządnie wkurzony, ale nie mogłam się powstrzymać.
Kopnął mnie prosto w brzuch, przez co momentalnie zachłysnęłam się i zaczęłam pluć krwią. Pięknie... na pewne zrobiłam to z gracją. Z ust wyrwał mi się krzyk, który przypominał zabijane zwierzę. Mimo to jeden z mężczyzn postawił mnie z powrotem na nogi i znów przycisnął mi dłoń do ust.
-Myślę, że na razie ci wystarczy.
-Ej, poznaję tę dziewczynę. Najcichszy z nich się odezwał. Pozostała dwójka gapiła się na niego w szoku.
-O czym do cholery gadasz?- westchnął lider.
-Czy to przypadkiem nie jest dziewczyna Malika?- kontynuował Devon.
Część mnie wzdrygnęła się w obrzydzeniu na samą myśl o Zaynie. Od razu chciałam stanąć w swojej obronie i wyjaśnić im, że nie należę do niego i jestem niezależna. Za to inna część mnie była wdzięczna, za to, że Zayn rządził tymi ulicami i wszyscy się go bali. Może ci faceci dadzą mi spokój, jeśli zorientują się, że należę do niego..?
Jeśli mam być szczera, to cieszę się, że miałam dłoń przyciśniętą do ust, bo nie byłam pewna, czy mam się przyznać.
-Oszalałeś?- rzucił drugi.
-Nie jest nawet naznaczona.- stwierdził lider. Devon wzruszył ramionami i pozwolił im kontynuować, co zaczęli.
-Nie ruszaj się, skarbie, to minie szybko. Lider zwrócił się do mnie. Devon zajął miejsce za mną, trzymając mnie w miejscu i pilnując, by z moich ust nie wyszedł żaden dźwięk.
Powinnam się ich słuchać i nie sprzeciwiać się ani nie walczyć. Posłuchałam? Oczywiście, że nie. Nigdy nie będę posłuszna.
Mężczyzna zachłannie zrywał ze mnie ubrania, ale starałam się stawiać opór. Starałam się kopać Devona, mimo, że go to nie ruszało. Wkrótce przybrało to wymiar bardziej pobij-Hannę niż zgwałć-tą-dziewczynę.
Z każdym uderzeniem, okładaniem pięścią, kopnięciem traciłam siłę i coraz bardziej się poddawałam. Gdy już na prawdę nie miałam sił, po porostu pozwoliłam tym bandziorom zrobić co chcą. Wskóram w ogóle coś moim próbami wydostania się? Oczywiście, że nie.
Moja twarz była postrzępiona od każdego uderzenia. Moje ciało zaczęło pokrywać się niebiesko- fioletowymi siniakami, a oprócz tego było całe czerwone. Miałam wszystko odrętwiałe, ból był zbyt duży.
Najgorsze było chyba to, że nie mogłam wołać o pomoc, bo wciąż miałam rękę na ustach. Byłam pod wrażeniem wytrzymałości Devona. Na początku ugryzłam go dość mocno kilka razy, mimo to i tak nie zabrał ręki.
Do niczego jeszcze nie doszło. Chodzi mi o to, że wciąż miałam na sobie majtki i stanik. Mój oprawca całował moje ciało w niektórych miejscach. Nazwałabym to raczej aktem przemocy, a nie gwałtem.
Ale chyba stwierdziłam to zbyt szybko...
Jak już wspominałam wcześniej, byłam w samej bieliźnie, która najwyraźniej ich podnieciła. To i fakt, że byłam bezbronna, pokryta krwią z moich ran. Popieprzone dupki.
Lider jeszcze bardziej się nade mną pochylił i owinął mi rękę wokół szyi. Jego język zaznaczał mokrą ścieżkę, a jego palce jednym szybkim ruchem zerwały ze mnie stanik.
Drugi facet kucnął obok nas, ściągając mi majtki, aż zatrzymały się na moim kostkach. Jego palce drażniły moje i tak obolałe już uda.
Lider przejechał językiem, po znaku, który zrobił mi Zayn i zamarł w bezruchu.
-Cholera, co to ma być?- wysyczał, przejeżdżając palcami po mojej szyi, a gdy znów dotknął mojego znaku, jęknął i odskoczył jak najdalej ode mnie.
-D-Devon miał rację! Jest oznaczona! Miała na sobie makijaż!- wyjąkał zszokowany. Facet klęczący obok mnie odszedł w tył, patrząc na mnie w przerażeniu.
-O kurwa!
Byłam ledwie świadoma, ale poczułam iskierkę nadziei, że zostawią mnie teraz w spokoju.
-Co do cholery się tu dzieje? Dobrze znany mi, chrapliwy głos warknął. Nie zdążyłam nawet spojrzeć w stronę, z której pochodził głos.
-Zayn... Devon wydyszał i odskoczył jak poparzony, byleby jak najdalej ode mnie.
Próbowałam wstać, ale moje nogi były zbyt słabe by mnie utrzymać, więc uderzyłam głową prosto o ziemię.
Nie minęła nawet sekunda gdy moi oprawcy zniknęli mi z pola widzenia, a mój umysł ogarnęła ciemność.